poniedziałek, 19 grudnia 2011

Okładki #5. Awantura z Rarogami

Dzisiaj pojedynek Hegemon kontra Arek Florek. Tylko dwóch zawodników, za to w jakiej formie! Zaczynamy od Hegemona, który przygotował polsko-francuski mash-up, alternatywną wersję pewnej okładki i nieznany epizod na bazie zwiastunu z Expressu Ilustrowanego. Z kolei Arkadiusz Florek postawił na "Kajtka i Koka w kosmosie" i skojarzenia filmowe. Zapraszamy do obejrzenia całej galerii fikcyjnych okładek i szlachetnego fristajlowego współzawodnictwa.

Hegemon & Na plasterki!!!HegemonHegemon
Arkadiusz Florek & ekipa Na plasterki!!!

czwartek, 15 grudnia 2011

Analiza aluzji, czyli okiem politologa

Na dyskretną obecność polityki w komiksach Christy zwracał uwagę Arek Florek ("Nawiązania do PRL-u", "Zbójcerze ze Wschodu", "Rewolucjoniści w Mirmiłowie") i Maciej Wycinek ("Pierwsza dekada Christy"). Okazuje się, że podobny temat poruszony został kilka lat wcześniej w pracy magisterskiej Arkadiusza Bileckiego pt. "Wpływ systemu politycznego na rozwój komiksu w Polsce". Jej obszerne fragmenty mamy przyjemność zaprezentować dziś na naszym blogu. Praca powstała w roku 2002 w Katedrze Teorii Polityki Uniwersytetu Gdańskiego (Wydział Nauk Społecznych) pod kierunkiem dr Hanny Dubrzyńskiej.

* * *

Rozdział 1. Komiks jako zjawisko polityczne

1.3 Oddziaływanie społeczne komiksu w PRL i III RP

Odbiór i oddziaływanie społeczne komiksu w Polsce mogłyby stać się tematem oddzielnej pracy naukowej. Z konieczności zagadnienie to potraktuję skrótowo i na wybranych przykładach.

Komiks w PRL został zauważony i doceniony przez władzę w szczególny sposób: starała się ona gatunek ten ujarzmić i dostosować do własnych potrzeb. Okiełznanie go zaczęło się – jak już wspomniałem – od strefy semantyki i próby ponownego ochrzczenia gatunku nazwą "kolorowe zeszyty". Kontynuowano ten proces w charakterystyczny dla ustroju sposób: wydając poszczególne tytuły z uwagi na potrzeby rynku – o ile oczywiście wcześniej zaakceptowała te potrzeby władza, uznając za słuszne i możliwe do zaspokojenia. Np. w tak powstał słynny miesięcznik komiksowy "Relax" (...). Jak wspomina jego pracownik, sopocki rysownik Janusz Christa: Opowiem jedną historię o początkach pisma. (...) Pewnego razu [Edward] Gierek odwiedził Krajową Agencję Wydawniczą i podczas dyskusji (...) głos zabrał świeży reemigrant z Francji, który (...) powiedział: "Towarzyszu, ja bym proponował komiks". (...) Gierek taki głupi nie był, w końcu wychował się w Belgii i tam z komiksami musiał się spotkać. Gierek powiedział: "Wiecie towarzyszu, to jest dobry pomysł. To wy to róbcie" [1]. Według innej legendy, którą konsekwentnie pielęgnuje H.J. Chmielewski, przygody Tytusa zaczęły ukazywać się poza "Światem Młodych" w osobnych książeczkach, bo spodobały się synkowi jednego z sekretarzy PZPR [2]. (...)

Rozdział 2. Między komiksem a polityką – o wykorzystaniu opowieści rysunkowych w służbie systemu w PRL

2.2 Propaganda systemu

(...) O tym, że tylko MO ma prawo decydować kiedy i jak w komiksie mogą pojawić się jej przedstawiciele mówił Janusz Christa, wspominając pracę przy odcinkowej historii "Skarby starego zamczyska" (zamieszczanej w partyjnym dzienniku lokalnym "Głos Wybrzeża" w lutym i marcu 1958 r.). Jej treścią były przygody trojga gdańszczan, przypadkowo trafiających na trop ukrytych skarbów. Ponieważ majątkiem zainteresowali się także mniej uczciwi obywatele ludowej ojczyzny, w kadrach komiksu nieuchronnie pojawili się milicjanci. Cenzura zarzuciła autorowi nie dość poważne sportretowanie milicjantów, co spowodowało pospieszne zakończenie serii już po sześciu odcinkach [3].

Poważne kłopoty miał Christa w 1970 roku. "Wieczór Wybrzeża" zamieszczał wtedy historię pt. "Kajtek i Koko w kosmosie". Znaleźli się na planecie rządzonej ręką bezwzględnego dyktatora. W mojej historyjce lud się zbuntował i podpalił pałac. Kiedy dowiozłem te sześć pasków do Gdańska [do redakcji "WW"] okazało się, że Komitet Wojewódzki fajczy się, dym idzie pod niebiosa. Pogonili mnie wtedy z moimi Kajtkami, mimo że tłumaczyłem, że skąd mogłem wiedzieć (…). Wtedy na dwa tygodnie wstrzymano komiks. Trzeba było wszystko pozmieniać – opowiadał rysownik trzydzieści lat później [4]. (…)

"Skarby starego zamczyska"Ocenzurowany odcinek "Kajtka i Koka w kosmosie"

2.4 Rzeczywistość między wierszami

Aluzje do rzeczywistości PRL, tej widocznej na co dzień z okien, doświadczanej na własnej skórze przez obywateli, a więc skrzętnie skrywanej przez władzę, stanowiły jedyną broń rysowników pragnących tworzyć mimo formalnych ograniczeń w podejmowaniu pewnych tematów i przedstawianiu różnych wątków. Celowało w tym zwłaszcza dwóch autorów, wspominani już Janusz Christa i młodszy od niego Bogusław Polch.

