środa, 20 lipca 2011

Sopocki szlak Janusza Christy

Sezon wakacyjny w pełni. Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu społeczeństwa na aktywny wypoczynek na łonie przyrody miejskiej, przygotowałem specjalnie dla Was malowniczą trasę fanowsko-krajobrazową. Jeśli przypadkiem będziecie podczas tegorocznych wakacji w Trójmieście, lub nie wiecie co zrobić z którymś z wakacyjnych weekendów, zachęcam do odwiedzenia Sopotu i poznania kurortu poprzez pryzmat miejsc, związanych bezpośrednio lub pośrednio z Januszem Christą. Proponuję nietypową wycieczkę, często mało znanymi i rzadko uczęszczanymi miejscami, które jednak - w co głęboko wierzę - zachwycą Was swoim pięknem.


A teraz ściągnijcie sobie mapkę* z planem trasy (uwaga, jest naprawdę wielka) i zarezerwujcie około 4 godzin. Życzę przyjemnej wędrówki, Lelum Polelum!

1.
Naszą wycieczkę rozpoczynamy na dworcu PKP. Jest to co prawda najmniej malownicze miejsce naszej trasy, ale dzięki muralom, które niedawno się na nim pojawiły, wpisuje się w tematykę naszego szlaku. Malowidła powstały dzięki polskiej edycji akcji Dulux "Let's Color", której opiekunem artystycznym jest Przemysław "Trust" Truściński, autor jednej z pierwszych parodii "Kajka i Kokosza".

2.
Z dworca kierujemy się w stronę "Monciaka". Mijamy hotel "Rezydent" i na wysokości kościoła św. Jerzego, wchodzimy na zatłoczony sopocki deptak. Plac przed kościołem jest jedną z propozycji lokalizacji ławeczki Kajka i Kokosza. Naprzeciwko kościoła znajduje się restauracja "Złoty Ul", którą Christa uwiecznił w swoim komiksie "Niemoralna opowieść z morałem: 2+szwagier".

3.
Sopocki deptak kończy się Placem Przyjaciół Sopotu (dawniej Plac Zdrojowy). Zanim jednak wkroczymy na plac, który jest kolejną propozycją lokalizacji ławeczki, pod adresem Bohaterów Monte Cassino 52 znajduje się SPATiF, klub-legenda sopockiej bohemy. Tu właśnie pewien amator napojów wyskokowych, znany w Sopocie jako "Biesiadnik", naciągał wszystkich nowych gości na wódeczkę i zakąskę, podając się za twórcę "Kajtka-Majtka".

4.
Idąc dalej prosto, dochodzimy do sopockiego molo. Zwróćcie uwagę na fontannę, która znajduje się w centralnym punkcie Skweru Kuracyjnego, przed Domem Zdrojowym. Legendę o rzeźbach, które się na niej znajdują, sparodiował Christa w 4-kadrowym niemym komiksie w broszurce "Sopot, lato. Vademecum ...i nie tylko". Zanim opuścimy najdłuższy drewniany pomost w Europie, być może uda nam się dostrzec w morskiej toni wrak pierwszej "Kakaryki", zatopionej z honorami przez młodego Janusza Christę i jego szkolnych kolegów obok ostrogi mola.

5.
Nadmorską promenadą wzdłuż plaży dochodzimy do Grand Hotelu. Legendarny budynek pamięta wizyty wielu wpływowych postaci polityki, koronowanych głów, gwiazd filmu i estrady. Pamięta również noc wprowadzenia stanu wojennego, kiedy to na hotelowym postoju taxi "czerwone Siuksy" z ZOMO spałowały starego Westmana Christę, który nie mógł trafić do domu po suto zakrapianych imieninach.

6.
Alejkami w Parku Północnym, który jest kolejną propozycją lokalizacji ławeczki, obok klubu "Sfinks", dochodzimy do skrzyżowania ulic Powstańców Warszawy i Floriana Ceynowy. Wzdłuż ogrodzenia Sopockiego Klubu Tenisowego dochodzimy do ul. Helskiej, gdzie pod nr 2 1 m. 2 Janusz Christa mieszkał z rodzicami zaraz po wojnie.

7.
Ulicą Jana Jerzego Haffnera dochodzimy do ul. Wosia Budzysza, gdzie prowadzeni tablicami informacyjnymi, trafiamy do sopockiego grodziska. W tym miejscu władze Sopotu chcą postawić gród Kajka i Kokosza. Zanim to jednak nastąpi, możemy już teraz wczuć się we wczesnośredniowieczny klimat i przenieść się na chwilę do czasów współczesnych wojom Mirmiła.

