poniedziałek, 30 października 2017

Szukajcie a znajdziecie

Przepraszam, że ostatnio tak tu cicho, ale pracuję nad czymś dużym. Zanim skończę - a jeszcze trochę to potrwa - podzielę się z Wami refleksjami o moich niedawnych lekturach. Okazja jest niezła, bo Egmont wydał aż dwa komiksy o "kuzynach" Kajka i Kokosza: "Oskar i Fabrycy: Straszne smoczysko" oraz "Asteriks w Italii".


Zacznę od "Strasznego smoczyska", czyli pełnometrażowego debiutu Mieczysława Fijała. Czekałem na ten komiks niecierpliwie, jako że od wielu lat kibicuję Mietkowi i z ogromną przyjemnością przyglądam się jak jego styl ewoluuje od Szarloty Pawel ku Januszowi Chriście. Siedem lat temu w plebiscycie "KiK c.d." rysownik zajął 9. miejsce, ale jestem pewien, że dziś stanąłby na podium. Podczas panelu na MFKIG Mietek przyznał zresztą publicznie, że starał się maksymalnie zbliżyć klimatem do "Kajka i Kokosza", dlatego zrezygnował z pierwotnego pomysłu z Bumcykorianami i wysłał bohaterów do średniowiecza. Zabieg zakończył się pełnym sukcesem. Dzisiejsza kreska Fijała, coraz bardziej słowiańsko-disnejowska, jest chyba bliższa Chriście niż styl Kiełbusa, a dobroduszny humor i oldskulowa narracja świetnie oddają ducha komiksów Mistrza. Muszę przyznać, że przez 38 stron bawiłem się prawie jak przy starych albumach KAW-u, a scenka, w której Oskar i Fabrycy znajdują w smoczej jamie hełm woja Wita, wywołała u mnie większy dreszczyk, niż obie części "Nowych przygód" razem wzięte.


Historyjka ma tylko dwie wady. Po pierwsze kilka plansz nosi ślady pośpiechu (deadline). Po drugie nie bardzo wiadomo który z dwóch urwisów jest Oskarem, a który Fabrycym. Dokładnie tak samo było z Kukiem i Rykiem Janusza Christy, co wyłapał jeden z uczestników łódzkiego Festiwalu, stwierdziwszy, iż komiks Mietka spokojnie mógłby być kontynuacją serii z "Przygody". Mam nadzieję, że w drugim tomie autor popracuje nad głównymi postaciami, a tymczasem zobaczcie z jaką łatwością przychodzi mu rysowanie w kajkoszowym stylu (gdyby film nie chciał się odpalić, klikajcie tutaj).



Przejdźmy teraz do "Asteriksa w Italii" - trzeciego albumu zrealizowanego przez duet Jean-Yves Ferri (scen.) & Didier Conrad (rys.). Graficznie komiks ten to absolutny majstersztyk. Kadrowanie jest ultradynamiczne, postacie doskonale zaprojektowane, a drugi plan nareszcie obfituje w detale. Conrad wykonał tym razem 300% normy, ale niestety zawiódł Ferri. Szczerze mówiąc, to w ogóle nie jest komiks o Asteriksie i Obeliksie, tylko o jakimś wyścigu (jak "Michel Vaillant"), z powklejanymi co kilka stron pocztówkami z Włoch. Zawiązanie akcji nie istnieje, bohaterowie służą za "paprotki", a aluzje do mijanych prowincji są tak powierzchowne i stereotypowe, jakby ktoś dostarczył scenarzyście listę od sponsora i kazał odhaczać kolejne punkty. Ale najgorsze, że trudno tu znaleźć coś śmiesznego, chociaż nie wiem czy to wina autora, czy przekładu. Podczas lektury zastrzygłem uszami tylko raz - na widok Sarmatów, przedstawionych jako "lud z Europy Wschodniej". Już myślałem, że chodzi o pra-Polaków, ale zaraz okazało się, że słowiańscy woje mówią pseudocyrylicą (R=Я) i czczą Marxa, więc to raczej pra-Rosjanie. No trudno, może w następnym tomie...


