wtorek, 6 października 2026

Wielki apel do fanów

Wojtek Obremski rusza z propozycją!

Uwaga! Pojawiła się wreszcie szansa na ulicę Janusza Christy w Sopocie! Jednak to, czy takowa powstanie, zależy w dużej mierze od nas, fanów mistrza z Wybrzeża.

Urząd Miejski w Sopocie ogłosił konkurs na nazwę ulicy, która połączy ul. 3 Maja i Jana z Kolna. Propozycje można wysyłać do 12 października, na adres nazwa.ulicy@um.sopot.pl Należy dodać też uzasadnienie. Jego napisanie nie powinno nastręczać trudności miłośnikom twórczości pana Janusza, ale dla ułatwienia podaję przykładowy wzór:

Janusz Christa (1934–2008) był jednym z najważniejszych polskich twórców komiksu — rysownikiem, scenarzystą i autorem m.in. kultowych przygód Kajtka i Koka oraz Kajka i Kokosza. Urodził się w Wilnie, ale swoje życie artystyczne związał przede wszystkim z Sopotem. Miasto to zajmowało w jego biografii szczególne miejsce: Christa wychował się i pracował w tym mieście, w dodatku właśnie tutaj powstały jego najbardziej znane dzieła. Przez lata był jednym z charakterystycznych mieszkańców sopockiego środowiska artystycznego.

Po upłynięciu terminu zgłoszeń, komisja w ciągu siedmiu dni wybierze trzy propozycje, które zostaną poddane pod głosowanie. I tutaj jest mały haczyk: mimo że propozycje mailowe może zgłaszać każdy, to zwycięską nazwę wyłonią z "finałowej" trójki mieszkańcy Sopotu. Jednak bardzo prawdopodobne, że mając do wyboru Janusza Christę, wskażą oni właśnie jego. A potem zostanie już tylko formalne klepnięcie sprawy przez radnych. Zatem… zasypujemy urząd propozycjami! Bo chyba każdy z Was przyzna, że to wstyd, by mistrz z Wybrzeża nie miał na nim ulicy swojego imienia. No i jeszcze jedno: autorzy trzech propozycji, które zakwalifikują się do finałowego głosowania, otrzymają nagrody niespodzianki.

Planowana ulica leży w odległości zaledwie kilkuset metrów od willi przy ul. Wybickiego 40, w której Janusz Christa przeżył ostatnie dekady swojego życia. Wizualizacje wyglądają zachęcająco, choć nie jest to najbardziej reprezentacyjna część miasta i zamiast morza będzie stamtąd widać kolej. Ale nie kręćmy nosami, bo kolejna taka okazja może się nie powtórzyć. Przypomnę, że już 15 lat temu władze Sopotu przebąkiwały o ławeczce Kajka i Kokosza, ale nic z tego nie wyszło. Dopiero w 2021 roku w mieście pojawiły się tabliczki upamiętniające Janusza Christę, jednak ich pomysłodawcą i fundatorem nie były władze Sopotu, tylko... Netflix. Tak więc, kochani, bierzemy się do roboty, wysyłamy maile, a potem trzymamy kciuki za sukces przedsięwzięcia. Na plasterki!!!

Więcej informacji:
Mieszkańcy wybiorą nazwę dla nowej sopockiej ulicy
Budowa ul. Torowej
Nowa ulica połączy ul. Jana z Kolna i 3 Maja

czwartek, 13 sierpnia 2026

Plansze z "Próżnej próżni"

Po roku oczekiwań trafiły do nas nareszcie przykładowe plansze z komiksu "Kajtek i Koko w kosmosie – Nowe Przygody. W próżnej próżni". Jest to pierwszy tom zupełnie nowej historii, opowiedzianej przez Maćka Kura (scen.), Mietka Fijała (rys.) i Tomka Piorunowskiego (kolor). Oficjalna premiera odbędzie się podczas MFKiG w Łodzi, do sklepów album trafi 23 września, a już dziś można go zamówić w przedsprzedaży.

NOWE PRZYGODY KAJTKA I KOKA W KOSMOSIE!

