wtorek, 19 lipca 2011

77 i 1 (post okolicznościowy)

Dziś przypada 77. rocznica urodzin Janusza Christy... oraz pierwsza rocznica naszego bloga. Zbieżność dat była zupełnie przypadkowa, słowo zbójcerza. Po prostu 19 lipca 2010 nasz pierwszy post ukazał się na blogu, który miał jeszcze jakąś roboczą nazwę, nie pamiętamy już nawet jaką. O tym przedziwnym zbiegu okoliczności zorientowaliśmy się dopiero w zeszłym tygodniu. Tak czy owak, okrągły rok za nami i trzeba go jakoś podsumować.


Początkowo traktowaliśmy "Na plasterki" jak okienko wystawowe dla naszych zbiorów. Wydawało nam się, że tematów wystarczy najwyżej na kilka miesięcy i to przy bardzo oszczędnym gospodarowaniu postami. Tymczasem przez rok natłukliśmy aż 180 wpisów (a więc co drugi dzień) i takie sytuacje jak na obrazku zdarzały się rzadko. Zawsze kiedy brakowało nam pomysłów, z odsieczą przybywali fani, bombardując nas komentarzami i mailami o swoich znaleziskach. Niektórzy z nich stali się częścią plasterkowej ekipy. Na przykład nasz człowiek w Sopocie - Łamignat właśnie w tej chwili przygotowuje coś absolutnie rewelacyjnego. Wkrótce się przekonacie. I tak to się kręci, w atmosferze ogólnej życzliwości i zrozumienia dla naszego niegroźnego dziwactwa.

Tematów nie zabrakło również dlatego, że ten rok był wyjątkowo udany dla fanów Christy. Ukazały się aż dwie antologie komiksowe (gdańska i łódzka, tej drugiej towarzyszyła wystawa na MFKiG), Egmont wydał kolejną planszówkę z Kajkiem i Kokoszem, rozpoczęły się prace nad nową grą komputerową, a także figurkami. Komiksy Christy miały nowe edycje papierowe i reedycje elektroniczne. W Olsztynie wystawiono spektakl "Kajko i Kokosz", ukazał się film dokumentalny o autorze, a władze Sopotu zaczęły poważnie rozważać budowę komiksowej osady i pamiątkowej ławeczki. Były też mniejsze inicjatywy, jak choćby turniej wiedzy o "Kajku i Kokoszu", harcerski rajd trasą Mirmiłowską, czy wreszcie nasz konkurs "KiK c.d.". Oby tak dalej!

Wystawa na XXI Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier, Łódź 2010
Bartek KuczyńskiAndrzej Janicki

I to tyle tytułem podsumowania. A teraz dziękujemy wszystkim za pomoc i zaangażowanie, prosimy o więcej i wracamy do roboty. No i oczywiście na plasterki!!!

niedziela, 17 lipca 2011

Wojewódzki Christa

Już za dwa dni, 19 lipca będziemy obchodzić 77. rocznicę urodzin Janusza Christy. Z tej okazji na oficjalnym portalu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego "Wrota Pomorza" ukazał się artykuł Anety Konopackiej pt. "Niech co Krwawy Hegemon? Niech żyje! I na plasterki...", a Kajko i Kokosz pojawili się na stronie głównej jako bohaterowie tygodnia. Jest to kolejny pozytywny sygnał, że władze samorządowe Pomorza (najpierw na poziomie lokalnym, a teraz wojewódzkim) gotowe są sięgać po dorobek Christy by promować region i podkreślać lokalną tożsamość. Polecamy lekturę artykułu, mieliśmy w jego powstaniu skromny udział. A teraz idziemy za ciosem i przygotowujemy dla "Wrót Pomorza" kajtkowy wkład do kalendarium. Tymczasem gdzie indziej:
  1. W ramach obchodów 50-lecia sopockiego klubu Non-Stop, odbędzie się dziś wielka feta dla uczczenia 90. urodzin Franciszka Walickiego - ojca polskiego rock'n'rolla i scenarzysty komiksu "Hair po polsku".
  2. W serwisie Onet Gry ukazała się obszerna recenzja planszówki "Kajko i Kokosz: Wyprawa śmiałków". Podobało się i recenzentowi i zaproszonym do gry dzieciom.
  3. Sebastian Chosiński omawia kolejne Relaxy. W czwartym odcinku serii pt. "Podstępni Niemcy i 'komunista' Miluś" mamy aż trzy komiksy Christy ("Dżdżownica", "Bajka" o Ledzie i pierwszy odcinek "Kajka i Kokosza"), a w piątym pt. "Bohaterscy krasnoarmiejcy i internacjonalista Chrobry" - dwa ("Bajka" o Izobeldzie oraz "Pan paparura i pies Aj").
  4. Niejaki Kacper5 vel Hejhacz opublikował w sieci nowelkę pt. "Przygody Kapitana Mirmiła". Nie dajcie się nabrać, tekst nie ma nic wspólnego z "Kajkiem i Kokoszem", jest to amatorskie opowiadanie sf osadzone w świecie gry Spore. Autor nie zraża się krytyką i publikuje gdzie może: na forum Spore, na Małej Książnicy i na portalu Nowej Fantastyki.