Na koniec prośba - nie bierzcie sobie tych moich opinii zbytnio do serca, bo nie jestem żadnym recenzentem, tylko fanem Christy, który szukał w obu tych komiksach czegoś, co polubił w dzieciństwie. No i w jednym albumie to coś znalazłem, a w drugim nie. Ale jeśli Wy szukacie czegoś innego (np. tzw. profeski), być może znajdziecie to i w najnowszym "Asteriksie", czego serdecznie Wam życzę.

sobota, 30 września 2017

Genealogia ekstremalna

Pod postem o stokrotce pojawiła się niedawno propozycja, żeby do drzewa genealogicznego Kajtka i Koka dodać Popiela i... Janusza Christę. Oba te postulaty mają dość mocne podstawy (cytaty poniżej) i nie są specjalnie nowe - 15 lat temu pisał o nich Arek Florek w "Świecie dzielnych wojów". Postanowiłem podjąć rękawicę, bo nie po to "Na plasterki" dostały doktorat humoris causa, żeby teraz migać się od karkołomnych zadań.

"Zamach na Milusia""Skarby Mirmiła"

Zacznijmy od Popiela. Wprawdzie jego imię padło w "Kajku i Kokoszu" tylko raz ("Zamach na Milusia"), za to potem Christa narysował o nim cały komiks - nie kajkoszowy, ale utrzymany w tej samej stylistyce. Mowa oczywiście o programie teatralnym "O Piaście i Popielu", w którym wystąpił nie tylko kuzyn Lubawy, ale także jego żona i trzech stryjów.


Skoro wiadomo jak Christa wyobrażał sobie te postacie, proponuję włączyć je do kanonu, a program potraktować jako spin-off "Kajka i Kokosza". Uzupełniony fragment drzewa genealogicznego wyglądałby mniej więcej tak, jak na poniższym obrazku. Ponieważ słowo "kuzyn" może oznaczać zarówno brata ciotecznego, jak i dalszego krewnego, dlatego jedną kreskę zostawiłem przerywaną, jako pole do dalszych spekulacji. Nie mogłem natomiast odmówić sobie przyjemności dodania legendarnej mamusi, która służyła Lubawie do straszenia męża. Na razie ikonka jest symboliczna, ale mam nadzieję, że w kolejnej odsłonie "Nowych przygód" zobaczymy jak wygląda ukochana teściowa Mirmiła.


* * *
Przejdźmy do drugiej części zadania. Wszyscy oczywiście domyślamy się kim jest tajemniczy rysownik komiksów, o którym mówił Kajko. Mały rycerzyk już w pierwszym wydaniu "Szkoły latania" utrzymywał, że jego ojcem jest Janusz Christa (z ust Kokosza taka deklaracja nie padła). Co prawda w tym samym albumie Kajko twierdził, że Jaga, Łamignat, a nawet Hegemon również są dziećmi Christy, ale to z kolei musimy uznać za figurę retoryczną, bo chyba nikt nie uwierzy, że Jaga z Łamignatem żyli w kazirodczym związku.

Przyjrzyjmy się więc Chriście, a konkretnie jego komiksowym wcieleniom. Autor dwukrotnie umieścił samego siebie w serii o Kajku i Kokoszu: w pierwszym i ostatnim odcinku, z tym że raz jako XX-wiecznego kronikarza, a raz jako XI-wiecznego skrzata. W ten sposób twórca spiął całą sagę klamrą tzw. "zburzonej czwartej ściany".

"Złote prosię", 1972"Mirmił w opałach", 1989

No i teraz zastanówmy się który z tych dwóch Christów mógł zostać ojcem Kajka. Czyżby ten współczesny, z Sopotu? Raczej nie, bo dzieliłoby go od własnego potomka prawie tysiąc lat. A zatem zostaje nam Christa-skrzat i jego syn... Kajko-skrzat. Zostawiam Was z drugim fragmentem drzewka genealogicznego, żebyście mogli to sobie w spokoju przetrawić. Gdyby coś Wam się tu nie kleiło, jestem otwarty na sugestie.

wtorek, 26 września 2017

Jak zostaliśmy doktorami humoris causa

W tym roku Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier (Łódź, 15-17.IX) był dla nas wyjątkowo udany. Podczas finałowej gali otrzymaliśmy Doktorat Humoris Causa, czyli Nagrodę im. Papcia Chmiela "za wybitne zasługi dla polskiego komiksu". Jest to najwyższe wyróżnienie przyznawane przez nasze środowisko komiksowe. W poprzednich latach laureatami byli m.in.: Krzysztof Teodor Toeplitz, prof. Jerzy Szyłak, dr Wojciech Birek, dr Adam Rusek, dr Tomasz Marciniak, Maciej Parowski i Śledziu. Czujemy się zaszczyceni i trochę onieśmieleni, że nas - zwykłych fanów z niszowego bloga "Na plasterki!!!" - postawiono w jednym szeregu z tak znakomitymi postaciami.


Pełną listę laureatów tegorocznego MFKiG wraz z uzasadnieniem znajdziecie tutaj. A pod spodem prezentujemy zdjęcia naszych niesamowitych trofeów, w które do dziś trudno nam uwierzyć. Dziękujemy Hegemonowi, który 7 lat temu wymyślił tego bloga, oraz wszystkim, którzy nas wspierali, pisali artykuły, podrzucali pomysły, rysowali fanarty itd. Bez Was nie byłoby tego sukcesu.


Poza odbieraniem doktoratów, w mieście Łodzi zajmowaliśmy się typowymi dla nas głupotami. Na przykład w piątkowy wieczór aktywnie (a nawet nadaktywnie) zwiedzaliśmy rewelacyjną wystawę Wojtka Łowickiego "Instytut Wszechzbytków profesora T'Alenta" w EC1. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że dostaniemy doktorat, bo gdybyśmy wiedzieli, z pewnością zachowalibyśmy więcej dostojeństwa.


Ostatnie zdjęcie to oczywiście nie wystawa, tylko festiwalowy biforek w Poleskim Ośrodku Sztuki, gdzie do upadłego brataliśmy się z delegacjami innych warowni, delektując się piwem (nomen omen) "Kapral Brown". Następne dwa dni wypełniły nam typowe eMeFKowe atrakcje: buszowanie po komiksowej giełdzie, słuchanie prelekcji i brylowanie w towarzystwie. W tym roku mieliśmy na wszystko czas, bo po raz pierwszy od wielu edycji nie prowadziliśmy żadnych pogadanek, nie rozdawaliśmy autografów, nie organizowaliśmy wystaw, a nawet nie pilnowaliśmy figurek. I tylko Łamignat zaszywał się czasem w kąciku, żeby razem z panią prezes Fundacji "Kreska" wystawiać certyfikaty Przyjaciela Kajka i Kokosza. Jeden z takich dokumentów dostał Tomasz Kołodziejczak z Egmontu (nota bene również doktor humoris causa), a potem chwalił się nim na spotkaniu z autorami "Łamignata Straszliwego".


Do zobaczenia za rok!
______________
Zdjęcia: dr h.c. Jarek Obważanek, mgr Krzysztof Skrzypczyk, Na plasterki!!!

środa, 20 września 2017

Vivu Esperanto!

Po wczorajszych rewelacjach mogłoby się wydawać, że pomysł "KiK + esperanto" to coś nowatorskiego. Otóż niezupełnie. W naszych przepastnych archiwach mamy dowód, że takie połączenie pojawiło się już w roku 1981, a więc niedługo po premierze... "Skarbów Mirmiła". Dowód ten kilka miesięcy temu kupił Przemek Soroka w antykwariacie na dworcu Warszawa Śródmieście. Był to zawinięty w folię list, a w nim:


Nie będziemy udawać, że znamy język Zamenhofa, ale niezawodny Google Translate podpowiedział nam, że jest to biuletyn międzynarodowego klubu esperantystów, rozsyłany do krajów Ameryki Południowej, Australii i Europy. Ten akurat egzemplarz na początku października nadany został do Iranu, nie trafił jednak do adresata i pod koniec listopada wrócił do Warszawy.


Na kopercie, pomiędzy rozmaitymi egzotycznymi napisami, widzimy pieczątkę "przesyłka nadeszła z zagranicy w stanie uszkodzonym", co oznaczało, że ktoś szukał ukrytych w liście dolarów. Zapewne bez powodzenia.


List prawdopodobnie nie wrócił do swojego nadawcy - być może dlatego, że dwa tygodnie później wprowadzono stan wojenny, wszystkie stowarzyszenia (za wyjątkiem PRON) zostały zawieszone, a korespondencja z Zachodem zaczęła podlegać ścisłej kontroli. Ale dzięki temu wiemy przynajmniej, że zagraniczni esperantyści już 36 lat temu mieli okazję poznać Kajka - co prawda nieoficjalnie, ale jednak.

wtorek, 19 września 2017

Oj, będzie się działo!

Zanim opowiemy o naszych przygodach na tegorocznym MFKiG (a zdecydowanie jest o czym opowiadać), musimy podzielić się rewelacjami ogłoszonymi przez Tomasza Kołodziejczaka podczas festiwalowych spotkań:


  • Powyżej widzicie próbną okładkę "Skarbów Mirmiła" w języku esperanto (oczywiście publikujemy ją jako pierwsi). Główni bohaterowie będą się nazywać Kajko kaj Kokoŝo, a zbójcerze - ŝteldatoj. Jak podaje Andrzej Kłopotowski z "Gazety Wyborczej", inicjatywa wyszła od prezesa Białostockiego Towarzystwa Esperantystów, pana Przemysława Wierzbowskiego, który podjął się również tłumaczenia. Wydanie ma zwieńczyć Rok Ludwika Zamenhofa (twórcy esperanto), ogłoszony przez UNESCO.
  • Z kolei "Szkoła latania" ukaże się po angielsku. Tłumaczem jest amerykański slawista Michael Kandel, mający m.in. na koncie przekłady powieści Stanisława Lema.
  • Red. Kołodziejczak potwierdził zapowiedź z Polconu o planowanej kolorowej edycji "Kajtka i Koka". Prawdopodobnie chodzi o dokończenie 12-zeszytowej serii "Kajtek i Koko w kosmosie" z lat 1991-1992. Jeśli możemy coś doradzić w kwestii kolorysty, to sugerujemy Piotra Bednarczyka.
  • Nasze przymiarki do integrala "Kajka i Kokosza" okazały się prorocze. Egmont naprawdę planuje wydanie zbiorcze, chociaż jeszcze nie teraz.

To podobno nie koniec atrakcji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, w najbliższych miesiącach czeka nas prawdziwa kajkoszowa ofensywa Egmontu. Hurra!

sobota, 9 września 2017

Kajko i Kokosz w integralu - podejście #3

Po przerwie wracamy do tematu zbiorczego wydania KiK. Dziś dla odmiany pokażę Wam wersję "dżambo", zaproponowaną przez Jarka Obważanka ze ś.p. WRAKa. Mamy tu tylko trzy, za to grubaśne tomiszcza: w pierwszym cały "Wieczór Wybrzeża" w formacie poziomym (jak w albumach KAW-u), w drugim pierwszy "Świat Młodych" i całą sagę o Milusiu, a w trzecim super-hity z drugiego "Świata Młodych", okres albumowy i dodatki. Zaletą jest połączenie układu chronologicznego z tematycznym, zaś wadą - wątpliwy komfort lektury i zaporowe ceny poszczególnych tomów. Obawiam się, że na takie wydanie pozwoliliby sobie tylko hardkorowi fani Janusza Christy, ale być może nie doceniam polityki cenowej Egmontu.

1 "Złoty puchar"
"Szranki i konkury"
"Woje Mirmiła"
(obj.: 281 str., pełne wersje, po 3 paski na stronę)
2 "Pasowanie"
"Szkoła latania"
"Wielki turniej"
"Na wczasach"
"Zamach na Milusia"
"Profesor Stokrotek"
"Urodziny Milusia"
"Łaźnia"
"Koncert Kaprala"
"Niespodzianka"
- scenariusz
"Skarby Mirmiła"
"Cudowny lek"

(obj.: 265 str.)
3 "Festiwal czarownic"
"Dzień Śmiechały"
"Srebrny denar"
"W krainie borostworów"
Kalendarz 1987
- A4
Kalendarz 1988 - A4
"Mirmił w opałach"

(obj.: 205 str. + wszystkie dodatki: wzornik, gra komputerowa, film animowany, puzzle, rysunki, szkice)

Pozostaje nam już tylko ustalenie spisu treści dodatków, ale to temat na osobny post. Jak zwykle czekamy na Wasze uwagi i propozycje.

środa, 30 sierpnia 2017

Krwawy Czarny Dajmiech

Seria o Kajku i Kokoszu ma tyle rozmaitych smaczków, że przy każdej kolejnej lekturze znajduję coś zaskakującego. Na przykład ostatnio, przeglądając albumy pod kątem integrala, zorientowałem się, że nie tylko Hegemon, ale i książę Włado ("Pasowanie") nosi zbroję po Dajmiechu ("Woje Mirmiła"). Przypomniało mi to slajd, który z lubością pokazujemy na naszych naplasterkowych prelekcjach, a przedstawiający ewolucję Dajmiecha w Hegemona. Teraz już wiem, że slajd był niekompletny i że naprawdę powinien wyglądać tak:


Począwszy od pierwszego szkicu Dajmiecha, wszystkie kolejne stadia noszą starożytną zbroję łuskową (używaną przez ówczesnych Germanów) oraz hełm z rozczapierzonymi skrzydełkami, które Christa "uczesał" dopiero w "Szkole latania". Powstaje w ten sposób cały ciąg negatywnych bohaterów, w który dość nieoczekiwanie wpasował nam się poczciwy książę Włado, zastępujący Mirmiła w niekanonicznym szorcie. Jego strój został niemal w 100% skopiowany z zagadkowego szkicu nazwanego przeze mnie Dajmiecho-Hegemonem. Księcia Włado śmiało można zatem nazwać produktem ubocznym ewolucji Hegemona.

No dobrze, ale co w tym towarzystwie robi Czarny Rycerz vel Zły Książę? Przecież to w ogóle nie jest postać z "Kajka i Kokosza", tylko ze starszych o 15 lat "Niezwykłych przygód Kajtka-Majtka"... Może i racja, ale co ja poradzę, że to właśnie po nim książę Dajmiech odziedziczył swoją szpetną gębę (a Hegemon wąsy).


I tu dochodzimy do mojego drugiego odkrycia, w dodatku znacznie ciekawszego. Otóż okazuje się, że podobieństwa między "Czarnym Rycerzem" i "Wojami Mirmiła" nie ograniczają się do fizjonomii szwarc-charakterów. Weźmy choćby nocne odwiedziny w alkowie księcia...


... albo egzekucję udaremnioną przy pomocy liny.


Takich powtórzonych scenek jest więcej. Kolejny przykład to duch z prześcieradła atakujący strażników.


A tu króciutki gag z bobrem, który dla fabuły jest zupełnie nieistotny, a jednak Christa i tak zdecydował się go powtórzyć, tylko z lepszą puentą.


Szczerze mówiąc, "Woje Mirmiła" nigdy nie wzbudzali we mnie entuzjazmu. Akcja wydawała mi się jakby posklejana ze średnio do siebie pasujących kawałków. Teraz przynajmniej wiem skąd to wrażenie. Zdaje się, że Christa albo cierpiał na chwilowy brak weny (między genialnymi "Szrankami i konkurami" i równie genialną "Szkołą latania"?), albo miał już w nosie "Wieczór Wybrzeża", bo wiadomo, że w tym czasie rozglądał się za nową pracą. Tak czy inaczej, zaczął szukać pomysłów w swoim pierwszym komiksie o średniowieczu z 1959 r. Zapewne dlatego w 1/3 historyjki wyrzucił Mirmiła z grodu i zastąpił go odpowiednikiem kajtkowego Złego Księcia, czyli Dajmiechem. To właśnie od tego odcinka zaczynają się podobieństwa z "Czarnym Rycerzem".

Recykling własnych pomysłów był w twórczości Christy zjawiskiem normalnym, ale tu mamy do czynienia z powtórkami na nieco większą skalę niż zwykle. Co nie znaczy, że największą, bo nic nie przebije "Na wczasach", o których sam autor mówił, że są remake'iem "Szranków i konkurów" (Wit, wikingowie). Jestem pewien, że komiksy sopockiego Mistrza skrywają jeszcze wiele takich niespodzianek. Jeśli wpadniecie kiedyś na trop jednej z nich, nie zapomnijcie do nas napisać i podzielić się odkryciem z innymi fanami.
___________
EDIT: Niespodzianka nr 1.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Kajko i Kokosz w integralu - podejście #2

Pierwsza przymiarka do integrala KiK spotkała się z bardzo pozytywnym przyjęciem. Pojawiło się też kilka ciekawych sugestii. Najważniejsza poprawka, zgłoszona przez Maćka Kura, Łamignata i Kleszcza, polega na upchaniu całej sagi o Milusiu w jednym woluminie. OK, dodaję "Cudowny lek" do tomu 5 (milusiowego), co wymusza kolejne ruchy, m.in. przesunięcie na sam koniec "Profesora Stokrotka" (Miluś tylko w jednym kadrze, odjechana fabuła pasująca do kalendarzy), scenariusza "Niespodzianki" (to nie jest komiks) i wszystkich dodatków. Ostatni tom przypomina teraz przewodnik po serii "Hugo". Aha, "Pasowanie" ląduje w tomie 4, ale zastanawiam się czy nie odesłać go do 7 razem ze "Srebrnym denarem". Na razie wygląda to następująco:

1 "Złoty puchar" - pełna wersja
(obj.: 125 str.)
2 "Szranki i konkury" - pełna wersja
(obj.: 174 str.)
3 "Woje Mirmiła"
(obj.: 119 str.)
4 "Pasowanie"
"Szkoła latania"
"Wielki turniej"
"Na wczasach"

(obj.: 110 str.)
5 "Zamach na Milusia"
"Urodziny Milusia"
"Łaźnia"
"Koncert Kaprala"
"Skarby Mirmiła"
"Cudowny lek"

(obj.: 140 str.)
6 "Festiwal czarownic"
"Dzień Śmiechały"
"Srebrny denar"
"W krainie borostworów"

(obj.: 132 str.)
7 "Mirmił w opałach"
Kalendarz 1987
- A4
Kalendarz 1988 - A4
"Profesor Stokrotek"
"Niespodzianka"
- scenariusz
(obj.: 88 str. + wzornik, gra komputerowa, puzzle, dodatkowe rysunki, szkice)

Ten układ integrala jest trochę chronologiczny, a trochę tematyczny, co też ma swój niezaprzeczalny urok. I co Wy na to?

środa, 23 sierpnia 2017

Kajko i Kokosz w integralu - podejście #1

Na komiksowych forach coraz częściej mówi się o zbiorczym wydaniu "Kajka i Kokosza", chociaż Egmont nie pali się do takiej edycji ("nie w tym roku"). Postanowiłem jednak przymierzyć się do podziału serii na tomy, żeby w ogóle ruszyć temat. Wyszło to nawet dość zgrabnie: najpierw idą paski z "Wieczoru" + demo (t.1-3), potem "Świat Młodych" (t.4), "Relax" i post-"Relax" (t.5), powrót do "Świata Młodych" (t.6), a na końcu okres albumowy (t.7). Wszystkie części mają zbliżoną objętość, po ok. 120 stron (w tym oryginalne okładki Christy), jedynie "Szranki i konkury" są nieco grubsze. Do tego trzeba dorzucić rozmaite dodatki, a więc szkice, ilustracje, artykuły, może jakieś wywiady itp., ale to zostawmy na później. Oto mój zarys integrala:

1 "Złoty puchar" - pełna wersja
(obj.: 125 str. + szkice)
2 "Szranki i konkury" - pełna wersja
(obj.: 174 str. + zwiastun, szkice)
3 "Woje Mirmiła"
"Pasowanie"

(obj.: 121 str. + szkice)
4 "Szkoła latania"
"Wielki turniej"
"Na wczasach"

(obj.: 108 str. + zwiastun, szkice)
5 "Zamach na Milusia"
"Profesor Stokrotek"
"Urodziny Milusia"
"Łaźnia"
"Koncert Kaprala"
"Niespodzianka"
- scenariusz
"Skarby Mirmiła"
(obj.: 114 str. + wzornik, puzzle, rysunki)
6 "Cudowny lek"
"Festiwal czarownic"
"Dzień Śmiechały"
"Srebrny denar"

(obj.: 124 str. + plakat, szkice)
7 "W krainie borostworów"
Kalendarz 1987
- A4
Kalendarz 1988 - A4
"Mirmił w opałach"
(obj.: 122 str. + gra komputerowa, puzzle, rysunki)

Trzeba się teraz zastanowić czy komiksy z "Wieczoru" powinny być w wersji gazetowej czy albumowej. Mnie na przykład marzy się przedruk wszystkich oryginalnych pasków w czerni i bieli, jak w najnowszym wydaniu "Kajtka i Koka w kosmosie", albo poziomo jak w żółtych albumach KAW-u. Wtedy ktoś musiałby zrekonstruować (i ewentualnie pomalować) kilkadziesiąt gazetowych pasków wyciętych z albumów lub przerysowanych w latach 80.



Kolor Piorunowski/SkrzydlewskiWersja oryginalnaWersja super-oryginalna

Za pozostawieniem samej kreski przemawia fakt, że tylko "Woje Mirmiła" zostali pokolorowani przez Christę (i to niekoniecznie przez Janusza), a malowanie "Szranków i konkurów" autor zakończył na planszy nr 13 i nigdy tych blaudruków nie wykorzystał. Podobnie sprawa wygląda z "Pasowaniem" (kolorowa tylko pierwsza plansza) i "Srebrnym denarem". Jak z tego wybrnąć?

Jeśli macie własne pomysły, sugestie lub uzupełnienia - piszcie. Pamiętajcie jednak, że na razie jest to wyłącznie ćwiczenie umysłowe dla fanów. Ale może kiedyś, wspólnymi siłami uda się coś w Egmoncie wylobbować.