8.
Opuszczając grodzisko, przy bramie wjazdowej włączamy się na chwilę w "Sopocką Ścieżkę Turystyczno-Przyrodniczą". Wspinając się na Skarpę Sopocką, trzymamy się skraju wąwozu i przecinamy potok na wysokości ruin domu pokrytego graffiti. Wchodzimy na najmniej znany obszar Sopotu, nietknięty praktycznie przez cywilizację. Spośród bujnej, nieuporządkowanej przyrody wyłaniają się gdzieniegdzie zaniedbane, ale jednocześnie urokliwe rezydencje z przełomu XIX i XX wieku.

Tereny te, umiejscowione pomiędzy skarpą i torami, były po wojnie ulubionym miejscem zabaw okolicznej dzieciarni. Jest niemal pewne, że bawił się tutaj również Janusz Christa rozwijając w tym bajkowym miejscu swoją wyobraźnię. Na rozstaju dróg skręcamy w prawo, w kierunku torów. Idąc wzdłuż nich, mijamy kolejny wąwóz, za którym skręcamy w lewo, dochodzimy do posesji pod adresem Winieckiego 49 i przed skrajem skarpy odbijamy w prawo. Przy odrobinie szczęścia natrafiamy na tunel ze strzyżonych lip, będący pozostałością po wspaniałym parku. Tunel wyprowadza nas wprost na niemal bajkowy pałacyk z 1894 roku, znajdujący się pod adresem Jakuba Goyki 3.

9.
Przecinamy ul. Goyki i wchodzimy na ul. Obrońców Westerplatte - jedną z najpiękniejszych ulic Sopotu. Na całej długości ulicy znajdują się wspaniałe budynki otoczone zabytkowymi ogrodami. W tej okolicy wychował się Janusz Christa. Fascynację architekturą tego miejsca możemy odnaleźć w niejednym komiksie mistrza. Szczególną uwagę zwróćcie na budynek pod nr 24, w którym kręcono zdjęcia do kilku polskich filmów. Przedwojenna willa z 1881 roku wraz z otaczającym ją ogrodem wygląda jak gotowa sceneria do horroru i taką też rolę zagrała w filmie pt. "Medium".

Ulica przecięta jest wąwozem, nad którym przełożona jest kładka. My jednak na nią nie wchodzimy. Skręcamy w prawo i schodkami kierujemy się w dół wąwozu, do tunelu pod torami. Tunelik jest zwany przez tubylców "Smrodkiem", dlatego nabieramy głęboko powietrza i szybkim krokiem przechodzimy na drugą stronę torów a następnie dochodzimy do Al. Niepodległości.

10.
Na najbliższych światłach przechodzimy przez ulicę i wychodzimy na ul. 23 Marca. Czeka nas dłuższy spacer w górę ulicy. Możemy na chwilę zboczyć z trasy i skręcając koło drewnianego krzyża, leśnym duktem dojść do ul. Jacka Malczewskiego. Na cmentarzu katolickim oddajmy hołd mistrzowi i złóżmy orchidee na Jego kurhanie. Ze znalezieniem okazałego, rodzinnego grobowca nie powinniście mieć większych problemów. Kierujcie się mapką i szukajcie go niedaleko skraju skarpy, na której się znajduje. Janusz Christa spoczywa obok swojej żony Reni, syna Marka, rodziców oraz brata.

11.
Wracamy na ul. 23 marca i dochodzimy do osiedla "Przylesie". Zapleczem pawilonów handlowych a następnie schodkami dochodzimy do bloku nr 77D, w którym przez wiele lat mieszkał Janusz Christa. To tutaj narodzili się wszyscy najpopularniejsi bohaterowie Jego komiksów. Jeśli uda się Wam sforsować domofon, polecam przepiękny widok Sopotu oraz zatoki z lotu ptaka, jaki roztacza się z okna klatki schodowej na ostatnim piętrze.

12.
W pawilonach od frontu, gdzie obecnie znajduje się drogeria, w latach 1980-tych umiejscowiony był nietypowy kiosk "RUCHU" z ogromną witryną. W kiosku tym Christa osobiście zamawiał egzemplarze swoich komiksów, które później rozdawał rodzinie i znajomym. Musiał tak robić, ponieważ dostawał od wydawnictwa zaledwie kilka egzemplarzy autorskich. Jedynym śladem po kiosku jest zakratowane, zabite blachą okienko, w którym kiedyś urzędował Pan Kioskarz.

