No i wydało się co to za tajemniczy obrazek powstawał na płycie Stadionu Narodowego. Była to reklamówka serialu animowanego "Kajko, Kokosz i Miluś", do którego prawa nabyła od Fundacji Kreska wytwórnia EGo Film. Nic Wam ta nazwa nie mówi? A powinna, bo to najbardziej kajkoszowe studio na świecie. Na koncie mają serial "Żubr Pompik" na podstawie książeczek Tomasza Samojlika (autora komiksów o Milusiu), a jednym z ich reżyserów jest Maciej Kur (scenarzysta "Nowych przygód Kajka i Kokosza"). Trzymamy kciuki i czekamy na efekty. Oby nie skończyło się jak w 1990,* 1994,** 2001*** i 2006.****
_________
* "Szkoła latania", Hanna-Barbera studio Bielsko-Biała
** "Kajtek i Koko w kosmosie", Starcut Film
*** "Dzień Śmiechały", Jupi Direct
**** "Zamach na Milusia", Virtual Magic
wtorek, 29 maja 2018
czwartek, 24 maja 2018
Twierdza tyrana
Egmont zaprezentował ostateczną wersję okładki "Twierdzy tyrana", czyli drugiego tomu kolorowego "Kajtka i Koka w kosmosie". Datę premiery wyznaczono na 11 lipca.
środa, 23 maja 2018
Dzień Dziecka z Kajkiem i Kokoszem

* * *
Dobra zabawa dla całej rodziny! Przyłącz się do gry, wykonaj zadania i zdobądź 4 unikalne pieczątki bohaterów "Kajka i Kokosza". Jak przystało na prawdziwych wojów, będziemy strzelali z łuku i rzucali oszczepem. Ponadto ułożymy mega puzzle i sprawdzimy się w konkursie wiedzy o "Kajku i Kokoszu".
Zobaczymy otwarcie specjalnej wystawy "Tropami Kajka i Kokosza". A po tylu emocjach przyjemnie będzie posiedzieć przy ognisku i posłuchać słowiańskiego bajania.
PROGRAM WYDARZENIA:
12:00 – otwarcie wystawy czasowej "Tropami Kajka i Kokosza",
12:00–16:00 – rodzinna gra terenowa,
co godzinę, czyli o 12:00, 13:00, 14:00 i 15:00 – słowiańskie bajanie przy ognisku.
Na ognisku można upiec kiełbaski, ale jedzenie trzeba przynieść swoje. WSTĘP BEZPŁATNY.
Więcej informacji na stronie wydarzenia.
Etykiety:
Imprezy
wtorek, 22 maja 2018
Ostatni Kajko i Kokosz
Jeszcze nie opadły emocje po zapowiedziach Egmontu, a już szykuje się kolejna sensacja. Otóż kilka dni temu dostałem od jednego z fanów list Janusza Christy do innego fana. Obu fanów znam, z obydwoma rozmawiałem na ten temat i nie mam żadnych wątpliwości, że list jest autentyczny. Na pierwszy rzut oka nie ma w nim zresztą niczego nadzwyczajnego - ot, typowa dla Christy odpowiedź skreślona na odwrocie wydruku z Kajkiem i Kokoszem. Typowa?! No to przeczytajcie ten fragment: "Scenariusz do kolejnego albumu o Kajku i Kokoszu także leży gotowy - cóż, gdy brak wydawcy...".
A teraz uwaga: list pochodzi z roku 1993, kiedy wszystkie znane "Kajki i Kokosze" dawno były już wydane, łącznie z pożegnalnym "Mirmiłem w opałach". O jakim niewykorzystanym scenariuszu pisze zatem Christa?
Możliwości jest kilka:
A teraz uwaga: list pochodzi z roku 1993, kiedy wszystkie znane "Kajki i Kokosze" dawno były już wydane, łącznie z pożegnalnym "Mirmiłem w opałach". O jakim niewykorzystanym scenariuszu pisze zatem Christa?
Możliwości jest kilka:
- albo autor chciał nabrać fana, co byłoby trochę w jego stylu, ale nie za bardzo;
- albo pomylił "Kajka i Kokosza" z innym swoim komiksem, np. z "Opowieściami Koka", w co akurat nie bardzo chce mi się wierzyć;
- miał na myśli scenariusz Jerzego Szyłaka pt. "Porwanie Lubawy" (kiedyś zapewne o nim napiszę), co jest mało prawdopodobne, bo rysownik uważał tę historyjkę za słabą;
- chodziło o niezrealizowany short "Niespodzianka", ale to nie był materiał na album;
- a może autor naprawdę napisał scenariusz do jeszcze jednego tomu, tylko zniechęcony sprzedał maszynopis jakiemuś fanowi, wydawcy albo agentowi?
