Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papcio Chmiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papcio Chmiel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2020

Dobry "Wieczór"?

W PRL-u celebryta nie musiał mieć pieniędzy. Wręcz przeciwnie! Puste kieszenie należały w tym wypadku do dobrego tonu. Janusz Christa także miał w Sopocie status celebryty, tylko sam o tym nie wiedział. Najładniejszą wersję tej anegdoty opowiedział Grażynie Antoniewicz ("Sopot. Śladami znanych ludzi"):
"Nazywali go Biesiadnik, już nie żyje. Lubił wypić, a nie miał za co. Więc, wchodząc do knajpy, przedstawiał się jako Janusz Christa, ten co rysuje Kajtka Majtka, i ludzie mu stawiali."
Nieoceniony Arek z Gdyni postanowił zgłębić i ten aspekt kariery sospckiego komiksiarza... tzn. nie chodzi o wypady do Złotego Ula czy SPATiFu, ale o popularność, której Christa, wbrew faktom, zawsze wstydliwie się wypierał. Przy okazji Arek odnalazł w prasowych archiwach mnóstwo arcyciekawych, czasami nigdy wcześniej nie publikowanycyh materiałów z lat 50., w tym oryginał rysunku z "Wieczoru", gołego Kajtka z celuluidu, sensacyjne zdjęcie rysownika i plakat reklamujący... samego Janusza Christę.

* * *

Narodziny gwiazdy

W początkach istnienia "Wieczoru Wybrzeża" Janusz Christa był jego niekwestionowaną gwiazdą. Popołudniówka przynosiła poczytne informacje społeczne, kryminałki, sporo sportu oraz rozrywkę. Na tę ostatnią dziedzinę składały się także komiksy Christy. Jerzy Waczyński, związany z "Wieczorem" od 1957 roku, jego naczelny w latach 1976–1986, wspominał:
Pewnego dnia przyszedł do redakcji młody człowiek i zaproponował drukowanie komiksu. Naczelny odważnie kupił pomysł. Znakomity komiks Janusza Christy pt. Kajtek Majtek trafił na łamy "Wieczoru". Była to pierwsza w Polsce historyjka obrazkowa w gazecie codziennej. Potem drukowaliśmy inne komiksy tego autora. Czytali je wszyscy, bez względu na wiek. [1]
Cenzura zezwala i określa - 25.000 egz. na ok. 680.000 mieszkańców województwa gdańskiego w 1957 r. (wliczamy nieletnich, bo w końcu chodzi o odbiorców Kajtka-Majtka).

Redaktorzy "Wieczoru": naczelny Stanisław Spyra (pierwszy z prawej) i Jerzy Waczyński (w środku) oraz Jerzy Matuszkiewicz (z lewej) z redakcji "Głosu Wybrzeża". "Wieczór" powstał jako popołudniowy dodatek do "Głosu", partyjnego dziennika.

Popularność Kajtka-Majtka wykroczyła poza łamy gazety i była trwała. Fenomenowi temu poświęcono już wiele miejsca "Na plasterkach!!!". [NP!: owszem, wspominaliśmy jak Kajtek został twarzą Jubilera i Toto-Lotka, patronem samolotu oraz gwiazdą noworocznych szopek.] Dodam dwa przykłady. W 1959 roku z satysfakcją pisał o tym zjawisku "Wieczór", odnotowując próbę adaptacji celuloidowej lalki na Kajtka. Nawet rywal zza miedzy, "Dziennik Bałtycki", trzy lata później dostrzegł, że imieniem Kajtka ochrzczono szybowiec, który wziął udział w pokazach lotniczych we Wrzeszczu. [2]

"Wieczór Wybrzeża",
5 czerwca 1959.
"Dziennik Bałtycki", 25 lipca 1962. Ale już dwa lata wcześniej pojawił się w Aeroklubie Gdańskim pierwszy samolot z podobizną Kajtka-Majtka.

