piątek, 23 grudnia 2016

Panie Januszu, tu Tomek z Tczewa!

Janusz Christa miał dużo cierpliwości do fanów. Chętnie odpowiadał na listy, a przez jego gościnny dom przewijały się całe tabuny wielbicieli komiksu. O swoich spotkaniach z twórcą "Kajka i Kokosza" pisali już Łamignat (tu i tu) oraz Mietek Fijał, a teraz swoimi wspomnieniami i bezcennymi pamiątkami postanowił podzielić się Tomasz Rozanski. Oto jego opowieść...

* * *

Moja pierwsza styczność z komiksem Janusza Christy to były paski w "Wieczorze Wybrzeża". Nie pamiętam już dokładnie, ale chyba chodziło o "Pojedynek z Abrą". Rysunki tak mi się spodobały, że zacząłem kupować wszystkie komiksy autorstwa pana Janusza, jakie tylko wpadły mi w ręce. Byłem pod takim wrażeniem jego twórczości, że postanowiłem koniecznie spotkać się z nim i zobaczyć jak to wszystko wygląda, jak powstaje taki komiks. No i zaczęła się moja wielka przygoda. Podobnie jak pan Mietek Fijał, próbowałem wyprosić adres autora od redakcji "Świata Młodych". Niestety, w odpowiedzi na mój list odmówili, tłumacząc się tym, że autor nie upoważnił ich do podawania czytelnikom swojego prywatnego adresu. Przysłali mi za to... numer telefonu rysownika.


Wtedy doznałem olśnienia: pobiegłem na pocztę, dorwałem książkę telefoniczną i już miałem adres. Napisałem list do pana Janusza, że jego komiksy są super i że bardzo chciałbym się z nim spotkać i porozmawiać. Miałem wtedy 14 lat, a pan Janusz odpisał mi tak:


No i oczywiście znów pobiegłem na pocztę, zamówiłem rozmowę, a gdy pani z okienka krzyknęła: "zamiejscowa z Sopotem, kabina nr 3" (takie były czasy, rok 1985), wszedłem do kabiny, podniosłem wielką słuchawkę i powiedziałem: "dzień dobry, panie Januszu, tu Tomek z Tczewa". Porozmawialiśmy chwilę i kiedy powiedziałem mu, że od 11. roku życia jeżdżę już sam do Gdańska na Jarmark Dominikański, stwierdził, że trasa z Tczewa do Sopotu to faktycznie niewielki problem dla 14-latka. Umówiłem się z panem Januszem na sobotę, bo w tygodniu chodziłem do szkoły.

W sobotę z rana spakowałem moje komiksy, wsiadłem w pociąg i wyruszyłem w podróż. Wysiadłem w Sopocie i zacząłem pytać ludzi, gdzie jest ulica Wybickiego. W końcu udało mi się dotrzeć na miejsce. Na klatce schodowej kamienicy, w której mieszkał pan Janusz, spotkałem jakiegoś chłopaka (mniej więcej w moim wieku) i jeszcze zdążyłem kupić od niego komiks, którego mi brakowało. Potem zapukaliśmy do drzwi, pan Janusz otworzył, zaprosił nas do środka i powiedział, że ma jeszcze dojechać jeden chłopiec z Tczewa. Wtedy powiedziałem, że to właśnie ja jestem ten Tomek z Tczewa. Sprawa się wyjaśniła i pan Janusz zaczął nam tłumaczyć jak powstają komiksy, ile czasu to zajmuje itd. Oczywiście podpisał nam nasze albumy i po jakimś czasie kolega poszedł do domu, a ja jeszcze z panem Januszem i jego psem poszliśmy na spacer po lesie dookoła stadionu lekkoatletycznego, co potem stało się naszą tradycją.

Odwiedzałem go raz na pół roku, raz na rok, jak czas mi pozwalał, w miarę jak wydawane były jego kolejne dzieła. Z tą różnicą, że z początku rozmawialiśmy tylko o komiksach przy czerwonej oranżadzie, potem jak podrosłem - o komiksach i sprawach prywatnych przy kawce, a jak już byłem pełnoletni, to nawet raz piwko się zdarzyło. Zawsze po spotkaniu był spacer z Sambą (jego owczarek niemiecki, a właściwie suczka) przez las dookoła stadionu. Pamiętam też, że podczas jednej z wizyt mówił mi o jakimś młodym chłopaku, który przysłał mu próbki swoich rysunków o Dzikim Zachodzie. Czytając "Na plasterkach" o historii pana Mietka Fijała, domyśliłem się, że to właśnie o nim mówił mi wtedy pan Janusz. Fajnie, że panu Mietkowi udało się zostać rysownikiem. Pozdrawiam go serdecznie.

