niedziela, 29 sierpnia 2010

Kosmozagadka

Do piątku byliśmy przekonani, że wszystkie egzemplarze gdańskiego albumu "Kajtek i Koko w kosmosie" są z grubsza takie same, zarówno te z pierwszego wydania (sierpień '74), jak i z drugiego (grudzień '74). W piątek kolega Radgier przesłał nam niepokojącego maila, w którym twierdził, że jego dwa egzemplarze różnią się kolorami. Wyciągnąłem z szafy moje i okazało się, że faktycznie, też się różnią, z tym, że jeszcze bardziej niż komiksy Radgiera. Przez całe lata tak sobie w tej szafie leżały i się różniły, a nie przyszło mi do głowy, żeby obejrzeć oba naraz.

Nie chodzi przy tym o jakieś minimalne przekłamania w odcieniach, widziane tylko przez dociekliwych maniaków. Nic z tych rzeczy. Pozamieniane są kadry pomarańczowe z zielonymi, a czerwone z niebieskimi, i na odwrót. Zresztą zobaczcie sami.

Wariant A Wariant B

Takich wariantów jest więcej. Mieliśmy nadzieję, że uda się znaleźć jakąś zależność między kolorem a edycją, np.: "jeżeli w Twoim komiksie słowo KONIEC napisane jest na czerwono, to jesteś szczęśliwym posiadaczem pierwszego wydania, a jeżeli na niebiesko, to sorry". Przy piątym egzemplarzu wiedzieliśmy już, że nic z tego nie będzie. Kolorystyka tego albumu jest emanacją czystego chaosu. Książeczkę zszyto z trzech trójkolorowych składek (każda z innym zestawem kolorów, w różnym układzie), w drukarni używano sześciu barw (jest jeszcze brąz i fiolet, czerń pomijamy), więc jeśli ktoś potrafi, może sobie obliczyć ilość możliwych kombinacji. Pozdrawiamy wesołych drukarzy z Trójmiasta!

Uważny czytelnik zapewne spyta teraz: to skąd w ogóle wiadomo, która to edycja? Teoretycznie znikąd. Jedynym dowodem na istnienie drugiego wydania jest poniższy artykuł z Wieczoru Wybrzeża, bo na okładce albumu próżno szukać takiej informacji. Za to w stopce redakcyjnej widać kolejny numer składanego w drukarni zamówienia (skrót "zam."). W jednych egzemplarzach "Kajtka i Koka w kosmosie" jest to 907, a w innych 970. I już wiemy które zamówienie było wcześniejsze. Teraz możecie sprawdzić swoje komiksy. Wygranym gratulujemy. Przegranym pozostawiamy cień nadziei, że ich 970 to tylko czeski błąd zecera.

Wieczór Wybrzeża,
20.XII.1974
Zam. 907 (I wyd.?)
Zam. 970 (II wyd.?)

Spróbujmy przy okazji odczytać resztę kodu ze stopki. "100 000" to oczywiście nakład - prawdziwie kosmiczny, zwłaszcza że sprzedał się w cztery miesiące (Radgier twierdzi, że raczej w cztery godziny), a potem drugie tyle w dodruku. Musimy jednak pamiętać, że w PRL-u wydawnictwa zawyżały czasem nakłady, żeby wyłudzić większy przydział papieru. Kolejne literki: "GWP" to Gdańskie Wydawnictwo Prasowe, czyli nasi specjaliści od żonglerki puszkami z farbą.

Został nam jeszcze jeden skrót do rozszyfrowania, zagadkowy "K-1". Jest to identyfikator... cenzora, który dopuścił komiks do druku, upewniwszy się uprzednio, czy nie czają się w nim wrogie i niebezpieczne treści. Na każdej książce legalnie wydanej w PRL-u znajdziecie taki właśnie symbol w układzie litera-myślnik-liczba, oznaczający jednego z pracowników Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. W przypadku komiksów Christy najbardziej aktywni byli: U-110, U-112 oraz N-48. No i oczywiście A-108, który jeszcze w 1990 roku, rzutem na taśmę zdążył skontrolować "Mirmiła w opałach". Czy to nie kosmos?

-------------
PS. Gdyby komuś przyszło jednak do głowy porównywać kolory i szukać prawidłowości, to wystarczy sprawdzić dziewięć stron, np.: 1, 4, 6, 29, 32, 34, 53, 56, 58. Powodzenia :)

A tu stopki "alternatywne" (970). Czyżby dodruki dodruku?