Janusz Christa żarty z PRL rozpoczął już w okresie pracy w "Wieczorze Wybrzeża". Kilkadziesiąt pasków z serii "Przygody Kajtka Majtka", które Christa zamieścił w tym dzienniku latem 1961 roku, przepełnionych było satyrą na siermiężną rzeczywistość Polski gomułkowskiej. Marynarz Kajtek, ulubiony bohater Christy, zazwyczaj odbywający dalekie rejsy obfitujące w emocjonujące przygody, tym razem zmuszony został do spędzenia wakacji w Trójmieście. Zamiast z przestępcami zmagał się tym razem z tłokiem na plażach i na dworcach, brakiem wody sodowej, kąpielówek i płetw w sklepach w dniach najgorętszych upałów, strofował turystów zaśmiecających las, kibiców wkradających się na stadion piłkarski przez dziurę w płocie itd. Dwukrotnie spokojowi urlopu Kajtka zagrozili kelnerzy [5]: na niemrawą obsługę sposobem okazało się podanie za kontrolera z Państwowej Inspekcji Handlu. Na zawyżony rachunek nienajlepszym sposobem było wezwanie przez Kajtka kierownika restauracji – ten bowiem zaczął się od kelnera domagać swojej działki z zysku z rachunku. Christa odwoływał się konstruując takie scenki i do powszechnych spostrzeżeń i do bieżących publikacji macierzystego dziennika: tego samego dnia, gdy ukazał się "restauracyjny" odcinek przygód Kajtka, "Wieczór" na pierwszej stronie opisywał praktyki kelnerów, cennik potraw i napitków wzbogacających o daty urodzin. Christa przeniósł to wprost do takiego fragmentu dialogu Kajtka z kelnerem:
- Co znaczy ta cyfra [6] 19,20? Potrawy za taką sumę nie jadłem.
- 1920? To jest rok moich urodzin! Zawsze dopisuję go do rachunku.
- Ach tak! A co oznacza cyfra 19,05?
- To jest rok urodzin naszego kucharza, może pan sprawdzić
[7].


Ta seria przygód Kajtka była ironicznym portretem grodu nad Motławą i reszty Trójmiasta, choć pierwsze jej odcinki były zupełnie poważnym zaproszeniem na obchody "Dni Gdańska" latem 1961 roku [8]. Gdy parę lat później Kajtek i jego przyjaciel Koko polecieli w kosmos, na jednej z planet musieli uporać się z nieżyczliwą sekretarką ministra, doświadczali absurdów biurokracji, chcąc wykonać prostą czynność – uruchomić własną rakietę.

Portretowanie obyczajów PRL, dosłowne, lub w umownym sztafażu przygód w kosmosie, było jednak pewnym zastępstwem prawdziwej swobody wypowiedzi. Satyra społeczna prezentowana czytelnikom przez Christę należała bowiem do specjalnej kategorii żartów koncesjonowanych przez władzę. Tłok na dworcu – tak, ale bez puenty, że budowano go za małym do obsługi ruchu w popularnej turystycznej miejscowości, bo podważałaby pryncypia ustroju tak daleko idąca krytyka zamysłu urbanistycznego, a więc elementu państwowej polityki. Kłopoty z aprowizacją (np. brak płetw w sklepie sportowym, gdy na plażę ciągną tłumy wczasowiczy) można było pokazać, ale nie można było dociekać ich przyczyn, czyli niewydolnego z założenia utopijnego ustroju. O mechanizmie przepuszczania takich żartów mówił tak Jan Kobuszewski, popularny aktor, a w latach 60. współprowadzący telewizyjnego programu satyrycznego "Wielokropek": Była bardzo ostra cenzura, więc mieliśmy prawo tylko do krytykowania kelnerów, nie sprzątających dozorców i jakichś tam chochlików prasowych [9].

"Kajtek i Koko na wakacjach"

Raz jednak Christa wplątał swoich bohaterów w sprawę polityczną, wymagającą nawet interwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych. W historii pt. "Na tropach pitekantropa" Kajtek i Koko przebywają m.in. na Bliskim Wschodzie. W Singapurze, niechcący wystrzeliwując rakiety międzykontynentalne, zmiatają z powierzchni ziemi bazę angielskiej marynarki wojennej. Okazało się jednak, że marynarze niepotrzebnie obawiali się o swój los: na forum ONZ delegat Singapuru surowo napiętnował Brytyjczyków za próby z zakazaną bronią, dodając żartobliwie, że nie ma jednak nic przeciwko takim eksperymentom, jeżeli zawsze będą się one kończyły unicestwieniem ośrodków militarnych eksperymentującego państwa. Kajtek i Koko oddychają z ulgą, a na ulicach Singapuru wybucha radość po przegnaniu na cztery wiatry poddanych Jej Królewskiej Mości. W trakcie tej samej historii Kajtek i Koko trafiają do USA, gdzie widzą np. policjanta, który zamiast łapać bandytów uniemożliwia czarnoskórym manifestantom pikietę w obronie swoich praw obywatelskich (komiks powstał w 1965 r.). Inny policjant, do cna skorumpowany, gości na posterunku groźnego mafiozo, podejmując go jak starego przyjaciela. Stany Zjednoczone odmalowane są przez Christę jako kraj wszędobylskich komiwojażerów, wciskających bohaterom towary na każdym kroku, zwariowanych milionerów, trwoniących majątek na zbytki, i dziennikarzy, goniących za sensacją. W sumie jest to jednak satyra łagodna, daleka od imperialistycznych połajanek z lat pięćdziesiątych [10].