Seria "Kajtek i Koko" autorstwa mistrza polskiego komiksu Janusza Christy (1934–2008) opisuje perypetie pary marynarzy – tytułowych Kajtka i Koka – którzy są jednocześnie i potomkami (fabularnie), i przodkami (data powstania) słynnych Kajka i Kokosza. Komiksowe paski z gazety "Wieczór Wybrzeża" składają się na serię opowieści, które były publikowane w latach 1958–1972. Bohaterowie rozwiązywali w nich zagadki kryminalne, brali udział w szpiegowskich akcjach, przenosili się do świata baśni, podróżowali w czasie. Niektóre historie doczekały się wydań książeczkowych już kilkadziesiąt lat temu, inne dopiero w tym tysiącleciu za sprawą czarno-białej edycji w twardej oprawie. Obecnie ta część dorobku mistrza z Sopotu wydawana jest w odświeżonej, uzupełnionej i kolorowej wersji w miękkich oprawach.

"Kajtek i Koko w kosmosie" (1968–1972) do dziś pozostaje najdłuższym polskim komiksem fantastycznym, liczącym ponad 1200 odcinków! Janusz Christa w fascynujący sposób opowiedział o przygodach tytułowych bohaterów uczestniczących w eksperymencie profesora Kosmosika. Zwariowany naukowiec wysłał ich do gwiazdozbioru Oriona. W trakcie ekspedycji przyjaciele poznali mieszkańców odległych planet i ich zadziwiające zwyczaje, przeżywali niezwykłe i ryzykowne przygody, popadali w tarapaty, ale zawsze pozostawali zwykłymi, wesołymi chłopakami z Ziemi.

"W próżnej próżni" to pierwszy tom kontynuacji serii "Kajtek i Koko w Kosmosie", do której scenariusz napisał Maciej Kur ("Lil i Put", "Kajko i Kokosz – Nowe Przygody", "Emilka Sza", "Delisie", powieść "Płomyk, który zgasił świecę"), a rysunki stworzył Mieczysław Fijał ("Oskar i Fabrycy", "Kajko i Kokosz – Opowieści z Mirmiłowa"). Nasi bohaterowie wracają w przestrzeń kosmiczną z pewną misją ratunkową. Czekają na nich zupełnie nowe, ekscytujące przygody. Będą kosmici, będą statki kosmiczne, będzie masa zabawy!

Uwaga: Cała historia zawrze się w dwóch tomach. Tom drugi w przygotowaniu.

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Legenda powraca

Czekaliście? I doczekacie się. Już niedługo.

W poprzednich odcinkach...

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Red. Kołodziejczak zdemaskowany!

Dziś mam dla Was tylko jeden wycinek prasowy, za to jaki! Skan pochodzi z warszawskiej gazety popołudniowej "Express Wieczorny" nr 245 z 17 grudnia 1985 roku (chodzi o anons pt. "Kto chce, niech czyta", resztę zagryzmoliłem). Myślę, że ten dokument rozwieje wszelkie wątpliwości dotyczące komiksowej przeszłości Tomasza Kołodziejczaka, od lat nadzorującego christowo-kajkoszowe marki w wydawnictwie Egmont. Dodam tylko, że w chwili publikacji ogłoszenia Tomek od dwóch miesięcy był pełnoletni, mieszkał w odległości 1500 metrów ode mnie, kolekcjonował dokładnie to samo co ja i oczywiście się nie znaliśmy.

Znalezisko dostałem od "Archiwum Prasowego", które serdecznie wszystkim polecam. Dzięki!

wtorek, 2 czerwca 2026

Plansze z "Procesu Jagi"

Czarownica Jaga traci swoją magiczną moc, a Mirmiłowo ochronę! Na dodatek upiera się, że nie chce niczyjej pomocy, a w podróż po odzyskanie zdolności czarowania musi udać się solo! Zbójcerze tylko czekają na taką okazję! Oj, szykują się nowe kłopoty...

Premiera "Procesu Jagi" teoretycznie odbędzie się jutro, ale już kilka dni temu można było kupić album na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie. Są już nawet pierwsze recenzje - jedni chwalą, inni ganią. Poniżej znajdziecie kilka promocyjnych obrazków oraz zdjęcie scenarzysty Macieja Kura na tle banera (czy ja tam widzę borostwory?).

piątek, 8 maja 2026

Historia polskiego komiksu odkryta na nowo!

