Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 października 2026

Pan Paparura na horyzoncie

Nieznane i rzadko publikowane komiksy Janusza Christy w kolekcjonerskim albumie „Pan Paparura i pies Aj oraz inne historie”

Pierwsze opublikowane prace, komiksy z magazynu „Relax”, adaptacje klasycznych bajek i niedokończona „Polbida” – album „Pan Paparura i pies Aj oraz inne historie. Komiksy różne” pozwala poznać mniej znaną część dorobku jednego z najważniejszych twórców polskiego komiksu, Janusza Christy. W kolekcjonerskim wydaniu w twardej oprawie zebrano komplet jego komiksów spoza głównych serii: „Kajka i Kokosza”, „Kajtka i Koka” oraz „Gucka i Rocha”. Premiera albumu już 28 października 2026 r. Przedpremierowo komiks będzie dostępny na stoisku wydawnictwa Egmont (C45/hala Wisła) podczas 29. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie w dniach 22-25.10.2026 r.

Janusz Christa (1934–2008) na trwałe zapisał się w historii polskiego komiksu. Jego bohaterowie od pokoleń bawią czytelników, a przygody Kajka i Kokosza doczekały się kolejnych wydań, zagranicznych edycji i oficjalnych kontynuacji. Jednak twórczość autora to znacznie więcej niż opowieści o dwóch słowiańskich wojach czy perypetie marynarzy Gucka i Rocha. Album „Pan Paparura i pies Aj oraz inne historie” pozwala odkryć tę mniej znaną, różnorodną część jego artystycznego dorobku.

W albumie znalazły się zarówno najwcześniejsze opublikowane prace Christy, drukowane w magazynie „Jazz” i tygodniku „Przygoda”, jak i późniejsze historie przygotowywane dla magazynu „Relax”. Czytelnicy poznają autorską wersję przygód Koraka, syna Tarzana, a także słynne „Bajki dla dorosłych”, w których – jak podkreśla Tomasz Kołodziejczak, autor wstępu – Christa osiągnął szczególne mistrzostwo graficzne. Zbiór uzupełniają programy teatralne będące adaptacjami klasycznych bajek, stworzone we współpracy ze scenarzystką Grażyną Antoniewicz oraz inne rzadko przypominane komiksy i krótkie formy. Tom zamyka „Polbida” – niedokończona historia z początku lat 90., będąca ostatnim komiksem autora.

To przekrojowa podróż przez kilkadziesiąt lat twórczości artysty. Najstarsze prace zgromadzone w albumie mają około siedemdziesięciu lat, a najnowsze powstały mniej więcej trzy i pół dekady temu. Niektóre z nich są świadectwem swoich czasów, inne nadal zachwycają rysunkową pomysłowością i humorem.

Przygotowanie albumu wymagało żmudnej pracy nad materiałami rozproszonymi po dawnych czasopismach, wydawnictwach i publikacjach. Wiele z nich przetrwało jedynie w postaci reprodukcji, często słabej jakości, dlatego istotnym etapem prac była ich renowacja. Za odtworzenie i opracowanie materiałów odpowiadał Arkadiusz Salamoński, grafik komputerowy, a zarazem miłośnik i znawca twórczości Christy.

Album zawiera mnóstwo komiksowych różności i skarbów, które wyszły spod ręki Mistrza. Przygotowanie takiego zbioru wiązało się również z licznymi decyzjami edytorskimi: trzeba było dostosować układy kadrów do formatu książki, opracować materiały w różnym stanie zachowania i zdecydować o sposobie prezentacji poszczególnych historii. Niektóre komiksy wydrukowano w czerni i bieli, zgodnie z preferencjami samego autora, a w wybranych żartach pozostawiono czytelnikom możliwość samodzielnego uzupełnienia pustych dymków.

Album uzupełniają wstęp Tomasza Kołodziejczaka, fana i wieloletniego wydawcy komiksów Janusza Christy, prowadzącego vlog Otwarte Komiksy, oraz posłowie Krzysztofa Janicza, autora bloga Na plasterki!!! poświęconego twórczości artysty. Posłowie opowiada o fascynującej historii odkrywania zapomnianych prac Christy i przywracania ich czytelnikom. To także zapis początków polskiego fandomu komiksowego. Czasów, gdy poszukiwania prowadzono w bibliotekach, antykwariatach i archiwach, a kolekcjonerzy wymieniali się wycinkami, kserokopiami i informacjami. Dzięki zaangażowaniu pasjonatów udało się odnaleźć i udokumentować wiele prac, które mogłyby bezpowrotnie zniknąć z pamięci kolejnych pokoleń.