13.
Z klatki bloku kierujemy się w stronę lasu i wchodzimy do niego z lewej strony. Docieramy do rozstajnych dróg i przy hydrancie skręcamy w prawo pod górę. Tymi ścieżkami niejeden fan komiksu miał okazję spacerować z Januszem Christą, towarzysząc Mu podczas spaceru z psem. Wędrówka tymi leśnymi ścieżkami uzmysłowi Wam skąd autor czerpał inspiracje do wspaniałych pejzaży, jakie możemy podziwiać w komiksach o Kajku i Kokoszu. Ścieżką dochodzimy do tylnych bram Opery Leśnej, gdzie pierwotnie miał odbyć się festiwal czarownic, ale ostatecznie (jak wiemy) przeniesiony został na pobliską Łysą Górę.

14.
Wzdłuż ogrodzenia Opery Leśnej dochodzimy do rozwidlenia, po lewej stronie widzimy scenę i widownię. Kierujemy się ścieżką na prawo, którą dochodzimy do Łysej Góry. Na szczycie możemy chwilę odpocząć podziwiając wspaniałe widoki, którymi zauroczeni byli zapewne również uczestnicy festiwalu. Bokiem zbocza schodzimy w dół do baru "Sabat", gdzie z dużym prawdopodobieństwem odbyło się afterparty po festiwalu czarownic. Ostatni rzut oka na stok, po którym uciekali Zbójcerze z Walwuchem i opuszczamy Łysą Górę.

15.
Wychodzimy na malowniczą uliczkę Jerzego Herberta, dochodzimy nią do ul. Adama Mickiewicza, a następnie, schodkami pomiędzy posesjami, wspinamy się na ul. Andrzeja Struga. Dochodzimy do ulicy Antoniego Abrahama, która niespodziewanie kończy się lasem. Po lewej stronie, schowany w gęstwinie, stoi malowniczo położony kościół św. Bernarda, gdzie najbliższa rodzina i najwierniejsi fani żegnali Janusza Christę.

16.
Kierując się schodkami w dół, dochodzimy do leśnego odcinka ul. Marii Konopnickiej, na tyły domu przy ul. Wybickiego 40, w którym Janusz Christa mieszkał do końca życia. Pomimo, iż mieszkanie zostało już sprzedane a wyposażenie pracowni wraz z biurkiem przekazane Pracowni Komiksowej, na domofonie wciąż widnieje nazwisko mistrza.


17.
Ulicami Konopnickiej, Armii Krajowej, Krasickiego i Marynarzy dochodzimy do ul. Tadeusza Kościuszki. Zanim jednak wrócimy na dworzec, mijamy znajdujący się naprzeciwko sopockiego magistratu budynek Zespołu Szkół Handlowych, gdzie Janusz Christa robił małą maturę. W tym miejscu pokłońmy się z wdzięcznością profesorowi Stefanowi Skalskiemu, któremu przyszły rysownik uroczyście przysięgał, że nigdy nie zostanie ekonomistą.

Tutaj kończy się nasza wędrówka. Ulicami Kościuszki i Dworcową zmierzamy z powrotem na dworzec. A kiedy już dotrzecie do domu, nie zapomnijcie natychmiast włączyć komputera i zajrzeć "Na plasterki", gdzie z pewnością będą już na Was czekać kolejne atrakcje.

____________________
* Mapa ©2011 Google. Dane do mapy ©2011 PPWK

wtorek, 19 lipca 2011

77 i 1 (post okolicznościowy)

Dziś przypada 77. rocznica urodzin Janusza Christy... oraz pierwsza rocznica naszego bloga. Zbieżność dat była zupełnie przypadkowa, słowo zbójcerza. Po prostu 19 lipca 2010 nasz pierwszy post ukazał się na blogu, który miał jeszcze jakąś roboczą nazwę, nie pamiętamy już nawet jaką. O tym przedziwnym zbiegu okoliczności zorientowaliśmy się dopiero w zeszłym tygodniu. Tak czy owak, okrągły rok za nami i trzeba go jakoś podsumować.