90. rocznica powstania pierwszego polskiego komiksu fantastycznego!

Film "AMAZING STORY, CZYLI NIEZWYKŁE ŻYCIE JULIANA S. KRUPY", zrealizowany przez kanał "Otwarte Komiksy" zmienia postrzeganie historii zarówno polskiego komiksu, jak i polskiej fantastyki. Przybliża postać całkowicie zapomnianego twórcy, Juliana Krupy (1913-1989). Odkrywa komiks i grafiki, o których istnieniu polscy fani i historycy nie mieli żadnej wiedzy. Przesuwa początki polskiego komiksu i prasowej ilustracji SF o kilkadziesiąt lat wstecz.

Dokładnie 90 lat temu, 11.V.1936, polonijny "Dziennik Związkowy" z Chicago opublikował pierwszy odcinek komiksu fantastycznego "Przygody Ryszarda Arnolda" Juliana Krupy. To pierwszy polski komiks SF w historii, zarazem jeden z najdłuższych. W roku 1938 Julian Krupa został zatrudniony jako grafik w piśmie "Amazing Stories", pierwszym magazynie na świecie poświęconym science fiction. Przez kolejne kilkanaście lat był uznawany za jednego z najważniejszych ilustratorów fantastyki naukowej.

Jednak twórczość Juliana Krupy przez dekady pozostawała w Polsce praktycznie nieznana. Autorzy filmu, Tomasz Kołodziejczak i Mateusz Maranowski, dotarli do unikalnych dokumentów i zdjęć, oryginalnych dzieł artysty, archiwalnych pism sprzed kilkudziesięciu lat. Przestawiają życie i twórczość Juliana Krupy, kontekst historyczny i kulturowy jego dzieł, cytaty z jego wypowiedzi, a także... historię samego odkrycia tego artysty przez współczesnych fanów.

W filmie wypowiada się najbliższa rodzina rysownika: córka, Mary Ann Krupa Stickler i wnuk, Joshua Stickler. Historię sztuki pulpowej objaśniają znawcy: Sarah Light-Waller i Wojciech Sedeńko. O oryginałach komiksów Juliana Krupy opowiada Małgorzata Kot, dyrektor Muzeum Polskiego w Chicago. Wydania "Dziennika Związkowego" sprzed 90 lat prezentuje Grzegorz Trzyna, Naczelnik Archiwum IPN, który zajmuje się ich digitalizacją. O swoich bibliofilskich poszukiwaniach, które doprowadziły do przywrócenia pamięci o serii „Przygody Ryszarda Arnolda”, opowiada Wojciech Kawalec, fan i kolekcjoner.

Premiera filmu YouTube, kanał "OTWARTE KOMIKSY", sobota, 9.V.2026, godz. 10.30.

poniedziałek, 4 maja 2026

Tytus tuż-tuż

Cztery miesiące po pierwszych przeciekach Prószyński pokazał okładkę nowego "Tytusa, Romka i A'Tomka". Wiemy już kto będzie tworzył kontynuację. Za rysunki odpowiada Zbigniew Larwa, a za scenariusz Karol Weber i Artur Chmielewski - syn Papcia Chmiela (ten z NASA).

Pierwsza księga "Nowych przygód" ukaże się 25 maja. Tego roku! Objętość zeszytu 48 stron, cena okładkowa 19,99 zł. Całą zapowiedż znajdziecie na stronie wydawnictwa, a poniżej widzicie dwie plansze Zbyszka Larwy z komiksu "Krasnoludy" do scenariusza Andrzeja Pilipiuka.


