poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Kosmozagadka 2.2: Gdzie te albumy?

Dzisiejszy tekst Radgiera kończy serię artykułów o "Kajtku i Koku w kosmosie" - najbardziej bodaj nieodkrytym komiksie Janusza Christy. Przyglądaliśmy mu się niemal od dwóch miesięcy, analizując wątki filmowe, analogie z "Gwiezdnymi Wojnami", autoplagiaty, geografię, wydania pirackie i przedruki z lat 70-tych. Czas na omówienie ostatecznej wersji albumowej. Przypominamy, że przygotowaną przez Radgiera ogromną tabelę, porównującą wszystkie wydania (w sumie aż 1291 pasków i 4 kadry) można, a nawet należy pobrać stąd.

* * *

ADAREX & WOJTEK-PRESS, 1991-1992

Na początku lat 90-tych Christa praktycznie przestał rysować nowe komiksy. Zapewne uznał, że z wcześniej stworzonego materiału będzie można wydać tyle albumów, że starczy do końca życia. Po wznowieniu "Londyńskiego kryminału", "Zwariowanej wyspy" i "Pojedynku z Abrą", zaczął przygotowywać do druku 12-albumową kolorową edycję "Kajtka i Koka w kosmosie". Wydawcą pierwszej części była spółka Adarex, której właścicielami byli Janusza Christa i Adam Kołodziejczyk, a następnych firma Wojtek-Press.


Otwierający serię tom pt. "Zabłąkana rakieta" wygląda jakby został w połowie odtworzony z gazetowych kserówek. Efekt nie był najlepszy i chyba dlatego Christa postanowił drugi album pt. "Twierdza tyrana" narysować praktycznie od nowa, w większości bardzo wiernie trzymając się oryginału. Podretuszowanych kopii z gazet jest tu zaledwie kilka. Najlepiej prezentuje się album trzeci, "Kosmiczni piraci", w którym tylko 15 pasków zostało przerysowanych, a reszta to stuprocentowe oryginały.

Jeszcze lepiej zapowiadały się następne tomy - "Przyjaciel Jol" i "Fatalny rozkaz", które miały powstać wyłącznie w oparciu o oryginalne stripy. Niestety, Wojtek-Press wycofał się z przedsięwzięcia i jedynym dowodem, że miały się ukazać, są projekty okładek na odwrocie "Kosmicznych piratów". Jak zauważył jeden z czytelników "Na plasterki", okładkę szóstego tomu prawdopodobnie miał zdobić rysunek wykorzystany przez Egmont, nie znamy jednak tytułu (poniżej próba rekonstrukcji).


Widać, że Christa starał się tak zredagować materiał (tzn. dokonywać odpowiednich cięć i zmian), by każdy album składał się z 46 plansz komiksu, tworzył spójną, zamkniętą historię i kończył się tzw. cliffhangerem, czyli nagłym zwrotem akcji, pozostawiającym czytelnika w niepewności co do dalszych losów bohaterów. Na przykład "Zabłąkana rakieta" kończy się słowami Koka: "Wiozą nas na swoją planetę. Już nie zobaczymy naszej ukochanej Ziemi".

Niestety, ten podział już w drugim tomie został zaburzony. "Twierdza tyrana" powinna zamknąć się kadrem, w którym Kajtek i Koko uciekają z walącej się siedziby Zarzura. Album ukazał się jednak bez strony tytułowej, przez co na końcu pojawiły się dwie dodatkowe plansze komiksu i cliffhangera diabli wzięli. Analogicznie, w "Kosmicznych piratach" po scenie katastrofy statku znów mamy dwie nadprogramowe strony. Założę się, że w czwartym albumie pt. "Przyjaciel Jol" na ostatnim kadrze mieliśmy zobaczyć bohaterów uwięzionych w mięsożernej roślinie (Egmont, str. 184), a "Fatalny Rozkaz" miał skończyć się kadrem, na którym Orionidzi Eta i Naam złowieszczo oświadczają: "Jesteście jedynymi obcymi istotami, którym pozwolono obejrzeć planetę Orionidów. Myślę, że nie zechcecie jej nigdy opuścić" (Egmont, str. 229).

Jeśli mielibyśmy spekulować na temat zawartości zaplanowanych przez Christę, ale niewydanych albumów, pewną podpowiedzią może być oryginalna plansza opublikowana na stronie "Tytus de ZOO" (powyżej). Rysownik nadał jej numer 270 i już z pobieżnych obliczeń wynika, że w wersji kolorowej fragment o Orionie miał być okrojony w stosunku do Wieczoru Wybrzeża, ale pełniejszy niż w gdańskim albumie WAG z roku 1974.