„Pan Paparura i pies Aj oraz inne historie” to zatem nie tylko kolekcjonerski album z komiksami. To również świadectwo wieloletniej pracy nad zachowaniem dziedzictwa jednego z najważniejszych polskich artystów komiksowych oraz propozycja dla wszystkich, którzy chcą spojrzeć na jego twórczość z nowej perspektywy. Obowiązkowa pozycja dla kolekcjonerów, wieloletnich miłośników twórczości autora i czytelników, którzy dopiero odkrywają jego komiksy. Album pozwala zajrzeć poza najbardziej znane serie i przekonać się, jak wiele różnorodnych historii pozostawił po sobie Mistrz.

Pan Paparura i pies Aj oraz inne historie

Scenariusz i rysunki: Janusz Christa
Publicystyka: Tomasz Kołodziejczak, Krzysztof Janicz
Oprawa: twarda
Objętość: 232 strony
Format: 216x285
Cena okładkowa: 139,99 zł
Przedsprzedaż: 97,99 zł (Egmont.pl)
ISBN: 978-83-281-8023-9

wtorek, 6 października 2026

Wielki apel do fanów

Wojtek Obremski rusza z propozycją!

Uwaga! Pojawiła się wreszcie szansa na ulicę Janusza Christy w Sopocie! Jednak to, czy takowa powstanie, zależy w dużej mierze od nas, fanów mistrza z Wybrzeża.

Urząd Miejski w Sopocie ogłosił konkurs na nazwę ulicy, która połączy ul. 3 Maja i Jana z Kolna. Propozycje można wysyłać do 12 października, na adres nazwa.ulicy@um.sopot.pl Należy dodać też uzasadnienie. Jego napisanie nie powinno nastręczać trudności miłośnikom twórczości pana Janusza, ale dla ułatwienia podaję przykładowy wzór:

Janusz Christa (1934–2008) był jednym z najważniejszych polskich twórców komiksu — rysownikiem, scenarzystą i autorem m.in. kultowych przygód Kajtka i Koka oraz Kajka i Kokosza. Urodził się w Wilnie, ale swoje życie artystyczne związał przede wszystkim z Sopotem. Miasto to zajmowało w jego biografii szczególne miejsce: Christa wychował się i pracował w tym mieście, w dodatku właśnie tutaj powstały jego najbardziej znane dzieła. Przez lata był jednym z charakterystycznych mieszkańców sopockiego środowiska artystycznego.

Po upłynięciu terminu zgłoszeń, komisja w ciągu siedmiu dni wybierze trzy propozycje, które zostaną poddane pod głosowanie. I tutaj jest mały haczyk: mimo że propozycje mailowe może zgłaszać każdy, to zwycięską nazwę wyłonią z "finałowej" trójki mieszkańcy Sopotu. Jednak bardzo prawdopodobne, że mając do wyboru Janusza Christę, wskażą oni właśnie jego. A potem zostanie już tylko formalne klepnięcie sprawy przez radnych. Zatem… zasypujemy urząd propozycjami! Bo chyba każdy z Was przyzna, że to wstyd, by mistrz z Wybrzeża nie miał na nim ulicy swojego imienia. No i jeszcze jedno: autorzy trzech propozycji, które zakwalifikują się do finałowego głosowania, otrzymają nagrody niespodzianki.

Planowana ulica leży w odległości zaledwie kilkuset metrów od willi przy ul. Wybickiego 40, w której Janusz Christa przeżył ostatnie dekady swojego życia. Wizualizacje wyglądają zachęcająco, choć nie jest to najbardziej reprezentacyjna część miasta i zamiast morza będzie stamtąd widać kolej. Ale nie kręćmy nosami, bo kolejna taka okazja może się nie powtórzyć. Przypomnę, że już 15 lat temu władze Sopotu przebąkiwały o ławeczce Kajka i Kokosza, ale nic z tego nie wyszło. Dopiero w 2021 roku w mieście pojawiły się tabliczki upamiętniające Janusza Christę, jednak ich pomysłodawcą i fundatorem nie były władze Sopotu, tylko... Netflix. Tak więc, kochani, bierzemy się do roboty, wysyłamy maile, a potem trzymamy kciuki za sukces przedsięwzięcia. Na plasterki!!!

