poniedziałek, 22 października 2018

Cud wrześniowy

Pod koniec września Śmiechosław podrzucił nam link do ogromnej kolekcji Christy, która pojawiła się na Allegro. Natychmiast rzuciliśmy się do przeglądania zdjęć i obok masy komiksów wypatrzyliśmy prawdziwe rarytasy - o istnieniu kilku z nich nie mieliśmy pojęcia. Na przykład na fotce nr 1 znaleźliśmy dwie kompletnie nieznane, wręcz sensacyjne ilustracje oraz szkic z Mirmiłem, a na fotce nr 2 kalendarz na 1990 r. w jakiejś dziwnej wersji Domu Książki. Do tego dziesiątki gazet, książek, gier, gadżetów i gazylion autografów.


Udało nam się skontaktować z tajemniczym kolekcjonerem, który wcale nie okazał się tajemniczy. Wręcz przeciwnie. Zeskanował dla Fundacji "Kreska" swoje najcenniejsze eksponaty i odpowiedział na kilka pytań. Przed Wami Tomasz Rosiński z Gdańska.

* * *

Na plasterki!!!: Nie żal Ci pozbywać się tak wspaniałej kolekcji?

Tomasz Rosiński: Oczywiście, że żal. To jest część mnie, kawał mojego życia, rzeczy które zostały przeze mnie w pewnym momencie obdarzone silnymi emocjami. Niemniej, tak jak ze wszystkimi poprzednimi zbiorami, podjąłem decyzję, że czas ją przekazać w inne ręce. Teraz moją pasją i miłością jest rodzina. Poza tym zostaną zdjęcia i przede wszystkim wspomnienia. Będą mi towarzyszyć do końca życia.

Zaczekaj... co masz na myśli mówiąc o poprzednich zbiorach? Co jeszcze zbierałeś?

TR: W PRL-u, ponieważ nie było niczego, kolekcjonowało się właściwie wszystko: znaczki pocztowe, przypinki, monety, żołnierzyki, kolorowe puszki po piwie, plakaty, prospekty samochodowe, historyjki z gum Donald a potem Bolek i Lolek. Posyłało się za granicę listy do koncernów produkujących słodycze, napoje itp., by otrzymać od nich kolorowe upominki. Adresy zdobywało się od kolegów z podwórka. Jakimś cudem po czasie wracały przesyłki z kolorowymi nalepkami, opakowaniami czekolad, batoników itd. Dla nas to były prawdziwe skarby, rzeczy z innego świata. W tej chwili po tych zbiorach oczywiście nie ma już śladu, z wiekiem wymieniało się je na inne "skarby" albo po prostu oddawało młodszym dzieciom.

Zdjęcia wykonane w mieszkaniu Janusza Christy w marcu 2007 (nr 1) i w styczniu 2008 (nr 2-4).
Na fotografii nr 3 widać ilustrację do nieopublikowanych puzzli z borostworami.

Skupmy się na komiksach. Złapałeś kolekcjonerskiego bakcyla "od pierwszego wejrzenia", czy też zbieractwo dopadło Cię dopiero z czasem?

TR: Ciekawe pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo komiks towarzyszył mi właściwie przez całe moje życie. W dzieciństwie "Światy Młodych" i książeczki z rysunkami Papcia Chmiela, Janusza Christy czy Szarloty Pawel były tym, co nadawało kolor szarej rzeczywistości PRL-u. Krążyły z rąk do rąk powycinane historyjki z gazet, komiksy bez okładek, a nawet tylko ich części. Dopiero po latach czytelnicza pasja przekształciła się w chęć posiadania coraz to ładniejszych egzemplarzy, poznania ich twórców (choć początkowo wydawało mi się to nierealne) i zbierania wszystkiego, co wyszło spod ich ręki.

Niektórzy kolekcjonerzy zbierają wszystkie wydania tego samego komiksu, inni tylko pierwsze. Jak było u Ciebie?

TR: Na początku oczywiście wszystkie jakie wpadły mi w ręce. Nieważny był stan i wydanie, liczyła się chęć zaczytywania coraz to nową historią, poznania kolejnych przygód. W tamtych przedinternetowych czasach nie mieliśmy wiedzy ile wyszło komiksów z Kajkiem i Kokoszem, Kleksem czy Tytusem. Dopiero z czasem zacząłem wymieniać te komiksy na wcześniejsze wydania.

Szkic do puzzli "Zamach na Milusia" ze zbiorów Tomka Rosińskiego.

Podobno wymieniałeś się też eksponatami z naszym Hegemonem, ojcem-założycielem "Na plasterków".