Gdy Christa na nowo wymyślił swoich bohaterów, przenosząc niejako Kajtka i Koka do średniowiecza, nie porzucił aluzji do rzeczywistości PRL. Wzbogacił arsenał żartów o cytaty z partyjno-urzędniczej nowomowy, która – groteskowa sama w sobie – zyskiwała dodatkowego efektu komicznego użyta przez postaci żyjące w średniowieczu.

W albumie "Dzień Śmiechały" kapral oddziału rycerzy-rozbójników (tzw. zbójcerzy) melduje swojemu przełożonemu, w stylu stachanowskich zobowiązań produkcyjnych z lat 40. i 50.: Hegemonie, melduję, że zgodnie z planem mieliśmy budować machinę oblężniczą przez tydzień, zobowiązaliśmy się czas ten skrócić o sto procent, a zobowiązanie przekroczyliśmy o dwieście procent. Z tej radości obaj udają się do "lokalu kategorii 'S'", który reklamuje się hasłem: "Potrawy najlepsze, ceny najwyższe". W PRL, im dłużej trwał ustrój, tym bardziej stawało się jasne, że prawdziwa jest tylko druga część tego hasła, a pierwsza dramatycznie rozmija się rzeczywistością. Mimo to lokale kategorii 'S' trwały w najlepsze, gdyż to nie wolny rynek, poprzez napływ i odpływ klientów, kuszonych zręcznym marketingiem i jakością usług, dokonywał weryfikacji jakości lokali, a przyjęte z góry założenia kategoryzacji placówek gastronomicznych [11].


Historia "Na wczasach" rozpoczyna się od przybycia do grodu Kajka i Kokosza (przedstawionych we wcześniejszych przygodach jako praprzodkowie marynarzy Kajtka i Koka) książęcego referenta do spraw turystyki. Referent, poprosiwszy uprzednio o podstemplowanie delegacji ("Inaczej książę nie wypłaci mi diet", tłumaczy się), zostawia kasztelanowi jedno skierowanie na zagraniczne wczasy. O skierowanie to rozpoczyna się zacięty bój mieszkańców grodu. Wyjazdy na wczasy wg rozdzielnika, bezpardonowa walka o przywileje i zasada "kto pierwszy, ten lepszy", czy ogólnie – zbyt mała ilość dóbr, jak na istniejące zapotrzebowanie – są to patologie, których dotkliwie doświadczali obywatele PRL. "Mam bony" – nagabuje Kajka cinkciarz z zamorskiego kurortu. "Gratuluję" – przytomnie odpowiada mu Kajko, który nie tyle daje przykład, jak uczciwy obywatel postępuje wobec spekulantów, co trzeźwo ocenia sytuację, nie mogąc wszak być pewnym, czy nagabujący nie jest pospolitym złodziejem, czyhającym na zagranicznego turystę, lub cinkciarzem rodem z PRL, którzy powszechnie współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa (bo przecież mogła istnieć jakaś w średniowieczu), zawsze chętną dowiedzieć się kto kupuje obcą walutę. Szyld jednego z zamorskich zajazdów – "Grand" – przypomina witrynę swojego słynnego imiennika z Sopotu [12].


Obfituje w polityczne aluzje album "Festiwal czarownic". Tytułowy festiwal odbywa się w grodzie Kajka i Kokosza. Aby godnie uczcić przybycie gości kasztelan grodu Mirmił zarządza odpalenie fajerwerków, co żona perswaduje mu słowami "Jak zwykle nie myślisz o rachunku ekonomicznym". Czytelnik dowiaduje się również, że jeden z zaprezentowanych przez czarownice wynalazków mógłby rozwiązać problemy żywnościowe grodu, który notabene swoje największe dobro (miód) przeznacza na eksport. Wydaje się to być niedwuznaczną sugestią autora, że tylko czarna magia mogłaby uratować będącą już (w 1984 r.) w stanie zapaści gospodarkę PRL.