Etykiety:
Christa,
Scenariusze
poniedziałek, 21 maja 2018
Fotorelacja z katalogu
Tegoroczny "festiwal" Komiksowa Warszawa miał w zasadzie dwie atrakcje: pierwszą była premiera katalogu Egmontu na rok 2018, a drugą spotkanie z red. Tomaszem Kołodziejczakiem, poświęcone... katalogowi Egmontu. Książeczka (a właściwie książka) jest imponująca, liczy sobie 144 kolorowe strony, z czego połowę zajmują komiksy amerykańskie. My oczywiście skupimy się na tej drugiej, bardziej swojskiej połowie. Zaczynamy od okładki, ozdobionej ilustracją z "Zabłąkanej rakiety". Obok widzicie kajkoszowo-kosmiczną zakładkę, dodawaną bibliotekarzom do komiksów.
Wewnątrz katalogu jest jeszcze ciekawiej. Na stronie 6. natknęliśmy się na zapowiedź trzeciego tomu "Nowych przygód Kajka i Kokosza". Album ma się ukazać w listopadzie. I tu świetna wiadomość od red. Kołodziejczaka - tym razem będzie to jedna długa historia, ze scenariuszem Maćka Kura, rysunkami Sławka Kiełbusa i kolorami Piotra Bednarczyka. Wygląda to bardzo obiecująco.
Na następnej stronie mamy kolejne dwie niespodzianki, a są to: "Великий турнір" (wrzesień) i "The Big Tournament" (listopad), czyli "Wielki turniej" w języku ukraińskim i angielskim. Spytaliśmy red. Kołodziejczaka kto ma być odbiorcą tych komiksów i dostaliśmy odpowiedź zgodną z naszymi przypuszczeniami. Otóż obcojęzyczne edycje komiksów Christy nie są przeznaczone na eksport, tylko na rynek polski, jako kolekcjonerskie ciekawostki albo prezenty dla rodziny i przyjaciół z zagranicy. Przeciwnicy Zeusa i św. Wita mogą odetchnąć z ulgą - nikt nie zamierza podbijać Anglii "Kajkiem i Kokoszem" i zatajać przed wyspiarzami prawdy o naszych słowiańskich korzeniach. Szef KŚK stwierdził również, że zamieszanie wokół angielskiego przekładu zapewniło serii darmową reklamę, o jakiej Egmont mógł tylko pomarzyć.
Idziemy dalej. Strona 8. katalogu poświęcona jest serii "Kajtek i Koko". Znaleźliśmy tu m.in. pierwotne wersje okładek pierwszych czterech tomów "Kosmosu" (wersje ostateczne znamy z "Zabłąkanej rakiety"). Nadal nie wiadomo jak Egmont rozwiąże kwestię brakujących okładek do albumów nr 5-7. To znaczy oficjalnie nie wiadomo, bo jakieś przecieki już są, ale niepewne i ściśle tajne.
Siedem stron dalej Egmont zapowiada drugi tom serii Mietka Fijała "Oskar i Fabrycy". Nowy album ukaże się we wrześniu, będzie nosił tytuł "Dyliżans widmo", a autorem scenariusza jest tym razem Maciek Kur. Widzieliśmy kilka plansz i jest świetnie! Naszym zdaniem Mietek to murowany kandydat do kolejnej części "Nowych przygód Kajka i Kokosza".
Na końcu katalogu natknęliśmy się na jeszcze coś - trzeci tom antologii "Relax". Nie mamy pewności czy i w tym woluminie znajdą się komiksy Christy, ale jest to wielce prawdopodobne, bo do wykorzystania został jeszcze "Łabędź" i kilka "Bajek dla dorosłych".
I to już wszystkie christowe niusy z katalogu Egmontu. Na deser mamy dla Was fotkę wielkiej (!) festiwalowej atrakcji, jaką miał być gigantyczny portret Kajka i Kokosza, namalowany sprayami na płycie Stadionu Narodowego. "Miał być", bo coś poszło nie tak, a konkretnie... zabrakło farby.