piątek, 15 lipca 2011

Ruprecht, czyli fanart z klasą

Oto ciekawostka, na którą natknąłem się wiele lat temu, podczas mojego ulubionego zajęcia, czyli przeczesywania World Wide Webu w poszukiwaniu śladów Christy. Tym, tzn. tamtym razem poczciwy googiel wyrzucił mi stronę Marka "Ruprechta" Lewszyka, a na niej projekt fanowskiej kreskówki "Kajko i Kokosz". Twórca zaprezentował kilka kadrów oraz fragment filmu we flashu z opisem: "Sceny z filmu animowanego, którego jednak nie skończyłem... Może kiedyś?" (zrzut).

W 2004 roku strona zniknęła z sieci. Niestety, nie udało mi się zrobić kopii animacji, ale zachowały się screeny, które można obejrzeć także na waybacku. Jak widać na poniższych zdjęciach, całość prezentowała się rewelacyjnie. O samej fabule  ciężko coś powiedzieć, gdyż  patrząc na poniższe kadry mamy istny misz-masz z różnych albumów ( "Cudowny lek", "Szkoła latania" czy "Na wczasach").

TŁA DO FILMU

KADRY Z FILMU

Zwróćcie uwagę, że na samym dole strony Ruprechta znajduje się miniaturka rysunku Kokosza z joystickiem. Jest to ten sam obrazek, który prezentowaliśmy w wywiadzie z Piotrem Kulikiewiczem, ale akurat to zdjęcie zostało wykonane z oryginału, którego nikt dotąd nie widział... oczywiście poza Ruprechtem.

Marek Lewszyk, miłośnik grafiki trójwymiarowej, wykonał też model Kaprala, który znaleźliśmy w jego galerii na Forum 3D. Strona ta jakiś czas temu uległa poważnej awarii i prac Ruprechta nie można już tam obejrzeć. Na szczęście zapisałem kopie, które prezentuję poniżej.


Kilka lat temu udało mi się skontaktować z autorem. Jak się okazało, nie mieszka on już w Polsce, a ze względu na częste wyjazdy, trudno mu dotrzeć do materiałów. Niestety, po kilku mailach kontakt się urwał i prośby o dodatkowe informacje pozostały bez odpowiedzi. Panie Marku, jeśli nas Pan czyta, bardzo prosimy o kontakt.

czwartek, 14 lipca 2011

Relax i cenzura

Mam dzisiaj dla Was odkrycie, na które trafiłem - jak to zwykle "Na plasterkach" - zupełnie przypadkowo. Po publikacji posta o dziwnym liternictwie w szortach "Kajko i Kokosz", z ciekawości zacząłem przeglądać dymki również w innych komiksach Christy. Zacząłem od Relaxu i to był strzał w dziesiątkę.