TR: Andrzeja poznałem dawno temu, ale dopiero od Ciebie dowiedziałem się, że to Hegemon z bloga. Nawiązaliśmy kontakt przez portal aukcyjny. Andrzej posiadał wyjątkową zdolność do znajdowania kolekcjonerskich perełek, z czego korzystałem i część z nich wchodzi z pewnością w skład moich zbiorów. Mieliśmy okazję spotkać się raz u niego w domu chyba w 2005 roku. Pamiętając o jego miłości do "Kajka i Kokosza", przywiozłem mu w prezencie ogromny, prawie dwumetrowy stand z ich wizerunkami, ledwo się mieścił do samochodu. Ciekawe czy to jeszcze pamięta? Miałem także okazję poznać Wojtka Jamę, niestety nie osobiście. Obserwowałem jak budował swoją kolekcję i jestem pełen podziwu dla tego co stworzył i osiągnął. Imponująca sprawa.

Oryginał ilustracji tytułowej "Rozprawy
z Dajmiechem"
ze zbiorów Tomka Rosińskiego.
Niepublikowana wersja alternatywna
ze zbiorów Marka Lewszyka.

Większość nałogowych zbieraczy jest w stanie dokładnie odtworzyć okoliczności, w jakich zdobywali każdy z eksponatów. Ty też?

TR: Oj nie! Zbyt wiele lat, zbyt wiele rzeczy. Najistotniejsze było dla mnie, by je zdobyć - a skąd, to już była rzecz drugorzędna. Księgarnie, koledzy, wyprawy na Jarmark Dominikański, potem Internet. Często zdarzało się, że na jakiś gadżet czy komiks trafiło się całkiem niezamierzenie. Oczywiście inną sprawą są rysunki czy autografy, które otrzymałem bezpośrednio od ich twórców. To będę pamiętał do końca życia.


No właśnie, w jaki sposób trafiłeś do Janusza Christy?

TR: Nie jestem pewny, ale być może adres dostałem właśnie od Andrzeja. Mistrza poznałem najpierw listownie, a potem zostałem przez niego zaproszony w odwiedziny. Oczywiście nie liczyłem, że osoba, którą sytuowałem gdzieś wysoko na nieboskłonie, zechce odpisać na list zwykłego śmiertelnika. Nie muszę Ci mówić, że serce waliło mi jak młotem gdy otwierałem kopertę z listem od niego. Oczywiście mam go do tej pory i zostanie u mnie na pamiątkę. Jeszcze większe emocje towarzyszyły mi podczas naszego pierwszego spotkania. Odwiedziłem go w sumie trzykrotnie, w latach 2007-2008. Kolejny raz towarzyszyłem mu już w ostatniej drodze podczas jego pogrzebu w Sopocie...

Jakie wrażenie zrobił na Tobie Christa?

TR: Mogę jedynie potwierdzić wszystko, co już wcześniej o nim powiedziano i napisano. Od pierwszego uśmiechu, uścisku dłoni - zero dystansu. Traktował mnie jakbyśmy się znali od dawna. Był bardzo wylewny, chętnie opowiadał historie o swoim życiu, o rodzinie, o twórczości. Nie trzeba go było do tego zachęcać. Widzę go jak siedzi z nieodzownym papierosem, popijając piwko i z uśmiechem dzieli się swoimi wspomnieniami. Myślę, że był po prostu bardzo dobrym człowiekiem. Przy okazji tych spotkań poznałem jego wnuczkę Paulinę, która teraz tak fantastycznie pielęgnuje pamięć o nim i jego twórczości w Fundacji "Kreska".

Jako ciekawostkę dodam, że Christę mogłem poznać duuużo wcześniej... Okazało się, że był on znajomym mojego wujka (a swojego imiennika), Janusza Wojciecha Rosińskiego, ale o tym dowiedziałem się dopiero w 2007 roku, gdy odwiedzałem już mocno schorowanego wuja w szpitalu i pochwaliłem się spotkaniem z Januszem Christą. Wtedy jakby nigdy nic powiedział, że przecież się znają, nieraz wspólnie bywali w SPATiFie, gdzie spędzali wesoło czas i niejedno morze wody ognistej osuszyli. Wuj napisał na kartce pozdrowienia, które przekazałem Mistrzowi a on podobnie się zrewanżował. Niedługo potem wujek zmarł, a zaraz po nim Janusz Christa.

Grzegorz Rosiński też jest Twoim wujkiem?

TR: Zbieżność nazwisk.

Oprócz komiksów i gadżetów, masz w kolekcji kilka oryginałów. Przyznam, że na widok tych dwóch nigdy wcześniej nie opublikowanych rysunków z harcerzykami wyszły nam oczy z orbit. Czy wiesz co one przedstawiają?


