piątek, 15 kwietnia 2011

Puzzle na życzenie

Myśleliśmy, że czeklista załatwi temat puzzli, ale naszych czytelników trudno zadowolić. Otrzymaliśmy wiele próśb o zdjęcia pudełek en face, żeby można było zobaczyć najważniejsze, czyli grafiki Janusza Christy. Nasz klient nasz pan, prosimy uprzejmie:


A jeśli ktoś miałby ochotę przyjrzeć się jeszcze dokładniej, może zapolować na niepocięte puzzle, zwane przez ultrahardkorowych kolekcjonerów "plakatami". Takie rarytasy niezwykle rzadko (ale jednak) trafiają się na Jarmarku Dominikańskim. To są naprawdę DUŻE obrazki. W tradycyjnym procesie produkcji, plansza z grafiką była drukowana na offsecie, następnie naklejana na karton i na końcu cięta na elementy specjalnym wykrojnikiem (ten sam wzór puzzli mógł być cięty różnymi wykrojnikami, o czym można się przekonać próbując dosztukować brakujące elementy z innego, teoretycznie identycznego zestawu). Czasami jednak zdarzało się, że przed pocięciem niektóre plansze cichaczem wypływały z drukarni. I całe szczęście!

wtorek, 12 kwietnia 2011

Konkurs wiedzy o Kajku i Kokoszu

Lubelskie Stowarzyszenie Fantastyki "Cytadela Syriusza" zaprasza na konkurs wiedzy o komiksie "Kajko i Kokosz". Impreza odbędzie się w następny wtorek 19 kwietnia, w Wojewódzkim Ośrodku Kultury (Lublin, ul. Dolna Panny Marii 3) w ramach cyklu "Spotkania z Fantastyką". Poprowadzi ją Krzysztof "Gonzo" Badowski. WSTĘP WOLNY! Początek o godz. 19:00.
Lubisz szranki, konkury i wielkie turnieje? Znasz się na baranach, piratach albo borostworach? Na co dzień układasz rymowane ballady a w pokoju w ukryciu wysiadujesz smocze jajo? A może z rana łamiesz podkowy, marząc o sprawieniu jakiemuś Zbójcerzowi niezłego łupnia...? Zjedz dzika, popij miodem, sprawdź swój cień i przyjdź na wtorkowy konkurs! Dla najlepszych nagrody ważące więcej niż sam Wielki Hegemon! Konkurs dla walecznych wojów, pięknych niewiast i fanów serii "Kajko i Kokosz". Zapraszamy!
Czy można się oprzeć takiej reklamie? Macie tydzień, żeby wkuć na pamięć Bibliografię Christy i dokładnie przeczytać wszystkie nasze posty (a było ich dotąd 138). Życzymy sukcesów i dobrej zabawy. Więcej informacji znajdziecie na stronie "Cytadeli Syriusza".

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Kosmozagadka 2.2: Gdzie te albumy?

Dzisiejszy tekst Radgiera kończy serię artykułów o "Kajtku i Koku w kosmosie" - najbardziej bodaj nieodkrytym komiksie Janusza Christy. Przyglądaliśmy mu się niemal od dwóch miesięcy, analizując wątki filmowe, analogie z "Gwiezdnymi Wojnami", autoplagiaty, geografię, wydania pirackie i przedruki z lat 70-tych. Czas na omówienie ostatecznej wersji albumowej. Przypominamy, że przygotowaną przez Radgiera ogromną tabelę, porównującą wszystkie wydania (w sumie aż 1291 pasków i 4 kadry) można, a nawet należy pobrać stąd.

* * *

ADAREX & WOJTEK-PRESS, 1991-1992

Na początku lat 90-tych Christa praktycznie przestał rysować nowe komiksy. Zapewne uznał, że z wcześniej stworzonego materiału będzie można wydać tyle albumów, że starczy do końca życia. Po wznowieniu "Londyńskiego kryminału", "Zwariowanej wyspy" i "Pojedynku z Abrą", zaczął przygotowywać do druku 12-albumową kolorową edycję "Kajtka i Koka w kosmosie". Wydawcą pierwszej części była spółka Adarex, której właścicielami byli Janusza Christa i Adam Kołodziejczyk, a następnych firma Wojtek-Press.