W "Bajce dla dorosłych" pt. "Obella" moją uwagę zwrócił kadr z tekstem napisanym inną czcionką niż reszta komiksu. Sięgnąłem po album "Kajtek, Koko i inni" Egmontu i ku mojemu zdumieniu odkryłem tam nieco inny tekst, napisany przez samego Christę i do tego znacznie lepszy! Na poniższych zdjęciach doskonale widać, że literki w Relaksie były podrobione, a puenta została kompletnie zarżnięta. W wersji oryginalnej piękna Obella była raczej rozczarowana niemocą swego prześladowcy. Jednak takie erotyczne podteksty były chyba niedopuszczalne w magazynie dla dzieci i historyjkę ocenzurowano.

Relax nr 18 (1978)Kajtek, Koko i inni

Idąc za ciosem, zacząłem porównywać kolejne komiksy. W pamiętnej "Dżdżownicy" udało mi się znaleźć wspaniały przykład cenzury już nie obyczajowej, ale politycznej. Zmiana była bardzo subtelna. Cenzor o identyfikatorze J-116 (albo ktoś z redakcji) wyciął z ostatniego kadru słowo "głód". No bo jak to możliwe, żeby w socjalistycznej, mlekiem i miodem płynącej Polsce mógł zapanować głód? Koniec świata - tak, ale głód - nigdy!

Relax nr 4 (1977)
Kajtek, Koko i inni

Egmont z pewnością przygotował antologię "Kajtek, Koko i inni" z oryginalnych plansz, dostarczonych przez autora. A więc albo Relax nanosił zmiany na kopiach, albo poprawki zostały naklejone na oryginały (jak w "Urodzinach Milusia") i po latach odpadły. No i wreszcie mamy dowód, że cenzura - nawet jeśli była to tylko cenzura wewnętrzna - ingerowała w komiksy Christy, o czym sam rysownik nie lubił mówić.

Ostatnia zmiana, jaką udało mi się wychwycić, ma zupełnie inny charakter. Niektóre teksty z komiksu "Pan Paparura i pies Aj" mają wprawdzie po dwa warianty, ale wszystkie one wyglądają na dzieło Christy. Niewykluczone, że oryginalne plansze zostały w tych miejscach uszkodzone i rysownik musiał odtworzyć dymki, może nawet wiele lat później.

Relax nr 5 (1977)Kajtek, Koko i inni

A może Wy macie jakąś inną teorię?

wtorek, 12 lipca 2011

Jak nie należy drukować komiksów

Nasz przedwczorajszy post archeologiczny wywołał tak ożywioną dyskusję, że postanowiliśmy pozostać w kręgu krótkich historyjek o Kajku i Kokoszu. Jako suplement dla zbieraczy "wszystkiego i we wszystkich wydaniach" proponujemy mały cymesik z naszej Bibliografii.

Gdyńska firma Trefl kojarzy się wszystkim z koszykówką i puzzlami. Mało kto wie, że w latach 1996-1997 wydawała też czasopismo młodzieżowe "Magazyn dla dziewcząt i chłopców TREFL: Świat gier i zabaw". Tytuł gazetki był trochę długi, a żywot krótki - w sumie ukazało się 15 numerów. Na nabywców numeru pierwszego (wrzesień 1996) czekała wewnątrz spora niespodzianka w postaci epizodu "Kajka i Kokosza" pt. "Urodziny Smoka Milusia". Nie była to niestety nowa historyjka, tylko przedruk komiksu "Urodziny Milusia", znanego już wcześniej z KAW-owskiego zbiorku "Fortuna Amelii".

Wprawdzie czasopismo było kolorowe, ale komiks - nie wiedzieć czemu - został wydrukowany w wersji czarno-białej, a właściwie fioletowo-niebieskiej (str. 1-4) i zielono-żółtej (str. 5-6). Nie ułatwiało to co prawda lektury, ale ją na swój sposób urozmaicało. W kolejnych numerach "Trefla" prace Christy już się nie pojawiły, zapewne w trosce o wzrok młodych czytelników.


niedziela, 10 lipca 2011

Komiksowa archeologia

Przygotowując ten wpis natknęliśmy się na zagadkę, która w miarę rozwiązywania, rodziła kolejne pytania i żadnych odpowiedzi. Ale zacznijmy od początku...