Poniżej widzicie projekt, opracowany przez Łamignata. Za ilustrację posłużył niewykorzystany rysunek Janusza Christy z 1981 roku. Miejmy nadzieję, że obrazek jeszcze się na coś przyda, bo najbliższe lata zapowiadają się dla fanów "Kajka i Kokosza" naprawdę ciekawie.
EDIT: Katalog można już pobrać ze strony Egmontu.
Wewnątrz katalogu jest jeszcze ciekawiej. Na stronie 6. natknęliśmy się na zapowiedź trzeciego tomu "Nowych przygód Kajka i Kokosza". Album ma się ukazać w listopadzie. I tu świetna wiadomość od red. Kołodziejczaka - tym razem będzie to jedna długa historia, ze scenariuszem Maćka Kura, rysunkami Sławka Kiełbusa i kolorami Piotra Bednarczyka. Wygląda to bardzo obiecująco.
Na następnej stronie mamy kolejne dwie niespodzianki, a są to: "Великий турнір" (wrzesień) i "The Big Tournament" (listopad), czyli "Wielki turniej" w języku ukraińskim i angielskim. Spytaliśmy red. Kołodziejczaka kto ma być odbiorcą tych komiksów i dostaliśmy odpowiedź zgodną z naszymi przypuszczeniami. Otóż obcojęzyczne edycje komiksów Christy nie są przeznaczone na eksport, tylko na rynek polski, jako kolekcjonerskie ciekawostki albo prezenty dla rodziny i przyjaciół z zagranicy. Przeciwnicy Zeusa i św. Wita mogą odetchnąć z ulgą - nikt nie zamierza podbijać Anglii "Kajkiem i Kokoszem" i zatajać przed wyspiarzami prawdy o naszych słowiańskich korzeniach. Szef KŚK stwierdził również, że zamieszanie wokół angielskiego przekładu zapewniło serii darmową reklamę, o jakiej Egmont mógł tylko pomarzyć.
Idziemy dalej. Strona 8. katalogu poświęcona jest serii "Kajtek i Koko". Znaleźliśmy tu m.in. pierwotne wersje okładek pierwszych czterech tomów "Kosmosu" (wersje ostateczne znamy z "Zabłąkanej rakiety"). Nadal nie wiadomo jak Egmont rozwiąże kwestię brakujących okładek do albumów nr 5-7. To znaczy oficjalnie nie wiadomo, bo jakieś przecieki już są, ale niepewne i ściśle tajne.
Siedem stron dalej Egmont zapowiada drugi tom serii Mietka Fijała "Oskar i Fabrycy". Nowy album ukaże się we wrześniu, będzie nosił tytuł "Dyliżans widmo", a autorem scenariusza jest tym razem Maciek Kur. Widzieliśmy kilka plansz i jest świetnie! Naszym zdaniem Mietek to murowany kandydat do kolejnej części "Nowych przygód Kajka i Kokosza".
Na końcu katalogu natknęliśmy się na jeszcze coś - trzeci tom antologii "Relax". Nie mamy pewności czy i w tym woluminie znajdą się komiksy Christy, ale jest to wielce prawdopodobne, bo do wykorzystania został jeszcze "Łabędź" i kilka "Bajek dla dorosłych".
I to już wszystkie christowe niusy z katalogu Egmontu. Na deser mamy dla Was fotkę wielkiej (!) festiwalowej atrakcji, jaką miał być gigantyczny portret Kajka i Kokosza, namalowany sprayami na płycie Stadionu Narodowego. "Miał być", bo coś poszło nie tak, a konkretnie... zabrakło farby.
Poniżej widzicie projekt, opracowany przez Łamignata. Za ilustrację posłużył niewykorzystany rysunek Janusza Christy z 1981 roku. Miejmy nadzieję, że obrazek jeszcze się na coś przyda, bo najbliższe lata zapowiadają się dla fanów "Kajka i Kokosza" naprawdę ciekawie.
EDIT: Katalog można już pobrać ze strony Egmontu.
Etykiety:
Bednarczyk,
Christa,
Eksport,
Fijał,
Gadżety,
Imprezy,
Kiełbus,
Komiksy,
Kur,
Nowe przygody
piątek, 11 maja 2018
Kosmos od środka
Prosiliście o więcej zdjęć "Zabłąkanej rakiety"? Proszę uprzejmie: oto galeria okładek, strony tytułowe rozdziałów, grzbiet i blurb, czyli komplet materiałów do dalszych spekulacji. Album jest już do nabycia w warszawskim Centrum Komiksu - i to na tydzień przed oficjalną datą premiery.