Otwierający serię tom pt. "Zabłąkana rakieta" wygląda jakby został w połowie odtworzony z gazetowych kserówek. Efekt nie był najlepszy i chyba dlatego Christa postanowił drugi album pt. "Twierdza tyrana" narysować praktycznie od nowa, w większości bardzo wiernie trzymając się oryginału. Podretuszowanych kopii z gazet jest tu zaledwie kilka. Najlepiej prezentuje się album trzeci, "Kosmiczni piraci", w którym tylko 15 pasków zostało przerysowanych, a reszta to stuprocentowe oryginały.

Jeszcze lepiej zapowiadały się następne tomy - "Przyjaciel Jol" i "Fatalny rozkaz", które miały powstać wyłącznie w oparciu o oryginalne stripy. Niestety, Wojtek-Press wycofał się z przedsięwzięcia i jedynym dowodem, że miały się ukazać, są projekty okładek na odwrocie "Kosmicznych piratów". Jak zauważył jeden z czytelników "Na plasterki", okładkę szóstego tomu prawdopodobnie miał zdobić rysunek wykorzystany przez Egmont, nie znamy jednak tytułu (poniżej próba rekonstrukcji).


Widać, że Christa starał się tak zredagować materiał (tzn. dokonywać odpowiednich cięć i zmian), by każdy album składał się z 46 plansz komiksu, tworzył spójną, zamkniętą historię i kończył się tzw. cliffhangerem, czyli nagłym zwrotem akcji, pozostawiającym czytelnika w niepewności co do dalszych losów bohaterów. Na przykład "Zabłąkana rakieta" kończy się słowami Koka: "Wiozą nas na swoją planetę. Już nie zobaczymy naszej ukochanej Ziemi".

Niestety, ten podział już w drugim tomie został zaburzony. "Twierdza tyrana" powinna zamknąć się kadrem, w którym Kajtek i Koko uciekają z walącej się siedziby Zarzura. Album ukazał się jednak bez strony tytułowej, przez co na końcu pojawiły się dwie dodatkowe plansze komiksu i cliffhangera diabli wzięli. Analogicznie, w "Kosmicznych piratach" po scenie katastrofy statku znów mamy dwie nadprogramowe strony. Założę się, że w czwartym albumie pt. "Przyjaciel Jol" na ostatnim kadrze mieliśmy zobaczyć bohaterów uwięzionych w mięsożernej roślinie (Egmont, str. 184), a "Fatalny Rozkaz" miał skończyć się kadrem, na którym Orionidzi Eta i Naam złowieszczo oświadczają: "Jesteście jedynymi obcymi istotami, którym pozwolono obejrzeć planetę Orionidów. Myślę, że nie zechcecie jej nigdy opuścić" (Egmont, str. 229).

Jeśli mielibyśmy spekulować na temat zawartości zaplanowanych przez Christę, ale niewydanych albumów, pewną podpowiedzią może być oryginalna plansza opublikowana na stronie "Tytus de ZOO" (powyżej). Rysownik nadał jej numer 270 i już z pobieżnych obliczeń wynika, że w wersji kolorowej fragment o Orionie miał być okrojony w stosunku do Wieczoru Wybrzeża, ale pełniejszy niż w gdańskim albumie WAG z roku 1974.

EGMONT & GIEŁDA KOMIKSÓW, 1999-2003

Na kolejny epizod "Kajtka i Koka w kosmosie" trzeba było czekać aż siedem lat. Fragment czwartego albumu pt. "Przyjaciel Jol" ukazał się w 10. numerze magazynu Świat Komiksu (marzec 1999). Nie oznaczało to jednak przejęcia i kontynuacji serii przez Egmont. Zamiast brakujących dziewięciu kolorowych albumów, dwa lata później dostaliśmy zbiorcze, czarno-białe tomisko, zawierające całą historię - aż 1120 pasków! A więc właściwie nie całą...

