sobota, 21 sierpnia 2010

Skąd się biorą okładki?

Czy zastanawialiście się kiedyś skąd się biorą okładki do komiksów? To znaczy wiadomo, że normalnie rysuje je rysownik... A gdy na rysownika nie można liczyć? Z taką sytuacją od dziewięciu lat boryka się Egmont, kompilując "nowe" okładki Christy ze starych, a jeśli ich nie ma, to z czego się tylko da.

Metoda pierwsza: "na zapchajdziurę". Bierzemy dowolne puzzle Christy (a było ich sporo), nieważne czy pasuje do fabuły, czy nie, dodajemy napis i gotowe. Ten wariant zastosowano w trzecim tomie "Złotego pucharu" (oryginalnie były tylko dwa) i w "Urodzinach Milusia".


Metoda druga: "na malucha". Oczywiście lepiej mieć rysunek, który pasuje, choćby nawet najmniejszy. Do brakującej okładki "Szranków i konkurów" użyto pożółkłego zwiastunu z Wieczoru Wybrzeża, wielkości komiksowego kadru. Po monstrualnym powiększeniu i kilku korektach tła (drzewo), efekt naprawdę cieszy oko.


Metoda trzecia: "na blueboxa". Tym razem mamy idealnie pasujący obrazek, nawet dość duży, ale bez tła. Nakładamy więc postacie na jakiś widoczek (jak w filmach z Godzillą), najlepiej komputerowo zmontowany z fragmentów komiksu. Nie przejmujemy się, jeśli perspektywa trochę się przy tym sypie. Trick zastosowano w trzecim tomie "Wojów Mirmiła". Gdy termin goni, widoczek można od biedy zastąpić tajemniczą zieloną mgłą ("Śladem białego wilka").

"Rozprawa z Dajmiechem", ilustr. ze strony tytułowej

Metoda czwarta: "na makatkę". Jeśli nie mamy ani puzzli, ani zwiastunów, ani dodatkowych rysunków, to trzeba wziąć nożyczki (wirtualne oczywiście) i mozolnie powycinać z komiksu różne postacie, mebelki, drzewka, chmurki itp. Im tego więcej, tym lepiej. Następnie układamy z nich mniej lub bardziej sensowną całość. Takie makatki pojawiły się w tomach "Poszukiwany Zyg-Zak", "Profesor Kosmosik" i "Na tropach pitekantropa".


Jak widać, używając wyłącznie oryginalnych elementów, stworzyć można jeszcze wiele wspaniałych, prawie oryginalnych rysunków Christy. Z tym, że "prawie" robi wielką różnicę.

7 komentarzy:

  1. Kompletny brak dbałości o zachowanie konwencji okładek albumów. Czy Christa kiedykolwiek kładł kolory komputerowo ? Czy tak wielkim problemem jest znalezienie porządnego kolorysty ?
    Okładka "Wojów Mirmiła" to prawdziwy rodzynek wśród tych wymienionych. Czy w podobny sposób nie można było pokolorować okładki "Szranki i Konkury" - te gradienty strasznie kłują w oczy.
    Ale najgorsze są te montowane z wydań zbiorczych.To ładnie wyglądało w "Giełdzie komiksów" ale nie w profesjonalnym wydaniu ! Kolory robione były chyba w Microsoftowym Paincie...już lepiej by to wyglądało, gdyby ich nie było co nawet pasowałoby do czarno-białych komiksów w albumie. No ale tak to jest jak się to robi na odwal... Pomijając Kajka i Kokosza to mało, który komiks został wydany w komplecie, zgodnie z oryginalnym wydaniem prasowym - wystarczy przestudiować bibliografię - tu brakuje 1, tu 20 tam 100 odcinków.Albo kompletnie pomylono różne przygody - poczytajcie tutaj (http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/klasyka_polskiego_komiksu/14/wpadka), ale kto tam sobie będzie zawracał głowę takimi pierdołami...

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat co do gradientów, to bym podyskutował. Zwróć uwagę, że oryginalne okładki "Kajka i Kokosza" u góry płynnie przechodzą w biel. Myślę, że gdyby w latach 80-tych Christa mógł używać programów graficznych, to chętnie by z takiego ułatwienia skorzystał, zamiast pitolić się z dorabianiem ekoliny. On w ogóle niespecjalnie lubił kłaść kolor, część roboty wykonywali za niego tzw. murzyni (może kiedyś o tym napiszemy).

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początek chciałbym pogratulować autorowi genialnej...nie...nie genialnej...rewelacyjnej i po prostu cudownej strony na temat twórczości Wielkiego Janusza Christy. Bez wątpienia zasługuje na coś tak pięknego. Jaka szkoda tylko, że w dzisiejszych czasach nie ma wydawnictwa, które podjęłoby się wydać takie monografie drukiem. Tak więc należy cieszyć się tym, co jest w internecie.
    Za co autorowi tego bloga bardzo dziękuję!!

    Co do okładek...
    Mnie akurat te okładki przypadły do gustu. Widywałem gorsze. Niestety jeśli już się czepiać, to trzeba to zwalić na winę komputerowego wykonywania grafik oraz współczesnego druku. Raczej coraz trudniej uzyskać stary styl. To samo tyczy się dla przykładu - okładek płyt czy plakatów. Nie cierpię dzisiejszych projektów tego typu. Niestety wszędobylski komputer odbiera trochę autentyzmu rysunkom. Niestety coraz więcej autorów komiksów korzysta z takich nowoczesnych udogodnień.
    Co do komiksów Egmontu. Jedyne do czego mógłbym się czepić to fakt, że nie zachowali jednak oryginalnego poziomego formatu. Muszę też dodać, że ja bardzo lubię oryginalną formę 'Złotego Pucharu' i 'Szranki i konkury' czyli żółty papier i czarna kreska. Dla mnie to ma urok. Tak więc mógłbym żyć bez tego koloru, ale cóż takie czasy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękujemy za miłe słowa. Twórczość Christy na tym blogu tną NA PLASTERKI Hegemon i Kapral :-)

    Odnośnie drukowanych opracowań - polecamy lekturę "Wyznań spisanych" oraz 9-tego numeru "Zeszytów komiksowych" - obowiązkowe pozycje dla fana J.Christy.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Na plasterki!
    "Do brakującej okładki "Szranków i konkurów" (...)

    "Szranek", nie "szranków". Nie wymądrzałbym się, gdybym sam w latach 80. nie odbywał podróży po słowniku języka polskiego w celu sprawdzenia cóż to te "szranki" są.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mickiewicz pisał "szranków", Niemcewicz pisał "szranków", teraz Komuda pisze "szranków", to i my nie będziemy się wychylać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem za "szranków", ale przeciw "Kajki i Kokosza", które widać na miniaturce w Wieczoru Wybrzeża :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.