Więcej informacji:
Mieszkańcy wybiorą nazwę dla nowej sopockiej ulicy
Budowa ul. Torowej
Nowa ulica połączy ul. Jana z Kolna i 3 Maja

piątek, 24 kwietnia 2026

Christa noir

Portret Janusza Christy autorstwa Marka "Ashiki" Ostapkowicza od dziś będzie ozdobą sekcji biograficznej bloga "Na plasterki". Marek, dzięki za ten wspaniały prezent. Świetna robota i piękny hołd. Takiego Janusza pamiętam.

piątek, 17 kwietnia 2026

Gagi, komiksy i gagomiksy

W Prima Aprilis oddałem Egmontowi posłowie do albumu "Pan Paparura i inne historie". Czeka mnie jeszcze korekta, uzupełnienia, ale najważniejsza część już za mną. "Pan Paparura" będzie antologią krótkich komiksów Janusza Christy spoza trzech głównych serii, a to oznacza, że nie pojawią się w nim ani Kajtek i Koko, ani Kajko i Kokosz, ani Gucek i Roch. Mimo to będzie co oglądać, bo materiał jest dość obszerny, obejmuje ponad 30 lat i 10 tytułów prasowych. A ja cieszę się, że mogłem jeszcze raz przyjrzeć się rozmaitym poboczom sopockiego artysty, to i owo podsumować, a przy okazji wyłapać rzeczy, które wcześniej mi umknęły.

Paski - nie paski

Na przykład: przez całą moją kolekcjonersko-detektywistyczną "karierę" starałem się wyraźnie oddzielać komiksy Christy od żartów rysunkowych. Kłopot zawsze pojawiał się w przypadku żartów złożonych z kilku kadrów, bo formalnie należałoby je uznać za nieme mini-komiksy (albo krótkie prakomiksy, jeśli miały podpisy), ale ponieważ ukazywały się w rubryce z kawałami, traktowałem je zgodnie z ich przeznaczeniem i kontekstem. Cały ten misterny podział posypał mi się po odkryciu dwóch wersji tego samego gagu, najpierw narysowanego jako kawał dla "Nowej Wsi", a po chwili jako odcinek z serii "Przygody Kajtka-Majtka".

"Nowa Wieś" i "Wieczór Wybrzeża" 1961.

Teraz już nie jestem pewien, czy podobne historyjki z "Jazzu" i "Tygodnika Morskiego", ewidentnie wymyślone jako dowcipy (zwykle z podpisem "bez słów"), również nie należą do kategorii stripów. Jak to odróżnić? Czy liczy się intencja autora, czy techniczna systematyka? Bo jeśli ta ostatnia, to wszystko, co ma dwa kadry lub więcej oraz nawet minimalną sekwencję zdarzeń, jest komiksem.

Historyjki z "Tygodnika Morskiego" (1960-1961) składające się kolejno z: 2, 3, 4 i 5 kadrów. W którym miejscu przebiega granica między dowcipem rysunkowym i komiksem?

Multikawały

Idźmy dalej - a co, jeśli zamiast pojedynczego kawału, dostaniemy całą serię żartów na jeden temat, narysowaną przez jednego autora, umieszczoną w jednym miejscu i do tego pod wspólnym tytułem? To nie jest abstrakcyjne ćwiczenie myślowe, przykładów jest mnóstwo. Sam Christa stworzył osiem takich pakietów, w tym trzy dla magazynu "Relax". Część z nich wygląda jak zwykłe kawały ("Palacze", "Ludzie i statki", "Wiosenne porady", "Rodzaje śniegowych płatków"), jeden jak opowiadanie z obrazkami ("Marynarskie brody"), a reszta bezczelnie udaje komiksowe plansze ("Dżdżownica", "Coś z ryb", "Przyśmiewki o nałogach"). Ale nie dajmy się nabrać, z komiksem ma to niewiele wspólnego. To raczej odrębny gatunek, pozbawiony sekwencyjności. Każdy element, tj. pojedynczy dowcip lub mikro-historyjkę, można oglądać osobno, w dowolnej kolejności, natomiast efekt komiczny spotęgowany jest przez ilość elementów, pewną powtarzalność i nawarstwienie skojarzeń na zadany temat. Zamiast opowieści, czytelnik dostaje rysunkowy kabaret, pseudo-komiksowy miks gagów. Krótko mówiąc: gag-o-mix, czyli GAGOMIKS. Tak sobie go nazwałem i tego będę się trzymał.

2x "Tygodnik Morski" 1961, "Wieczór Wybrzeża" 1964, 2x "Relax" 1977 (fragment "Palaczy" i "Dżdżownica")

Gagomiks może mieć dymki, ale nie musi; może mieć ramki, ale też niekoniecznie. Ramki z kolei mogą przybierać najbardziej wymyślne kształty, co często ma podkreślić płynność takiej mozaiki i brak określonego kierunku poruszania się między jej elementami. Oczywiście nie piszę tego na podstawie ośmiu próbek Janusza Christy, tylko na podstawie researchu do mojego niedawnego projektu "Dawno i nieprawda".