EGMONT & GIEŁDA KOMIKSÓW, 1999-2003

Na kolejny epizod "Kajtka i Koka w kosmosie" trzeba było czekać aż siedem lat. Fragment czwartego albumu pt. "Przyjaciel Jol" ukazał się w 10. numerze magazynu Świat Komiksu (marzec 1999). Nie oznaczało to jednak przejęcia i kontynuacji serii przez Egmont. Zamiast brakujących dziewięciu kolorowych albumów, dwa lata później dostaliśmy zbiorcze, czarno-białe tomisko, zawierające całą historię - aż 1120 pasków! A więc właściwie nie całą...

Do strony 158, odpowiadającej ostatniej planszy ze Świata Komiksu, wydanie zbiorcze Egmontu jest wierne w stosunku do edycji zeszytowej z lat 90-tych, z tym, że usunięto kolor i numerację stron. Dalej zaczynają się zmiany, ostre cięcia, a gdzieniegdzie uzupełnienia. Choćby widoczna powyżej plansza 270 - w wydaniu Egmontu ma numer 273. Oznacza to, że gdzieś pomiędzy stronami 159 i 272 do autorskiej wersji Christy dorzucono sześć pasków. Jednym z nich na pewno jest uszkodzony odcinek 451 [E 202b], a pozostała piątka to prawdopodobnie część stripów ze stron 213-218.

Im dalej, tym dziwniej. Pierwotne odcinki z Wieczoru Wybrzeża (jest ich tu łącznie około 1000) wymieszane zostały z paskami z gdańskiego albumu WAG, a nawet z Expressu Ilustrowanego. Blisko 200 odcinków skopiowano z gazet, a nie z oryginałów Christy i ich jakość momentami jest dość podła. Brakuje ponad 150 pasków. Ten stan rzeczy wynika z faktu, że część oryginałów po prostu zaginęła, a i autor w latach 70-tych dokonywał skrótów w materiale (pisałem o nich poprzednio). Wypadło też kilka gagów, które Christa podpatrzył u "konkurencji".

Są za to trzy nieznane wcześniej paski, przeznaczone dla Wieczoru, ale w nim nie opublikowane. Dwa z nich pochodzą z ocenzurowanej partii z grudnia 1970 (patrz: poprzedni artykuł), ale prawdziwą zagadkę stanowi trzeci, który prezentujemy poniżej [E 310a]. Wygląda na to, że magazynier-malwersant wydał się redakcji na tyle kontrowersyjny, że postanowiono go wyciąć, a właściwie zresocjalizować. Na następnym pasku [E 310b], który ukazał się w gazecie, magazynier wcale nie siedzi w areszcie i zdaje się, że nigdy tam nie był.

Odcinek nieopublikowany w Wieczorze Wybrzeża (między 669 i 670)

Największe cięcia dotknęły końcową część komiksu, gdzie brakuje aż 39 kolejnych odcinków. Epizod ten, opisujący perypetie Kajtka i Koka już po lądowaniu na Ziemi, mogliśmy poznać dopiero dzięki magazynowi Giełda Komiksów w latach 2002-2003 (nr 7-9). Historyjka ta ukazała się w wersji pokolorowanej, ale nie przez Janusza Christę.

Radgier

środa, 6 kwietnia 2011

Zbójcerze ze wschodu

Zbójcerze w swoich krzyżackich zbrojach kojarzą się większości z nas z Niemcami. Jest to oczywista, ale nie jedyna możliwa interpretacja. Radgier dopatrzył się wpływów francuskich, a Arkadiusz Florek pokaże nam dziś trop rosyjski, a w właściwie radziecki. Trzeba przyznać, że ta nowa koncepcja brzmi dość przekonująco, nie tylko ze względu na dokonania Florka (autora jedynej dotąd monografii o "Kajku i Kokoszu"), ale również w świetle odnalezionego wywiadu z Tygodnika Sopot i ostatniego naszego posta o partyzanckiej działalności rodziny Christów. W okresie wileńskim bracia rysownika strzelali i do Niemców i do Rosjan, a po wojnie do polskich komunistów, więc kto wie, czy Janusz Christa nie próbował w swoich komiksach przemycać ryzykownych politycznych aluzji?

* * *

Z zainteresowaniem przeczytałem tekst Radgiera o podobieństwach Zbójcerzy do żandarmów z Saint Tropez. Wypada pogratulować autorowi spostrzegawczości. Jednakże pozwolę sobie przedstawić swoją teorię na temat pierwowzorów Zbójcerzy.

Trzej z nich - Hegemon, Kapral i Oferma wcale nie kojarzą mi się z bohaterami popkultury, ale z postaciami historycznymi, które w niezbyt odległych czasach rządziły sąsiednim krajem - i nie było to dla Polski sąsiedztwo udane. Podobieństwa nie ograniczają się tylko do wyglądu zewnętrznego, ale dotyczą również charakteru i typowych zachowań.


Krwawy Hegemon, trzymający twardą ręką całą kompanię Zbójcerzy, przypomina mi Józefa Stalina. Obaj byli barczystymi osobnikami z charakterystycznym wąsem. Stalin, po pozbyciu się wszystkich politycznych przeciwników, sprawował przez wiele lat władzę absolutną w ZSRR. Kreował się na dobrotliwego ojca narodu, zupełnie jak Hegemon.