"Wieczór" był w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wyjątkowy na tle drętwoty ówczesnej prasy. Nie tylko w akceptowaniu potrzeb czytelnika, szukającego lżejszego kalibru wiadomości. Redakcja nie wahała się bowiem w nowoczesny sposób łączyć popularności produktu z kreowaniem marki jego twórcy.Postawiła mocno na Janusza Christę. Już w grudniu 1958 roku, czyli zaledwie trzy miesiące po debiucie "Niezwykłych przygód Kajtka-Majtka" i tuż przed rozpoczęciem druku drugiej serii, "Wieczór" przeprowadził wywiad z Christą, ozdobiony fotografią z dorysowanym Kajtkiem-Majtkiem (pełna wersja po kliknięciu w obrazek). Od tej chwili rysownik konsekwentnie przestawiany był jako "ojciec" Kajtka, potem Kajtka i Koka, a w końcu również Kajka i Kokosza.

Pierwszy wywiad z Januszem Christą. "Wieczór Wybrzeża", 19 grudnia 1958.

Kilka dni po wywiadzie "Wieczór" zaprezentował czytelnikom rysownika przy pracy, otoczonego przez swoją komiksową rodzinę: Kajtka-Majtka, ciocię Agatę, wujka Ursusa i Makarego. Oryginał tej pracy prezentujemy czytelnikom "Na plasterki!!!" po raz pierwszy po 60 latach! Wyraźnie widać tu szkice ołówkiem, skorygowane podczas pociągnięć tuszem. Autorem obu zdjęć, które posłużyły Chriście do wykonania rodzinnych portretów, jest prawdopodobnie Tadeusz Stasiak, fotoreporter "Wieczoru".

Zajawka na czołówce "Wieczoru Wybrzeża" z 23 grudnia 1958. Wbrew zapowiedzi, następnego dnia ukazał się tylko jeden pasek komiksu. Obok: oryginał zdjęcia i rysunku.

Walt Disney w takiej samej sytuacji. Źródło: D23.com

Christa jako artysta estradowy

Tomasz Kołodziejczak wspominał: "Gawędziarz Christa wiedział [że] dobry wic trzeba przygotować. Zbudować. Zawiesić na chwilę głos przed puentą". Rysownik zdradzał talenty showmana już w czasach swojego prasowego debiutu. Wypadał na tyle przekonująco, że "Wieczór" postanowił spożytkować wszystkie jego naturalne zalety i predyspozycje. W czerwcu 1959 Janusz Christa wystąpił na estradzie podczas zorganizowanych przez gazetę wyborów miss, dla niepoznaki nazywanych "Poszukiwaniem najmilszej dziewczyny Wybrzeża". O pozory dbano konsekwentnie, w opisach imprezy podkreślając, że nie chodzi o rozrywkowy zachwyt nad urodą, ale "poglądową lekcję dobrego wychowania". Czytelnicy "Na plasterki!!!" jako pierwsi po sześćdziesięciu latach mogą zobaczyć plakat rozwieszany wówczas w Trójmieście.

Z lewej: pierwsza poza prasą zanęta "na Christę" (do czasu publikacji "Kosmosu" w 1974 roku).
Z prawej: rysunek autorstwa Zdzisława Króla. "Wieczór Wybrzeża", 4 czerwca 1959.

Zwiastuny drukowane przez kilka kolejnych dni w "Wieczorze" – tłumaczące co zaprezentuje autor "Kajtka-Majtka" – nie pozostawiają wątpliwości, że Christa był pełnoprawnym bohaterem rozrywkowej części imprezy, na równi z Jackiem Fedorowiczem, czy Zbigniewem Cybulskim. Tylko na plakacie znalazł się na końcu.

"Wieczór Wybrzeża", kolejno: 3, 4, 5 i 6 czerwca 1959.

Po ośmiu wieczorach eliminacyjnych i dwóch wieczorach półfinałowych, finał wyborów odbył się w kinie Leningrad (Neptun od 1993 do likwidacji w 2015 roku) przy ul. Długiej w Gdańsku. Wydarzenie rozpoczęło się o godz. 22, późno, być może ze względu na konieczność wyświetlenia wieczornego filmu. "Wieczór" podkreślał, że scenę w kinie przebudowano tak, by wszystkim widzom zapewnić doskonałą widoczność. Sami chętnie popatrzylibyśmy na Christę w scenicznym żywiole nawet i w kiepskiej widoczności.