14 komentarzy:

  1. No nieźle to wykombinowaliście. Gratulacje :) Ja pomyślałem tak, ze najpierw drukowali czarno-białe a później przekładali rolki na inna maszynę i drukowali kolorowe. Te kolorowe kadry są czasami przesunięte względem czarnych. I później jechali z koksem. Jak się skończyła farba to wlewali jaka tam akurat była pod ręką. Później jak to wszystko składali do kupy, to raz im wyszedł taki egzemplarz, raz inny. Większy problem jest ze stopkami, ale okładki były drukowane osobno i mogli je drukować na raty. Zabrakło papieru, to czekali aż dowiozą, składali stopkę i raz wstawił takie logo, raz inne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Radgier, przede wszystkim wielkie dzięki za to nieprawdopodobne odkrycie. Dzięki Tobie świat komiksów Janusza Christy już nigdy nie będzie taki sam :)

    Poza tym, w drukarni z pewnością było tak jak napisałeś. Kogo to obchodziło? Krzywe, proste, szare czy zielone - i tak się sprzeda. A jak się nie sprzeda, to pójdzie na przemiał i też dobrze. Byle plan był wykonany.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nawet nie wiedziałem, że ten komiks w tej wersji z lat 70 miał aż dwa wydania. Ciekawych rzeczy człowiek się codziennie dowiaduje.

    Swoją drogą, czy ktoś może mi wyjaśnić dlaczego na jednym obrazku tegoż komiksu (w wersji Egmontu) Koko ma na głowie hełm jaki nosił już niedługo Kokosz? Czyżby Christa w tym czasie robił przymiarki do nowej serii i nowych bohaterów i omyłkowo narysował nowe nakrycie głowy starej postaci?

    OdpowiedzUsuń
  4. Kapral, dzięki za miłe słowa. Cała przyjemność po mojej stronie. Wspaniale mieć możliwość współpracy z tak wybitnymi znawcami tematu :)

    Rock 60-70, 1/3 objętości KiK w kosmosie stanowi przymiarkę do przyszłych przygód Kajka i Kokosza. Nawet kilka gagów zostało wykorzystanych w przyszłych albumach.

    Na koniec pomęczę jeszcze temat. Na zdjęciu ilustrującym artykuł w Wieczorze widać okładkę bez niebieskiego koloru. Oczywiście zdjęcie mogło być zrobione podczas druku przed nałożeniem tego koloru (przypominam, że Photoshop wtedy jeszcze nie istniał), ale może istnieje również taka wersja okładki. Ja posiadam 2 wersje, z granatowym i jasno-niebieskim. Jeśli macie inne wersje kolorystyczne, dajcie znać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rock, chyba wiem o co Ci chodzi - o ten dziwny kadr ze str. 193, tak? To nie jest odcinek z Wieczoru, tylko z Expressu Ilustrowanego z 1977. Christa go narysował od nowa zapewne dlatego, że mu oryginał zginął. A że robił wtedy Kajka i Kokosza, to się pomylił i stąd ten hełm.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki wszystkim za wyjaśnienia. Kapral, tak tak, zapewne chodzi o stronę 193, dokładnie niestety nie pamiętam która to była strona, ale raczej właśnie ta. Pamiętam tylko, że zdziwił mnie ten obrazek.

    Co do czarno-białego druku w gazecie...Możliwe, że nie dodano jeszcze tego niebieskiego paska albo zrobiono tak celowo, aby stworzyć kontrast pomiędzy tłem a postaciami. Dzięki bieli Kajtek jest wyraźniejszy, a wiadomo jak wtedy stał druk gazet, często nic nie było widać.
    Ale to tylko hipoteza, ja jestem cienki w tym temacie niestety.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ nakrycie głowy
    Christa? pomylił?! osobiście w skrytości ducha hołubię wersję, że to jeden z tych żartów wielkich mistrzów z cyklu "nikt nie zauważy, a jeśli jednak, no to niech ma do myślenia" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kilka dni temu nabyłem 2 egzemplarz KiK w kosmosie. I okazało się że tych różnic w moich wydaniach jest niewiele. Różnią się kolorem na okładce (niebieski vs fioletowy), kolorem na ostatniej stronie komiksu (czerwony i niebieski) oraz wielkością symbolu WAG na stopce. Poza tym wszystkie kombinacje kolorystyczne wewnątrz komiksu są takie same...no może z wyjątkiem intensywności koloru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz różnice we wszystkich trzech zmiennych. Brawo!