Niemal w tym samym momencie studio EgoFilm (to od serialu "Kajko i Kokosz"), wrzuciło do sieci zwiastun filmu animowanego o Tytusie. Coż za dziwny zbieg okoliczności :)

piątek, 24 kwietnia 2026

Christa noir

Portret Janusza Christy autorstwa Marka "Ashiki" Ostapkowicza od dziś będzie ozdobą sekcji biograficznej bloga "Na plasterki". Marek, dzięki za ten wspaniały prezent. Świetna robota i piękny hołd. Takiego Janusza pamiętam.

piątek, 17 kwietnia 2026

Gagi, komiksy i gagomiksy

W Prima Aprilis oddałem Egmontowi posłowie do albumu "Pan Paparura i inne historie". Czeka mnie jeszcze korekta, uzupełnienia, ale najważniejsza część już za mną. "Pan Paparura" będzie antologią krótkich komiksów Janusza Christy spoza trzech głównych serii, a to oznacza, że nie pojawią się w nim ani Kajtek i Koko, ani Kajko i Kokosz, ani Gucek i Roch. Mimo to będzie co oglądać, bo materiał jest dość obszerny, obejmuje ponad 30 lat i 10 tytułów prasowych. A ja cieszę się, że mogłem jeszcze raz przyjrzeć się rozmaitym poboczom sopockiego artysty, to i owo podsumować, a przy okazji wyłapać rzeczy, które wcześniej mi umknęły.

Paski - nie paski

Na przykład: przez całą moją kolekcjonersko-detektywistyczną "karierę" starałem się wyraźnie oddzielać komiksy Christy od żartów rysunkowych. Kłopot zawsze pojawiał się w przypadku żartów złożonych z kilku kadrów, bo formalnie należałoby je uznać za nieme mini-komiksy (albo krótkie prakomiksy, jeśli miały podpisy), ale ponieważ ukazywały się w rubryce z kawałami, traktowałem je zgodnie z ich przeznaczeniem i kontekstem. Cały ten misterny podział posypał mi się po odkryciu dwóch wersji tego samego gagu, najpierw narysowanego jako kawał dla "Nowej Wsi", a po chwili jako odcinek z serii "Przygody Kajtka-Majtka".

"Nowa Wieś" i "Wieczór Wybrzeża" 1961.

Teraz już nie jestem pewien, czy podobne historyjki z "Jazzu" i "Tygodnika Morskiego", ewidentnie wymyślone jako dowcipy (zwykle z podpisem "bez słów"), również nie należą do kategorii stripów. Jak to odróżnić? Czy liczy się intencja autora, czy techniczna systematyka? Bo jeśli ta ostatnia, to wszystko, co ma dwa kadry lub więcej oraz nawet minimalną sekwencję zdarzeń, jest komiksem.

Historyjki z "Tygodnika Morskiego" (1960-1961) składające się kolejno z: 2, 3, 4 i 5 kadrów. W którym miejscu przebiega granica między dowcipem rysunkowym i komiksem?

Multikawały

Idźmy dalej - a co, jeśli zamiast pojedynczego kawału, dostaniemy całą serię żartów na jeden temat, narysowaną przez jednego autora, umieszczoną w jednym miejscu i do tego pod wspólnym tytułem? To nie jest abstrakcyjne ćwiczenie myślowe, przykładów jest mnóstwo. Sam Christa stworzył osiem takich pakietów, w tym trzy dla magazynu "Relax". Część z nich wygląda jak zwykłe kawały ("Palacze", "Ludzie i statki", "Wiosenne porady", "Rodzaje śniegowych płatków"), jeden jak opowiadanie z obrazkami ("Marynarskie brody"), a reszta bezczelnie udaje komiksowe plansze ("Dżdżownica", "Coś z ryb", "Przyśmiewki o nałogach"). Ale nie dajmy się nabrać, z komiksem ma to niewiele wspólnego. To raczej odrębny gatunek, pozbawiony sekwencyjności. Każdy element, tj. pojedynczy dowcip lub mikro-historyjkę, można oglądać osobno, w dowolnej kolejności, natomiast efekt komiczny spotęgowany jest przez ilość elementów, pewną powtarzalność i nawarstwienie skojarzeń na zadany temat. Zamiast opowieści, czytelnik dostaje rysunkowy kabaret, pseudo-komiksowy miks gagów. Krótko mówiąc: gag-o-mix, czyli GAGOMIKS. Tak sobie go nazwałem i tego będę się trzymał.