Jury przyznało tytuł "Najmilszej Dziewczyny Wybrzeża" Alinie Goliszek, maturzystce z Sopotu. Kilka dni po wyborach, w "Wieczorze" ukazała się obszerna fotorelacja z imprezy. Dziennikarz Zdzisław Łabędzki wspomniał w niej występ Christy, przytaczając żart autora Kajtka-Majtka, który prawdopodobnie padł ze sceny:
"Ojciec" Kajtka-Majtka zademonstrował publiczności błyskawiczne narodziny swego syna, dobrego syna, bo... nic on nie kosztuje, a przeciwnie — przynosi "ojcu" dochody.

"Wieczór Wybrzeża", 9 czerwca 1959.

Zdjęcie zdradza nie tylko elegancję Christy (kolejny modny krawat w paski, koszula ze spinkami do mankietów), ale pokazuje, że występ nie ograniczał się monotematycznie do komiksowych pasków z "Wieczoru", dających autorowi popularność.
Na estradzie stała sztaluga, na niej zawieszony brystol, słoik z tuszem, pędzel. Ja wchodziłem i zaczynałem rysować. Dowcip polegał na tym, że gdy ludzie domyślali się co chcę narysować, ja dodaję parę kresek i wychodzi zupełnie co innego. Potem znowu parę kresek i jeszcze coś innego
— opowiadał Christa o takich występach autorom "Wyznań spisanych". Na oryginale zdjęcia z fotoreportażu widać wyraźnie, że oprócz "dodawania paru kresek" Christa pokazał też sposób na rysunek czytany normalnie oraz do góry nogami, żart uprawiany od stuleci (a przez samego autora co najmniej od szkoły podstawowej).

Fot. Tadeusz Stasiak/"Wieczór Wybrzeża".

Próba odtworzenia zabawy rysunkowej, zaprezentowanej publiczności konkursu "Szukamy Najmilszej Dziewczyny".

To "Wieczór" wyznaczył więc kierunek, którym podążył "Świat Młodych", konsekwentnie ogrywając alter ego Henryka Jerzego Chmielewskiego – Papcia Chmiela: zwariowanego autora, który błaznuje na zdjęciach w fotoreportażach w gazecie i wymyśla niestworzone historie ze swojego życia na potrzeby tekstów drukowanych w książeczkach z Tytusem.

Wygłupy Papcia Chmiela: jako sobowtór Stana Lee w entourage’u Hugh Hefnera oraz kobieta pracująca. Jak wiadomo, to tylko jedne z wielu przykładów. Źródło: FB – profile "Liczne rany kłute" i "Tytus, Romek i A’Tomek".

W pozostałych rolach

Starsi czytelnicy tego bloga pewnie już skojarzyli, że o wyborach "Najmilszej" NP! pierwszy raz wspomniały już w 2011 roku, w poście "Christa o Fedorowiczu i vice versa". Wczytując się w relację "Wieczoru" z wyborów, łatwo zauważyć, że Jacek Fedorowicz, w opublikowanym kilka dni później pasku "Bohaterski konferansjer ujawnia sprawy zakulisowe »konkursu«" z detalami opisał przebieg wydarzenia. Opis "Kajtek-Majtek rysujący przez pomyłkę Janusza Christę" odpowiada rzeczywistości jak odbite lustrzanie rysunki, które pokazują prawdę na opak.

Z lewej Janusz Christa, z prawej Jacek Fedorowicz. "Wieczór Wybrzeża", 15 czerwca 1959.

Z "bohaterskim konferansjerem" Fedorowiczem imprezę poprowadzili jego koledzy z legendarnego teatru studenckiego Bim-Bom: Olgierd Wasilewski (1933–2014), który uciekł na Zachód… już miesiąc później, podczas wyjazdu teatru do Wiednia, oraz Mieczysław Kochanowski, wówczas student Politechniki Gdańskiej, a późniejszy dziekan jej Wydziału Architektury.