Początkowo traktowaliśmy "Na plasterki" jak okienko wystawowe dla naszych zbiorów. Wydawało nam się, że tematów wystarczy najwyżej na kilka miesięcy i to przy bardzo oszczędnym gospodarowaniu postami. Tymczasem przez rok natłukliśmy aż 180 wpisów (a więc co drugi dzień) i takie sytuacje jak na obrazku zdarzały się rzadko. Zawsze kiedy brakowało nam pomysłów, z odsieczą przybywali fani, bombardując nas komentarzami i mailami o swoich znaleziskach. Niektórzy z nich stali się częścią plasterkowej ekipy. Na przykład nasz człowiek w Sopocie - Łamignat właśnie w tej chwili przygotowuje coś absolutnie rewelacyjnego. Wkrótce się przekonacie. I tak to się kręci, w atmosferze ogólnej życzliwości i zrozumienia dla naszego niegroźnego dziwactwa.

Tematów nie zabrakło również dlatego, że ten rok był wyjątkowo udany dla fanów Christy. Ukazały się aż dwie antologie komiksowe (gdańska i łódzka, tej drugiej towarzyszyła wystawa na MFKiG), Egmont wydał kolejną planszówkę z Kajkiem i Kokoszem, rozpoczęły się prace nad nową grą komputerową, a także figurkami. Komiksy Christy miały nowe edycje papierowe i reedycje elektroniczne. W Olsztynie wystawiono spektakl "Kajko i Kokosz", ukazał się film dokumentalny o autorze, a władze Sopotu zaczęły poważnie rozważać budowę komiksowej osady i pamiątkowej ławeczki. Były też mniejsze inicjatywy, jak choćby turniej wiedzy o "Kajku i Kokoszu", harcerski rajd trasą Mirmiłowską, czy wreszcie nasz konkurs "KiK c.d.". Oby tak dalej!

Wystawa na XXI Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier, Łódź 2010
Bartek KuczyńskiAndrzej Janicki

I to tyle tytułem podsumowania. A teraz dziękujemy wszystkim za pomoc i zaangażowanie, prosimy o więcej i wracamy do roboty. No i oczywiście na plasterki!!!

niedziela, 17 lipca 2011

Wojewódzki Christa

Już za dwa dni, 19 lipca będziemy obchodzić 77. rocznicę urodzin Janusza Christy. Z tej okazji na oficjalnym portalu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego "Wrota Pomorza" ukazał się artykuł Anety Konopackiej pt. "Niech co Krwawy Hegemon? Niech żyje! I na plasterki...", a Kajko i Kokosz pojawili się na stronie głównej jako bohaterowie tygodnia. Jest to kolejny pozytywny sygnał, że władze samorządowe Pomorza (najpierw na poziomie lokalnym, a teraz wojewódzkim) gotowe są sięgać po dorobek Christy by promować region i podkreślać lokalną tożsamość. Polecamy lekturę artykułu, mieliśmy w jego powstaniu skromny udział. A teraz idziemy za ciosem i przygotowujemy dla "Wrót Pomorza" kajtkowy wkład do kalendarium. Tymczasem gdzie indziej:
  1. W ramach obchodów 50-lecia sopockiego klubu Non-Stop, odbędzie się dziś wielka feta dla uczczenia 90. urodzin Franciszka Walickiego - ojca polskiego rock'n'rolla i scenarzysty komiksu "Hair po polsku".
  2. W serwisie Onet Gry ukazała się obszerna recenzja planszówki "Kajko i Kokosz: Wyprawa śmiałków". Podobało się i recenzentowi i zaproszonym do gry dzieciom.
  3. Sebastian Chosiński omawia kolejne Relaxy. W czwartym odcinku serii pt. "Podstępni Niemcy i 'komunista' Miluś" mamy aż trzy komiksy Christy ("Dżdżownica", "Bajka" o Ledzie i pierwszy odcinek "Kajka i Kokosza"), a w piątym pt. "Bohaterscy krasnoarmiejcy i internacjonalista Chrobry" - dwa ("Bajka" o Izobeldzie oraz "Pan paparura i pies Aj").
  4. Niejaki Kacper5 vel Hejhacz opublikował w sieci nowelkę pt. "Przygody Kapitana Mirmiła". Nie dajcie się nabrać, tekst nie ma nic wspólnego z "Kajkiem i Kokoszem", jest to amatorskie opowiadanie sf osadzone w świecie gry Spore. Autor nie zraża się krytyką i publikuje gdzie może: na forum Spore, na Małej Książnicy i na portalu Nowej Fantastyki.

piątek, 15 lipca 2011

Ruprecht, czyli fanart z klasą

Oto ciekawostka, na którą natknąłem się wiele lat temu, podczas mojego ulubionego zajęcia, czyli przeczesywania World Wide Webu w poszukiwaniu śladów Christy. Tym, tzn. tamtym razem poczciwy googiel wyrzucił mi stronę Marka "Ruprechta" Lewszyka, a na niej projekt fanowskiej kreskówki "Kajko i Kokosz". Twórca zaprezentował kilka kadrów oraz fragment filmu we flashu z opisem: "Sceny z filmu animowanego, którego jednak nie skończyłem... Może kiedyś?" (zrzut).