2x "Tygodnik Morski" 1961, "Wieczór Wybrzeża" 1964, 2x "Relax" 1977 (fragment "Palaczy" i "Dżdżownica")

Gagomiks może mieć dymki, ale nie musi; może mieć ramki, ale też niekoniecznie. Ramki z kolei mogą przybierać najbardziej wymyślne kształty, co często ma podkreślić płynność takiej mozaiki i brak określonego kierunku poruszania się między jej elementami. Oczywiście nie piszę tego na podstawie ośmiu próbek Janusza Christy, tylko na podstawie researchu do mojego niedawnego projektu "Dawno i nieprawda".

Trop hiszpański

Setki (dosłownie) takich "multikawałów" znalazłem np. w hiszpańskim tygodniku komiksowym "Jaimito", wydawanym przez Valencianę. Już w pierwszym numerze (1945) pojawia się gagomiks o myśliwych z layoutem w stylu "Przyśmiewek o nałogach". Podobne formy obecne są potem w każdym kolejnym zeszycie, a w 1947 roku magazyn umieszcza gagomiks na okładce.

"Jaimito" 1945 (gagomiks karteczkowy, rys. Alfonso Alamar) i 1947 (z lewej gagomiks ramkowy, z prawej bezramkowy, rys. José Soriano Izquierdo)

Końcówka lat 40. i całe lata 50. to czas gagomiksowych eksperymentów, głównie w wykonaniu rewelacyjego rysownika Licerasa. Po ten sam format sięgali też inni: Palop, Karpa, Alamar, Rojas, Nin i Sanchis, choć trudno powiedzieć, czy wszyscy z własnej woli, czy na polecenie redakcji. Obiło mi się o uszy (raczej o oczy), że w "Jaimito" obowiązywały normy, tzn. w każdym numerze pisemka rysownik dostawał określoną ilość stron. Jeśli ktoś miał pomysł na historyjkę - rysował komiks, a jeśli nie - rysował kawały. "Jaimito" miał ściśle określony profil humorystyczny, więc obie te formy w równym stopniu spełniały swoje zadanie, choć oczywiście komiks, zwłaszcza odcinkowy, miał większy potencjał, by utrzymać czytelników.

Jesús Liceras López w "Jaimito" 1948 (gagomiks panoramiczny) i w "Selecciones de Jaimito" 1959 (gagomiks w stylu dzisiejszych infografik)

W latach 60. następuje dalsza ekspansja, tym razem wszerz, tzn. gagomiksy zamiast pojedynczych stron, dostają całe rozkładówki. Dopiero teraz rysownicy mogli sobie poszaleć! Jednak paradoksalnie większość autorów przyjęła postawę zachowawczą, starając się za wszelką cenę upodobnić plansze do normalnych komiksów. Być może taki był wymóg redakcji, żeby na pierwszy rzut oka cała gazeta wyglądała jednolicie.

Od góry: "Selecciones de Jaimito" 1965 (Grema), "Jaimito" 1967 (Enrique Cerdán), "Jaimito" 1969 (Luis Cerezo)

Na początku lat 70. niekwestionowaną gwiazdą "Jaimito" stał się mój ulubiony rysownik Arturo Rojas de la Cámara. Rojas wypracował własny styl, bardzo podobny do "Dżdżownicy" i trzymał się go aż do upadku magazynu w roku 1984. Bliźniaczą rubrykę, ale o tematyce rycerskiej, prowadził w tygodniku "El Guerrero del Antifaz", również należącym do Valenciany.

U góry: Rojas w "Selecciones de Jaimito" i "El Guerrero del Antifaz" 1972. W środku: Karpa w "Jaimito" 1971. U dołu: Sanchis w "Jaimito Extra Primavera" 1971.