Nie koniec na tym, cytaty z PRL są w "Festiwalu" nawet bardziej dosłowne: oto grupa czarownic postanowiła "odciąć się od niegodnych praktyk koleżanki" (oszukującej podczas festiwalu), a kasztelan Mirmił w akcie desperacji zapowiada "złożenie urzędu na własną prośbę". Odcięcie się, czyli publiczna deklaracja potępienia dla jakiegoś człowieka, lub od jakiejś zbiorowości (np. w odgórnie zorganizowanej akcji, pisząc listy, lub występując na wiecach ludzie odcinali się w 1965 r. od przełomowego listu polskich biskupów do niemieckich), była w PRL nierzadko jedynym zachowaniem pozwalającym uniknąć oskarżeń i represji [13]. Złożenie urzędu – sposobem na odejście z zajmowanego stanowiska, co prawda nie dobrowolne złożenie, ale pod przymusem. W ostatniej części komiksu w szeregach zbójcerzy wybucha bunt. Hegemon ruga swoich podkomendnych "No, no! Tylko bez wichrzycielstwa!", na co słyszy odpowiedź "Od dziś będziemy samorządni i niezależni!". Kapral oddziału, dotąd wierny aż do lizusostwa poplecznik Hegemona, czując przewagę buntowników, błyskawicznie zmienia front - "Stawiam wniosek, aby wykluczyć go z naszych szeregów", mówi. Jednak zbójcerze – podjęciem przez aklamację – przyjmują wniosek, aby wygnać z oddziału obu tyranów, kaprala i Hegemona. W tej krótkiej, rozegranej na przestrzeni kilku kadrów, scenie, Christa streścił dzieje polityczne Polski z lat 1976–1981. "Wichrzycielami" nazywała oficjalna propaganda wszystkich biorących udział w strajkach po podwyżce cen w czerwcu 1976 roku [14]. "Samorządny i niezależny" był związek zawodowy "Solidarność", zarejestrowany w sierpniu 1980 r., a nieraz zgłaszali do niego akces niedawni partyjni kacykowie, zmieniający front o 180 stopni.


Komiks ten powstał w 1981 r., choć ostatecznie ukazał się trzy lata później [15]. Trudno przypuszczać, że cenzura nie zauważyła tak oczywistych aluzji. Najbardziej prawdopodobne jest chyba wytłumaczenie, że zostały one po prostu zlekceważone ponieważ pojawiały się w twórczości zaszufladkowanej jako dziecięca, a więc niegroźna z punktu widzenia władzy. PRL-owscy cenzorzy zapomnieli tu o naukach swoich poprzedników z carskiej Rosji, którzy dopuścili do druku wywrotowy "Kapitał" Karola Marksa, wychodząc z założenia, że napisany tak trudnym językiem nie zagraża porządkowi społecznemu. Pieczołowicie kontrolowali zaś teksty operetek i bajek dla dzieci – dzieł masowych, o bardzo szerokim kręgu odbiorców [16]. "Festiwal czarownic" miał w latach 80. dwa wydania o łącznym nakładzie ponad 300 tys. egzemplarzy.

Po raz ostatni Christa sportretował PRL w albumie "Mirmił w opałach", wydanym już w III Rzeczypospolitej w 1990 roku. Na początku historii, gród Kajka i Kokosza broni się przed kolejnym atakiem zbójcerzy wywieszając nad bramą "święty napis": "Zamknięte. Remanent". Obroniwszy się przed jednym kataklizmem, woje Mirmiła muszą skapitulować, gdy u ich bram staje NIK, czyli Najwyższy Inspektor Kaszteli. Kasztelanowi Mirmiłowi, skłonnemu do desperacji poczciwinie, staje przed oczami widmo, że za "błędy i wypaczenia" zostanie "przeniesiony na inną placówkę". Stara się więc podjąć ważnego urzędnika godnie, by zneutralizować możliwy niepomyślny wynik kontroli. Wysyła Kajka i Kokosza na polowanie, ale ci wracają z pustymi rękami, bo lasy przetrzebili myśliwi dewizowi. Na domiar złego NIK już w drodze do grodu został złupiony przez szlachetnego zbója Łamignata, który zabiera bogatym, by dać biednym. Przestraszony NIK błaga oprawcę o litość, co Łamignat komentuje pod nosem: "Wróciła mu świadomość klasowa". Pomyłkę udało się w końcu wyprostować, NIK łaskawie przyjmuje czynione mu w grodzie honory. Jeszcze zanim rozpocznie pracę, urzędnik musi wysłuchać donosu jednego z mieszkańców, że kasztelan potajemnie czci Trygława i Swaroga, ale zbywa go wyniośle: "Wyznania to nie mój resort".


Pierwszego dnia spodziewanej kontroli okazuje się, że gość to co prawda NIK, ale Niższy Inspektor Konkursów [17], który organizuje turnieje grodów (odniesienie Christy do telewizyjnych "Turniejów miast", obecnych w polskiej telewizji od lat 70.). Wszyscy bohaterowie z komiksowej okolicy muszą stanąć w sportowe szranki. Gdy na arenie grodzianie oczekują swoich rywali – zbójcerzy – ci podstępnie zajmują opustoszałe mury. I tym razem to oni wywieszają nad bramą swój święty napis: "Zamknięte. Przyjęcie towaru", broniący skuteczniej niż zastępy wojów. W PRL takie wywieszki broniły dostępu do lad sklepowych i towarów zwykłym obywatelom, nieodmiennie komunikując, że dystrybucja dóbr odbywa się po cichu, na zapleczu, wśród zamkniętego grona beneficjentów [18]. (...)