Fragment zapowiedzi konkursu. "Wieczór Wybrzeża", 5 czerwca 1959.
Bogusława Czosnowska na zdjęciu próbnym do filmu „Młodość Chopina” (reż. Aleksander Ford, prod. 1951). Źródło: Gedanopedia.

Wśród scenicznych partnerów Christy pojawia się także Bogusława Czosnowska, wówczas śpiewająca aktorka Teatru Wybrzeże – w przyszłości reżyser i autorka opracowań scenicznych m.in. spektaklu "O dwóch takich, co ukradli księżyc" Teatru Wybrzeże w Gdańsku, do którego Christa stworzył komiksowy program, oraz "Kajka i Kokosza" w Słupsku. Kuszące jest założenie, że już wtedy zaprzyjaźnili się z Januszem Christą i po nieomal 25 latach wrócili do współpracy, ale trudno je potwierdzić. We wspomnieniach "Ostatni gong" (wyd. Tower Press, Gdańsk 2000), Bogusława Czosnowska tylko jednym zdaniem kwituje swoje spektakle dla najmłodszych, wyliczając osiem realizacji "O dwóch takich..." przez polskie teatry (s. 182–183), niewiele pisze też o występach na estradzie.

Mimo tak widowiskowych początków, "Wieczór" z czasem zaczął traktować Christę jak wyrobnika, zapełniającego łamy. Po latach Christa mówił o tym z rozżaleniem, o czym "Na plasterki!!!" pisały w postach "Jubileusz Wieczoru Wybrzeża" i "Rysownik na medal".

Jubileusz 10-lecia "Wieczoru" w Klubie Dziennikarza w Domu Prasy w Gdańsku, 11 lutego 1967. Pierwszy z lewej red. naczelny Waldemar Slawik. Być może właśnie to święto miał na myśli Christa.

Redakcję popołudniówki Christa opuścił ostatecznie w 1975 roku, razem ze swoimi bohaterami przenosząc się do "Świata Młodych". A kiedy zabrakło komiksów nowych, czytelnikom "Wieczoru" serwowano powtórki z Christy. Uznanie – już inna redakcja, i w innych okolicznościach, gdy "Wieczór" został dodatkiem do niegdysiejszego konkurenta, "Dziennika Bałtyckiego" – wyrażono po latach, wymieniając Janusza Christę wśród ośmiorga autorów w historii pisma, z powodu których "po gazetę ustawiały się kolejki". [3]

Arek z Gdyni

Fot. Zbigniew Kosycarz. Źródło: "Dziennik Bałtycki".
____________

[1] Cytat za: Jerzy Waczyński, "Lata zielone, lata czerwone" [w] "NOTES. Rocznik dziennikarzy Pomorza 2008", wyd. Stowarzyszenie Dziennikarzy RP – Oddział Morski, Gdańsk 2009, str. 107.

[2] W tekście podpisanym pseudonimem dziennikarki Julii Ziegenhirte jest wiele błędów. Dwuosobowy szybowiec szkolny "polskiej konstrukcji" nazwany Kajtkiem-Majtkiem to nie mógł być Jak-18 (bo to samolot), być może chodziło o popularnego wówczas SZD-9 Bociana.

[3] W przeciwieństwie do "poważnych" (czytaj: nudnych) gazet drukujących przemówienia i sprawozdania, w "Wieczorze" było wszystko, a przynajmniej dużo więcej. [...] Przede wszystkim w "Wieczorze” był ówczesny hit, czyli komiksy Janusza Christy "Kajtek-Majtek", "Kajtek i Koko", "Kajko i Kokosz" – napisał Tadeusz Woźniak, dziennikarz "Wieczoru" w latach 1974–1980 i z-ca naczelnego w latach 1991–1998. Cytat za: Tadeusz Woźniak, "Gazeta, po którą ustawiały się kolejki", "Wieczór Wybrzeża – Dziennik Bałtycki", 4 lutego 2015.