Trop hiszpański

Setki (dosłownie) takich "multikawałów" znalazłem np. w hiszpańskim tygodniku komiksowym "Jaimito", wydawanym przez Valencianę. Już w pierwszym numerze (1945) pojawia się gagomiks o myśliwych z layoutem w stylu "Przyśmiewek o nałogach". Podobne formy obecne są potem w każdym kolejnym zeszycie, a w 1947 roku magazyn umieszcza gagomiks na okładce.

"Jaimito" 1945 (gagomiks karteczkowy, rys. Alfonso Alamar) i 1947 (z lewej gagomiks ramkowy, z prawej bezramkowy, rys. José Soriano Izquierdo)

Końcówka lat 40. i całe lata 50. to czas gagomiksowych eksperymentów, głównie w wykonaniu rewelacyjego rysownika Licerasa. Po ten sam format sięgali też inni: Palop, Karpa, Alamar, Rojas, Nin i Sanchis, choć trudno powiedzieć, czy wszyscy z własnej woli, czy na polecenie redakcji. Obiło mi się o uszy (raczej o oczy), że w "Jaimito" obowiązywały normy, tzn. w każdym numerze pisemka rysownik dostawał określoną ilość stron. Jeśli ktoś miał pomysł na historyjkę - rysował komiks, a jeśli nie - rysował kawały. "Jaimito" miał ściśle określony profil humorystyczny, więc obie te formy w równym stopniu spełniały swoje zadanie, choć oczywiście komiks, zwłaszcza odcinkowy, miał większy potencjał, by utrzymać czytelników.

Jesús Liceras López w "Jaimito" 1948 (gagomiks panoramiczny) i w "Selecciones de Jaimito" 1959 (gagomiks w stylu dzisiejszych infografik)

W latach 60. następuje dalsza ekspansja, tym razem wszerz, tzn. gagomiksy zamiast pojedynczych stron, dostają całe rozkładówki. Dopiero teraz rysownicy mogli sobie poszaleć! Jednak paradoksalnie większość autorów przyjęła postawę zachowawczą, starając się za wszelką cenę upodobnić plansze do normalnych komiksów. Być może taki był wymóg redakcji, żeby na pierwszy rzut oka cała gazeta wyglądała jednolicie.

Od góry: "Selecciones de Jaimito" 1965 (Grema), "Jaimito" 1967 (Enrique Cerdán), "Jaimito" 1969 (Luis Cerezo)

Na początku lat 70. niekwestionowaną gwiazdą "Jaimito" stał się mój ulubiony rysownik Arturo Rojas de la Cámara. Rojas wypracował własny styl, bardzo podobny do "Dżdżownicy" i trzymał się go aż do upadku magazynu w roku 1984. Bliźniaczą rubrykę, ale o tematyce rycerskiej, prowadził w tygodniku "El Guerrero del Antifaz", również należącym do Valenciany.

U góry: Rojas w "Selecciones de Jaimito" i "El Guerrero del Antifaz" 1972. W środku: Karpa w "Jaimito" 1971. U dołu: Sanchis w "Jaimito Extra Primavera" 1971.

Trop brytyjski

Przeglądając dziesiątki hiszpańskich zeszytów komiksowych, miałem niodparte wrażenie, że layout rubryk z dowcipami jest mi skądś znany. Chodzi o powtarzający się schemat trzech kolumn, z których środkowa przeznaczona była na gagomiks, dwie boczne na pionowe paski komiksowe, zaś dodatkowy dolny wiersz zawierał zazwyczaj krótką historyjkę obrazkową. Dokładnie taki sam układ posiadały niemal wszystkie rozkładówki w brytyjskich tabloidach komiksowych z wydawnictwa Amalgamated Press i tylko proporcje poszczególnych sekcji czasem się zmieniały. Tradycja ta sięgała czasów przedwojennych i najwyraźniej została zaadoptowana przez Hiszpanów. Warto w tym miejscu przypomnieć, że oba te kraje miały bardzo podobne rynki komiksowe, oparte na mnóstwie tanich tygodników.

Typowo brytyjski layout rozkładówki w komiksowym tabloidzie ("Jester" 1936), dostosowany do hiszpańskiego formatu zeszytowego ("Jaimito" 1949).