Kiedy Związek Radziecki po raz pierwszy najechał na Polskę w roku 1920, Stalin był komisarzem politycznym Frontu Południowo-Zachodniego. Wojskom bolszewickim nie udało się zdobyć Warszawy, zostały rozbite i musiały wycofywać się w popłochu. Podobnie Zbójcerze, często dostawali "tęgiego łupnia" od pozornie słabszych mieszkańców Mirmiłowa.


W 1939 r. Stalin był już lepiej przygotowany do ataku na Polskę, przede wszystkim dlatego, że znalazł sojusznika – Hitlera (a przynajmniej tak mu się wydawało). Podobnie Hegemon w "Festiwalu czarownic" sprzymierza się z Walwuchem z plemienia Rarogów, by napaść na Mirmiłowo... i zostaje przez niego wykiwany, tak samo jak Stalin przez Hitlera w 1941. Jednak w finale to Walwuch musi uciekać, a Hegemon z kompanią zostaje w pobliżu Mirmiłowa, chyba już na zawsze.


Przyjrzyjmy się teraz pozostałym zbójcerzom. Kapral - prawa ręka Hegemona, bez zastanowienia wykonuje jego rozkazy, a równocześnie czyha na stanowisko swojego wodza. Moim zdaniem jest to odpowiednik Ławrientija Berii, jednego z najbardziej zaufanych ludzi Stalina. Kapral przypomina też Berię kształtem nosa, podbródka i mizerną posturą.


Beria zajmował stanowisko Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRR, wicepremiera, a od 1945 r. marszałka ZSRR. Gdy Stalin dostał wylewu, to właśnie Beria bezskutecznie próbował przejąć po nim władzę (według innej wersji to wcale nie był wylew, tylko zamach zorganizowany przez Berię). Świadkowie obecni przy śmierci Stalina zeznali, że gdy wódz był nieprzytomny, Beria obrzucał go obelgami, a gdy odzyskiwał przytomność, klękał przy nim, a nawet całował go po rękach. Krótko mówiąc - ten sam typ podstępnego wazeliniarza co i Kapral.


Natomiast pierwowzorem Ofermy mógł być inny współpracownik Stalina – Gieorgij Malenkow, niepozorny, pulchny jegomość o owalnej twarzy. Malenkow był m.in. sekretarzem KC i wicepremierem. Po śmierci Stalina w 1953 r. zastąpił go na stanowisku premiera ZSRR, przez kilka dni pełnił nawet stanowisko sekretarza generalnego partii. Dwa lata później został zmuszony do złożenia samokrytyki. Oferma też musiał publicznie przyznać, że pluł wszystkim do kaszy, a przez chwilę był nawet kapralem. Tak więc obaj mieli co wspominać do końca życia.


Zdaję sobie sprawę, że dla wielbicieli twórczości Janusza Christy takie skojarzenia mogą być kontrowersyjne. Ale chyba każdy, kto choć trochę interesuje się historią, przyzna, że coś w tym może być. Nie tylko żart nawiedzonego fana.

Arkadiusz Florek

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Bracia Janusza Christy w komiksie

Olgierd Christa
Być może pamiętacie jak w "Wyznaniach spisanych" Janusz Christa opowiadał o partyzanckiej przeszłości swoich starszych braci. Po wojnie, zarówno Zdzisław Christa ps. "Mamut" (1925-2008), jak i najstarszy Olgierd ps. "Leszek" (1923-2004), "dyskutowali szybkostrzelną bronią palną" z władzą ludową - obaj jako żołnierze "Łupaszki", czyli majora Zygmunta Szendzielarza. Olgierd Christa (życiorys) został nawet dowódcą szwadronu po śmierci ppor. Zdzisława Badochy ps. "Żelazny".

I właśnie o "Żelaznym" opowiada najnowszy komiks Sławomira Zajączkowskiego (scen.) i Krzysztofa Wyrzykowskiego (rys.). Seria zaczęła się niedawno ukazywać w cotygodniowym dodatku do Rzeczpospolitej "Żołnierze Wyklęci 1943-1963". Postanowiliśmy spytać scenarzystę, czy znajdziemy tam któregoś z braci Christów. Oto co nam odpowiedział:

* * *

Sławomir Zajączkowski: Niestety, w komiksie "Żelazny" nie pojawi się nazwisko żadnego z nich – ani Zdzisława, ani Olgierda. Jak na standardy 32-stronicowego komiksu jest tu i tak zbyt wielu bohaterów wymienionych z pseudonimów: "Żelazny", "Łupaszka", "Orszak", "Zagończyk", "Jastrząb", "Regina". To w zasadzie najważniejsze postacie z otoczenia "Łupaszki" w tamtym czasie, dowódcy grup uderzeniowych, lub osoby ważne dla fabuły komiksu.