Janusz Christa był nie tylko prawdziwym mistrzem komiksowej kreski. Był też wspaniałym człowiekiem. Podczas jednej z naszych rozmów opowiadał, że miał wiele propozycji z Niemiec, żeby rysować "dla nich" (a raczej kopiować postacie Kaczora Donalda, czy Myszki Miki), ale odmawiał tłumacząc: "Ja rysuję dla polskich dzieci". To rzadko spotykana zaleta, że ktoś zamiast wybrać dużo wyższe zarobki, woli robić coś dla swoich rodaków za mniejsze pieniądze. Był też miłośnikiem zwierząt. Mówił, że najlepsze psy są ze schroniska, bo one potrafią być najbardziej oddane i najwierniejsze, a wszystkie jego psy nosiły imiona od nazw tańców (za "moich" czasów była to Samba). Pamiętam go też jako człowieka, z którym można było pogadać o wszystkim, o radościach i o niepowodzeniach, i jako "totalnego luzaka" z super poczuciem humoru, o czym po trosze może świadczyć list, który przysłał mi w 1991 r., kiedy wzięli mnie do wojska.


Niestety koniec mojej przygody z komiksem i panem Januszem nie jest już dla mnie taki wesoły. Po raz ostatni widziałem się z nim po roku 2000, nie pamiętam już dokładnie - może był to 2003, a może 2004. W roku 2006 wyjechałem do Wielkiej Brytanii, szukając rozwiązania moich problemów finansowych. O śmierci pana Janusza dowiedziałem się z telewizji. Niestety nie mogłem być na pogrzebie, czego chyba nigdy sobie nie daruję. Nie miałem nawet odwagi zadzwonić do jego domu z kondolencjami, bo chyba nie miałbym odwagi wykrztusić z siebie słowa. Od tamtej pory nie kupiłem już nigdy żadnego komiksu.


Gdy kilka dni temu chciałem poszukać w internecie jakiejś informacji o miejscu jego spoczynku, żeby móc chociaż zapalić świeczkę i pożegnać się z przyjacielem, trafiłem na wywiad z wnuczką Pauliną Christą. Fajnie, że jest ktoś kto nie pozwoli zapomnieć światu o tym wspaniałym człowieku (pozdrawiam serdecznie panią Paulinę). Potem trafiłem na blog "Na plasterki". Zacząłem czytać i wspomnienia wróciły. Poszedłem do piwnicy i wykopałem swoje pamiątki po panu Januszu. Są to m.in. 22 szkice postaci, które pan Janusz wymyślał, przygotowując się do narysowania zeszytu do sztuki teatralnej "O straszliwym smoku i dzielnym szewczyku, prześlicznej królewnie i królu Gwoździku". Podarował mi je gdzieś ok. 1985 r., a właściwie, widząc jakie wrażenie na mnie zrobiły, powiedział: "weź sobie Tomciu, skoro ci się podobają". Były one narysowane na odwrocie blaudruków "Cudownego leku". Szkoda tylko, że za młodu pociąłem te postacie na mniejsze kawałki, żeby mieć każdą osobno. Mam nadzieję, że wszystkim fanom Janusza Christy spodobają się te własnoręczne szkice w ołówku, bo jest to coś (przynajmniej dla mnie) co jest jeszcze piękniejsze od rysunku tuszem. Przeleżały u mnie 30 lat, a teraz, dzięki blogowi "Na plasterki", niech wszyscy je zobaczą.

Pozdrawiam wszystkich fanów Janusza Christy, życząc Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego 2017 Roku.
Tomasz Rozanski

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Stage diving in Dębica

Wracamy do kserowanych przeróbek "Kajka i Kokosza". Rok temu Michał Traczyk, vice-naczelny "Zeszytów Komiksowych" przysłał nam blady skan punkowego zina "Pasażer" z 1991 r., w którym na ostatniej stronie majaczył fragment "Złotego pucharu". Była to n-ta kopia z kopii, tekstu nie dało się rozczytać, więc znalezisko wylądowało na stercie pn. "Może kiedyś". To kiedyś nastąpiło w ubiegłym tygodniu. Okazało się, że "Pasażer" nie tylko nadal się ukazuje (ostatnie numery liczą ponad 200 stron!), ale 20 lat temu przeistoczył się w wydawnictwo płyt i kaset z muzyką HC/punk. Więcej na temat zina przeczytacie w artykule "Na kontrze do babilońskich mediów".

Przyzwoitej jakości skan komiksu dostaliśmy od Jacka Radomskiego, autora bloga "Polski HC/punk, new wave i okolice 1979-2014" (wielkie dzięki!). Przed Wami - w całej swej pełnej punkowej krasie/szpetocie - historyjka pt. "Stage diving in Dębica" z tekstem Mariusza "Bezkoca" Prokuskiego, twórcy "Pasażera".


Kontynuacja tego komiksu ukazała się w trzecim numerze zina, ale nie była przeróbką "Kajka i Kokosza" tylko "Tytusa, Romka i A'Tomka". Ten temat zostawiamy blogom poświęconym twórczości Papcia Chmiela. Są takie?


Na koniec przypomnijmy, że w naszym archiwum jest jeszcze jeden taki punkowy komiks pt. "Walkman" i że (mimo obrzydzenia) wciąż poszukujemy podobnego mash-upu z neofaszystowskiej gazetki "Rycerze Orła Białego".

piątek, 16 grudnia 2016

Audiokomiks

Maciek Kur znalazł na YouTubie udźwiękowioną wersję "Kajka i Kokosza: Na wczasach". Autorami adaptacji są Gosia i Piotr Karscy z UK. Nie wiemy jak z legalnością projektu, ale słucha się tego całkiem przyjemnie, miejscami lepiej niż oficjalnej "Szkoły latania". Życzymy miłej dźwiękolektury.


Jeśli ktoś miałby ochotę na więcej, to w sieci dostępne są także "Skarby Mirmiła" Edwarda Snopka z 2011 r. (cz. 1 i 2).

czwartek, 15 grudnia 2016

Kajko i Kokosz w podziemiu

Za nami 35. rocznica stanu wojennego, czas na konspiracyjne kajkoszowe wykopalisko. Namierzył je Darek z Krosna w książce prof. Wojciecha Polaka "Śmiech na trudne czasy. Humor i satyra niezależna w stanie wojennym i w latach następnych (13 XII 1981 - 31 XII 1989)" (wydawnictwo Finna, 2007).

Autor monografii zebrał w jednym miejscu nieprawdopodobną ilość dowcipów rysunkowych i komiksów (tak, to nie pomyłka) z prasy podziemnej, głównie z końcówki lat 80. Wcześniej "bibułę" drukowano na powielaczach, które nie nadawały się do grafiki - zmieniło się to dopiero około 1984 r., dzięki dostępowi do sitodruku, a potem offsetu i kserokopiarek. Wśród opublikowanych rysunków, w większości rzecz jasna anonimowych (do wyjątków należą prace Jacka Fedorowicza, Andrzeja Krauzego czy Szczepana Sadurskiego), znalazło się kilka przeróbek "Kajka i Kokosza". Oto one:


Wszystkie widoczne powyżej rysunki pochodzą z konspiracyjnych pisemek wydanych przez młodzież szkolną w ostatnich miesiącach PRL-u. Trzy pierwsze to kadry ze "Szkoły latania" (Zbójcerze i Łamignat) oraz "Wielkiego turnieju" (Prezes Krzepy i Turniejów), natomiast ostatni jest przerobioną ilustracją tytułową z albumu "Woje Mirmiła" (KAW 1988).


Podobne ideologiczno-komiksowe mash-upy funkcjonowały w drugim obiegu jeszcze na początku lat 90., choć tematyka była już zupełnie inna, a ryzyko w zasadzie żadne. Na naszym blogu znajdziecie np. komiks z punkowego zina "Walkman", a wkrótce zaprezentujemy kolejny (gdy tylko dostaniemy skany od dawnego wydawcy). Zostańcie z nami.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

KKvP

W ramach przedświątecznej głupawki - jeszcze jeden crossover z serii "Zróbmy sobie okładki".


[podpowiedź]

środa, 30 listopada 2016

Kajko i Kokosz idą do szkoły

Jak informuje "Dziennik Gazeta Prawna", w nowej podstawie programowej "Szkoła latania" ma być lekturą obowiązkową dla IV klasy podstawówki. Od jutra zaczynamy pisać bryk.

poniedziałek, 28 listopada 2016

(FANART) Kajko wraca do kopalni

Od Adama Kałuży dostaliśmy dwa plakaciki BHP. Niestety, znalazca nie pamięta gdzie je wygrzebał. Obrazki są tak małe, że nie da się przeczytać nazwiska rysownika. Być może jest to ten sam artysta, który już raz przerobił Kajka na górnika (patrz: kufel z Bełchatowa).


Plakacik z uroczym hasłem o protezach to oczywiście kadr z "Na wczasach". Ale tego ze sztygarem nijak nie możemy zidentyfikować, choć też na kilometr pachnie Christą. Pomożecie? Ten ze sztygarem pochodzi z "Wojów Mirmiła", co podpowiedział nam Wojtek Obremski. Brawo za rewolucyjną czujność!


EDIT: Wiemy już skąd się wzięły plakaciki - ze strony www Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Żeby je znaleźć, trzeba zagrać w grę planszową "Robota na Grubie" i postawić pionek na polu ze szkoleniem BHP (nie da się go ominąć).


Na koniec wyjaśnienie - odkrywca plakacików, Adam Kałuża jest autorem gry planszowej "Kajko i Kokosz: Wielki wyścig" (Egmont 2009). Wiedziałem, że skądś znam to nazwisko...

sobota, 26 listopada 2016

60 lat minęło!

W tym miesiącu udało nam się już przegapić jedną rocznicę, ale drugiej nie przepuścimy! Dokładnie 60 lat temu, w listopadzie 1956 r., Janusz Christa zadebiutował jako rysownik na łamach miesięcznika "Jazz" (nr 5/1956).


Więcej o początkach kariery Jubilata przeczytacie w artykule "Na początku był Jazz".

sobota, 12 listopada 2016

Nowy Wspaniały Eksponat

Parę dni temu udało mi się upolować na Allegro pirackie kajkoszowe klocki sprzed 20 lat. Polowanie było z nagonką, ponieważ cynk o aukcji dostałem od jednego z czytelników. Wielkie dzięki! Jest to już drugi taki egzemplarz w mojej kolekcji. Po co mi dwa? Ano po to, że ten różni się trochę od poprzedniego.


Tym razem też mamy dwa obrazki z "Kajka i Kokosza", ale tylko jeden się powtarza (Kokosz w klubo-gospodzie), a drugi - ten z kolaską - jest całkiem nowy. Reszta rysunków od Sasa do Lasa: trochę Disneya, trochę nie wiadomo czego.


Oba posiadane przeze mnie warianty są tak samo tandetne - pudełko z cienkiego kartonu, klocki z plastiku, naklejki z papieru. Producent bez wątpienia ten sam, chociaż ani na "starym", ani na "nowym" opakowaniu się nie podpisał. Zakładam, że działał lokalnie na północy kraju, bo pierwszy egzemplarz kupiłem w Koszalinie (koniec lat 90.), a drugi dotarł do mnie z Bydgoszczy. Swoją drogą ciekawe ile wersji tego cacka trafiło na rynek. Jeśli było tylko 9 rysunków, to ze wzoru n!/k!(n-k)! wychodzą 84 wersje, ale jeśli "grafik" popełnił jeszcze jeden obrazek, to 210. Gdybyście na którąś trafili, dajcie znać.

poniedziałek, 7 listopada 2016

SONDA: Setki fanów nie mogą się mylić

Nareszcie wiemy które komiksy o Kajku i Kokoszu lubicie najbardziej. Nie musimy się domyślać ani spekulować, wszystko mamy czarno na białym. A teraz spieszę poinformować, że w naszej internetowej sondzie wygrały... (orkiestra tusz) "Szranki i konkury"!!! Tuż za nimi uplasował się "Dzień Śmiechały", a trzecie miejsce zajęło "Na wczasach". Trzeba przyznać, że macie gust - Janusz Christa też uważał epickie "Szranki" za swój najlepszy komiks.