Podążyłem tym tropem z nadzieją, że w praojczyżnie prasy komiksowej trafię na jeszcze starsze gagomiksy. Owszem, znalazłem jakieś luźne zestawy żartów rysunkowych z XIX wieku, ale strasznie archaiczne i w niczym nie przypominające produkcji hiszpańskich (być może źle szukałem). Dopiero w powojennych numerach natknąłem się na nowocześnie wyglądające eksponaty, i to w kilku różnych odmianach.

Wielka Brytania, rok 1949: "Knockout" (chmurki zamiast zwyczajowych karteczek), "Sun" (panorama), poniżej "Wonder" (infografika)

Wielkie nazwiska

Niezależnie od tego, czy nazwa "gagomiks" jest trafiona czy nie, samo zjawisko jest jak najbardziej realne, tylko słabo rozpoznane. Funkcjonowało przez kilkadziesiąt lat na marginesie prasy komiksowej, po czym wraz z nią przeminęło. W tym czasie przeszło długą drogę - od zapychacza pustych stron w czasopismach, przez proste karteczkowe mozaiki, aż do przemyślanych parakomiksowych form (zwróćcie uwagę, że dokładnie taką samą drogę przebył Christa - od "Ludzi i statków", przez "Przyśmiewki" po "Dżdżownicę"). Gagomiks miał swoich artystów, wyrobników, eksperymentatorów, a nawet rekordzistów.

Najobszerniejszą (prawdopodobnie) gagomiksową serią była "13, Rue de Percebe". Rysował ją zmarły niedawno Francisco Ibáñez, prawdziwy król Midas hiszpańskiej branży komiksowej, dobrze nam znany jako twórca "Mortadella i Filemona" (222 albumy, własny tygodnik, dwa seriale TV i sześć filmów). "13, Rue de Percebe" składała się z jednoplanszówek opartych na jednym layoucie, i to w sensie dosłownym, ponieważ rysownik korzystał z gotowego szablonu, z przekrojem budynku przy ul. Wąsonoga 13. Ibáñezowi i jego zastępcy udało się w ten chytry sposób ukręcić ponad 400 odcinków (1961-1970), trzeba więc przyznać, że pomysł był genialny... choć nie do końca oryginalny. Otóż dwa lata przed startem serii, na łamach almanachu tygodnika "Pulgarcito" (wyd. Bruguera) ukazała się identyczna plansza Manuela Vázqueza pt. "Un día en Villa Pulgarcito". Ibáñez, który nota bene również pracował w "Pulgarcito", odwrócił rysunek Vázqueza na lewą stronę, dorysował własne postacie i z gotowym projektem przeszedł do nowego tygodnika Bruguery "Tio Vivo".

Z lewej Francisco Ibáñez w "Tio Vivo" 1961 (pierwszy odcinek), z prawej Manuel Vázquez w "Pulgarcito Almanaque" 1959 (odcinek "zerowy")

Żeby trochę zrehabilitować Ibáñeza, mam tu jego dwie rozkładówki z tego samego okresu. Widać, że rysownik konsekwentnie szedł w "niesamowite przekroje" i wycisnął z tej formuły wszystkie soki.

Francisco Ibáñez w "Pulgarcito Almanaque" 1960 i 1961

Ostatnim rysownikiem, o którym chciałbym tu wspomnieć, jest Benito Jacovitti, włoski gigant komiksu, a zarazem arcymistrz gagomiksowych panoramiche. Poniżej dwie jego rozkładówki, również z lat 1960-1961. Niczego gęstszego, dziwniejszego i bardziej skomplikowanego już Wam dziś nie pokażę, dlatego w tym miejscu kończę mój przydługi post, a do gagomiksów pewnie jeszcze kiedyś wrócę. Dobranoc.

Benito Jacovitti w "Il Giorno" 1960 i 1961

PS. I pomyśleć, że zacząłem ten wpis od niewinnych pasków Janusza Christy. Hi hi...