Mimo, że pseudonimy braci Christów nie padną, można ich będzie rozpoznać w niektórych scenach. Czegóż się nie robi dla miłośników "Kajka i kokosza" i pamięci Mistrza Janusza!

Obaj znani byli majorowi Szendzielarzowi jeszcze z okresu wileńskiego. Po wznowieniu działalności 5. Wileńskiej Brygady AK z początkiem roku 1946, znów pojawili się u boku dowódcy. I tak Zdzisław Christa ps. "Mamut" ok. 10 kwietnia dołączył do nowej grupy uderzeniowej "Łupaszki" dowodzonej przez "Jastrzębia" (ten ostatni żyje do dziś). Grupa zasłynęła m.in. ponad 700-kilometrowym (!) rajdem przez całą Polskę, z Pomorza do Wrocławia i Kłodzka, gdzie napadano na kasy Państwowego Monopolu Spirytusowego. To był malowniczy, brawurowy wypad. Brało w nim udział tylko czterech chłopaków, "Mamut" był kierowcą i to dzięki jego przytomności umysłu udało się ominąć punkt zaporowy KBW. Niestety, w drodze powrotnej grupa wpadła w kocioł w Bydgoszczy. "Jastrząb" ze swoją drużyną pojawi się w piątym odcinku "Żelaznego". Wsypa też...

Z kolei Olgierd Christa ps. "Leszek" był na pewno na zgrupowaniu "Łupaszki" wśród 12 żołnierzy, tuż przed podjęciem przez majora decyzji o wyjeździe w Bory Tucholskie. Musi więc być tutaj, w tej ciężarówce (odcinek szósty).


To właśnie Olgierdowi Chriście zawdzięczamy opis brawurowego przejazdu żołnierzy "Łupaszki" przez most na Wiśle (o tym będzie cały odcinek szósty).


Po dotarciu do Borów Tucholskich "Leszek" staje się bardziej widoczny - był wtedy zastępcą Zdzisława Badochy "Żelaznego". Niestety, na walki w Borach Tucholskich przeznaczyliśmy tylko jeden odcinek - ósmy, finałowy.

O Olgierdzie Chriście warto też wspomnieć w kontekście innego naszego komiksu pt. "Wilcze tropy: Zygmunt". Jego akcja także rozgrywa się wśród żołnierzy "Łupaszki", ale prawie rok wcześniej. We wspomnieniach Zygmunta Błażejewicza "Zygmunta", spisanych w książce "W walce z wrogami Rzeczpospolitej" są dwa zdjęcia Błażejewicza i Olgierda Christy z końca lat 90-tych. Na zdjęciach tych dwaj starsi panowie wspominają dawne przygody, gdy byli żołnierzami majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki".

S.Z.

* * *

Kolejne odcinki komiksu "Żelazny" będzie można także śledzić online, na specjalnie uruchomionej podstronie Rzeczpospolitej. Ale teraz chcielibyśmy Wam pokazać fragment jeszcze jednej planszy - fragment dość szczególny, o czym przekonacie się za chwilę. Według zapewnień Sławomira Zajączkowskiego, jednym z widocznych tu żołnierzy jest Zdzisław Christa ps. "Mamut". Wy jednak zwróćcie uwagę na numer rejestracyjny mercedesa.


Zapamiętaliście numer? OK, przeczytajcie więc o niezwykłej partyzanckiej "przygodzie", w której uczestniczyli wszyscy trzej bracia Christa - również Janusz. Poniższą relację znaleźliśmy w artykule Piotra Niwińskiego "Łupaszka w Sopocie".

Podczas ataku przeprowadzonego przez patrol pod komendą Józefa Bandzo – "Jastrzębia" na urząd pocztowy w Gdańsku-Oliwie przy ul. Armii Radzieckiej (dziś ul. Opata Rybińskiego), zakończonego rekwizycją 50 tys. zł, funkcjonariusze WUBP zapisali numer rejestracyjny samochodu użytego do akcji (mercedes z rejestracją A-50346). Na skutek tego 8 kwietnia [1946], w punkcie kontrolnym w Sopocie (na skrzyżowaniu obecnej ul. Bohaterów Monte Cassino i Alei Niepodległości), zatrzymano wspomniany samochód wraz z pasażerami. Aresztowani zostali wtedy trzej bracia: Olgierd, Zdzisław i Janusz Christa. [...] Zatrzymani znaleźli się w budynku PUBP Sopot. Jednak zimna krew obu braci i fakt, że jechało z nimi dziecko [czyli 12-letni Janusz - przyp. NP!], pozwoliły się wiarygodnie wytłumaczyć i po czterech dniach zostali zwolnieni.