piątek, 14 lutego 2020

Wakacyjne shanty z Milusiem

Niedawno dostałem od naszego czytelnika arcyciekawy materiał na temat milicyjnych puzzli z Milusiem. Zanim go Wam przedstawię, proponuję lekturę pewnego zaginionego posta, napisanego w 2013 roku przez Łamignata. Tekst nigdy nie został dokończony, bo w międzyczasie wpadłem na pewne nieoczekiwane tropy i nie bardzo wiedzieliśmy jak z tego wybrnąć. Trzy lata później Hegemon zaczął intensywnie drążyć ten sam temat, dotarł nawet do wydawnictwa Trefl i wyciągnął stamtąd absolutnie unikalne materiały reklamowe z lat 90. Poniższy post jest jakby wypadkową poszukiwań całej naszej trójki.

* * *

1. ŁAMIGNAT

Kolega Jaszczu (czyli znany rysownik Piotr Nowacki) zadał nam ostatnio takie pytanie:
Jak potoczyłaby się kariera Mistrza Christy, gdyby przyszło mu zyć i tworzyć te kilkadziesiąt lat później (powiedzmy, że miałby dziś 40 lat)? Może to dobry temat na artykuł? :)
Temat może i dobry, ale spróbuję nieco zmodyfikować to pytanie: czy zastanawialiście się kiedyś, jak potoczyłaby się kariera Janusza Christy, gdyby urodził się po przeciwnej stronie żelaznej kurtyny? Czy nadal by rysował, a jego prace znane byłyby na całym świecie? Od dzisiaj nie musicie poruszać się jedynie w sferze domysłów. Gdyby urodził się np. w Holandii nazywałby się Jan Van Haasteren i wyglądałby tak:

Jan Van Haasteren w swojej pracowni w Bergen
(fot. Robin Schouten)
Janusz Christa w swojej pracowni w Sopocie
(fot. Paweł Sikora)

Obu rysowników łączy nie tylko fizyczne podobieństwo, wiek (Haasteren jest tylko dwa lata młodszy od Christy) i zbliżony styl rysowania, ale przede wszystkim... puzzle!

Haasteren był rysownikiem u Disneya, pracował także jako grafik w wytwórni filmów animowanych. Ma na koncie wiele komiksów gazetowych do scenariuszy różnych autorów, jednak żadna ze stworzonych przez niego postaci ani serii komiksowych nie zdobyła międzynarodowej sławy. Jego najpopularniejszym bohaterem jest Baron van Tast, który narodził się na łamach magazynu "Pep" w 1972 r. Był to komiks purnonsensowy, więc widoczny poniżej gigantyczny kwiatek niekoniecznie musiał być wynikiem działania eliksiru wzrostu.


Przełom w karierze Holendra nastąpił w roku 1980, kiedy to rozpoczął współpracę z firmą Jumbo, potentatem na rynku gier planszowych i puzzli. Rysowane przez Haasterena puzzle, charakteryzujące się sporym zagęszczeniem postaci i sytuacji, stały się hitem na całym świecie. Obecnie 40% katalogu produktów Jumbo stanowią układanki narysowane przez Haasterena.


W połowie lat 80. w naszym kraju pojawiły się pirackie reprodukcje ilustracji z puzzli autorstwa Jana Van Haasterena. Poniższy plakat można było kupić między innymi w Sopocie. Być może jeden egzemplarz trafił w ręce Christy.

Olimpiada - pierwszy projekt puzzli stworzony przez Jana Van Haasterena dla firmy Jumbo

Wiele wskazuje na to, że firma Trefl chciała skopiować ten pomysł i powtórzyć na naszym rynku sukces komercyjny holenderskiego Jumbo. W tym celu nawiązała współpracę z Januszem Christą, który jak wiemy stworzył dla niej kilkanaście projektów puzzli. Pierwsza układanka autorstwa Christy powstała na zamówienie Milicji Obywatelskiej, razem z dwoma kalendarzami, jako część kampanii promującej wśród dzieci zasady ruchu drogowego.


