"W krainie borostworów" to pierwsza przygoda Kajka i Kokosza, jaką Janusz Christa narysował po definitywnym rozstaniu ze "Światem Młodych". Komiks powstał na przełomie lat 1984/85. KAW oddał go do druku natychmiast, ale wydał dopiero w roku 1987. Na szczęście czytelnicy w ciągu tych dwóch lat nie byli całkowicie odcięci od twórczości Christy. Przez ten czas ukazały się dwa zaległe epizody w "Fortunie Amelii" (1986) oraz przedruki z Wieczoru Wybrzeża - "Złoty puchar" i "Szranki i Konkury" (1985)."Borostwory" zostały wydane na przyzwoitym papierze i jako jedyne w ofercie KAW-u były klejone, a nie zszywane. Gdyby okładkę wydrukowano na lepszym papierze, edycję można by uznać za niemal ekskluzywną, oczywiście jak na tamte czasy. Komiks podzielony był na sześć 8-stronicowych rozdziałów (podobnie jak "Gucek i Roch"). Choćby z tego powodu trzeba się zastanowić, czy na pewno rysowany był z myślą o albumie. A może miał być opublikowany w odcinkach w jakimś magazynie?
Podobno Adam Kołodziejczyk - redaktor z KAW-u, wydawca komiksów Christy i jego dobry znajomy, próbował w połowie lat 80-tych wskrzesić "Relax". Jak wiemy, skończyło się na trzech zbiorkach (1986-88), zawierających m.in. cztery krótkie epizody "Kajka i Kokosza" z roku 1979. Komiksy Christy były prawdopodobnie ostatnimi pozostałościami po starym "Relaksie"; większość niewykorzystanych w magazynie prac zdążyła się ukazać w antologiach z lat 1982-83: "Ogień nad tajgą" i "Diamentowa rzeka". Z braku innego materiału, do nowych antologii Kołodziejczyk dołożył - obok kajkoszowych epizodów - nowe prace, m.in. "Wielkie wyprawy" Kasprzaka i "Fortunę Amelii" Wróblewskiego, narysowane w latach 1984-85 (daty wpisane odręcznie przez rysowników). Komiksy te składały się z kilkustronicowych, ponumerowanych odcinków, a zatem powstały z myślą o publikacji w magazynie, a nie w albumie. Ktoś je musiał zamówić i wszystko wskazuje na to, że był to właśnie red. Kołodziejczyk. Za hipotezą magazynu-widma przemawiają również inne komiksy Wróblewskiego z tego okresu: "Skradziony skarb" (1984) i "Figurki z Tilos" (1985) - one także podzielone są na odcinki. Założę się, że i "Borostwory" miały być częścią tego samego projektu "Relax Bis".W porównaniu z poprzednimi tomami, Christa wydłużył komiks z 40 do 48 stron. Efekt ten uzyskał "rozrzedzając" akcję, tzn. rozmieszczając rysunki w trzech, a nie jak dotychczas w czterech rzędach na stronie. Średnia ilość kadrów spadła więc z 10 do 7 na planszę. Jak łatwo obliczyć, cały komiks zmieściłby się zaledwie na 32 stronach w starym układzie. Dla czytelników wzrost objętości był zatem pozorny, ale dla rysownika całkiem realny. Rozliczał się on bowiem z wydawnictwem za stronę, a nie za rysunek, więc tym razem za mniejszy wkład pracy otrzymał wyższe honorarium (po raz pierwszy Christa zastosował ten chwyt w historyjkach o Milusiu).
Drugie wydanie "Borostworów" różniło się jedynie brakiem grzbietu (zeszyt był zszywany a nie klejony) i jeszcze jednym "drobiazgiem". Pracownikom KAW-u udało się zgubić oryginał okładki i zaledwie rok od pierwszego wydania do druku trzeba było wykorzystać kopię. Stratę tę widać najlepiej w najnowszej edycji Egmontu, w której komputerowy kolor jest szczególnie rażący.Na wystawie prac Christy, która towarzyszyła tegorocznemu MFKiG w Łodzi, można było zobaczyć sporo szkiców z borostworami. Christa bardzo starannie przygotował się do tego komiksu, tworząc całe uniwersum nowych postaci. Może zatem dziwić fakt, że całą tę historię zamknął zaledwie w jednym, krótkim albumie. Faktem jest, że istnieją jakieś nieznane rysunki, które nie ujrzały na razie światła dziennego, a nawet niezrealizowany projekt puzzli z 1991 roku. A jeśli nie miały to być puzzle, tylko okładka drugiej części? Szczerze mówiąc, nie bardzo wierzę, żeby Christa planował powrót do krainy borostworów, ale miło jest wyobrazić sobie jeszcze jeden album z Kajkiem i Kokoszem.