No i teraz mamy problem. Nawet jeśli "Żelazny" nie jest komiksem o Januszu Chriście, to choćby ze względu na powyższy epizod, wypadałoby go umieścić w bibliografii. Tylko w którym dziale?

piątek, 1 kwietnia 2011

Lost, czyli Zwariowana wyspa

Niby wiedzieliśmy, że "Zwariowana wyspa" ukazała się w Czechach, a gry z Kajkiem i Kokoszem w kilku krajach europejskich, ale znalezisko przysłane przez Tomka, naszego czytelnika zza oceanu, zaskoczyło nas zupełnie. Jest to zdjęcie nowojorskiego Sunday News z roku 1976, a właściwie komiksowego dodatku do gazety. Górna historyjka to nic innego jak fragment "Zwariowanej wyspy", która była, jak się zdaje, ulubionym towarem eksportowym Christy.

Rysownik nigdy o tej publikacji nie wspominał - albo nic o niej nie wiedział, albo nie chciał się wychylać. Dziwne to trochę, bo za Gierka Stany Zjednoczone nie były już synonimem zła; w Warszawie od 1972 roku produkowano Coca-Colę, a w 1975 hucznie obchodzono 200-lecie USA. Zastanawiające jest natomiast co innego: zbieżność tytułu i tematyki z amerykańskim serialem telewizyjnym "Lost: Zagubieni" (bezludna wyspa, grupa rozbitków, elementy science-fiction). Gdyby tydzień temu ktoś nam powiedział, że producenci "Lost" mogli wzorować się na polskim komiksie, pewnie byśmy nie uwierzyli, ale w tej sytuacji...

Aby powiększyć, klikajcie w zdjęcie.

EDIT: Szczegóły w komentarzach.

czwartek, 31 marca 2011

(FANART) Kajko i Kokosz lepsi od Chopina

Dwuplanszówkę "Kajko i Kokosz: Bezrobotni" chcieliśmy Wam pokazać już kilka miesięcy temu, tylko nie mieliśmy odwagi. Ale ostatnio w polskim komiksie nastąpiło przewartościowanie. Nieskrzydlate słownictwo weszło do oficjalnego obiegu, pojawiło się nawet w historyjce o Chopinie. Akurat pod tym względem poniższy komiks jest prekursorski, a wręcz wizjonerski - starszy od "Chopina New Romantic" o kilkanaście lat i bijący go w wulgaryzmach na głowę.

Komiks ukazał się na łamach lubelskiego art-zina "Mała Ulicznica" w roku 1994. Były to trudne czasy totalnej prywatyzacji, likwidacji, zwolnień i kuroniówki, być może stąd wziął się jego bezkompromisowy ton (chcielibyśmy w to wierzyć). Ostrzegamy, że prezentowany niedawno "Walkman" to przy "Bezrobotnych" pełny wersal, nie jesteśmy nawet pewni, czy określenie "parodia" jest tu najtrafniejsze. Dzieciom kategorycznie zabraniamy klikania w obrazki!


Jeśli ktoś poczuł się urażony, niech potraktuje to jak przedwczesny żart prima aprilisowy. Innego nie przewidujemy.

poniedziałek, 28 marca 2011

Truchcikiem przez sieć

Po serii "poważnych" fanowskich analiz, czas na coś lżejszego. Oto najnowsze kajkoszowe niusy:
  1. Na Allegro pojawiły się znaczki z bohaterami komiksów Janusza Christy (na zdjęciu obok).
  2. Ceny portretów Kajka, Kokosza i Hegemona, namalowanych przez artystę z Lublina, spadły o ponad połowę!
  3. Ktoś wrzucił na YouTube'a fragment filmu Sławomira Malinowskiego z legendarnymi bielskimi animacjami "Kajka i Kokosza". Jeśli ktoś przegapił film na Planete i nie może się doczekać wersji dvd, najciekawszy kawałek może obejrzeć online.
  4. Recenzje gry planszowej "Kajko i Kokosz: Wyprawa śmiałków" pojawiły się na portalu dla rodziców Parenting.pl...
  5. ... oraz na Esensji. Obie oceny wysokie.
  6. Kolega Mamoń z portalu Independent zrecenzował "Kajtka i Koka w Londynie".
  7. Wirtualna Polska przedstawiła kolekcję zapomnianych polskich gier komputerowych, a wśród nich amigowego "Kajka i Kokosza".

środa, 23 marca 2011

Kosmozagadka 2.1: Na tropie stripa

Porównania wszystkich wydań "Kajtka i Koka w kosmosie" sami byśmy się nie podjęli. A Radgier się podjął i dokonał kilku wręcz sensacyjnych odkryć! Żeby lepiej zrozumieć zawiłości tematu, ściągnijcie tabelkę-gigant, przygotowaną przez naszego badacza. A teraz zapraszamy na pierwszą część artykułu. W tekście stosujemy następujące skróty: [E 128a] to górny odcinek ze str. 128 w wydaniu Egmontu, zaś [E 128b] to odcinek dolny.