Arkadiusz Bilecki
____________
[1] R. Radwański, E. Sobczyńska, Kajko i Kokosz z Sopotu, "City Magazine Trójmiasto", 2001, nr 4.
[2] P. Dunin-Wąsowicz, Jak Tytus przeżył Łajkę, "Machina", 1996, nr 3.
[3] A. Kamieniecka, Świat w obrazkach, "Dziennik Bałtycki", 9–10 września 2000.
[4] Radwański, Sobczyńska, op. cit. Jedyny ocalały pasek z ocenzurowanych proroczych sześciu opublikował jako ciekawostkę magazyn "Giełda komiksów" w nr 5 z 2001 r.
[5] Fach kelnerski był dyżurnym tematem satyrycznym w PRL (że nie bez powodów, to inna sprawa). Pan się zachowuje jak kelner – wykrzykiwał wzburzony bohater skeczu kabaretu "Dudek" do gburowatych i złośliwych hydraulików. Majster hydraulik, dotknięty do żywego porównaniem jego profesji i zachowania do pracownika restauracji, barów i knajp, nakazał swojemu młodszemu pomocnikowi po takim dictum pokazać klientowi "jak się zachowuje polski kelner". Pomocnik, pobłogosławiony przez majstra, przenosił spór z klientem od słów do rękoczynów.
[6] Kamyczek do ogródka Christy: 19,20 to liczba, nie cyfra.
[7] J. Christa, Przygody Kajtka Majtka, "Wieczór Wybrzeża", 4 sierpnia 1961.
[8] "Dni Gdańska" to jakby nowa świecka tradycja – próba zdyskontowania sukcesu tradycyjnego Jarmarku św. Dominika; w późniejszych latach używano nazwy "Jarmark dominikański", bez najdelikatniejszej choćby próby wyjaśnienia o jakiego Dominika, czy dominikanów chodzi.
[9] D. Zaborek, Wężykiem! Rozmowa z Janem Kobuszewskim, "Gazeta Wyborcza – Gazeta Telewizyjna", 15–21 lutego 2002.
[10] J. Christa, Kajtek i Koko na tropach pitekantropa, Wydawnictwo Egmont Polska, Warszawa 2001.
[11] J. Christa, Dzień Śmiechały, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1985.
[12] J. Christa, Na wczasach, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1988.
[13] L. Maleszka, Krótki słownik PRL, "Gazeta Wyborcza", 9–10 września 2000.
[14] Jakkolwiek termin "wichrzyciele" był wyjątkowo poręczny, stosowano go we wcześniejszych momentach przesileń społecznych, w czerwcu 1956 r. w Poznaniu, czy w marcu 1968 r.
[15] J. Christa, Festiwal czarownic, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1984.
[16] W. Orliński, Rozpad komiksowej przyjaźni, "Gazeta Wyborcza", 26 stycznia 2000.
[17] Motyw niemal jak z "Rewizora" Mikołaja Gogola.
[18] "Remanent" oznaczać mógł nie tylko przeliczanie towarów, ale i to, że cały personel postanowił załatwić w godzinach pracy nie cierpiące zwłoki sprawy.

środa, 14 grudnia 2011

Wystawa w Pruszczu Gdańskim

Wszyscy ci, którzy nie dotarli do Łodzi na wystawę komiksową w Centralnym Muzeum Włókiennictwa, dostają drugą szansę. Od dziś w Zespole Szkół Nr 4 im. I.J. Paderewskiego w Pruszczu Gdańskim (ul. Kasprowicza 16) można oglądać część poświęconą Januszowi Chriście. Wystawa będzie czynna tylko przez tydzień, do 21 grudnia, w godzinach otwarcia szkoły. WSTĘP WOLNY, DLA WSZYSTKICH! W kwietniu ekspozycja ma gościć w Krośnie. A oto oficjalna zapowiedź organizatorów:

"Janusz Christa. Życie i twórczość."

Janusz Christa, choć nie ma go już z nami, dla kultury komiksu ciągle jest ikoną. Jego twórczość znają nie tylko miłośnicy gatunku. Najsłynniejsi bohaterowie: Kajko i Kokosz występowali i na kartach komiksu, i w popularnych grach komputerowych, czy gazetach codziennych. Tysiące odcinków przygód, przeżywanych przez bohaterów stworzonych przez Christę, bawi już od dziesiątek lat. Groteska, poczucie humoru oraz perfekcyjna kreska stały się znakiem rozpoznawczym naszego artysty.

Wystawa przygotowana przez Pauliną Christę, wnuczkę artysty, Bogdana Ruksztełło-Kowalewskiego, prezesa Akademii Komiksu Gdak oraz Wojciecha Łowickiego i Cypriana Wieczorkowskiego, prezentuje się niecodziennie. Bowiem obok znanych i cenionych prac (prawie wszystkie to oryginały!) zobaczyć można mniej znane lub te w ogóle nigdzie nie publikowane! Szkice artysty pomogą nam zrozumieć jego warsztat i techniki, którymi się posługiwał. Będziemy mogli przyjrzeć się jego życiu. Odsłonią je nam zdjęcia oraz pamiątki rodzinne.

Ciekawy (!) napis znajduje się na prezentowanym podszyciu krzesła z pracowni mistrza - zachęcamy do zerknięcia! Niewątpliwie ogromną atrakcją ekspozycji jest oryginalne biurko i przybory, którymi Janusz Christa posługiwał się przy tworzeniu komiksów. Także fragment jego biblioteczki będzie godną uwagi - zwłaszcza dla fanów - miłą niespodzianką.

Serdecznie zapraszamy do świata wyobraźni Janusza Christy.
W imieniu organizatorów
Dyrekcja ZS nr 4 w Pruszczu Gdańskim oraz kurator wystawy Cyprian Wieczorkowski.

