piątek, 6 sierpnia 2010

Znaczki

Czy można sobie wyobrazić amerykańską serię komiksową bez towarzyszących jej znaczków reklamowych? Pewnie można, ale my tu w Polsce w ogóle świetnie obywamy się bez takich niepotrzebnych głupstw. W całej 35-letniej historii "Kajka i Kokosza", tylko cztery razy można było wpiąć sobie w klapę wizerunki bohaterów. Jako pierwszy, około roku 1974, na taką ekstrawagancję odważył się Express Ilustrowany, który w tym czasie przedrukowywał "Złoty puchar" (jako "Złoto Mirmiła"). Plastikowy znaczek na szpilce wydany został z okazji festynu Cepeliada i całymi latami z dumą noszony był przez łódzką dzieciarnię.

Natomiast po gdańskim Jarmarku Dominikańskim z roku 1978 została nam nieco skromniejsza plakietka z Mirmiłem i Milusiem, narysowanymi przez jakiegoś niezbyt wiernego kopistę. Wygląda to jak zemsta Trójmiasta za odejście Christy z Wieczoru Wybrzeża.


W roku 2000 wydawnictwo Jupi Direct zorganizowało w Warszawie festyn z okazji Dnia Dziecka, połączony z promocją serii "Kajko i Kokosz: Wielki powrót wielkich przyjaciół". Tu można się było obłowić w najrozmaitsze gadżety reklamowe (ten temat wymaga chyba szerszego omówienia), a jednym z nich był tekturowy znaczek na agrafce, stanowczo zbyt duży, by nadawał się do noszenia.

Wreszcie w 2008 roku wydawnictwo Egmont wypuściło na WSK serię plastikowych znaczków dla uczczenia 50-lecia pracy twórczej Christy. I to tyle. Jeśli coś przegapiliśmy, koniecznie dajcie znać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.