Trop brytyjski

Przeglądając dziesiątki hiszpańskich zeszytów komiksowych, miałem niodparte wrażenie, że layout rubryk z dowcipami jest mi skądś znany. Chodzi o powtarzający się schemat trzech kolumn, z których środkowa przeznaczona była na gagomiks, dwie boczne na pionowe paski komiksowe, zaś dodatkowy dolny wiersz zawierał zazwyczaj krótką historyjkę obrazkową. Dokładnie taki sam układ posiadały niemal wszystkie rozkładówki w brytyjskich tabloidach komiksowych z wydawnictwa Amalgamated Press i tylko proporcje poszczególnych sekcji czasem się zmieniały. Tradycja ta sięgała czasów przedwojennych i najwyraźniej została zaadoptowana przez Hiszpanów. Warto w tym miejscu przypomnieć, że oba te kraje miały bardzo podobne rynki komiksowe, oparte na mnóstwie tanich tygodników.

Typowo brytyjski layout rozkładówki w komiksowym tabloidzie ("Jester" 1936), dostosowany do hiszpańskiego formatu zeszytowego ("Jaimito" 1949).

Podążyłem tym tropem z nadzieją, że w praojczyżnie prasy komiksowej trafię na jeszcze starsze gagomiksy. Owszem, znalazłem jakieś luźne zestawy żartów rysunkowych z XIX wieku, ale strasznie archaiczne i w niczym nie przypominające produkcji hiszpańskich (być może źle szukałem). Dopiero w powojennych numerach natknąłem się na nowocześnie wyglądające eksponaty, i to w kilku różnych odmianach.

Wielka Brytania, rok 1949: "Knockout" (chmurki zamiast zwyczajowych karteczek), "Sun" (panorama), poniżej "Wonder" (infografika)

Wielkie nazwiska

Niezależnie od tego, czy nazwa "gagomiks" jest trafiona czy nie, samo zjawisko jest jak najbardziej realne, tylko słabo rozpoznane. Funkcjonowało przez kilkadziesiąt lat na marginesie prasy komiksowej, po czym wraz z nią przeminęło. W tym czasie przeszło długą drogę - od zapychacza pustych stron w czasopismach, przez proste karteczkowe mozaiki, aż do przemyślanych parakomiksowych form (zwróćcie uwagę, że dokładnie taką samą drogę przebył Christa - od "Ludzi i statków", przez "Przyśmiewki" po "Dżdżownicę"). Gagomiks miał swoich artystów, wyrobników, eksperymentatorów, a nawet rekordzistów.

Najobszerniejszą (prawdopodobnie) gagomiksową serią była "13, Rue de Percebe". Rysował ją zmarły niedawno Francisco Ibáñez, prawdziwy król Midas hiszpańskiej branży komiksowej, dobrze nam znany jako twórca "Mortadella i Filemona" (222 albumy, własny tygodnik, dwa seriale TV i sześć filmów). "13, Rue de Percebe" składała się z jednoplanszówek opartych na jednym layoucie, i to w sensie dosłownym, ponieważ rysownik korzystał z gotowego szablonu, z przekrojem budynku przy ul. Wąsonoga 13. Ibáñezowi i jego zastępcy udało się w ten chytry sposób ukręcić ponad 400 odcinków (1961-1970), trzeba więc przyznać, że pomysł był genialny... choć nie do końca oryginalny. Otóż dwa lata przed startem serii, na łamach almanachu tygodnika "Pulgarcito" (wyd. Bruguera) ukazała się identyczna plansza Manuela Vázqueza pt. "Un día en Villa Pulgarcito". Ibáñez, który nota bene również pracował w "Pulgarcito", odwrócił rysunek Vázqueza na lewą stronę, dorysował własne postacie i z gotowym projektem przeszedł do nowego tygodnika Bruguery "Tio Vivo".

Z lewej Francisco Ibáñez w "Tio Vivo" 1961 (pierwszy odcinek), z prawej Manuel Vázquez w "Pulgarcito Almanaque" 1959 (odcinek "zerowy")

Żeby trochę zrehabilitować Ibáñeza, mam tu jego dwie rozkładówki z tego samego okresu. Widać, że rysownik konsekwentnie szedł w "niesamowite przekroje" i wycisnął z tej formuły wszystkie soki.