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
piątek, 11 maja 2018
(FANART) Pojedynek na Milusie
Mamy dziś dla Was studium Milusia w wykonaniu dwóch rysowników: Piotra "Śmiechosława" Wojciechowskiego i Piotra "Jaszcza" Nowackiego. Zaczynamy od Piotra.
A teraz przechodzimy do Piotra.
Oba Milusie bardzo nam się podobają, ale chyba wolimy wersję Piotra.
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
A teraz przechodzimy do Piotra.
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
Oba Milusie bardzo nam się podobają, ale chyba wolimy wersję Piotra.
Etykiety:
Ilustracje,
Inni twórcy,
Nowacki
środa, 9 maja 2018
Pierwszy kosmos wydrukowany
Pierwszy tom nowej kolorowej edycji "Kajtka i Koka w kosmosie" jest już wydrukowany! Zdjęcie dostaliśmy przed chwilą od Arka Salamońskiego. Oficjalna premiera albumu odbędzie się za tydzień na Festiwalu Komiksowa Warszawa.
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
Biały kruk

- żeby nie tłumaczyć powiedzonek "na Trygława i Swaroga" oraz "lelum polelum",
- żeby tłumaczyć onomatopeje KNIAK, LLAP, KLACH, GLĄ i GNOCHT,
- żeby dodać przypisy, a najlepiej leksykon o słowiańszczyźnie,
- żeby kasztelan nazywał się "castellan", a nie "governor",
- żeby krwawy Hegemon był "bloody", a nie "cruel",
- żeby Łamignat nie nazywał się "Breakbone", tylko jakoś inaczej,
- żeby tytuł "Flying School" zmienić na "School of Flying" albo "Flight School" itp. itd.
czwartek, 12 kwietnia 2018
Oferma dyskryminowany
Wszyscy podniecają się fujarką Łamignata, a na penisa Ofermy nikt nawet nie zwrócił uwagi. A on tam jest, na 17 stronie komiksu "Trezoroj de Mirmilo". Zobaczcie sami.
Coś nam się wydaje, że nikt nie przeczytał "Skarbów Mirmiła" w języku esperanto (z nami włącznie). A Maciek Kur przeczytał i penisa znalazł. Ciekawi jesteście jak było w oryginale? Proszę uprzejmie:
Kochany Egmoncie, nie za dużo ostatnio tych fallicznych niezręczności? Może macie na pokładzie jakiegoś sabotażystę?
Coś nam się wydaje, że nikt nie przeczytał "Skarbów Mirmiła" w języku esperanto (z nami włącznie). A Maciek Kur przeczytał i penisa znalazł. Ciekawi jesteście jak było w oryginale? Proszę uprzejmie:
Kochany Egmoncie, nie za dużo ostatnio tych fallicznych niezręczności? Może macie na pokładzie jakiegoś sabotażystę?
środa, 11 kwietnia 2018
Kajko i Kokosz znów na puzzlach
Cała Polska z zapartym tchem śledzi aferę fujarkową, a tymczasem Kajko i Kokosz cichaczem wrócili na puzzle. Co prawda tylnymi drzwiami, za to w jakim towarzystwie! Woje Mirmiła tym razem ukryli się wśród gwiazd popkultury, ale z pewnością uda Wam się ich odnaleźć w tłumie. Zwłaszcza tym z Was, którzy niedawno oglądali tę ilustrację na naszym logu. Autorem rysunku jest Przemek Świszcz i to on zamówił w firmie Trefl kilka egzemplarzy 1000-elementowej układanki. Tak jest, to ten sam Trefl, który prawie 30 lat temu wydał wszystkie oficjalne puzzle Christy. Na razie jedyną szansą na zdobycie egzemplarza będzie udział w konkursie, zapowiedzianym na profilu rysownika.
Niusa przysłał nam Łukasz "Bofzin" Kuciński. Wielkie dzięki.
Niusa przysłał nam Łukasz "Bofzin" Kuciński. Wielkie dzięki.
Etykiety:
Gadżety,
Inni twórcy,
Puzzle
wtorek, 10 kwietnia 2018
Wywiad z tłumaczem "Flying School"
Wydawnictwo Egmont Polska udostępniło wywiad z Michaelem Kandelem, tłumaczem komiksu "Kayko and Kokosh: Flying School". Zapraszamy do lektury, ale najpierw przystawka - pierwszy graficzny komentarz do angielskiego przekładu. Autorem rysunku jest Kleszcz.