Dwa tygodnie temu przypomnieliśmy "Łaźnię", jeden z czterech szortów o Kajku, Kokoszu i dorastającym Milusiu. Jak pamiętacie, ukazały się one w po-Relaxowych zbiorkach KAW-u: "Urodziny Milusia" i "Łaźnia" w "Fortunie Amelii" (1986), "Koncert Kaprala" w "Bambi" (1987), a "Profesor Stokrotek" w "Wygnańcu" (1988). Powstały jednak znacznie wcześniej, w roku 1979, i kolekcjonerzy zawsze mieli z nimi pewien kłopot.


Przede wszystkim - jaka była ich kolejność? Trzy 6-planszowe historyjki, tj. "Urodziny", "Łaźnia" i "Koncert", na pewno powstały w tym właśnie porządku. Świadczy o tym oryginalna numeracja stron, widoczna w zeszytach KAW-u, a usunięta przez Egmont. Składała się z dwóch cyfr w układzie X/Y, gdzie X oznaczał numer epizodu, a Y numer planszy. Np. środkowa "Łaźnia" miała numery od 2/1 do 2/6.

Ale co z one-shotem "Profesor Stokrotek"? Posiadał on odrębną, jednocyfrową numerację, od 1 do 9, i nie wiadomo w którym miejscu serii go umieścić. Po "Koncercie Kaprala" smok powinien mieć skrzydła, a tu nie ma. Więc albo "Stokrotek" narysowany był jako pierwszy, albo... Christa zapomniał o skrzydłach, tak jak w puzzlach zapomniał o nogach. My obstawiamy raczej wersję "przed" niż "po", ze względu na otwarte, prostokątne didaskalia, bardziej pasujące do "Gucka i Rocha", niż do "Kajka i Kokosza".

Najbardziej charakterystyczną cechą tych krótkich komiksów jest podział plansz. Zarówno wcześniej, jak i później, Christa stosował cztery rzędy kadrów, a tu mamy tylko trzy, więc i rysunki są większe. Dlaczego? Nie wiadomo. Do podobnego układu rysownik wrócił dopiero 8 lat później, w albumie "W krainie borostworów", ponoć z powodu pogłębiającej się wady wzroku.

Wyższe kadry to także wyższe postacie. Tak smukłych wojów nie znajdziecie w żadnym komiksie o Kajku i Kokoszu. Urośli? Schudli? Głowy im zmalały? Dość, że proporcjami ciała przypominają raczej dorosłych niż dzieci. To bez wątpienia pozostałość po realistycznym "Gucku i Rochu", którego Christa rysował w latach 1977-1978. Kolejną pamiątką po marynarskiej serii jest liternictwo w dymkach. Takiej czcionki, zupełnie innej niż w "Kajku i Kokoszu", Christa użył tylko raz - w "Kursie na półwysep Jork". Zwróćcie uwagę choćby na charakterystyczne "A".

Czcionka z "Gucka i Rocha" 2Typowa czcionka z "Kajka i Kokosza"

I tu z pomocą przyszedł nam Przemysław Soroka, szczęśliwy posiadacz oryginalnej planszy "Urodzin Milusia", którą prezentujemy poniżej. Okazuje się, że dymki dopisane zostały na kalce (zresztą dość niedbale) i przyklejone do kartonu. To kompletnie niepodobne do pedantycznego Christy, który teksty zawsze wpisywał bezpośrednio na planszach. A jednak te gryzmoły wyglądają na jego robotę, choć wykonaną nie piórkiem, tylko prawdopodobnie rapidografem. Czyżby rysownik uzupełniał dymki w redakcji, cudzym sprzętem, bo termin gonił?


Ale jaki termin? Przecież szorty przeleżały w szufladzie kilka lat. Zaglądamy więc na odwrotną stronę oryginału i... znajdujemy tam napis "RELAX NR 32". Wiemy już zatem gdzie ukazałyby się komiksy, gdyby Relax nie padł ofiarą stanu wojennego i nie został zamknięty na numerze 31. Wiemy też kiedy by się ukazały: na przełomie lat 1981/1982, czyli ponad dwa lata od realizacji! Nic dziwnego, że przy tak absurdalnie długim cyklu wydawniczym Christa przestał rysować do relaxowej "zamrażarki" i w 1980 roku wrócił do Świata Młodych.