W 2004 roku strona zniknęła z sieci. Niestety, nie udało mi się zrobić kopii animacji, ale zachowały się screeny, które można obejrzeć także na waybacku. Jak widać na poniższych zdjęciach, całość prezentowała się rewelacyjnie. O samej fabule  ciężko coś powiedzieć, gdyż  patrząc na poniższe kadry mamy istny misz-masz z różnych albumów ( "Cudowny lek", "Szkoła latania" czy "Na wczasach").

TŁA DO FILMU

KADRY Z FILMU

Zwróćcie uwagę, że na samym dole strony Ruprechta znajduje się miniaturka rysunku Kokosza z joystickiem. Jest to ten sam obrazek, który prezentowaliśmy w wywiadzie z Piotrem Kulikiewiczem, ale akurat to zdjęcie zostało wykonane z oryginału, którego nikt dotąd nie widział... oczywiście poza Ruprechtem.

Marek Lewszyk, miłośnik grafiki trójwymiarowej, wykonał też model Kaprala, który znaleźliśmy w jego galerii na Forum 3D. Strona ta jakiś czas temu uległa poważnej awarii i prac Ruprechta nie można już tam obejrzeć. Na szczęście zapisałem kopie, które prezentuję poniżej.


Kilka lat temu udało mi się skontaktować z autorem. Jak się okazało, nie mieszka on już w Polsce, a ze względu na częste wyjazdy, trudno mu dotrzeć do materiałów. Niestety, po kilku mailach kontakt się urwał i prośby o dodatkowe informacje pozostały bez odpowiedzi. Panie Marku, jeśli nas Pan czyta, bardzo prosimy o kontakt.

czwartek, 14 lipca 2011

Relax i cenzura

Mam dzisiaj dla Was odkrycie, na które trafiłem - jak to zwykle "Na plasterkach" - zupełnie przypadkowo. Po publikacji posta o dziwnym liternictwie w szortach "Kajko i Kokosz", z ciekawości zacząłem przeglądać dymki również w innych komiksach Christy. Zacząłem od Relaxu i to był strzał w dziesiątkę.

W "Bajce dla dorosłych" pt. "Obella" moją uwagę zwrócił kadr z tekstem napisanym inną czcionką niż reszta komiksu. Sięgnąłem po album "Kajtek, Koko i inni" Egmontu i ku mojemu zdumieniu odkryłem tam nieco inny tekst, napisany przez samego Christę i do tego znacznie lepszy! Na poniższych zdjęciach doskonale widać, że literki w Relaksie były podrobione, a puenta została kompletnie zarżnięta. W wersji oryginalnej piękna Obella była raczej rozczarowana niemocą swego prześladowcy. Jednak takie erotyczne podteksty były chyba niedopuszczalne w magazynie dla dzieci i historyjkę ocenzurowano.

Relax nr 18 (1978)Kajtek, Koko i inni

Idąc za ciosem, zacząłem porównywać kolejne komiksy. W pamiętnej "Dżdżownicy" udało mi się znaleźć wspaniały przykład cenzury już nie obyczajowej, ale politycznej. Zmiana była bardzo subtelna. Cenzor o identyfikatorze J-116 (albo ktoś z redakcji) wyciął z ostatniego kadru słowo "głód". No bo jak to możliwe, żeby w socjalistycznej, mlekiem i miodem płynącej Polsce mógł zapanować głód? Koniec świata - tak, ale głód - nigdy!

Relax nr 4 (1977)
Kajtek, Koko i inni

Egmont z pewnością przygotował antologię "Kajtek, Koko i inni" z oryginalnych plansz, dostarczonych przez autora. A więc albo Relax nanosił zmiany na kopiach, albo poprawki zostały naklejone na oryginały (jak w "Urodzinach Milusia") i po latach odpadły. No i wreszcie mamy dowód, że cenzura - nawet jeśli była to tylko cenzura wewnętrzna - ingerowała w komiksy Christy, o czym sam rysownik nie lubił mówić.

