poniedziałek, 29 listopada 2010

Na początku był Jazz

Omawiając "Hair po polsku" wspomnieliśmy o jazzowych fascynacjach Janusza Christy. Dziś cofniemy się do czasów, gdy przyszły twórca "Kajka i Kokosza" nie wybrał jeszcze między perkusją i rysunkiem. Miał wtedy 22 lata i szczęście, że mieszkał w Trójmieście. To tamtędy, w marynarskich workach docierały do PRL-u najfajniejsze produkty zza żelaznej kurtyny: jazz, komiksy, guma do żucia, a potem rock.

W lipcu 1956, na fali postalinowskiej odwilży, powstał w Gdańsku miesięcznik Jazz, pierwszy magazyn o muzyce uznawanej dotąd za obcą ideologicznie i ośmieszanej jako bikiniarska (bikiniarze to polska wersja subkultury teddy boys). Miesięcznik wydawany był przez Związek Zawodowy Pracowników Kultury. Koledzy-jazzfani powierzyli Chriście stanowisko sekretarza redakcji, zapewne dlatego, że liznął ekonomię w szkole handlowej, umiał grać na perkusji i... zapewniał oprawę graficzną. Jego pierwsze rysunki ukazały się w numerze listopadowym, poniżej prezentujemy trzy z nich.

Debiut prasowy Janusza Christy, Jazz nr 5, listopad 1956

W sumie Jazz wydrukował kilkanaście ilustracji i dowcipów Christy. Już w "swoim" drugim numerze (grudzień 1956) rysownik spróbował odpowiedzieć na nurtujące go od zawsze pytanie "co było dalej?" i narysował żart złożony z dwóch kadrów. W numerze z lutego 1957 narysował tych kadrów jeszcze więcej, publikując w ten sposób swoją pierwszą, mikroskopijną (9,5 x 2 cm) historyjkę obrazkową pt. "Rock and Roll".

Pierwsze historyjki obrazkowe Christy, Jazz nr 6 (grudzień 1956) i 8 (luty 1957)

Na numerze lutowym kończą się drobne rysunki Christy. W marcu 1957 zastąpiła je seria "Opowieść o Armstrongu", czyli ilustrowana historia życia wielkiego Satchmo, z tekstem M. Wójcikiewicza (według Christy za pseudonimem krył się Józef Balcerak, ówczesny redaktor naczelny Jazzu). To również nie był stuprocentowy komiks, ale tzw. prakomiks, forma już wówczas bardzo archaiczna, bez dymków, z podpisami poniżej obrazków - jak w "Koziołku-Matołku". Do października 1957 ukazało się osiem odcinków, każdy złożony z pięciu kadrów, raz w układzie poziomym, a raz pionowym. Podtytuł "Nowy Orlean" sugerował, że planowano kontynuację, jednak dalsze epizody już się nie pojawiły.


"Opowieść o Armstrongu" nie miała dotychczas przedruku, a szkoda, bo to jeden z nielicznych komisów realistycznych Christy, w stylu "Skarbów starego zamczyska". Jedyną szansą zapoznania się z nim jest dotarcie do Jazzu z lat 1956/57. Zdobycie czasopisma z pewnością nie będzie łatwe, bo nakład wynosił zaledwie 5000 egzemplarzy, ale na szczęście można je znaleźć prawie w każdej większej bibliotece.

W momencie startu "Opowieści o Armstrongu" kariera Christy zaczęła już nabierać rozpędu. Dokładnie w tym samym miesiącu, w marcu 1957 ukazał się również one-shot "Kichaś" w Wieczorze Wybrzeża, a w tygodniku Przygoda pierwszy odcinek serii "Kuku-Ryku". Ten ostatni komiks miał już wszystko to, za co kochamy Janusza Christę: duże plansze, dymki, parę sympatycznych bohaterów i mnóstwo humoru.

Robert Trojanowski i Piotr Kasiński kapitalnie podsumowali ten etap życia jazzmana-rysownika słowami: "dziękujemy mu bardzo, że zamiast pałeczek perkusyjnych wolał ołówki i piórka" (tekst pochodzi z szorta "J.azz Christ.", Zeszyty Komiksowe #9, "Antologia memoria Janusza Christy"). Nic dodać, nic ująć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.