TR: Dla mnie to też było duże zaskoczenie, wspominałem zresztą o tym niedawno Hegemonowi. Rysunki otrzymałem od Christy w prezencie i do dziś byłem pewny, że pochodzą z komiksu "Kuku Ryku" i nie ma w nich niczego niezwykłego. Dlaczego? Nie dam sobie ręki uciąć, bo pamięć płata figle, ale wydaje mi się, że gdy Janusz Christa mi je pokazywał, mówił że ci chłopcy to właśnie Kuk i Ryk. Dopiero Ty mi powiedziałeś, że to nieznane rysunki z nieznanej historyjki, co do której macie swoją teorię.

Wielkie dzięki za rozmowę i skany tych niezwykłych ilustracji. Tak ciekawego odkrycia nie widzieliśmy od lat.

TR: Cieszę się, że mogłem wnieść małą cząstkę do spisywanej przez Was kompletnej historii twórczości kogoś tak szczególnego jak Janusz Christa. Pozdrawiam wszystkich czytelników!


UWAGA: Pod tym adresem kolekcja wciąż jest wystawiona na Allegro.

* * *

A teraz weźmiemy znalezisko pod lupę. Rysunki z harcerzami bez wątpienia należą do tej samej serii, co obrazki z magazynu "Czas", nazwane przez nas "Projektem X" (poniżej). Potwierdziła się też nasza teoria, że anonimowi chłopcy to nieco starsze wersje Kuka i Ryka z "Przygody". Nie jesteśmy już tylko pewni, czy miały to być rysunki koncepcyjne do filmu animowanego. Z racji dziwnego, wydłużonego formatu, wyglądają raczej jak ilustracje do książki. Tylko jakiej?


Chłopcy w harcerskich mundurkach, szajka typów spod ciemnej gwiazdy i stary automobil przywodzą na myśl "Pana Samochodzika", zwłaszcza filmową wersję "Wyspy złoczyńców" z 1965 r. Jednocześnie harcerzyki Christy bardzo przypominają... Romka i A'Tomka (chudzielec z blond grzywką i niski grubasek), co może wskazywać na zgoła inne inspiracje. Czy ktoś wie jak to wszystko ze sobą połączyć?


Ostatnim elementem układanki jest adres, jaki Christa podał na odwrocie rysunków: Sopot, ul. Helska 1 m 2. Znamy go choćby z pieczątek na oprawionych rocznikach "Vaillanta". W latach 1970. rysownik mieszkał już w wieżowcu przy ul. Frontu Narodowego 36 m 55 (obecnie ul. 23 Marca 77D). Blok został zasiedlony w 1969 r., co zdaje się jeszcze bardziej przesuwać wstecz datę powstania ilustracji. A zatem kto wie czy Christa nie dodał koloru dopiero kilka lat później, na potrzeby swojego portfolio.

niedziela, 21 października 2018

Słowo na niedzielę

Z okazji ciszy wyborczej mamy dla Was trzy perełki, które ukazały się pomiędzy odcinkami "Zyg-Zaka", w specjalnym niedzielnym wydaniu "Wieczoru Wybrzeża" z 16 kwietnia 1961. Tego dnia odbywały się wybory do sejmu PRL, połączone z wyborami do rad narodowych (taki ówczesny niby-samorząd). Kandydatów mógł zgłaszać wyłącznie Front Jedności Narodu, w którego skład wchodziła PZPR i jego dwie przystawki (ZSL i SD), związki zawodowe (jedyne) oraz kilka koncesjonowanych organizacji katolickich (Pax, Znak). Według oficjalnym danych, zatwierdzonych przez KC PZPR, frekwencja wyniosła 95%, a zwyciężyła oczywiście PZPR z wynikiem 55,7%. Mam nadzieję, że po tych wyjaśnieniach nawet najmłodsi zrozumieją o co chodziło w dowcipach Janusza Christy.


Z powyższej trójki tylko środkowy dowcip przedrukowany był w "Giełdzie komiksów" nr 3 (1999). Pozostałe znane były dotąd jedynie hardkorowym kolekcjonerom i uczestnikom tegorocznego GDAKa.

piątek, 14 września 2018

Dziś pijemy!

Już dziś na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi będzie można napić się... lemoniady Kajko i Kokosz! Trzeba było aż 46 lat, żeby branża spożywcza zainteresowała się tą marką (inne komiksy miały więcej szczęścia). Jak informuje Fundacja Kreska, czyli licencjodawca, producentem napoju jest Browar Rzemieślniczy Jan Olbracht z Piotrkowa Trybunalskiego. Technolog z browaru, pan Kacper Włodarczyk zdradza kilka szczegółów:
Planujemy, że w najbliższym czasie napoje Kajko i Kokosz pojawią się w sprzedaży w całej Polsce. Napoje będą docelowo w kilku smakach produkowanych na bazie soku z owoców Yuzu ,Yerba Mate, białej herbaty z pędami sosny. Zależy nam również, by każda etykieta była w przyszłości wyjątkowym okazem dla kolekcjonerów i fanów Janusza Christy.
Sadząc po filmiku na profilu Fundacji, lemoniady podczas bifora nie powinno zabraknąć.