* * *

Przyzwyczailiśmy się myśleć o komiksach Christy, że to zamknięte, skończone dzieła, w które nie powinno się zanadto ingerować. Tymczasem autor sam niejednokrotnie przerabiał swoje historyjki. Pod względem ilości zmian i remake'ów rekordowy jest "Kajtek i Koko w kosmosie" - najdłuższy serial Christy, składający się z 5000 kadrów i tworzony aż cztery lata (1968-1972). Materiał ten, obszerny ale i niejednolity, traktowany był potem przez rysownika jak zbiór epizodów, które można było dowolnie łączyć i przycinać, w zależności od zamówień. Na bazie odcinków z Wieczoru Wybrzeża autor przygotował dwie różne kompilacje (gdański album z 1974 roku i "Robot BX-27" z Expressu Ilustrowanego) oraz kolorową reedycję. Do każdej z nich stworzył po kilka nowych pasków, a inne przerysował, często zmieniając ich treść. Wszystkich kosmicznych stripów nie mają więc nawet posiadacze wydania "klubowego" z kompletem odcinków z Wieczoru.

ZACZNIJMY OD UCHA

Komiks ten, mimo czterdziestki na karku, wciąż kryje pewne tajemnice. Aby je rozwikłać, musimy porównać wszystkie jego kolejne wersje. Sprawą podstawową będzie tu odróżnienie pierwotnych pasków (celowo nie używam słowa "oryginalne", bo wszystkie są oryginalne) od dorysowanych później. I tu wychodzi nam naprzeciw sam Christa, którego kreska na przestrzeni tych czterech lat ulegała bardzo wyraźnym zmianom. Gdzieś w okolicach odcinka 828 rysownik zaczął systematycznie pozbawiać swoich bohaterów płatków małżowin usznych. Od odcinka 1139 nasi bohaterowie zaczęli pomału zmieniać się w Kajka i Kokosza i na stałe zyskali "okrągłe" uszy. Teraz już nie powinniście mieć problemu z wyłapaniem "dokrętek".

Odc. 1139 (z płatkiem)Odc. 1186 (bez płatka)

WIECZÓR WYBRZEŻA +5

Początkującym badaczom należy się wyjaśnienie, że pierwotna historia z Wieczoru miała o pięć pasków więcej niż wynikało to z gazetowej numeracji. Liczyła ona nie 1265, ale 1270 odcinków. Po odcinku 191 Christa cofnął numerację do 187, prawdopodobnie z powodu zwykłej pisarskiej pomyłki w trakcie rysowania kolejnej tygodniowej partii stripów. Stąd całe zamieszanie.

Pierwszy odcinek 191Drugi odcinek 191 (czyli 196)

OCENZUROWANA SZÓSTKA

To wcale nie koniec nadprogramowych pasków z Wieczoru. Pozostaje jeszcze kwestia kilku ocenzurowanych, zaginionych stripów z grudnia 1970. Z pewnością wszyscy znają tę opowieść - ponoć Christa w jednym z odcinków narysował pożar pałacu jakiegoś władcy z kosmosu, a w tym samym czasie zapłonął gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. Przyniesione do redakcji "prorocze" historyjki wylądowały rzekomo w koszu, a Christa musiał narysować nowe. I rzeczywiście, dwa dni po podpaleniu KW, w tzw. "krwawy czwartek" 17 grudnia ukazał się ostatni odcinek o numerze 777 [E 362a], następnie publikację komiksu na kilka dni przerwano, a wznowiono dopiero w środę 23 grudnia. Albo autor potrzebował tyle czasu, żeby narysować nowe paski, albo powodem była nieoficjalna żałoba – tego nie wiemy. Natomiast faktem jest, że jeden z wycofanych stripów wypłynął już dwa miesiące później jako ilustracja do wywiadu z Christą pt. "Nie strzelajmy do komiksów" w Ilustrowanym Kurierze Polskim. Wyjęty z kontekstu, nie wywoływał oczywiście żadnych politycznych skojarzeń.

Odcinek ocenzurowany, Ilustrowany Kurier Polski 07.02.1971

Okazuje się, że również inne paski pochodzące z tej wycofanej partii nie zaginęły, tylko przeleżały kilkadziesiąt lat w szufladzie rysownika. Dwa z nich udało mi się odnaleźć w miejscu, którego nikt by się nie spodziewał, a mianowicie… w wydaniu zbiorczym Egmontu, wrzucone w złej kolejności pomiędzy odcinki "oficjalne" [E 362b i 363b]. Znamy więc aż trzy ocenzurowane stripy, które nigdy nie ukazały się w Wieczorze, ale pomiędzy nimi wyraźnie czegoś brakuje, stąd wiadomo, że było ich więcej. Christa twierdził, że musiał wtedy przerysować całą tygodniową partię, czyli sześć, ale liczba ta mogła być nieco inna. Swoją drogą, ciekawe jak potoczyłyby się dalsze losy Kajtka i Koka, gdyby autor nie musiał zmieniać fabuły?