Wystawa powstała dla Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi przy jego 22. edycji.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Okładki #4. Gwiezdni woje

Wracamy do naszej akcji "Zróbmy sobie okładki", czyli do komiksów, których Janusz Christa nigdy nie narysował, a powinien. Tym razem daliśmy szansę drugiej, a właściwie pierwszej ze słynnych par bohaterów. Paweł Grześków narysował uroczą kontynuację swojego rysunku z łódzkiej antologii. Arek Florek przysłał nam całą serię kosmicznych pomysłów filmowych - ich obróbka wymaga czasu i dziś prezentujemy pierwszy. Podobnie "Mirek i Miłek" to fragment nowej serii Łukasza Kucińskiego, która - miejmy nadzieję, również doczeka się filmiku na YouTubie. Zapraszamy do galerii i czekamy na kolejne Wasze pomysły.

Paweł GrześkówŁamignatArkadiusz Florek & Łamignat
Łukasz KucińskiŁukasz KucińskiKapral & Hegemon

piątek, 9 grudnia 2011

Kolory z kosmosu

Kto by pomyślał, że od premiery egmontowskiego "Kajtka i Koka w kosmosie" minęło już 10 lat? To było wydarzenie! Pamiętam jeszcze radość z zakupu tego niesamowitego albumu, a zaraz potem rozczarowanie jakością niektórych plansz. Dobił mnie odcinek na stronie 202, aż zęby bolały od patrzenia.


Sądziłem, że oryginał tego paska (451) zaginął, a Egmont dysponował jedynie pokolorowanym wycinkiem z gazety albo marną kserokopią. Jednak po latach okazało się, że oryginał był, z tym że wybrakowany. Christa tak nieszczęśliwie pokrył go farbami, że tusz trochę się rozmył i odseparowanie czerni stało się niemożliwe. Pasek w zasadzie nie nadawał się do wykorzystania, a mimo to Egmont uparł się, żeby go reanimować, zamiast sięgnąć po "Wieczór Wybrzeża".


Ciekawe dlaczego (i kiedy) rysownik tak paskudnie zniszczył oryginał? Pospekulujmy... Pomalowany odcinek mógł być np. częścią portfolio z roku 1974 (obok "Pasowania" i rysunków z "Czasu") - Christa nie znał wtedy jeszcze techniki blaudruku. Możliwe też, że kolor powstał nieco później, a brak blaudruku wynikał z oszczędności (zamawiało się je hurtowo w drukarni). Tak czy inaczej, Christa wybrał odcinek, który można było bezboleśnie usunąć z komiksu. Możemy być pewni, że gdyby mógł zrobić choćby ksero, nie eksperymentowałby na oryginale.

Zwróćmy też uwagę na schemat barw, zupełnie inny niż ten, który znamy z albumów. Kajtek ma niebieską koszulkę zamiast czerwonej, a Koko - jasne mankiety. Rysunek musiał więc powstać przed pierwszym kolorowym wydaniem "Kajtka i Koka", czyli przed KAW-owskim albumem "Śladem białego wilka". Rok 1989 stanowi górną granicę.


Wśród pasków "Kajtka i Koka w kosmosie" znajduje się jeszcze jeden barwny odcinek (528). W odróżnieniu od poprzedniego, ten jest kluczowy dla fabuły. Na szczęście kolory są jasne i Egmont bez problemu poradził sobie z wyciągnięciem czerni.


Przyznam, że strasznie mi się ten żółto-niebieski pasek podoba, aż chciałoby się zobaczyć więcej. Kto wie, czy nie była to przymiarka do gdańskiego albumu z 1974 roku? Użycie tylko dwóch kolorów pasuje jak ulał do poligraficznych ograniczeń Wydawnictwa Artystyczno-Graficznego. Rozwiązanie było eleganckie, ale pewnie okazało się zbyt czasochłonne dla rysownika, albo zbyt trudne dla drukarni.

Dla porównania warto przyjrzeć się próbkom koloru do edycji zeszytowej z roku 1991. Schemat barw skafandrów Kajtka i Koka jest już taki sam jak w komiksie. Zachował się nawet niedokończony fragment blaudruku z robotami Zarzura. Eksponat pochodzi z wystawy w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.


Serdeczne podziękowania należą się Arkadiuszowi Salamońskiemu za odkopanie tej sprawy i za wspaniałe skany oryginałów (okazało się, że też mieliśmy je sfotografowane, tylko o tym zapomnieliśmy... ups). Za zdjęcia z wystawy dziękujemy Wojtkowi Jamie.

czwartek, 8 grudnia 2011

Wodzirej Kajko i DJ Kokosz

To nie dowcip. Wodzirej Kajko i DJ Kokosz naprawdę działają - w Kępnie pod Wrocławiem. Twierdzą, że są w stanie rozkręcić każde wesele. Zapewniają obsługę kompleksową: "od tańców i zabaw integracyjnych, poprzez wspólne śpiewanie i biesiadowanie przy stole, zabawne skecze, aż po tradycyjne elementy". Wierzymy. Biesiadowanie, skecze i zabawy integracyjne (zwłaszcza te tradycyjne) już tysiąc lat temu były znakiem firmowym Kajka i Kokosza.

Kajko i Kokosz... rozkręcą każdą imprezę.