Ostatnia zmiana, jaką udało mi się wychwycić, ma zupełnie inny charakter. Niektóre teksty z komiksu "Pan Paparura i pies Aj" mają wprawdzie po dwa warianty, ale wszystkie one wyglądają na dzieło Christy. Niewykluczone, że oryginalne plansze zostały w tych miejscach uszkodzone i rysownik musiał odtworzyć dymki, może nawet wiele lat później.

Relax nr 5 (1977)Kajtek, Koko i inni

A może Wy macie jakąś inną teorię?

wtorek, 12 lipca 2011

Jak nie należy drukować komiksów

Nasz przedwczorajszy post archeologiczny wywołał tak ożywioną dyskusję, że postanowiliśmy pozostać w kręgu krótkich historyjek o Kajku i Kokoszu. Jako suplement dla zbieraczy "wszystkiego i we wszystkich wydaniach" proponujemy mały cymesik z naszej Bibliografii.

Gdyńska firma Trefl kojarzy się wszystkim z koszykówką i puzzlami. Mało kto wie, że w latach 1996-1997 wydawała też czasopismo młodzieżowe "Magazyn dla dziewcząt i chłopców TREFL: Świat gier i zabaw". Tytuł gazetki był trochę długi, a żywot krótki - w sumie ukazało się 15 numerów. Na nabywców numeru pierwszego (wrzesień 1996) czekała wewnątrz spora niespodzianka w postaci epizodu "Kajka i Kokosza" pt. "Urodziny Smoka Milusia". Nie była to niestety nowa historyjka, tylko przedruk komiksu "Urodziny Milusia", znanego już wcześniej z KAW-owskiego zbiorku "Fortuna Amelii".

Wprawdzie czasopismo było kolorowe, ale komiks - nie wiedzieć czemu - został wydrukowany w wersji czarno-białej, a właściwie fioletowo-niebieskiej (str. 1-4) i zielono-żółtej (str. 5-6). Nie ułatwiało to co prawda lektury, ale ją na swój sposób urozmaicało. W kolejnych numerach "Trefla" prace Christy już się nie pojawiły, zapewne w trosce o wzrok młodych czytelników.


niedziela, 10 lipca 2011

Komiksowa archeologia

Przygotowując ten wpis natknęliśmy się na zagadkę, która w miarę rozwiązywania, rodziła kolejne pytania i żadnych odpowiedzi. Ale zacznijmy od początku...

Dwa tygodnie temu przypomnieliśmy "Łaźnię", jeden z czterech szortów o Kajku, Kokoszu i dorastającym Milusiu. Jak pamiętacie, ukazały się one w po-Relaxowych zbiorkach KAW-u: "Urodziny Milusia" i "Łaźnia" w "Fortunie Amelii" (1986), "Koncert Kaprala" w "Bambi" (1987), a "Profesor Stokrotek" w "Wygnańcu" (1988). Powstały jednak znacznie wcześniej, w roku 1979, i kolekcjonerzy zawsze mieli z nimi pewien kłopot.


Przede wszystkim - jaka była ich kolejność? Trzy 6-planszowe historyjki, tj. "Urodziny", "Łaźnia" i "Koncert", na pewno powstały w tym właśnie porządku. Świadczy o tym oryginalna numeracja stron, widoczna w zeszytach KAW-u, a usunięta przez Egmont. Składała się z dwóch cyfr w układzie X/Y, gdzie X oznaczał numer epizodu, a Y numer planszy. Np. środkowa "Łaźnia" miała numery od 2/1 do 2/6.

Ale co z one-shotem "Profesor Stokrotek"? Posiadał on odrębną, jednocyfrową numerację, od 1 do 9, i nie wiadomo w którym miejscu serii go umieścić. Po "Koncercie Kaprala" smok powinien mieć skrzydła, a tu nie ma. Więc albo "Stokrotek" narysowany był jako pierwszy, albo... Christa zapomniał o skrzydłach, tak jak w puzzlach zapomniał o nogach. My obstawiamy raczej wersję "przed" niż "po", ze względu na otwarte, prostokątne didaskalia, bardziej pasujące do "Gucka i Rocha", niż do "Kajka i Kokosza".

Najbardziej charakterystyczną cechą tych krótkich komiksów jest podział plansz. Zarówno wcześniej, jak i później, Christa stosował cztery rzędy kadrów, a tu mamy tylko trzy, więc i rysunki są większe. Dlaczego? Nie wiadomo. Do podobnego układu rysownik wrócił dopiero 8 lat później, w albumie "W krainie borostworów", ponoć z powodu pogłębiającej się wady wzroku.