Jak to się stało, że został Pan studentem slawistyki i tłumaczem polskiego science-fiction?
Zacząłem od rosyjskiego, a potem musieliśmy wybrać drugi język. Zdecydowałem się na polski.
Skąd zainteresowanie tą relatywnie mało popularną grupą języków?
Interesuje mnie każdy język, bardziej czy mniej popularny. Interesuje mnie nawet język migowy! Rosyjski pojawił się w moim życiu, kiedy ojciec przyniósł do domu olbrzymi zapis nutowy opery "Borys Godunow". Słowa pieśni zapisane były po angielsku, francusku i właśnie po rosyjsku. Ta sympatia do Rosji miała chyba źródło w okresie II wojny światowej.
Jest pan tłumaczem Stanisława Lema. Jak odkrył Pan jego książki?
Trafiłem na Lema przygotowując się do studiów doktorskich w zakresie polskiej literatury. Zdobyłem listę lektur dla doktorantów tego kierunku na Uniwesytecie Warszawskim. To była bardzo długa lista! Pierwszą książką Lema, którą przeczytałem, był "Niezwyciężony". Przypominała mi prozę znakomitego H.G. Wellsa, byłem pełen podziwu dla wyobraźni Lema, napisałem do niego fanowski list. Ten autor przekładany był przez wielu tłumaczy, ale byłem jednym z pierwszych, którzy pomogli jego książkom przebić się do pierwszoligowych amerykańskich wydawnictw: Continuum, Seasbury, Hardcourt.
Czy wcześniej czytał Pan komiksy z serii "Kajko i Kokosz?"
Tak, kilka tomów, parę lat temu.
Dlaczego?
Tomasz Kołodziejczak postanowił zapoznać mnie z dokonaniami polskiego komiksu.
Czytywał Pan inne komiksy?
Tak, zawsze je lubiłem. Moje ulubione to "Krazy Kat", "Popeye", "Spider Man" i "Doktor Strange".
Czytał je Pan jako dziecko czy dorosły?
I jako dziecko, i jako dorosły.
A poważniejsze komiksy, tak zwane powieści graficzne? "Maus", "Persepolis", "Strażnicy"?
"Maus" i "Persepolis" są świetne, ale nie jestem fanem "Strażników". Wydają mi się bez polotu, zarówno pod względem grafiki, jak i treści. Dzisiejszym wielbicielom powieści graficznych poleciłbym Fransa Maserella, flamandzkiego artystę, który tworzył ponad sto lat temu. Na nim się wychowałem.
Jakie szczególne wyzwanie stoją przed tłumaczem komiksów? A może to medium nie nastręcza żadnych wyjątkowych problemów?
Jest jedna zasada: trzeba pilnować długości słów i zdań, żeby zmieściły się w dymkach.
A "Kajko i Kokosz"? Czy tam natrafił Pan na trudności?
Christa umieszcza w tym komiksie wiele żartów słownych, lubi bawić się słowami. Staram się oddać jego poczucie humoru. Nie próbuję natomiast zachowywać wszystkich odniesień do kultury słowiańskiej, bo dla zagranicznych czytelników byłyby niezrozumiałe i, co za tym idzie, bezużyteczne. Na ich miejsce znajduję inne żarty, mam nadzieję, że równie uroczo niemądre.
Jak ocenia Pan "Kajka i Kokosza"? Czy te komiksy nadal mają szansę rozbawić dzieciaki, czy może są zbyt staroświeckie?
Pod niektórymi względami rzeczywiście się zestarzały, ale na tym polega ich urok. Są zabawne, pogodne, nie ma w nich okrucieństwa i mroku, które coraz wyraźniej widać w świecie dookoła nas.
Które fragmenty wydały się Panu staroświeckie? Mnie zdumiał nieco koncept szkoły latania, oparty na jakże zabawnym odwróceniu sytuacji: kobiety uczą mężczyzn, jak prowadzić pojazdy.
To zaskoczenie pozwala przypuszczać, że negatywnie odbiera Pani seksizm w tych komiksach. Ale to jest właśnie część ich staroświeckiego uroku. Moim zdaniem ratuje je intencja autora: nie ma tu wrogości, jest dużo dobrej zabawy. Ale tak, bez tych seksistowskich żartów byłoby pewnie lepiej. Jest tam także sporo bójek, to też wydaje mi się przestarzałe.