Francisco Ibáñez w "Pulgarcito Almanaque" 1960 i 1961

Ostatnim rysownikiem, o którym chciałbym tu wspomnieć, jest Benito Jacovitti, włoski gigant komiksu, a zarazem arcymistrz gagomiksowych panoramiche. Poniżej dwie jego rozkładówki, również z lat 1960-1961. Niczego gęstszego, dziwniejszego i bardziej skomplikowanego już Wam dziś nie pokażę, dlatego w tym miejscu kończę mój przydługi post, a do gagomiksów pewnie jeszcze kiedyś wrócę. Dobranoc.

Benito Jacovitti w "Il Giorno" 1960 i 1961

PS. I pomyśleć, że zacząłem ten wpis od niewinnych pasków Janusza Christy. Hi hi...

środa, 1 kwietnia 2026

Tasmania wzywa!

Kto wie, ten wie - od wielu lat mam jeszcze jedno hobby, jestem entuzjastą radia. Zaczynałem od starej "Szarotki", którą dostałem od ojca krótkofalowca, a dziś korzystam z bardzo czułego odbiornika do nasłuchu fal krótkich, z precyzyjną stabilizacją częstotliwości i ręcznie dostrajanym filtrem pasmowym.

Niedawno, późnym wieczorem (noc to najlepsza pora na dalekie odbiory) postanowiłem dla hecy sprawdzić, czy uda mi się złapać coś z Australii. Dlaczego? Bo tam mieszka Ashika, nasz człowiek z antypodów. Po kilkunastu minutach walki z szumem, trzaskami i dryfującą propagacją, z eteru zaczęły się wyłaniać dwa znajome imiona: Kajtek and Koko, i to po angielsku!

Sygnał szedł prawdopodobniej wielokrotnym odbiciem od jonosfery (klasyczny daleki DX), choć momentami miałem wrażenie, że łapię go z dwóch kierunków naraz, jakby coś po drodze jeszcze go "poprawiało". Dzięki 15-metrowej antenie kierunkowej, ustawionej na dachu i delikatnie "podpartej" na północny-zachód, mogłem całkiem komfortowo słuchać audycji... z Tasmanii. Co ciekawe, sygnał był miejscami tak czysty, jakby nadawany lokalnie, potem całkowicie zanikał, a po kilku sekundach wracał z jeszcze większą siłą, co jak wiadomo jest typowe dla stabilnych, dalekosiężnych transmisji międzykontynentalnych.

A teraz najlepsze: dwa odcinki udało mi się nagrać. Poniżej wrzucam audio. Enjoy!

Aha, jeszcze jedno: na początku kwietnia mają się pojawić nowe odcinki "Wewnętrznej podróży". Też enjoy!

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Następcy Papcia Chmiela?

W sobotę wydawnictwo Prószyński i S-ka zapowiedziało kontynuację przygód Tytusa, Romka i A'Tomka. No i się zaczęło. Przez cały weekend brać komiksowa zaczęła utyskiwać na kiepski poziom reklamowego stripa, choć przedstawiciele wydawcy nie potwierdzili, że wykonali go autorzy nowych komiksów.

A ja chciałbym wlać trochę optymizmu i przypomnieć, że są w Polsce twórcy, którzy znakomicie poradziliby sobie ze spuścizną Papcia Chmiela. Jeden z nich (a może dwaj, ale tego nie udało mi się ustalić) ma już na koncie paski z Tytusem, i to nie żadne fanarty, tylko stuprocentowo oficjalne komiksy reklamowe. Pamiętacie kampanię promocyjną MediaMarkt z 2017 roku? Było to jeszcze za życia Papcia i nie mogę sobie wyobrazić, żeby nasz nestor nie zaaprobował rysownika, a był nim oczywiście... Tomasz Lew Leśniak, twórca m.in. "Jeża Jerzego" oraz "Tymka i Mistrza" (do spółkii ze scenarzystą Rafałem Skarżyckim).

Poniżej pozwoliłem sobie przypomnieć kilka tamtych pasków, zaś całą resztę znajdziecie na Behance. Mam nadzieję, że to właśnie Leśniak i Skarżycki stanęli za sterami nowego, uwspółcześninego Tytusa. Trudno chyba znaleźć lepszych kandydatów do tej roboty.

EDIT: Tomek Leśniak odpowiedział krótko na fejsie:

Tak oto tytusowy dream team odjechał ku krainie marzeń...