Wyższe kadry to także wyższe postacie. Tak smukłych wojów nie znajdziecie w żadnym komiksie o Kajku i Kokoszu. Urośli? Schudli? Głowy im zmalały? Dość, że proporcjami ciała przypominają raczej dorosłych niż dzieci. To bez wątpienia pozostałość po realistycznym "Gucku i Rochu", którego Christa rysował w latach 1977-1978. Kolejną pamiątką po marynarskiej serii jest liternictwo w dymkach. Takiej czcionki, zupełnie innej niż w "Kajku i Kokoszu", Christa użył tylko raz - w "Kursie na półwysep Jork". Zwróćcie uwagę choćby na charakterystyczne "A".

Czcionka z "Gucka i Rocha" 2Typowa czcionka z "Kajka i Kokosza"

I tu z pomocą przyszedł nam Przemysław Soroka, szczęśliwy posiadacz oryginalnej planszy "Urodzin Milusia", którą prezentujemy poniżej. Okazuje się, że dymki dopisane zostały na kalce (zresztą dość niedbale) i przyklejone do kartonu. To kompletnie niepodobne do pedantycznego Christy, który teksty zawsze wpisywał bezpośrednio na planszach. A jednak te gryzmoły wyglądają na jego robotę, choć wykonaną nie piórkiem, tylko prawdopodobnie rapidografem. Czyżby rysownik uzupełniał dymki w redakcji, cudzym sprzętem, bo termin gonił?


Ale jaki termin? Przecież szorty przeleżały w szufladzie kilka lat. Zaglądamy więc na odwrotną stronę oryginału i... znajdujemy tam napis "RELAX NR 32". Wiemy już zatem gdzie ukazałyby się komiksy, gdyby Relax nie padł ofiarą stanu wojennego i nie został zamknięty na numerze 31. Wiemy też kiedy by się ukazały: na przełomie lat 1981/1982, czyli ponad dwa lata od realizacji! Nic dziwnego, że przy tak absurdalnie długim cyklu wydawniczym Christa przestał rysować do relaxowej "zamrażarki" i w 1980 roku wrócił do Świata Młodych.

A my wracamy do tajemniczych dymków. Zauważyliśmy, że w kilku miejscach spod kalki wystają ślady ołówka z wcześniejszą wersją dialogów. Widać też, że różnią się one od wersji "doklejonej" i zazwyczaj są dłuższe. Niestety, nie da się ich w całości odczytać bez oderwania kalki, a więc bez zniszczenia oryginału.


Czy ktoś z Was zdecydowałby się na taki akt wandalizmu? Pewnie nie, ale od czego macie ekipę "Na plasterki"? Otóż w międzyczasie do własnych zbiorów dokopał się Hegemon i okazało się, że również posiada oryginalną planszę "Urodzin Milusia". Postanowił poświęcić swój skarb dla nauki i delikatnie oderwał kalkę z pierwszego dymka. Zobaczcie co znalazł pod spodem. Nie dość, że tekst jest trochę inny, to jeszcze oryginalne napisy wykonane zostały normalną, kajkoszową czcionką. I o co w tym wszystkim chodzi? Jeśli ktoś ma jakieś wytłumaczenie, prosimy o sugestie, bo my jesteśmy zupełnie bezradni.

Tekst na kalceSzkic tekstu pod kalkąPierwotny tekst

EDIT: Rozwiązanie zagadki znajdziecie w artykule "Aparat profesora Mixtura i tajemnicze litery".

Przemysławowi Soroce serdecznie dziękujemy za zdjęcia, inspirujące maile i burzę mózgów.

środa, 6 lipca 2011

Festiwal czarownic w Sopocie

Dziś w nowej roli stałego współpracownika debiutuje nasz stary kompan Łamignat. Znacie go doskonale, tyle że pod pseudonimem Radgier. Łamignat co jakiś czas wpada do warowni, by swoim bacikiem i czarodziejską fujarką wspomóc biednych zbójcerzy w ciężkiej robocie. Powitajmy go gromkim "Wiwat!" i podrzućmy w górę. Tylko żeby spadając nam się nie wyślizgnął.