niedziela, 18 stycznia 2026

Heca z Wąsikiem i Tytusem

Rok 2026 zaczynamy od samych dobrych wieści i jeszcze lepszych obrazków. Już za kilka dni (21 stycznia) ukaże się "Rogata heca", czyli "Wielki turniej" w gwarze warszawskiej. Uwaga, czytając nie zapomnijcie o cwaniackim zaśpiewie w stylu Dymszy i Kobuszewskiego.
Mrożące krew w żyłach opowieści o dwóch charakternych wojach – mężnym i rozumnym Kajku oraz zapatrzonym w siebie i będącym w ciągłej gastronomicznej potrzebie Kokoszu. Oni to, cielesność swą dewastując, naparzają rozrabiaków maści wszelakiej i wytrwale bronią Mirmiłowa przed zakusami podstępnych Zbójcerzy (w edycji warszawskiej nazwanych Grandziarzami). Grandziarze to podejrzane i nieciekawe indywidua, uskuteczniające legularne grande pod sztandarem szemranego Hegemona. Komiks powstawał w latach 70. i 80. XX wieku i był na sztandarach czasopisma "Świat Młodych". Nadchodzi czas turniejowych rozgrywek, dlatego kasztelan Mirmił z wielkiego frasunku na bolesność głowy zapadł. Nie dość, że na darmo okrzyknął soboty dniami wolnemi od roboty, bo ślubna i tak nie daje mu dłużej pokimać, nie może też w spokojności oddać się moczeniu kija, bo mieszkańce, raban okrutny podnosząc, skutecznie rybe we fosie płoszą, to jeszcze cwane Grandziarze zamiarują, co i raz obstalować nowe sposobność na totalne demolkie grodu.

I jeszcze to Święto Barana! Każden jeden kasztelan, będący w zgodzie z tradycją, musowo wystawia w baranich zawodach własnego wyczynowca, a z tem akuratnie zupełnie na bakier. Całe szczęście są wierne wojaki Kajko i Kokosz, które w trymiga wywąchają w górskich dolinach osobnika skutecznie walącego ze łba. Kłopot w tem, że wystawienie rogatego swojaka umyślili tyż Grandziarze. Oj, będzie polka! Czasu mało, a turniejowa świąteczność tuż za winklem.

Bogactwo języka Syreniego Grodu w połączeniu z unikalnym humorkiem Janusza Christy, to zabawa prima sort, czyli mucha nie siada.

Dwa miesiące później (25 marca) do sprzedaży trafi pierwszy z dwóch tomów "Kajtka i Koka na tropach Pitekantropa" pt. "Niebezpieczny Wąsik". To pierwsza kolorowa edycja tego komiksu, uzupełniona o paski pominięte w wydaniu z 2001 roku. Szczegółowy spis braków i mapę podróży znajdziecie w artykule "Tropimy pitekantropa", a zestawienie z "Tintinem" w bogato ilustrowanym tekście "Automaatski apparaatski papierisko". Kilka dni temu Egmont ujawnił okładkę. Oba komiksy możecie zamawiać na stronie wydawnictwa.

Na koniec zostawiłem najciekawszego niusa. Otóż Prószyński i s-ka wypuścił trzy pierwsze "Zaginione księgi" Tytusa, Romka i A'Tomka. Jest to reprint przedksiążeczkowych odcinków ze "Świata Młodych", pokolorowanych w stylu retro, w formacie identycznym jak stare tomiki wydawnictwa Horyzonty. Cena okładkowa zeszytów wynosi 14,90 zł, a w sieci można je kupić za ok. 9 zł. Znamy już tytuły sześciu części i podobno nie jest to koniec. Twórcy projektu ogłosili też, że w tym roku mają ukazać się książeczki z nowymi przygodami Tytusa, ale nie chcieli zdradzić kto będzie kontynuował dzieło Papcia Chmiela. Cały wywiad znajdziecie na kanale Tomka Kołodziejczaka "Otwarte komiksy".

wtorek, 14 października 2025

Tu i ówdzie

Już za kilka dni, a konkretnie 23 października, ukaże się kolejny tom przygód wąsatego cwaniaka z Galii. Tytuł brzmi "Asteriks w Luzytanii" (czyli w Portugalii), za rysunki odpowiada Didier Conrad, a za scenariusz Fabcaro, dla którego będzie to drugi album z tej serii. Oczekiwania są wielkie, czego najlepszym probierzem jest wyjątkowe wzmożenie na asteriksowych grupach i fanpejdżach. A kiedy wczoraj wydawnictwo rozesłano oficjalny newsletter z zajawką i kilkoma kadrami, fani dostali małpiego rozumu i zaczęli wrzucać co popadnie.