Czy tłumaczenie na angielski może pomóc temu komiksowi w podbiciu zagranicznych rynków?
Przetłumaczenie książki na angielski czasami rzeczywiście ma taki efekt, w przypadku tego komiksu skuteczniejsza byłaby pewnie adaptacja na grę komputerową.
Wywiad przeprowadziła Olga Wróbel.
Michael Kandel (ur. 24 grudnia 1941 w Baltimore) – amerykański slawista, tłumacz literatury polskiej na język angielski oraz pisarz SF. Kandel otrzymał doktorat ze slawistyki na Indiana University. Zajmował się przekładaniem utworów Stanisława Lema na język angielski, tłumaczył także Jacka Dukaja oraz Marka Huberatha. Zangielszczył również opowiadanie Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego. Jakość jego przekładów książek Lema oceniana była bardzo wysoko przez samego Lema i przez krytyków, szczególnie w świetle faktu, że proza (i poezja) Lema są trudne, pełne gier słownych i trudno przetłumaczalnych konstrukcji.
Łami Gnat / Break Bone |
![]() |
* * *
Jak to się stało, że został Pan studentem slawistyki i tłumaczem polskiego science-fiction?
Zacząłem od rosyjskiego, a potem musieliśmy wybrać drugi język. Zdecydowałem się na polski.
Skąd zainteresowanie tą relatywnie mało popularną grupą języków?
Interesuje mnie każdy język, bardziej czy mniej popularny. Interesuje mnie nawet język migowy! Rosyjski pojawił się w moim życiu, kiedy ojciec przyniósł do domu olbrzymi zapis nutowy opery "Borys Godunow". Słowa pieśni zapisane były po angielsku, francusku i właśnie po rosyjsku. Ta sympatia do Rosji miała chyba źródło w okresie II wojny światowej.
Jest pan tłumaczem Stanisława Lema. Jak odkrył Pan jego książki?

Czy wcześniej czytał Pan komiksy z serii "Kajko i Kokosz?"
Tak, kilka tomów, parę lat temu.
Dlaczego?
Tomasz Kołodziejczak postanowił zapoznać mnie z dokonaniami polskiego komiksu.
Czytywał Pan inne komiksy?
Tak, zawsze je lubiłem. Moje ulubione to "Krazy Kat", "Popeye", "Spider Man" i "Doktor Strange".
Czytał je Pan jako dziecko czy dorosły?
I jako dziecko, i jako dorosły.
A poważniejsze komiksy, tak zwane powieści graficzne? "Maus", "Persepolis", "Strażnicy"?
"Maus" i "Persepolis" są świetne, ale nie jestem fanem "Strażników". Wydają mi się bez polotu, zarówno pod względem grafiki, jak i treści. Dzisiejszym wielbicielom powieści graficznych poleciłbym Fransa Maserella, flamandzkiego artystę, który tworzył ponad sto lat temu. Na nim się wychowałem.
Jakie szczególne wyzwanie stoją przed tłumaczem komiksów? A może to medium nie nastręcza żadnych wyjątkowych problemów?
Jest jedna zasada: trzeba pilnować długości słów i zdań, żeby zmieściły się w dymkach.

Christa umieszcza w tym komiksie wiele żartów słownych, lubi bawić się słowami. Staram się oddać jego poczucie humoru. Nie próbuję natomiast zachowywać wszystkich odniesień do kultury słowiańskiej, bo dla zagranicznych czytelników byłyby niezrozumiałe i, co za tym idzie, bezużyteczne. Na ich miejsce znajduję inne żarty, mam nadzieję, że równie uroczo niemądre.
Jak ocenia Pan "Kajka i Kokosza"? Czy te komiksy nadal mają szansę rozbawić dzieciaki, czy może są zbyt staroświeckie?
Pod niektórymi względami rzeczywiście się zestarzały, ale na tym polega ich urok. Są zabawne, pogodne, nie ma w nich okrucieństwa i mroku, które coraz wyraźniej widać w świecie dookoła nas.
Które fragmenty wydały się Panu staroświeckie? Mnie zdumiał nieco koncept szkoły latania, oparty na jakże zabawnym odwróceniu sytuacji: kobiety uczą mężczyzn, jak prowadzić pojazdy.