* * *

Arek Florek w swym wspaniałym, monumentalnym dziele "Świat dzielnych wojów" prześwietlił na wskroś najpopularniejszą serię Christy. Udowodnił, że miejsca i nazwy występujące w komiksach o Kajku i Kokoszu nie są jedynie wytworem wyobraźni autora, ale mają swoje odpowiedniki w realnym świecie. Chwilami jednak Florek nie jest pewny swoich hipotez, tak jak w przypadku Łysej Góry, którą umiejscawia w Górach Świętokrzyskich. Jednocześnie nie potrafi wytłumaczyć dlaczego góra raz oddalona jest od Mirmiłowa o wiele dni konnej jazdy a kiedy indziej znajduje się nieopodal grodu Kajka i Kokosza.

Próbując wyjaśnić tę niekonsekwencję, autor książki stwierdza, że "Łysą Górę, na której znajdowała się Szkoła latania, z tą, na której odbył się festiwal czarownic, łączy tylko wspólna nazwa. Tak naprawdę musiały to być dwie różne góry." Pomijając fakt, że w czasach Kajka i Kokosza pewnie każdy niezalesiony szczyt tak się nazywał, to hipoteza jest jak najbardziej słuszna.

Ta druga Łysa Góra, na której odbył się festiwal czarownic, leży w... Sopocie. Wśród mieszkańców miasta jest to miejsce bardzo popularne, znajduje się tam stok narciarski i wyciąg. U podnóża górki, przy ul. 23 Marca przez wiele lat mieszkał Janusz Christa, a w jej bezpośrednim sąsiedztwie znajdował się (i do dziś się znajduje) popularny bar "Sabat". Nie jest więc niczym dziwnym, że góra była dla twórcy inspiracją do umiejscowienia właśnie tam jednej z przygód Kajka i Kokosza. Jeśli dodamy do tego Międzynarodowy Festiwal Piosenki, odbywający się co roku w pobliskiej Operze Leśnej (także widocznej na zdjęciu satelitarnym), to okaże się, że pomysł na "Festiwal czarownic" dosłownie leżał na ulicy, a przy tym na sąsiedniej.

Blok, w którym przez wiele lat mieszkał Janusz Christa

poniedziałek, 4 lipca 2011

Świat dzielnych wojów PDF

Niech Was nie zmyli nasza nowa, wakacyjna winietka. My tu "Na plasterkach" wcale się nie opalamy, tylko w pocie czoła próbujemy dostarczać Wam atrakcji. Na przykład cały poprzedni tydzień, razem z Arkadiuszem Florkiem dopinaliśmy "Świat dzielnych wojów" - pierwszy naplasterkowy e-book! Stąd przejściowe trudności i chwilowy brak postów.

"Świat..." ukazał się w roku 2005 jako publikacja fanowska. Jej autor, a zarazem wydawca, drukarz i introligator, czyli Arek Florek rozsyłał egzemplarze znajomym i ludziom z tzw. branży. O książeczce zrobiło się głośno dopiero dzięki informacji na stronie "Zeszytów komiksowych" (2008) oraz publikacji fragmentów na Alei Komiksu (2009) i w samych "Zeszytach" nr 9. Jest to jedyne opracowanie o serii "Kajko i Kokosz", nic więc dziwnego, że ilekroć wspomnimy o nim na blogu, autor dostaje listy od fanów i musi dodrukowywać kolejne kopie. Do dziś wyprodukował ich 22, z czego jedną zostawił sobie.

Aby ulżyć Arkowi, jego drukarce i pracownikom poczty, udostępniamy dziś "Świat dzielnych wojów" wszystkim chętnym. Nie trzeba już pisać błagalnych listów, wystarczy kliknąć w okładkę lub tutaj (książka stoi też na regale WKKNP). Wersja elektroniczna w zasadzie nie różni się od papierowej - jedynie w rozdziale "Braki i zmiany" autor poszedł na drobny kompromis z Egmontem i zrezygnował z nadmiaru ilustracji, co naszym zdaniem wyszło nawet książeczce na dobre. Obrazki i tekst poddaliśmy kosmetycznej zaledwie korekcie, jest za to nowa okładka... a właściwie dwie, o czym przekonacie się czytając wszystko od deski do deski.

Plik PDF ma aż 18MB, więc może otwierać się dość wolno. Za to nadaje się do drukowania również w formie składanej broszurki A5. Życzymy ciekawej lektury i nie zapomnijcie podzielić się wrażeniami z czytelnikami bloga.

PS. Zachęcamy do lektury drugiej części opracowania Arka Florka pt. "Powrót do świata dzielnych wojów".