Jedną z najfajniejszych fanowskich wrzutek okazał się spis albumów w podziale na "wioskę" i "wyprawę". Wszyscy wiemy, że Goscinny i Uderzo niemal od początku trzymali się zasady, że co druga historia ma się rozgrywać w osadzie Galów albo w jej okolicy, a co druga w odległej krainie. Ale co innego wiedzieć, a co innego zobaczyć. Proszę bardzo, oto rozpiska:

Mam zresztą własną teorię na temat tych asteriksowych wypraw po Europie. Otóż wydaje mi się, że były one nie tyle pretekstem do żartów z rozmaitych narodowych stereotypów, co raczej sprytnym chwytem marketingowym, mającym na celu zdobywanie nowych rynków. Gdy Asteriks i Obeliks wpadali gdzieś z wizytą, seria od razu stawała się bardziej popularna wśród ludności tubylczej. Tak było w Niemczech po "Asteriksie i Gotach", w UK po "Asteriksie u Brytów", we Włoszech po "Asteriksie gladiatorze", w Szwajcarii po "Asteriksie u Helwetów" i oczywiście w Hiszpanii po... "Asteriksie w Hiszpanii".

Tymczasem u nas ani Krajowa Agencja Wydawnicza, ani Janusz Christa nie mieli mocarstwowych ambicji. "Kajko i Kokosz" był serią lokalną, o Polakach i dla Polaków. Bohaterowie nie musieli jeździć na zagraniczne tournée, żeby zdobywać nowych czytelników. Wystarczyło podnieść nakład ze stu do trzystu tysięcy i po sprawie. A jeśli autorowi znudziło się Mirmiłowo, wysyłał Kajka i Kokosza do uzdrowiska, na prowincję albo na delegację do stolicy - jak to w PRL-u. Raz tylko trafił się lot do Szkocji i dwa razy rejs po Bałtyku, ale i tego nie wykorzystano eksportowo. Zamiast jakichś cudownych leków, szranków, konkurów czy innych wczasów, trzeba było pójść po bandzie i na okładkach napisać "Kajko i Kokosz w Szkocji" albo "Kajko i Kokosz w Danii", jak u Asteriksa. Może wtedy by się sprzedało? No i jeszcze trzeba było chcieć sprzedawać, bo nawet jak Duńczycy łopatologicznie napisali "Kajko og Kokosz: Vikingerne", to zapomnieli o promocji.

Wracając do ad remu - ponieważ nasi wojowie jakieś tam podróże jednak odbyli, pomyślałem żeby im też zrobić podział historyjek na "trochę bliżej Mirmiłowa" i "trochę dalej". W mojej tabelce nie znajdziecie światowego zadęcia i przesadnej egzotyki, ale efekt końcowy jest wcale nie gorszy od "Asteriksa", choć odrobinę krótszy.

Wygląda na to, że w odróżnieniu od Goscinnego i Uderzo, Christa nie miał żadnego planu. Może tylko na początku, w "Wieczorze Wybrzeża", starał się przeplatać setting opowiastek, ale np. w pierwszym etapie "Świata Młodych" serwował młodym czytelnikom jedną bajkową podróż za drugą, a po powrocie z "Relaxu" kręcił się już głównie wokół Mirmiłowa i stałego zestawu postaci.

Maciej Kur, jako następca Christy, obrał nieco bardziej konsekwentną strategię. Każdy z jego długich scenariuszy (podseria "Nowe przygody") prędzej czy później - raczej prędzej - przenosi akcję daleko poza Mirmiłowo. Z kolei komiksowe shorty (podseria "Opowieści z Mirmiłowa") najpierw rozgrywały się w samym tylko grodzie, a od trzeciego tomu stanowią miks: gród/nie gród, z przewagą grodu. Być może autor uważa, że garstka "grodzian" i zbójcerzy już się trochę wyeksploatowała, że ma potencjał na krótkie historyjki, a w dłuższych fabułach trzeba im dodać nowych bohaterów, nowe lokacje i nowe problemy. Nie twierdzę, że tak jest na pewno, nie pytałem o to Maćka, po prostu tak mi podpowiada mój kolekcjonerski nos.

Nos podpowiada mi też, że w nowych "Kajkach i Kokoszach" Egmont unika odniesień do prawdziwej historii, pawdziwych władców i naszych prawdziwych sąsiadów. Rozumiem, że jest to w duchu Janusza Christy itd., ale dzisiaj nie ma już cenzury, która kazała twórcom chować się za bajkową rzeczywistością. Nie wiem jak wy, ale ja chętnie bym się pośmiał z Lecha, Czecha, Rusa i Prusa, ze starej Europy, a już najbardziej z Galla Anonima i ciągłego gadania o "polskiej podróbie Asteriksa". Myślę, że taka odmiana dobrze by serii zrobiła, zwłaszcza że jej adresatami od dawna nie są dzieci, tylko zdziecinniali boomerzy (w tym ja).