A my wracamy do tajemniczych dymków. Zauważyliśmy, że w kilku miejscach spod kalki wystają ślady ołówka z wcześniejszą wersją dialogów. Widać też, że różnią się one od wersji "doklejonej" i zazwyczaj są dłuższe. Niestety, nie da się ich w całości odczytać bez oderwania kalki, a więc bez zniszczenia oryginału.


Czy ktoś z Was zdecydowałby się na taki akt wandalizmu? Pewnie nie, ale od czego macie ekipę "Na plasterki"? Otóż w międzyczasie do własnych zbiorów dokopał się Hegemon i okazało się, że również posiada oryginalną planszę "Urodzin Milusia". Postanowił poświęcić swój skarb dla nauki i delikatnie oderwał kalkę z pierwszego dymka. Zobaczcie co znalazł pod spodem. Nie dość, że tekst jest trochę inny, to jeszcze oryginalne napisy wykonane zostały normalną, kajkoszową czcionką. I o co w tym wszystkim chodzi? Jeśli ktoś ma jakieś wytłumaczenie, prosimy o sugestie, bo my jesteśmy zupełnie bezradni.

Tekst na kalceSzkic tekstu pod kalkąPierwotny tekst

EDIT: Rozwiązanie zagadki znajdziecie w artykule "Aparat profesora Mixtura i tajemnicze litery".

Przemysławowi Soroce serdecznie dziękujemy za zdjęcia, inspirujące maile i burzę mózgów.

środa, 6 lipca 2011

Festiwal czarownic w Sopocie

Dziś w nowej roli stałego współpracownika debiutuje nasz stary kompan Łamignat. Znacie go doskonale, tyle że pod pseudonimem Radgier. Łamignat co jakiś czas wpada do warowni, by swoim bacikiem i czarodziejską fujarką wspomóc biednych zbójcerzy w ciężkiej robocie. Powitajmy go gromkim "Wiwat!" i podrzućmy w górę. Tylko żeby spadając nam się nie wyślizgnął.

* * *

Arek Florek w swym wspaniałym, monumentalnym dziele "Świat dzielnych wojów" prześwietlił na wskroś najpopularniejszą serię Christy. Udowodnił, że miejsca i nazwy występujące w komiksach o Kajku i Kokoszu nie są jedynie wytworem wyobraźni autora, ale mają swoje odpowiedniki w realnym świecie. Chwilami jednak Florek nie jest pewny swoich hipotez, tak jak w przypadku Łysej Góry, którą umiejscawia w Górach Świętokrzyskich. Jednocześnie nie potrafi wytłumaczyć dlaczego góra raz oddalona jest od Mirmiłowa o wiele dni konnej jazdy a kiedy indziej znajduje się nieopodal grodu Kajka i Kokosza.

Próbując wyjaśnić tę niekonsekwencję, autor książki stwierdza, że "Łysą Górę, na której znajdowała się Szkoła latania, z tą, na której odbył się festiwal czarownic, łączy tylko wspólna nazwa. Tak naprawdę musiały to być dwie różne góry." Pomijając fakt, że w czasach Kajka i Kokosza pewnie każdy niezalesiony szczyt tak się nazywał, to hipoteza jest jak najbardziej słuszna.

Ta druga Łysa Góra, na której odbył się festiwal czarownic, leży w... Sopocie. Wśród mieszkańców miasta jest to miejsce bardzo popularne, znajduje się tam stok narciarski i wyciąg. U podnóża górki, przy ul. 23 Marca przez wiele lat mieszkał Janusz Christa, a w jej bezpośrednim sąsiedztwie znajdował się (i do dziś się znajduje) popularny bar "Sabat". Nie jest więc niczym dziwnym, że góra była dla twórcy inspiracją do umiejscowienia właśnie tam jednej z przygód Kajka i Kokosza. Jeśli dodamy do tego Międzynarodowy Festiwal Piosenki, odbywający się co roku w pobliskiej Operze Leśnej (także widocznej na zdjęciu satelitarnym), to okaże się, że pomysł na "Festiwal czarownic" dosłownie leżał na ulicy, a przy tym na sąsiedniej.