Wspaniała panorama Mirmiłowa przypomina trochę puzzle holenderskiego artysty, ale dopiero dwa ostatnie projekty, jakie Christa wykonał dla Trefla, tj. "Wakacje" i "Szanty", utrzymane są w duchu typowym dla prac Van Haasterena. Na uwagę zasługuje jeszcze jeden drobny szczegół - otóż Holender na wszystkich swoich puzzlach umieszcza "podpis" w postaci płetwy rekina, a jeśli uważnie się przyjrzeć, ten sam element można znaleźć w "Wakacjach" Janusza Christy. Czy to symboliczny hołd dla kolegi zza żelaznej kurtyny?


Szkoda, że Trefl już nie wznawia zaprojektowanych przez Christę układanek, ale jednocześnie cieszy fakt, że również puzzlową pałeczkę przejął po mistrzu jego następca - Sławek Kiełbus.

2. KAPRAL

W tym momencie ja (czyli Kapral) wyciągnąłem z archiwum dwie ilustracje Christy do konkursu dziecięcego "Wieczoru Wybrzeża". Powstały one w roku 1960, czyli dokładnie 20 lat wcześniej niż Jan Van Haasteren zaczął rysować swoje arcyskomplikowane puzzle dla Jumbo.

"Wieczór Wybrzeża", rys. Janusz Christa

Oczywiście nie twierdzę, że to Haasteren ściągnął pomysł od Christy, tylko że Christa już wcześniej musiał to gdzieś podpatrzyć. A ponieważ na przełomie lat 50./60. spora część jego pomysłów miała źródło we francuskim tygodniku "Vaillant", zapewne i tym razem tak było. Mój kolekcjonerski nos podpowiada mi, że chodziło o rysunki Jeana Cézarda, a najpewniej ten widoczny poniżej, pochodzący z oprawionego przez Christę rocznika "Vaillanta" (1958). Zresztą wszyscy polscy komiksiarze wzorowali się wtedy na tym jednym jedynym magazynie, toteż nie dziwota, że i Papcio Chmiel skopiował szkolną scenkę Cézarda (zwróćcie uwagę na ulice wokół szkoły), co prawda w wersji trochę zubożonej, ale za to z dymkami.

"Vaillant", rys. Jean Cézard"Świat Młodych", rys. Papcio Chmiel

Wiele lat później (1984) podejrzanie podobną, choć jeszcze uboższą ilustrację narysowała Szarlota Pawel. Z tym, że raczej nie wzorowała się na oryginalnej wersji z "Vaillanta", ale na podróbie wykonanej przez jej mentora, Papcia Chmiela. Obok widzimy zagadkę obrazkową innego polskiego komiksiarza, Jerzego Wróblewskiego (1968) - jedną z wielu, jakie narysował dla "Dziennika Wieczornego". Na tej konkretnej ilustracji trzeba było znaleźć groźnych braci Slim.

"Świat Młodych", rys. Szarlota Pawel"Dzienik Wieczorny", rys. Jerzy Wróblewski

Westernowa tematyka tej zgadywanki sugeruje, że Wróblewski czerpał inspirację skądinąd. Stawiam na Gire'a, który uwielbiał wrzucać tego typu zbiorowe sceny do swojego komiksu "Kam et Rah les terribles" (1955-1964), a redakcja "Vaillanta" często zlecała mu wykonanie atrakcyjnych okolicznościowych obrazków, po brzegi wypełnionych postaciami.

"Vaillant" i "Pif Poche", rys. Eugène Gire

Prasa w latach 60. pełna była takich rysunków, a ich tematyka obracała się wokół modnych wówczas wśród młodzieży motywów. Poniżej widzimy prace Hannesa Hegena z NRD-owskiego komiksu "Mosaik" oraz Gwidona Miklaszewskiego z "Płomyczka". Nietrudno zauważyć podobieństwo tych rysunków do puzzli Janusza Christy - odpowiednio "Shantów" i "Wakacji".