__________
EDIT: Pozwoliłem sobie pociągnąć ten temat w poście pt. "Chłopaki z baraków". Zapraszam do lektury.

poniedziałek, 6 października 2025

Dobre wieści z Łodzi

Tydzień temu na MFKiG w Łodzi Tomasz Kołodziejczak poprowadził prelekcję pt. "Kajko i Kokosz w szkicach i rysunkach". Takiej ilości (i takiego kalibru) kajkoszowych zapowiedzi dawno już nie było. Nagranie z tego niecodziennego wydarzenia pojawiło się na YouTubie, a ja pozwoliłem sobie wrzucić je na bloga.

A teraz skrót najważniejszych punktów wystąpienia red. Kołodziejczaka. Zapowiedzi na rok 2026 zaczynamy od "Kajka i Kokosza".

  • "Proces Jagi" (11:50) - kolejna odsłona serii "Kajko i Kokosz. Nowe przygody". Ekipa ta sama: Maciej Kur pisze, Sławomir Kiełbus rysuje, Piotr Bednarczyk kładzie kolor. Premiera planowana na maj 2026, ale chyba będzie poślizg.
  • "Rogata heca" (13:00) - zapowiedziana w katalogu tajemnicza wersja regionalna "Wielkiego turnieju". Okazuje się, że komiks ukaże się w gwarze... warszawskiej. Tytuł na razie roboczy.
  • "Pan Paparura i inne historie" (13:55) - antologia wszystkich komiksów Christy spoza głównych serii (oprócz "Gucka i Rocha"). Twarda oprawa pasująca do "Złotej kolekcji", premiera na MFKiG 2026.

Jeszcze bardziej sensacyjnie wygląda przyszłość w uniwersum "Kajtka i Koka".

  • "Niebezpieczny Wąsik" i "Ekscentryczny milioner" (15:05) - kolorowa edycja komiksu "Na tropach pitekantropa". Mockupy okładek zrobiłem sam, Egmont na pewno wymyśli coś lepszego.
  • "W próżnej próżni" (15:55) - Egmont startuje z dwutomową kontynuacją "Kajtka i Koka w kosmosie". Pierwszy album jesienią 2026, drugi w 2027. Za scenariusz odpowiada Maciej Kur, za rysunki Mieczysław Fijał (nareszcie!), za farbki Tomasz Piorunowski (kolorysta m.in. "Szkoły latania"). Na dole posta znajdziecie zdjęcie autorów i testową planszę komiksu.

I wreszcie kilka informacji o już wydanych pozycjach, w tym o dwóch festiwalowych premierach.

  • "Szkoła latania" wydanie urodzinowe (04:45) - nakład wyprzedany, wznowienia nie będzie.
  • "Szkice i rysunki" (05:45) - wspaniały artbook Christy w formacie zgodnym ze "Złotą kolekcją". W środku 140 stron prawdziwych skarbów, w tym: trzy kolorowe rozkładówki z puzzlami, wszystkie lokacje z gry na Amigę, legendarny wzornik serii "Kajko i Kokosz", faksymile blaudruku i kliszy (do powieszenia na ścianie) i puzzlo-pocztówka (1/4). Cena okładkowa 119,99 zł.
  • "Porwanie Milusia" (9:30) - największa i najdroższa jak dotąd gra planszowa o Kajku i Kokoszu. Wielkie pudło, dużo komponentów, kadry z komiksów na kartach, poziom trudności familijny. Cena okładkowa 199,99 zł.

W Łodzi można się było też obłowić w kajkoszowe gadżety Fundacji "Kreska" i sklepu AleKreska.pl.

  • Kalendarz ścienny na rok 2026, tym razem z "Kajtkiem i Kokiem w kosmosie".
  • "Pojedynek" - najnowsze puzzle według wzoru z lat 80.
  • Folder spektaklu "Kajko i Kokosz" dla klas 4-6 podstawówek - Narodowy Teatr Edukacji.
  • "Sówka łobuziara: Hegemon w opałach" - fanowski komiks Ewy Kryger, Bartosza Miki i Wojciecha Olszówki.
  • Kilogramy merchu, w tym magnesy Geek Socks, znaczki, pocztówki, koszulki, torby itp.

To tyle niusów na dziś, czas na obiecane zdjęcia: najpierw slajd z prezentacji, poniżej twórcy nowych przygód Kajtka i Koka w kosmosie (Kur, Fijał, Piorunowski), a na końcu Tomasz Kołodziejczak przebrany za Kaprala.

Do zobaczenia za rok!

PS. Bardzo mi się podoba ten format prezentowania komiksów, dlatego zacząłem przerabiać w ten sposób całą sekcję "Okładki". Jest lepiej.