![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() |
| Eksponaty z wystawy w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Foto: Andman/Polter | ||
Jedną z wystawionych w Łodzi prac był projekt tytułowej winietki. Napis brzmi "Wśród borostworów" i zdaje się, że pierwotnie tak miała się ta historia nazywać. Jej dodatkowy epizod pojawił się w kalendarzu na rok 1988. Na podstawie komiksu w roku 1994 ukazała się komputerowa gra przygodowa, rozwijająca w dość swobodny sposób fabułę opowieści. Cztery lata później pojawiła się kolejna gra, tym razem dla najmłodszych. Towarzyszył jej komiks "W krainie borostworów" w wersji multimedialnej i było to chyba pierwsze tego typu wydawnictwo w Polsce. Obie gry miały kilka wersji edytorskich, o których na pewno kiedyś napiszemy.
![]() | ![]() |
Kolejny pełnometrażowy komiks o Kajku i Kokoszu - "Mirmił w opałach" powstał dopiero cztery lata później (1988/89). W międzyczasie Christa narysował dwa kalendarze na lata 1987 i 1988 oraz całą serię puzzli. Oczekiwanie na nowy komiks umiliły również epizody w zbiorach "Bambi" (1987) i "Wygnaniec" (1988), albumowe wydania "Wojów Mirmiła" (1987-88), "Tajemniczego rejsu" (1988) i "Śladem białego wilka" (1989, pierwszy album z serii "Kajtek i Koko") oraz reedycje wszystkich dotychczas wydanych komiksów Christy (1988-89).
"Mirmił..." ukazał się w roku 1990 nakładem warszawskiej Oficyny Literatów RÓJ Sp. z o.o. Był to już drugi "Kajko i Kokosz" - po rozszerzonej wersji "Zamachu na Milusia" (1989) - wydany przez tę spółkę. Chociaż PRL się skończył, KAW padł (a właściwie podzielił się na małe regionalne KAW-iki), a na rynek śmiało wkroczyły prywatne wydawnictwa, to pewne rzeczy się nie zmieniły. Tutaj pomostem między dwiema rzeczywistościami był... red. Adam Kołodziejczyk, wymieniony w stopce jako redaktor serii.Jakość albumu była jeszcze gorsza niż za czasów KAW-u i chyba nie tylko mój egzemplarz komiksu jest tak beznadziejny. Nowy, samofinansujący się wydawca oszczędzał dosłownie na wszystkim: na papierze, na druku, a nawet na zszywkach. Porządna jest jedynie okładka, z tym, że jej niemal kwadratowy format tylko na pierwszy rzut oka przypomina poprzednie albumy. Fani musieli czekać aż 13 lat (!), żeby przeczytać tę historię wydaną w przyzwoity sposób.
Christa zresztą też był oszczędny. "Mirmił w opałach" posiada trzy rzędy kadrów na stronie (jak "W krainie borostworów"), czyli jego 46 stron to tylko około 31 regularnych plansz. Moim zdaniem w komiksie za dużo jest aluzji do rzeczywistości lat 80-tych, przez co historyjka zbyt różni się od poprzednich tomów "Kajka i Kokosza". Fabuła albumu mogłaby za to stać się (po małych przeróbkach) znakomitym scenariuszem dla kolejnych przygód Kajtka i Koka, czymś w rodzaju komiksowego odpowiednika filmów Barei. Czyżby historia zatoczyła koło i autor zapragnął powrotu do swoich starych bohaterów i bardziej aktualnej tematyki? Faktem jest, że kilka następnych lat spędził przygotowując albumowe reedycje przygód Kajtka i Koka, a nawet narysował nowy komiks "Polbida", rozgrywający się w Polsce czasów transformacji systemowej.
![]() | ![]() |
| Janusz Christa z projektem okładki (kadr z filmu "Christa") | Pożegnanie z czytelnikami |
Kto by pomyślał, że zmierzch socjalizmu w naszym kraju stanie się także końcem wspaniałej serii o Kajku i Kokoszu? Na ostatnim kadrze Christa postanowił w nietypowy i oryginalny sposób pożegnać się z czytelnikami i przy słowie "KONIEC" narysował machającego na pożegnanie ludzika, w którym Arkadiusz Florek - chyba słusznie - dopatrzył się wizerunku samego autora.
![]() |












W rzeczywistości nowy był tylko quasi-realistyczny rysunek. Cała reszta, czyli narracja, rozwiązania fabularne i specyficzny humor były typowe dla Christy, a główni bohaterowie to nie kto inny, jak przebrani w "poważne" kostiumy Kajtek i Koko. Z tą jednak różnicą, że zamienili się rolami. Odpowiednik Kajtka jest gruby i mniej inteligentny, a spadkobierca Koka okazuje się roztropnym, przystojnym blondynem, wręcz łamaczem kobiecych serc. Nie mogło też zabraknąć profesora Kosmosika, który wystąpił tutaj jako profesor Mixtur. Podobieństwa do wcześniejszych prac autora są na tyle duże, że nikt chyba nie uwierzył jakoby scenarzystą był Adam Kołodziejczyk.






