Tymczasem w innych zakątkach kraju:
  • Wydawnictwa Cenega i Dagiel zgodnie twierdzą, że gra "Kajko i Kokosz: Twierdza Czarnoksiężnika" już się ukazała, ale chyba wirtualnie, bo w analogowych sklepach jeszcze jej nie widać. Można ją natomiast wygrać w konkursach Filmwebu lub Elizjonu.
  • Ci, którym nie udało się gry ani kupić, ani wygrać, mogą sobie pooglądać nowe screeny. Obrazki bardziej przypominają klasyczną grę arkadową niż przygodówkę.
  • Na Esensji ukazała się recenzja "Profesora Kosmosika" zatytułowana "Prototypowy rajd po średniowieczu". Redaktor Bodurka nie zmienił zdania, nadal ocenia komiks tylko na 60% i poleca go "tym, którzy chcieliby sobie przypomnieć lektury młodości." Czyli obecnym 60-latkom.
  • Jak informuje Gildia, film Mateusza Szlachtycza i Szymona Holcmana pt. "W ostatniej chwili - o komiksie w PRL" zostanie wyemitowany przez TVP2 w piątek 30 grudnia o godz. 16:00.
  • Sebastian Chosiński powoli zbliża się do końca swojej Relaxowej serii. W najnowszych dwóch odsłonach (#24 i #25) znajdziecie recenzje "Kursu na półwysep Jork".

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Czytelnicy pytają, Hegemon odpowiada

Zamiast normalnego posta, dziś będzie odpowiedź na piątkowy komentarz Dominika z Bochotnicy:
Mam pytanie odnośnie najnowszego wydania "KiK w Londynie" zakupionego przeze mnie parę dni temu. Otóż w bibliografii na końcu książki podano, że "Zwariowana wyspa" liczy sobie 137 pasków, a w moim wydaniu pasków jest właściwie tylko 136. Jeden pasek - 137 ("Niezwykłym i tajemniczym wydarzeniom...") - się powtarza; jest pod tytułem opowieści (str. 49) i na samym końcu (str. 117). Egmont wcisnął go w puste miejsce, czy jednego nie ma?
Wstyd się przyznać, ale post na ten temat mieliśmy gotowy już w lutym, tylko nam się gdzieś zawieruszył. Żeby nie przedłużać - w naszej bibliografii nie ma błędu. "Zwariowana wyspa" w Wieczorze Wybrzeża rzeczywiście liczyła 137 odcinków, a w dwuzeszytowym wydaniu spółdzielni Zespół (1990) o 13 pasków mniej. I to tę okrojoną wersję przedrukował Egmont w pierwszym wydaniu "Kajtka i Koka w Londynie" (2005). W nowej edycji albumu nareszcie możemy przeczytać całość. Powtórzony pasek na początku i na końcu tej historii to nie błąd Egmontu, ale świadomy zabieg Janusza Christy. Tak właśnie komiks ukazał się w Wieczorze Wybrzeża w roku 1967.

"Przygody Kajtka i Koka" odc. 1, Wieczór Wybrzeża 07.06.1967
"Przygody Kajtka i Koka", odc. 137, Wieczór Wybrzeża 17.11.1967

Pierwszy pasek został usunięty już w roku 1983 z przedruku w łódzkim Expressie Ilustrowanym. W jego miejsce redakcja dorysowała stripo-podobną zapowiedź i nadała jej numer 1 - w ten sposób nie trzeba było zmieniać numeracji pozostałych odcinków. Zwiastun jest przerysowaną kompilacją czterech kadrów z komiksu. Warto zwrócić uwagę, że tytułowa wyspa nie była jeszcze wtedy "Zwariowana", tylko "Niezwykła".

"Niezwykła wyspa" odc. 1, Express Ilustrowany 25.07.1983

W wydaniu spółdzielni Zespół również zabrakło pierwszego paska, widocznie Christa uznał, że historyjka na tym zyska. Natomiast kolejne skróty miały raczej na celu upchnięcie komiksu w dwóch zeszytach po 32 strony. Christa po prostu usunął kilkanaście odcinków, tak że miejscami trudno połapać się o co chodzi. Metodą nożyczek nie udało się tylko wykasować pasków 29-31 i rysownik musiał zmienić dwa kadry w odcinku 28. Znajdziecie je w starym wydaniu Egmontu na str. 48; w nowym wydaniu na str. 63 są oryginalne rysunki z Wieczoru. Różnicę w kresce widać gołym okiem.

"Zwariowana wyspa" część 1, str. 11, Zespół 1990

W nowym wydaniu "Kajtka i Koku w Londynie" zabrakło tylko reprodukcji oryginalnych okładek "Zwariowanej wyspy" z roku 1990, a więc na koniec je przypomnimy.

piątek, 2 grudnia 2011

Syn Tarzana i Gomułki

Nowa Wieś 1957
Okres stalinizmu definitywnie skończył się w Polsce dopiero po śmierci Bieruta w 1956 roku. Przełom nastąpił w październiku '56, kiedy po rozruchach poznańskich kierownictwo PZPR wybrało na pierwszego sekretarza Władysława Gomułkę - byłego przeciwnika Bieruta. Poluzowano nieco cenzurę, a dziennikarze sporadycznie pozwalali sobie nawet na krytykę działalności organów państwowych. Na odwilży skorzystał również komiks, który od roku 1948 ukazywał się rzadko, głównie w formie staroświeckich pasków z tekstem pod rysunkami. Traktowany był nieufnie, jako tandetny produkt zgniłego kapitalizmu.

Po 1956 r. komiksy mogły wreszcie szerzej zaistnieć na łamach prasy w swojej nowoczesnej, przygodowej i "dymkowej" formule. Zmiany następowały bardzo szybko. W kluczowym roku 1957 powstał magazyn "Przygoda", w "Świecie Młodych" ukazała się pierwsza historyjka z Tytusem, a w trójmiejskim magazynie "Jazz" Janusz Christa opublikował swój pierwszy komiks.