Powyższa trójka od samego początku zdecydowanie prowadziła w tabeli i ostatecznie zdobyła ponad połowę wszystkich głosów. Pozostałe tomy utworzyły dość zwarty peleton, który otwiera "Złoty puchar" (mój ulubiony), a zamykają cztery albumy o Milusiu (dlaczego nie lubicie Milusia?) i "Mirmił w opałach".


Poniżej prezentuję ten sam wykres, ale w układzie chronologicznym. Okazuje się, że zależność pomiędzy czasem powstania albumów a ich "kultowością" jest znikoma, jeśli nie żadna. Największe perełki rozsiane są równomiernie: w "Wieczorze Wybrzeża" oraz w pierwszym i drugim okresie współpracy ze "Światem Młodych".


Sonda otwarta była przez pięć dni, w tym czasie oddano aż 286 głosów (!). Głosowanie zakończyło się gdy klikalność spadła niemal do zera, co oznaczało, że większość zainteresowanych zdążyła się wypowiedzieć. Wyniki cząstkowe znajdziecie na facebooku. Bardzo dziękuję wszystkim za udział, a Gildii za wsparcie. Jeśli chodzi o interpretację wyników, to jest chyba na nią za wcześnie. Gdybyście jednak mieli jakieś przemyślenia, podzielcie się nimi.

czwartek, 3 listopada 2016

SONDA: Najlepszy z najlepszych

Zapewne każdy z nas ma ulubiony album o Kajku i Kokoszu. Dla mnie absolutnym numerem jeden jest "Złoty puchar", ale wiem, że część fanów woli "Na wczasach", a jeszcze inni "Dzień Śmiechały". Z kolei sam Janusz Christa uważał, że najlepsze są "Szranki i konkury". Przyznam, że zawsze ciekawiło mnie jak rozkładają się sympatie czytelników, stąd pomysł na przeprowadzenie niezobowiązującej sondy. Chwileczkę, jeszcze nie klikajcie! To coś pod spodem to tylko obrazek.


Prawdziwy formularz znajdziecie w bocznym menu, pod zdjęciem Janusza Christy (albo tutaj, jeśli wchodzicie przez komórkę). Głosować można na jeden ulubiony komiks spośród wszystkich 14 stworzonych przez Mistrza. Historii z "Wieczoru Wybrzeża" nie dzieliłem na tomy, a "Urodzin Milusia" nie rozbijałem na opowiastki. Gdyby komuś wszystko się pokiełbasiło, to tu jest komplet okładek. Pośpiechu nie ma, można się zastanawiać - sonda będzie wisiała tak długo, aż uda się wyłonić zdecydowanych faworytów. Zapraszam do zabawy.

PS. Głos za Janusza Christę już oddałem.

PPS. Jeśli ktoś najbardziej lubi "Rozprawę z Dajmiechem", to oddaje głos na "Wojów Mirmiła", których "Rozprawa" jest częścią.

EDIT: I już po sondzie. Wyniki tutaj.

środa, 2 listopada 2016

(FANART) Miluś na studniówce

Staszek Orłowski z Kabaretu Szuje przysłał nam zdjęcie takiej oto sympatycznej przypinki sprzed ćwierćwiecza.


Znaczek ma wymiary 3,5 x 4,5 cm. Staszek wygrzebał go tydzień temu w małym sklepiku ze starociami. Po krótkim śledztwie okazało się, że przypinka pochodzi z Zespołu Szkół Zawodowych Nr 1 im. Józefa Psarskiego w Ostrołęce. Informacja została potwierdzona przez jednego z ówczesnych maturzystów ZSZ. Jest to już bodajże ósmy okolicznościowy znaczek z Kajkiem i Kokoszem, jaki udało się namierzyć, w tym drugi "nieoficjalny" (poprzednie znajdziecie tutaj i tutaj).

Oprócz znaczka dostaliśmy też fotki innych pamiątek z kolekcji ostrołęckiego kabareciarza: krótki list od Janusza Christy i autograf na specjalnie wykonanym kartoniku - oba z 2007 r. Dziękujemy jak nie wiem co.