Blok, w którym przez wiele lat mieszkał Janusz Christa

poniedziałek, 4 lipca 2011

Świat dzielnych wojów PDF

Niech Was nie zmyli nasza nowa, wakacyjna winietka. My tu "Na plasterkach" wcale się nie opalamy, tylko w pocie czoła próbujemy dostarczać Wam atrakcji. Na przykład cały poprzedni tydzień, razem z Arkadiuszem Florkiem dopinaliśmy "Świat dzielnych wojów" - pierwszy naplasterkowy e-book! Stąd przejściowe trudności i chwilowy brak postów.

"Świat..." ukazał się w roku 2005 jako publikacja fanowska. Jej autor, a zarazem wydawca, drukarz i introligator, czyli Arek Florek rozsyłał egzemplarze znajomym i ludziom z tzw. branży. O książeczce zrobiło się głośno dopiero dzięki informacji na stronie "Zeszytów komiksowych" (2008) oraz publikacji fragmentów na Alei Komiksu (2009) i w samych "Zeszytach" nr 9. Jest to jedyne opracowanie o serii "Kajko i Kokosz", nic więc dziwnego, że ilekroć wspomnimy o nim na blogu, autor dostaje listy od fanów i musi dodrukowywać kolejne kopie. Do dziś wyprodukował ich 22, z czego jedną zostawił sobie.

Aby ulżyć Arkowi, jego drukarce i pracownikom poczty, udostępniamy dziś "Świat dzielnych wojów" wszystkim chętnym. Nie trzeba już pisać błagalnych listów, wystarczy kliknąć w okładkę lub tutaj (książka stoi też na regale WKKNP). Wersja elektroniczna w zasadzie nie różni się od papierowej - jedynie w rozdziale "Braki i zmiany" autor poszedł na drobny kompromis z Egmontem i zrezygnował z nadmiaru ilustracji, co naszym zdaniem wyszło nawet książeczce na dobre. Obrazki i tekst poddaliśmy kosmetycznej zaledwie korekcie, jest za to nowa okładka... a właściwie dwie, o czym przekonacie się czytając wszystko od deski do deski.

Plik PDF ma aż 18MB, więc może otwierać się dość wolno. Za to nadaje się do drukowania również w formie składanej broszurki A5. Życzymy ciekawej lektury i nie zapomnijcie podzielić się wrażeniami z czytelnikami bloga.

PS. Zachęcamy do lektury drugiej części opracowania Arka Florka pt. "Powrót do świata dzielnych wojów".

poniedziałek, 27 czerwca 2011

The American KiK?

Jeden z czytelników zapytał nas o tłumaczenia "Kajka i Kokosza". Odpowiedź brzmi: nic nam o tym nie wiadomo. Znaleźliśmy za to wzmiankę o KiK w amerykańskim komiksie "Trans Siberia" (kadr obok). Jego autor, Tom Kaczynski dzieciństwo spędził w Polsce, a od ponad 20 lat mieszka w USA. Więcej dowiecie się z wywiadu na Alei Komiksu.

Na blogu Toma odkryliśmy też link do tekstu "Sampling the Polish Comics Scene" profesora Henry Jenkinsa, słynnego amerykańskiego medioznawcy. Po zjechaniu suwakiem do ok. 1/3 strony, natkniecie się na okładkę "Festiwalu czarownic" i krótki akapit o "Kajku i Kokoszu". Prof. Jenkins (z którym miałem kiedyś przyjemność korespondować w zupełnie innej sprawie) znany jest w Polsce dzięki książce "Kultura konwergencji: Zderzenie starych i nowych mediów".