To zaskoczenie pozwala przypuszczać, że negatywnie odbiera Pani seksizm w tych komiksach. Ale to jest właśnie część ich staroświeckiego uroku. Moim zdaniem ratuje je intencja autora: nie ma tu wrogości, jest dużo dobrej zabawy. Ale tak, bez tych seksistowskich żartów byłoby pewnie lepiej. Jest tam także sporo bójek, to też wydaje mi się przestarzałe.
Czy tłumaczenie na angielski może pomóc temu komiksowi w podbiciu zagranicznych rynków?
Przetłumaczenie książki na angielski czasami rzeczywiście ma taki efekt, w przypadku tego komiksu skuteczniejsza byłaby pewnie adaptacja na grę komputerową.
Wywiad przeprowadziła Olga Wróbel.
* * *
Michael Kandel (ur. 24 grudnia 1941 w Baltimore) – amerykański slawista, tłumacz literatury polskiej na język angielski oraz pisarz SF. Kandel otrzymał doktorat ze slawistyki na Indiana University. Zajmował się przekładaniem utworów Stanisława Lema na język angielski, tłumaczył także Jacka Dukaja oraz Marka Huberatha. Zangielszczył również opowiadanie Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego. Jakość jego przekładów książek Lema oceniana była bardzo wysoko przez samego Lema i przez krytyków, szczególnie w świetle faktu, że proza (i poezja) Lema są trudne, pełne gier słownych i trudno przetłumaczalnych konstrukcji.
Etykiety:
Eksport,
Ilustracje,
Inni twórcy,
Komiksy,
Wywiady
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
Afery fujarkowej ciąg dalszy

W związku z niespodziewanym nadejściem lata, palma może odbić. Ptaki naprędce poszukują budek lęgowych, człowiek nie zdążył zrzucić zimowych kurtek, a już w popłochu szuka kostiumu i kremu z filtrem. 1 kwietnia dopiero co minął... ale że wypadł w Lany Poniedziałek nie każdy się zorientował.Cały nakład na przemiał? By Zeus and Saint Vitus! Ależ my mamy siłę rażenia...
Egmont również dał się zwariować meandrom pór roku, dat w kalendarzu i freudowskich pomyłek. A za nim Łamignat w specjalnej edycji komiksu Janusza Christy "Kajko i Kokosz - Szkoła latania" przetłumaczonej na język angielski. Temperatura wzrosła nie tylko na termometrach, ale i na planszach komiksu. Łamignat zgubił "instrument", fujarkę diabli wzięli.
Informujemy, że nakład "Kayko and Kokosh – Flying School" nie trafi do sprzedaży 18 kwietnia br. O nowej dacie premiery poinformujemy niezwłocznie. Na razie idziemy szukać z Łamignatem "flute'a".
sobota, 7 kwietnia 2018
Fujarka Łamignata
Zaraz po publikacji plansz z "Flying School" zebrało się konsylium znawców i zaczęło poprawiać tłumaczenie. Dziwnym trafem żaden z nich nie zauważył kuriozalnego knota, jakiego Egmont przepuścił już na pierwszej z prezentowanych plansz. A mój wspólnik od bloga zauważył :)
Jedna zmieniona literka ("FIUTE" zamiast "FLUTE") i słowo "fujarka" nabrało w ustach Łamignata kompletnie innego znaczenia. "Gdzie mój fiut?" krzyczy po angielsku zrozpaczony zbój, a my nie wiemy co odpowiedzieć. Czy to sabotaż korektora czy freudowska pomyłka tłumacza?
Po bliższych oględzinach okazało się, że połowa tej planszy kręci się wokół "instrumentu na F". Wyjątkowo ciekawie brzmi kolejny tekst Łamignata: "Kokosh, give me the fiute". Lektura tego komiksu nigdy już nie będzie taka sama...
Nie jest to zresztą pierwsza taka wpadka Egmontu. W wydanym w ubiegłym roku albumie "Łamignat Straszliwy" złośliwy chochlik zjadł literkę "Z" na 8. stronie, przez co okrzyk zbójcerzy stał się mocno niecenzuralny i co gorsza miał aż dwa błędy ortograficzne!
Na szczęście Wasz czujny Kapral wypatrzył byka jeszcze przed premierą, po czym Egmont wycofał cały nakład "Łamignata Straszliwego" i podobno wydrukował album jeszcze raz. Sytuacja została opanowana, dziatwa się nie zgorszyła. No ale kilka, może kilkanaście osób dostało wcześniej egzemplarze z błędem, np. autorzy. Powyżej widzicie zdjęcie jednego z takich ocalałych komiksów, a konkretnie mojego: z lewej strony wersja wycofana, z prawej poprawiona.