      Usuń
  9. Wypatrzyłem jeszcze jedną ciekawą pomyłkę drukarską. W jednym z wydań strona 37 nie jest numerowana a 38 jest podpisana jako 33 :) W 2 egzemplarzu wszystko jest jak należy. Ciekawe czy takich kwiatków jest więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio udało mi się nabyć ciekawy egzemplarz. Wiadomo, że są 2 wersje kolorystyczne okładki - z tłem jasno niebieskim lub z fioletowo - granatowym. Okazuje się, że wersja "niebieska" ma wersję alternatywną. Na okładce nie ma koloru zielonego, w związku z czym planeta i dodatkowe części skafandrów Kajtka i Koka są białe. Tył okładki wyróżnia się natomiast numerem zamówienia 907. Czy ktoś z Was trafił na taką okładkę lub na jeszcze inne wariacje kolorystyczne? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma chyba dwóch jednakowych egzemplarzy. Przynajmniej nam nie udało się znaleźć dwóch identycznych wersji. Ja mam pięć sztuk i każda jest inna, ale faktycznie jeśli chodzi o okładkę, to można wyróżnić dwie wersje kolorystyczne. Najciekawszy mój egzemplarz posiada na drugiej stronie okładki lustrzane odbicie ilustracji okładkowej w cz.-b. Prawdopodobnie każda część składowa komiksu, czyli składki w środku oraz przednia i tylna okładka drukowane były oddzielnie, na raty i później zszywane były losowo. Natomiast kolor był użyty taki, jaki był akurat pod ręką, a jak nie było pod ręką żadnego, to nie było ;-)

      Usuń
    2. Są 2 jednakowe egzemplarze, oba w mojej szafie :) Na jarmarku dominikańskim kupiłem album, który jest toczka w toczkę taki jak inny, wcześniej nabyty egzemplarz. Różnice jakie zauważyłem są takie że ten poprzedni ktoś porysował i troszkę naddarł :) Ok, jest jeszcze kilka drobnostek - w starym egzemplarzu nie wydrukował się tekst w czerwonych dymkach na ostatniej stronie, a w tym "tegorocznym" sklejka na rancie jest żółta a nie zielona, ale to się chyba nie liczy...

      Usuń
  11. Cały czas nie daje mi spokoju ten nakład. Nie chce mi się wierzyć że w 4 miesiące rozeszło się 100 tys. egzemplarzy. I zaraz potem kolejne tyle samo. To w sumie daje 200 tysięcy. A przecież KIK w kosmosie nie miał zasięgu ogólnopolskiego. Wydany był w Gdańsku i pewnie poza ówczesnym województwem gdańskim pojawił się w kilku ościennych województwach. Tak duże nakłady ogólnopolskie i bardzo popularne Tytusy miały dopiero w latach 80. Zdobycie dziś Tytusa o nakładzie pomiędzy 100 a 300 tyś z połowy lat 80 to wydatek rzędu kilku zlotych. Nie ma z tym żadnego problemu. Natomiast KIK w kosmosie jest praktycznie niedostępny a jak pojawi się na jakimś portalu aukcyjnym to ceny zaczynają się od 200 zł i to za egzemplarze solidnie rozczłonkowane.
    Poza tym nie do końca przekonuje mnie to, że kolejne numery zamówienia 907 i 970 świadczą o innych wydaniach. Od ok 10 lat regularnie śledzę różne aukcje i oferty antykwariatów i komiksów z numerem 907 w stopce jest kilka razy mniej niż tych z numerem 970. Sam mam w chwili obecnej 5 egzemplarzy i tylko 1 ma w stopce nr 907. A jeśli teoria o o 2 wydaniach po 100 tys jest prawdziwa to powinno ich być na rynku mniej więcej tyle samo...dlatego uważam że mityczny numer 907 na stopce to tak jak sugerował kapral - czeski błąd.
    Biorąc pod uwagę wszystko to co napisałem wyżej , jak również wasze spostrzeżenia, mam hipotezę że nigdy nie było żadnego drugiego wydania. Przypuszczam że na sierpień drukarnia przygotowała jedynie część z założonego 100 tys nakładu a druga część była gotowa dopiero na koniec roku. Co o tym myślicie? Czy ktoś z was ma jakieś informacje z wiarygodnych źródeł mogące potwierdzić lub obalić moja teorie? Jakby co dajcie znać :-)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.