I jeszcze tradycyjna porcja niusów:
  1. W ostatnich dniach ukazały się dwie recenzje poprawionej edycji "Kajtka i Koka w Londynie". Pierwszą napisał Tomasz Nowak dla Gildii, drugą Mariusz Miros dla Alei Komiksu.
  2. Sebastian Chosiński wystartował z cyklem artykułów "Czar Relaksu". Na Esensji można już przeczytać omówienia dwóch pierwszych numerów Magazynu Opowieści Rysunkowych: tego z bajką o Kumkali i tego z "Zaginioną załogą".
  3. Specjalnie dla sopockiej publiczności kabaret Nowaki dorzucił do starego skeczu żart o Kajku i Kokoszu. Ich występ na festiwalu TOPtrendy 2011 możecie zobaczyć tutaj (niusa wygrzebał Arek Florek).
  4. Na portalu Toluna rozpoczął się pojedynek Kajka i Kokosza z Asteriksem i Obeliksem. Nasi mają przewagę, ale nie zawadzi im pomóc.
  5. 7 lipca rusza Rajd Grunwaldzki ZHP. Znamy już drużyny, które wybrały trasę Ziemi Mirmiłowskiej. Czego można się spodziewać? Zobaczcie na zdjęciach z objazdu.
  6. Tomasz Kołodziejczak z wydawnictwa Egmont zapowiedział ostatni tom "Kajtka i Koka" z premierowym materiałem (został "Kajtek i Koko na wakacjach", "Opowiadanie Koka" i pierwotna wersja "Opowieści Koka"). Chodzą też słuchy o uzupełninym wznowieniu jednego ze starszych albumów. Natomiast na twardookładkową reedycję "Kajka i Kokosza" na razie nie ma co liczyć.
  7. Jeśli tak jak my wypatrujecie komiksowych i dobranockowych figurek (w tym z "Kajka i Kokosza"), zaglądajcie co jakiś czas pod ten adres. Niczego więcej nie możemy zdradzić.

środa, 22 czerwca 2011

Łaźnia

W roku 1979 Janusz Christa narysował cztery krótkie, niepowiązane ze sobą epizody z Kajkiem i Kokoszem. Komiksy te miały ukazać się magazynie Relax po zakończeniu przygód Gucka i Rocha. Jednak, jak wiemy, czasopismo zakończyło swój żywot na 31 numerze, wraz z nastaniem stanu wojennego. Dopiero w drugiej połowie lat 80-tych Krajowa Agencja Wydawnicza wydobyła z szuflady rozmaite prace, które nie doczekały się publikacji w Relaksie i skleciła trzy albumy-składanki. Do jednego z nich, zatytułowanego "Fortuna Amelii" (1986), obok komiksów Jerzego Wróblewskiego i Zbigniewa Kasprzaka, trafiły dwa spośród czterech szortów z Kajkiem i Kokoszem: "Łaźnia" i "Urodziny Milusia". Dziś skupimy się na tym pierwszym.

"Fortuna Amelii"KAW 1986

"Łaźnia" znana jest głównie z publikacji KAW-u, ale premierę miała rok wcześniej, 6 grudnia 1985 na łamach Gazety Krakowskiej. Wydrukowana została w czerni i bieli na żółtym papierze - podobnie jak pierwsze, poziome "Szranki i konkury" czy "Złoty puchar". Zanim ostatecznie epizod ten włączony został do albumu "Urodziny Milusia", pojawił się jeszcze raz w dodatku do "Kaczora Donalda" (4/2003) pt. "Wielka księga magii i humoru". Ta jednorazowa, kolorowa gazetka Egmontu związana była z kampanią reklamową kompletnej reedycji "Kajka i Kokosza".

Gazeta Krakowska, 6.XII.1985"Wielka księga magii i humoru", 2003

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Porwanie Mirmiła

W listopadzie sporo uwagi poświęciliśmy grze komputerowej "Kajko i Kokosz" z roku 1994. Ta sympatyczna amigowa przygodówka błyskawicznie stała się hitem, doczekała się nawet czeskiej edycji. Ale nie wszyscy wiedzą, że o mały włos dostalibyśmy wtedy dwie gry, i to w niewielkim odstępie czasu. Pod koniec 1994 roku pisały o tym prawie wszystkie pisma komputerowe w Polsce, a dzisiaj my spróbujemy zgłębić temat.