I pewnie w tym momencie, drogi czytelniku, zaczynasz się zastanawiać ile taki misprint może być wart. Podejrzewam, że sporo, więc lepiej biegnij sprawdzić, czy w Twoim egzemplarzu "Łamignata Straszliwego" nie brakuje przypadkiem literki "Z", albo czy nie dopisano jej ręcznie. Kto wie, może właśnie zostałeś milionerem?
![]() | ![]() |
Jedna zmieniona literka ("FIUTE" zamiast "FLUTE") i słowo "fujarka" nabrało w ustach Łamignata kompletnie innego znaczenia. "Gdzie mój fiut?" krzyczy po angielsku zrozpaczony zbój, a my nie wiemy co odpowiedzieć. Czy to sabotaż korektora czy freudowska pomyłka tłumacza?
Po bliższych oględzinach okazało się, że połowa tej planszy kręci się wokół "instrumentu na F". Wyjątkowo ciekawie brzmi kolejny tekst Łamignata: "Kokosh, give me the fiute". Lektura tego komiksu nigdy już nie będzie taka sama...
![]() | ![]() |
Nie jest to zresztą pierwsza taka wpadka Egmontu. W wydanym w ubiegłym roku albumie "Łamignat Straszliwy" złośliwy chochlik zjadł literkę "Z" na 8. stronie, przez co okrzyk zbójcerzy stał się mocno niecenzuralny i co gorsza miał aż dwa błędy ortograficzne!
![]() |
Zdjęcie jest w 100% autentyczne. Przysięgam na Trygława, Swaroga, a nawet Dadźboga. |
Na szczęście Wasz czujny Kapral wypatrzył byka jeszcze przed premierą, po czym Egmont wycofał cały nakład "Łamignata Straszliwego" i podobno wydrukował album jeszcze raz. Sytuacja została opanowana, dziatwa się nie zgorszyła. No ale kilka, może kilkanaście osób dostało wcześniej egzemplarze z błędem, np. autorzy. Powyżej widzicie zdjęcie jednego z takich ocalałych komiksów, a konkretnie mojego: z lewej strony wersja wycofana, z prawej poprawiona.
I pewnie w tym momencie, drogi czytelniku, zaczynasz się zastanawiać ile taki misprint może być wart. Podejrzewam, że sporo, więc lepiej biegnij sprawdzić, czy w Twoim egzemplarzu "Łamignata Straszliwego" nie brakuje przypadkiem literki "Z", albo czy nie dopisano jej ręcznie. Kto wie, może właśnie zostałeś milionerem?
Etykiety:
Christa,
Eksport,
Komiksy,
Nowe przygody
sobota, 7 kwietnia 2018
By Zeus and Saint Vitus!
Na 11 dni przed premierą Egmont ujawnił przykładowe plansze z angielskiej wersji "Szkoły latania", czyli "Flying School". Oto krótki słowniczek: Łamignat = Breakbone, Zbójcerze = Knaveknights, Krwawy Hegemon = The Cruel Hegemon, Kapral = Corporal, na Trygława i Swaroga = by Zeus and Saint Vitus. Cudnie! Kayko, Kokosh, Mirmil & Lubava pozostają niemal bez zmian. Też cudnie :)
Jest również projekt okładki albumu "Posiady guślorek" (uwaga! nie "poślady", tylko "posiady"), czyli góralskiej wersji "Festiwalu czarownic". Premierę z lipca przesunięto na 20 czerwca. Cudnie do kwadratu!
EDIT: Na stronie WAK znaleźliśmy jeszcze blurba:
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
Jest również projekt okładki albumu "Posiady guślorek" (uwaga! nie "poślady", tylko "posiady"), czyli góralskiej wersji "Festiwalu czarownic". Premierę z lipca przesunięto na 20 czerwca. Cudnie do kwadratu!
EDIT: Na stronie WAK znaleźliśmy jeszcze blurba:
"Kajko i Kokosz – Posiady guślorek" (czyli "Festiwal czarownic") to drugi album przetłumaczony na gwarę góralską (przed laty nakładem wydawnictwa Egmont w sprzedaży ukazał się album "Kajko i Kokosz – Ogromniasto gońba"). [...] Barwna gwara skalnego Podhala w połączeniu z unikalnym humorem Chirsty to znakomita zabawa, a przy okazji materiał pomocniczy przy kultywacji gwary góralskiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)