Tygodnik "Nowa Wieś", jako jeden z nielicznych tytułów przez całe lata 50-te drukował historyjki obrazkowe, ale o wyraźnym zabarwieniu propagandowym. Teraz mógł przerzucić się na tematykę sensacyjno-przygodową. W pierwszym numerze z 1958 roku zaczęły ukazywać się "Przygody Tarzana - człowieka leśnego". Był to w zasadzie prakomiks z podpisami. Jednak w przeciwieństwie do wcześniejszych publikacji "Nowej Wsi", nie miał formy stripa, ale prawdziwych komiksowych plansz. Anonimowy rysownik wprowadził nawet na niektórych kadrach dymki z dialogami.

"Przygody Tarzana - człowieka leśnego", Nowa Wieś nr 16/1958

Klikając w prezentowany powyżej odcinek (ostatni), zwróćcie uwagę na tekst w prawym dolnym rogu. Jest to niby ankieta, a naprawdę apel do czytelników "Nowej Wsi" o pisemne poparcie. Prawdopodobnie chodziło o asekurację (słusznie, Gomułka szybko pokazał prawdziwą twarz) na wypadek zmiany stanowiska władz wobec komiksów. Apel spotkał się z ogromnym pozytywnym odzewem, co nas szczególnie nie dziwi. Nie dziwi nas również, że to właśnie Janusz Christa zaoferował redakcji kontynuację tej historii. Stara miłość nie rdzewieje - jednym z pierwszych komiksów, jakie narysował, a raczej przerysował będąc jeszcze dzieckiem, był właśnie "Tarzan król dżungli".

Przed "Nową Wsią" Christa miał już na koncie komiksy realistyczne: "Opowieść o Armstrongu" oraz "Skarby starego zamczyska". Choć trudno w to dzisiaj uwierzyć, radził sobie wtedy znacznie lepiej w kresce realistycznej niż groteskowej. Jego rysunki musiały spodobać się redakcji. Sześć tygodni później, 1 czerwca 1958 roku ukazał się pierwszy odcinek komiksu "Korak - syn Tarzana", poprzedzony huczną zapowiedzią.

Nowa Wieś nr 21/1958

Redakcja nigdy nie podpisała autorów komiksu, więc nie wiadomo czy scenariusz napisał sam Christa i jak wyglądała kwestia praw do adaptacji powieści Edgara Rice'a Burroughsa. Dwa tygodnie po ostatnim, 14. odcinku "Koraka" w innej gazecie rozpoczął się druk "Niezwykłych przygód Kajtka-Majtka". Stały etat, jaki Christa otrzymał w "Wieczorze Wybrzeża", był zapewne powodem zakończenia wakacyjnej współpracy z "Nową Wsią".

"Korak..." został przedrukowany tylko raz, w albumie "Kajtek, Koko i inni". Egmont prawdopodobnie odtwarzał go z kopii gazetowych, przez co rysunek pozbawiony został detali oraz szarości, nałożonych pędzlem w dwóch pierwszych odcinkach. Druk w "Nowej Wsi" też daleki był od ideału, jednak precyzyjna kreska autora była tam znacznie lepiej widoczna.

Nowa Wieś nr 22/1958

Ciekawą cechą tego komiksu jest zupełny brak dymków. Nie musi to jednak oznaczać, że redakcja nie zgodziła się na stuprocentowo komiksową formę. Były to już czasy "Przygody", poza tym dymki pojawiły się w poprzedniej publikacji "Nowej Wsi". Wydaje się, że taką decyzję mógł podjąć Christa, który nie wyobrażał sobie, żeby komiks z uniwersum Tarzana wyglądał inaczej. Brak dymków był standardem w tej serii, odkąd Hal Foster zaczął rysować stripy w roku 1929. Manierę tę przejął od niego Burne Hogarth w 1937.

Rys. Hal Foster (Little by Little/hales)Rys. Burne Hogarth (Wikipedia)

Christa nie miał raczej dostępu do amerykańskich gazet, natomiast z pewnością pilnie śledził polskie pisemka komiksowe. Oryginalne stripy Fostera i Hogartha publikowano w Polsce zarówno przed wojną (tygodniki "Tarzan" i "Wędrowiec"), jak i tuż po niej ("Nowy Świat Przygód", 1946). Bezdymkową techniką posługiwał się też w swoich "Tarzanach" Jerzy Nowicki - mistrz Christy z przedwojennego "Świata Przygód".

Wędrowiec, 1938 (Tytus de ZOO)Nowy Świat Przygód, 1946 (Tytus de ZOO)

Być może ta krótka historyjka polskiego rysownika była pierwszym na świecie komiksem o Koraku - synu Tarzana. Ale nie ostatnim. Wkrótce komiks doczekał się "kontynuacji" za oceanem. W latach 1964-72 wydawnictwo Gold Key opublikowało 45 zeszytów z przygodami Koraka, po czym serię przejęło DC Comics i wydało dalszych 21. Gazetową wersję autorstwa Russa Manninga przeczytacie na stronie ERBzine, a w przedwczorajszym poście znajdziecie polsko-amerykański mash-up Hegemona, inspirowany okładkami Joe Kuberta.

Nr 1/1964, Gold KeyNr 1/1972, DC