Odcinki ocenzurowane, Egmont str. 362-363

GDAŃSKI ALBUM

Pierwsza albumowa wersja "Kajtka i Koka w kosmosie" ukazała się w sierpniu 1974. Zawierała tylko 188 pasków. Autor wybrał sześć fragmentów komiksu i połączył je w niekoniecznie chronologiczny sposób. Żeby je skleić, wystarczyło mu 8 nowych stripów i poprawki w zaledwie kilku "pierwotnych" odcinkach (2 kadry zamienił na nowe, 3 inne nieznacznie przerobił, a w 17 ograniczył się do zmian tekstu). W sumie niewielkim nakładem pracy udało się stworzyć całkiem zgrabną opowieść. Skrócony początek i finał wyszedł zresztą komiksowi na dobre i Christa też chyba uznał to za lepsze rozwiązanie, bo wykorzystał je w znacznie późniejszej zbiorczej edycji.

Cała dorysowana strona w albumie gdańskim. Uwaga na okrągłe uszy!

ROBOT BX-27

W tym samym roku, 29 kwietnia 1974 w łódzkim Expressie Ilustrowanym zaczął się ukazywać kolejny przedruk. Była to już oczywiście inna historia, znacznie dłuższa, składająca się z 737 odcinków (oficjalnie 747, bo znów mamy pomyłkę w numeracji, ale na plus). Tym razem autor dodał 9 nowych pasków, 1 przerysował, a w 12 zmienił tekst. Wybrał wątki z udziałem robota-odkurzacza i starał się nie dublować odcinków z wydanym dopiero co albumem - powtórzył ich niespełna 80. Tak to wygląda w teorii.

Zwiastuny "Robota BX-27", Express Ilustrowany 27.04.197425.04.1974

Czy rzeczywiście Christa tak to sobie sprytnie zaplanował? Kapral twierdzi, że niezupełnie. Zaledwie cztery dni wcześniej, 26 kwietnia, Express zakończył publikację "Złotego pucharu" (tu komiks nazywał się "Złoto Mirmiła"). Serial ten był w Łodzi bardzo popularny i redakcja zapewne wolałaby następną historię o Mirmiłowie niż nowy komiks i nieznanych bohaterów. Obydwa zwiastuny "Robota BX-27" kusiły zresztą kadrami ze "Szranków i konkurów". Ale w tym czasie Christa nie miał innego "Kajka i Kokosza" do zaoferowania. Oryginały "Szranków" znajdowały się prawdopodobnie w redakcji Expressu Poznańskiego, gdzie historyjka ukazywała się z niewielkim przesunięciem w stosunku do Wieczoru Wybrzeża, a "Woje Mirmiła" byli dopiero w planach. Pewnie dlatego rysownik najpierw wysłał do Łodzi namiastkę "Kajka i Kokosza", czyli quasi-średniowieczne odcinki "Kajtka i Koka w kosmosie", a dopiero potem te typowo kosmiczne.

ZAGINIONA SETKA

Niestety nie wszystkie paski dotarły na miejsce. Pamiętacie zapewne słynny list (Wieczór Wybrzeża, 30 marca 1974), w którym autor rozpaczliwie apelował o zwrot skradzionej na poczcie paczki z setką odcinków dla Expressu. Przez całe dziesięciolecia panowało wśród fanów przekonanie, że paski te zaginęły bezpowrotnie. Jednak szczegółowa analiza wszystkich wydań nie pozwoliła mi zidentyfikować tej zaginionej partii. Sto przerysowanych stripów z wydania Egmontu [E 47a-101b] to materiał, który ukazał się w Expressie, więc z pewnością nie o nie chodziło. Wykonaliśmy z Kapralem intensywną e-mailową burzę mózgów i prawie jednocześnie olśniła nas pewna myśl, o której opowiem trochę niżej...

Na razie skupmy się na faktach. Łódzki remake rozpoczął się dwoma zupełnie nowymi odcinkami, zatytułowanymi "Robot X-27". Począwszy od trzeciego paska, winietka była już inna, z napisem "Robot BX-27". Wprawdzie w komiksie ani razu nie pada imię robota, ale to chyba ten drugi tytuł był oryginalnym pomysłem Christy, a pierwszy - pomyłką Expressu. Następnie mamy przygody w imperium Apodyktusa i lot na Ziemię [E 359a-544b], a potem powrót niemal do początku sagi [E 20b-200a].

"Robot BX-27", Express Ilustrowany 29-30.04.1974. Dorysowane odcinki 1-2.

WIELKA IMPROWIZACJA

Cała koncepcja tej kompilacji (kolejność, skróty) wydaje się improwizowana. Christa wyraźnie wspominał w liście o "połowie" opowieści, a więc pierwotnie historia miała liczyć tylko 200 odcinków, ale potem się rozrosła. Jak zauważył Kapral, zmiany kreski w kolejnych dorysowanych odcinkach-wypełniaczach wskazują, że nie zostały one przygotowane od razu w roku 1974, lecz powstawały na bieżąco, w miarę publikacji. Na przykład dwa poniższe paski "łącznikowe" [pomiędzy E 38a i 51b], opublikowane na początku 1976 roku, wyglądają już jak "Kajko i Kokosz" ze Świata Młodych - z ograniczonym do minimum tłem i znacznie grubszą czcionką. Tak rysował Christa dopiero gdy przestawił się na kolor.