Na górze - zdjęcia z materiałów prasowych browaru Jan Olbracht.
Na dole - suchar bloga Na plasterki!!!

Ludzie z Fundacji twierdzą, że zainspirowała ich oranżada Bolek i Lolek (zdjęcie nr 1). Ale nasi czytelnicy doskonale wiedzą, że to MY PIERWSI wpadliśmy na ten pomysł, a było to sześć lat temu w Prima Aprilis (zdjęcie nr 2). Jak myślicie, należą nam się tantiemy?

poniedziałek, 10 września 2018

(FANART) Armia Mirmiła

Jak tam po wakacjach? Wszyscy gotowi na nowe przygody? No to zaczynamy... W sobotę dostaliśmy maila, a w nim krótki komiks i jeszcze krótszą wiadomość:
Zapraszamy do oglądania i dzielenia się opiniami - czy warto kontynuować?
Piotr Raginiak i Tomasz Kurs, Olsztynek
W takim razie czekamy na Wasze komentarze, pod postem albo na fecebooku.

W tym miejscu znajdował się jednoplanszowy komiks "Armia Mirmiła" ze scenariuszem Tomasza Kursa i rysunkami Piotra Raginiaka. Rysownik poprosił jednak o usunięcie tej pracy z bloga i obiecał, że za kilka miesięcy przyśle nową wersję. Trzymamy za słowo.

EDIT: Po pierwszych komentarzach autorzy zdecydowali, że będą tworzyć dalej. Ze swojej strony chciałbym tylko doradzić, żeby rysownik unikał kalkowania, bo zawsze znajdzie się jakiś nudziarz, który mu to wypomni (taki jak ja).

piątek, 24 sierpnia 2018

(FANART) oGRYzek nr 60

W swoim dzisiejszym "oGRYzku" Przemek Świszcz poszedł jeszcze dalej niż Christa w "Profesorze Stokrotku" i Bedyk w "Osiedlówie". Ale nie uprzedzajmy faktów...

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Przyjaciel Jol

W księgarni internetowej Bonito można już znaleźć okładkę trzeciego tomu kolorowego "Kajtka i Koka w kosmosie" pt. "Przyjaciel Jol". Data premiery: 17 października br. Ciekawe kto narysuje okładki tomów 5-7... Macie jakieś przecieki?

wtorek, 17 lipca 2018

Młodzi aktorzy na start

Z ogromną przyjemnością odnotowujemy dwa spektakle teatralne "Kajko i Kokosz", które umknęły mediom. Łączą je dwie rzeczy: po pierwsze w bohaterów komiksów Christy wcieliła się młodzież szkolna, a po drugie były to przedsięwzięcia jednorazowe, więc kto nie widział, ten już nie zobaczy. Myśmy nie widzieli i tym bardziej zazdrościmy publiczności. A oto szczegóły:

KIJE 2014
Pierwszą inscenizację przygotowało Koło Teatralne "Błazen" z miejscowości Kije w województwie lubuskim. Spektakl odbył się 30 maja 2014 r. na sali gimnastycznej tamtejszej podstawówki. Na stronie internetowej szkoły znaleźliśmy rewelacyjny plakat (niestety w niskiej rozdzielczości) i galerię zdjęć, z których niewielką część przedstawiamy poniżej. Widać, że młodzi aktorzy bawili się świetnie, nie można im też odmówić pomysłowości w opracowaniu scenografii i kostiumów. Czy ktoś z Was ma wątpliwości o który tom "Kajka i Kokosza" chodzi?


Na ostatnim zdjęciu uwiecznił się kolorowy program, który bardzo chcielibyśmy włączyć do naszych zbiorów. Jeśli ktoś z Kijów czyta te słowa, prosimy o skan albo chociaż dobrej jakości zdjęcie tego kolekcjonerskiego rarytasu.

OLSZTYN 2017
Informację o drugim przedstawieniu znaleźliśmy na facebookowym profilu Teatru im. Jaracza w Olsztynie - tego samego, który wystawiał "Festiwal czarownic" w latach 2010-2013. Cztery lata później, 19 czerwca 2017 r. Kajko i Kokosz wrócili na olsztyńską scenę, ale w zupełnie nowej odsłonie, przygotowanej przez młodzieżową grupę aktorską "Goniec Teatralny". Co prawda kostiumy są inne, a scenografii nie ma wcale, ale wydaje nam się, że była to adaptacja tego samego albumu, co w spektaklu profesjonalnym.


Kochani christomaniacy, jeśli i w Waszej okolicy dzieją się takie fajne rzeczy, nie zapomnijcie nas o tym powiadomić. Umowa?

Zdjęcia: Szkoła Podstawowa w Kijach, Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie.