sobota, 17 września 2016

Opowieści z Mirmiłowa

Miesiąc temu Egmont rozesłał do wszystkich twórców projektu "Kajko i Kokosz: Nowe przygody" ankietę mailową. Nasze odpowiedzi zostały wykorzystane w materiałach promocyjnych, a ponieważ były dość obszerne, siłą rzeczy nie wszystko się zmieściło. Oto moja ankieta w całości, okraszona kilkoma obrazkami z lamusa.

* * *

Moje dziecięce gryzmoły,
każdy wielkości paznokcia.
Czym był dla Pana komiks Kajko i Kokosz?

Był pierwszym rasowym komiksem, jaki widziałem. Miałem wtedy 10 lat, w łódzkim "Expressie Ilustrowanym" zaczął ukazywać się "Złoty puchar". Wciągnęło mnie po same uszy, wycinałem paski z gazet, wymieniałem się z kolegami na historyjki z gum do żucia. Kiedy okazało się, że "Złoty puchar" to tylko czubek góry lodowej, zaczęło się poważne kolekcjonerstwo i poważny research. 20 lat później, m.in. dzięki podpowiedziom samego Christy, udało mi się opracować jego pierwszą pełną bibliografię. Teraz prowadzę bloga "Na plasterki".

Jakie to uczucie tworzyć kontynuację przygód bohaterów jednego z najsławniejszych polskich komiksów?

Najbardziej cieszy mnie, że taka kontynuacja w ogóle powstała. Christa już w 2004 r. rozważał przekazanie serii Sławkowi Kiełbusowi (mam to nagrane na taśmie), nie wiedział tylko skąd wziąć scenarzystę. Zaproponowałem Rafała Skarżyckiego i tak powstały dwie próbne plansze "Zbójcerzy". Myślę, że dziś akceptacja dla takich eksperymentów jest znacznie większa. Gdy sześć lat temu ogłosiliśmy na blogu plebiscyt na nowego rysownika, tylko 2% czytelników zagłosowało przeciwko kontynuacjom.

"Zbójcerze" 2004, Kiełbus & Skarżycki.
Czy trudno naśladować styl Janusza Christy? Co stanowiło dla Pana największą trudność?

Gdyby to było łatwe, Egmont już dawno znalazłby wiernego naśladowcę. Mnie na przykład spory kłopot sprawiała zwięzłość dialogów i charakterystyczne grupowanie dymków. Christa, tworząc przez kilkanaście lat komiksowe paski, wypracował dość sztywne zasady kompozycji kadrów. Dla czytelnika jest to niedostrzegalne, ale jeśli nowy komiks ma choć trochę przypominać pierwowzór, trzeba się nieźle nagimnastykować.

O czym jest Pana historia z Mirmiłowa i czym zaskoczą nas Pana bohaterowie?

Mirmił, Wojmił i ich ojciec Próchmił.
Zaskoczą to mało powiedziane. Akcja rozgrywa się mniej więcej 20 lat przed "Złotym pucharem". Grodem rządzi ojciec Mirmiła, Kokosz jest jeszcze mały i samotny, zaś Kajko... No właśnie – kto z nas nie zastanawiał się czemu Kajko nie ma krewnych w Mirmiłowie? Dlaczego jest taki mądry, szlachetny i odporny na amory? Albo po co mu ta idiotyczna czerwona czapeczka? Teraz wreszcie poznamy szokującą prawdę.

Dlaczego warto śledzić nowe przygody Kajka i Kokosza?

Bo do opowiedzenia zostało jeszcze mnóstwo historii. Z trzech pierwszych odcinków "Złotego pucharu" (usunięto je z albumów) wiemy, że saga o wojach Mirmiła przekazywana była ustnie z pokolenia na pokolenie, a sam Christa znał ją od marynarzy Kajtka i Koka. To jasne, że na przestrzeni wieków rodziny bohaterów to i owo przekręciły albo przemilczały. Zapewne istniały też inne wersje, być może nawet ciekawsze, znane potomkom Kaprala, Wita, albo Jagi. Czy uda się do nich dotrzeć? Jasne, to tylko kwestia czasu.

Pierwsze trzy odcinki "Złotego pucharu" z "Wieczoru Wybrzeża", sierpień 1972.

3 komentarze:

  1. Dziecięce gryzmoły bezcenne! I przetrwały.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy możemy powiedzieć coś więcej o: "charakterystycznym grupowaniu dymków"?
    To bardzo ciekawe. Czy możemy to rozwinąć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne. Christa zaczynał od dymka w górnym rogu kadru, kolejny dymek doklejał do niego itd. W ten sposób tworzyły się całe grupy dymków (przykład 1, przykład 2). W paskach z "Wieczoru" jakieś 90% dymków znajdowało się u góry. To jest typowa maniera w starych komiksach humorystycznych.

      Usuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.