"Robot BX-27", Express Ilustrowany - luty 1976. Dorysowane odc. 438-439.

Zupełnym kuriozum jest słynny kadr z odcinka 741, w którym Koko, zamiast marynarskiej czapeczki, ma na głowie hełm Kokosza [E 193b]. Swoją drogą, ciekawe dlaczego akurat ta wersja paska znalazła się w wydaniu zbiorczym, skoro część odcinków i tak pozyskano z gazet, zamiast z oryginałów? Egmont prawdopodobnie wykorzystał wszystkie oryginalne paski jakie udostępnił Christa, również te z remake'ów, nadrabiając kopiami tylko tam, gdzie było to niezbędne do posklejania wątków (o tym opowiem w następnym artykule). Nikt chyba nawet nie zauważył błędu Christy - czy też jego żartu, jak twierdzą niektórzy. W albumie znajdziecie też inne łódzkie "dokrętki" [E 414a, 414b, 455a, 506a, 506b].


"Robot BX-27" zakończył się nagle i bez udziału autora. Po odcinku ze smokiem [E 200a] pojawiły się dwa finałowe paski, zwyczajnie skopiowane z gdańskiego albumu, o czym świadczy marna jakość tych fragmentów, które w zeszycie wydrukowane były na kolorowo (zwłaszcza dopisane dymki). Na domiar złego jakiś anonimowy grafik paskudnie dorysował kadr, żeby zachować pozory ciągłości. Być może nastąpiło jakieś nieporozumienie na linii autor-redakcja, albo następne odcinki nie dotarły na czas. To już na zawsze pozostanie w sferze spekulacji. [Niezupełnie...]

"Robot BX-27", Express Ilustrowany. Odc. 746-747.

KAJKO I KOKOSZ NA PLANECIE X

W roku 1983 Express przedrukował kolejny fragment "Kajtka i Koka w kosmosie", ten o Burblach i Łąkalach [E 307a-354b], pod kuriozalnym tytułem "Kajko i Kokosz na planecie X". Tym razem gazeta własnym sumptem wykonała nie tylko ostatni, ale i pierwszy odcinek. Wyszło to topornie i bez pomysłu, jakby próbowano na siłę wykorzystać resztki materiału po "Robocie BX-27". Może zresztą tak było? Może "Planeta X" to właśnie zawartość paczki, która zginęła w roku 1974 - z tym, że zawieruszyła się nie na poczcie, ale... w redakcji Expressu, a po latach odnalazła się gdzieś za szafą. Co za tym przemawia? Po pierwsze, odcinków "Planety X" było blisko sto, czyli mniej więcej tyle, co zaginionych. Po drugie, bezpośrednio poprzedzały one początek "Robota BX-27". Po trzecie, przygody wśród średniowiecznych Burbli wręcz idealnie wpisywały się w lukę po "Kajku i Kokoszu", znacznie lepiej niż epizod o Apodyktusie.

"Kajko i Kokosz na planecie X", Express Ilustrowany 1983. Odcinek pierwszy i ostatni.
Paski prawdopodobnie narysował Eustachy Lech Karłowski.

ODNALEZIONA SETKA?

A oto jak moim zdaniem miał wyglądać w roku 1974 początek łódzkiego przedruku. Historia miała rozpocząć się mniej więcej od odcinka 649 [E 299b]. Prawdopodobnie z nieopublikowanych, rzekomo zaginionych stripów "Robota BX-27" pochodzi kosmetyczna i tylko tu widoczna zmiana tekstu w pasku 651 [E 300b] oraz poważniejsza w odcinku 660 [E 305a]. W tym ostatnim, dopisana wzmianka o "straszliwych potworach" (żubry?) wskazuje, że Koko "zapomniał" o ataku Szprechów, a więc dwa poprzednie odcinki, w których ginie tytułowy robot BX-27 [E 304], miały zostać usunięte. Może to również tłumaczyć, dlaczego Christa tylko w jednym odcinku [E 304a] nie zmienił nazwy Szprechowie na Burble - po prostu pasek ten miał się nie ukazać w Expressie.

Tekst Koka z odc. 660 WW: "Wstaje dzień.
Minęła pierwsza noc na tej nieznanej planecie"
Tekst Koka z odc. 660 WW:
"My ich już także poznaliśmy"

W sumie pocieszający jest fakt, że większość pasków z "Planety X", również tych ze zmianami, została przedrukowana w albumie Egmontu z oryginałów. Oznacza to, że autor po latach odzyskał przynajmniej część "zgubionych na poczcie" odcinków. Martwi natomiast fakt, że w edycji zbiorczej i tak widać ogromne braki w materiale źródłowym, ale o tym między innymi opowiem w następnym odcinku.

Radgier (& Kapral)