"Mosaik", rys. Hannes Hegen"Płomyczek", rys. Gwidon Miklaszewski

3. HEGEMON

Skoro wiemy już, że pomysł na układanki ściągnięty został po części z Jana Van Haasterena, a po części z "Vaillanta", czas na rozwikłanie ostatniej zagadki, jaką jest... producent puzzli Janusza Christy. Sprawa wcale nie jest oczywista, bo na najstarszych pudełkach z końca lat 80. widnieją nazwy rozmaitych wydawców: Trefl, Scangraph, Sibui, Arsis, Intertour, Chevalier czy Elektrospółdzielnia. Możecie to prześledzić na przykładzie "Shantów", które w tamtym czasie miały aż trzy różne wersje, nie licząc późniejszych wznowień z lat 90.


Wszystkie te wczesne układanki łączy jeden wspólny element, a jest nim charakterystyczny karciano-puzzlowy znaczek, będący pierwszą wersją logo Trefla. Widać go na puzzlach milicyjnych (obok nazwy agencji reklamowo-wydawniczej Scangraph), jak i na czterech wzorach sygnowanych przez firmę Sibui. Zdaniem Łamignata świadczy to o tym, iż faktycznym producentem wszystkich układanek był gdyński Trefl, a pozostałe wymienione na pudełkach firmy były tylko jego kooperantami. Research Hegemona w pełni potwierdził tę tezę.


Trefl założony został w 1985 r. przez Kazimierza Wierzbickiego, z którym Janusz Christa utrzymywał bliskie kontakty. Według jednej z anegdot, jakimi rysownik zwykł raczyć swoich rozmówców, pierwsze swoje puzzle "pan Kazio" wycinał wraz bratem nożyczkami w garażu. Historia ta jest kompletnie nieprawdopodobna, ale dobrze oddaje pionierskiego ducha biznesu lat 80. Początkowo rzeczywiście Trefl nie miał własnej poligrafii, dlatego musiał zlecać offsetowe wydruki puzzli i opakowań kooperantom (przedsiębiorstwom polonijnym lub spółdzielniom), a potem sam naklejał je na tekturę i nacinał wykrojnikami.

Pieczątka na pudełku puzzli "milicyjnych".

W roku 1990 stare logo Trefla zastąpione zostało nowym, firma dorobiła się własnej drukarni i podpisy tajemniczych kooperantów zniknęły z pudełek. Puzzle "à la Jan Van Haasteren" przez ponad 10 lat były prawdziwym hitem, a "Shanty" i "Wakacje" wielokrotnie wznawiano w rozmaitych opakowaniach. Niebawem na blogu ukaże sie zaktualizowana wersja czeklisty z nowymi zdjęciami z kolekcji Hegemona (część z nich zobaczyć możecie w dzisiejszym poście).


Najlepiej sprzedającymi się puzlami Christy były zapewne "Shanty". Miały największą ilość wznowień i figurowały w ofercie firmy aż do 2001 r. (ostatnia wersja składała się z 500 elementów, zamiast tradycyjnych 600). Rysownik twierdził, że swoją sławę zawdzięczały telewizji, o czym barwnie opowiadał w "Wyznaniach spisanych":
Kiedyś jedne nawet w "Tele-Expressie" pokazali. To były "Shanty". Napisał do telewizji jakiś facet oburzony: "takie świństwa i to ma być dla dzieci?" A tam była tylko jedna taka scena: stoi fregata pod żaglami w porcie i między dwoma masztami rozpięty jest hamak, a w nim… można się tylko domyślać co ta para robi. Widać tylko tyłek i nogi uniesione. Synek tego faceta pytał co to jest, a ten nie wiedział jak ma dziecku wytłumaczyć. Jak to co robią? Marynarzy.
Natomiast "Wakacje" ukazały się w dwóch wersjach kolorystycznych, bo... oryginalny blaudruk Christy zaginął. W katalogu z 1994 r. widzimy już wersję z nowym kolorem, którego autorami byli graficy Trefla. Wyszło to niestety fatalnie i kompletnie zeszpeciło cały rysunek.

Katalog Trefla z 2001 r.Katalog Trefla z 1994 r.

I tym niezbyt optymistycznym akcentem kończymy nasz dzisiejszy post, poskładany jak puzzle z kilku starych, niedokończonych artykułów. W najbliższych dniach wrócimy jeszcze do tego temetu, więc oczywiście zostańcie z nami i nie regulujcie odbiorników.