Tą drugą grą, także na Amigę, miała być zręcznościówka. W gazetach pojawiały się rozmaite jej tytuły ("Kajko i Kokosz Arcade", "Kajko i Kokosz II"), a nawet różni wydawcy (Mirage Software, Seven Stars). Najobszerniejsza informacja ukazała się na łamach Gier Komputerowych nr 12/1994, uzupełniona kilkoma projektami lokacji i dynamicznymi ujęciami Kokosza (poniżej). Niestety, dwa miesiące później sprawa ucichła i już więcej się w prasie nie pojawiła.

Dopiero przed kilkoma laty temat ponownie wypłynął na Polskim Portalu Amigowym. Seria wywiadów z członkami grupy World Software (twórcy takich przebojów jak "Franko" czy "Doman") przyniosła sporo nowych informacji. Okazało się, że gra miała nosić tytuł "Kajko i Kokosz: Porwanie Mirmiła", a jej niedoszłym wydawcą był Mirage Software. Natomiast przyczyny porzucenia projektu nie są już tak oczywiste, bo każdy z rozmówców PPA zapamiętał to nieco inaczej.

Grafik Jarosław Szubert twierdzi, że projekt umarł już na samym starcie:
"Kajko i Kokosz" też był w bardzo wczesnej fazie, narysowałem kilka skrolowanych etapów i zanimowałem kilka postaci stworzonych przez Mariusza. Wszystkie te gry prawdopodobnie nigdy nie ukażą się na naszych monitorach.
Wspomniany Mariusz to drugi grafik - Mariusz Pawluk. Uważa on, że sprawa rozbiła się o priorytety wydawcy:
W sumie robiłem ten projekt w "międzyczasie". Pamiętam, że miałem z grafiki skończony jeden etap (jeśli chodzi o tło i całe intro, klatki animacji Kokosza i Kajka oraz kilku zbójcerzy). Pamiętam, że Tomek powołał już Kajka do życia i ten "biegał już nawet na joystiku". Gra miała być czymś podobnym do automatowego Asterixa od Konami. Niestety potem zmieniliśmy wydawcę, a głównym projektem był dla nas "Franko 2", tak że "Kajko i Kokosz" musiał zostać zepchnięty na dalszy plan.

A oto jaką wersję opowiedział Tomek, czyli programista Tomasz Tomaszek:
Tak, planowaliśmy zrobić taką bijatykę, na Amigę oczywiście. Z tego co sobie przypominam to pan Tomasz Mazur z Mirage twierdził, że Janusz Christa nie wyraził zgody na zastosowanie przemocy w produkcie w którym wykorzystana byłaby jego twórczość. Prace zarzuciliśmy, a po roku wyszła przygotowana przez inny zespół - przygodówka, którą pewnie pamiętacie. W sumie z grafik to było już parę rzeczy gotowe: animacje Kaprala i Kokosza.
Uwaga o zastrzeżeniach samego Janusza Christy zbieżna jest z relacją Piotra Kulikiewicza z Seven Stars, który też mówił nam, że twórca "Kajka i Kokosza" nie zgadzał się na brutalność w grze. I tu chyba należy upatrywać prawdziwych przyczyn odstąpienia od pomysłu.

Jednak po dziesięciu latach sytuacja zmieniła się diametralnie. W 2005 roku firma Play zrobiła to, czego nie udało się chłopakom z World Software (z poprawką na inną technologię). Najpierw wydała zręcznościówkę "Szkoła latania", a rok później kolejną - "Cudowny lek", i wyeksportowała je na wschód i na zachód. Albo Christa przestał przejmować się przemocą, albo nie miał wpływu na produkcje Play'a. Zresztą sami zobaczcie filmik i oceńcie, na ile te nowe gry zgodne były z duchem komiksów.


Kilka dodatkowych zrzutów z "Porwania Mirmiła" znajdziecie wśród niepublikowanych prac Jarosława Szuberta na stronie PPA.