Do strony 158, odpowiadającej ostatniej planszy ze Świata Komiksu, wydanie zbiorcze Egmontu jest wierne w stosunku do edycji zeszytowej z lat 90-tych, z tym, że usunięto kolor i numerację stron. Dalej zaczynają się zmiany, ostre cięcia, a gdzieniegdzie uzupełnienia. Choćby widoczna powyżej plansza 270 - w wydaniu Egmontu ma numer 273. Oznacza to, że gdzieś pomiędzy stronami 159 i 272 do autorskiej wersji Christy dorzucono sześć pasków. Jednym z nich na pewno jest uszkodzony odcinek 451 [E 202b], a pozostała piątka to prawdopodobnie część stripów ze stron 213-218.

Im dalej, tym dziwniej. Pierwotne odcinki z Wieczoru Wybrzeża (jest ich tu łącznie około 1000) wymieszane zostały z paskami z gdańskiego albumu WAG, a nawet z Expressu Ilustrowanego. Blisko 200 odcinków skopiowano z gazet, a nie z oryginałów Christy i ich jakość momentami jest dość podła. Brakuje ponad 150 pasków. Ten stan rzeczy wynika z faktu, że część oryginałów po prostu zaginęła, a i autor w latach 70-tych dokonywał skrótów w materiale (pisałem o nich poprzednio). Wypadło też kilka gagów, które Christa podpatrzył u "konkurencji".

Są za to trzy nieznane wcześniej paski, przeznaczone dla Wieczoru, ale w nim nie opublikowane. Dwa z nich pochodzą z ocenzurowanej partii z grudnia 1970 (patrz: poprzedni artykuł), ale prawdziwą zagadkę stanowi trzeci, który prezentujemy poniżej [E 310a]. Wygląda na to, że magazynier-malwersant wydał się redakcji na tyle kontrowersyjny, że postanowiono go wyciąć, a właściwie zresocjalizować. Na następnym pasku [E 310b], który ukazał się w gazecie, magazynier wcale nie siedzi w areszcie i zdaje się, że nigdy tam nie był.

Odcinek nieopublikowany w Wieczorze Wybrzeża (między 669 i 670)

Największe cięcia dotknęły końcową część komiksu, gdzie brakuje aż 39 kolejnych odcinków. Epizod ten, opisujący perypetie Kajtka i Koka już po lądowaniu na Ziemi, mogliśmy poznać dopiero dzięki magazynowi Giełda Komiksów w latach 2002-2003 (nr 7-9). Historyjka ta ukazała się w wersji pokolorowanej, ale nie przez Janusza Christę.

Radgier

środa, 6 kwietnia 2011

Zbójcerze ze wschodu

Zbójcerze w swoich krzyżackich zbrojach kojarzą się większości z nas z Niemcami. Jest to oczywista, ale nie jedyna możliwa interpretacja. Radgier dopatrzył się wpływów francuskich, a Arkadiusz Florek pokaże nam dziś trop rosyjski, a w właściwie radziecki. Trzeba przyznać, że ta nowa koncepcja brzmi dość przekonująco, nie tylko ze względu na dokonania Florka (autora jedynej dotąd monografii o "Kajku i Kokoszu"), ale również w świetle odnalezionego wywiadu z Tygodnika Sopot i ostatniego naszego posta o partyzanckiej działalności rodziny Christów. W okresie wileńskim bracia rysownika strzelali i do Niemców i do Rosjan, a po wojnie do polskich komunistów, więc kto wie, czy Janusz Christa nie próbował w swoich komiksach przemycać ryzykownych politycznych aluzji?

* * *

Z zainteresowaniem przeczytałem tekst Radgiera o podobieństwach Zbójcerzy do żandarmów z Saint Tropez. Wypada pogratulować autorowi spostrzegawczości. Jednakże pozwolę sobie przedstawić swoją teorię na temat pierwowzorów Zbójcerzy.

Trzej z nich - Hegemon, Kapral i Oferma wcale nie kojarzą mi się z bohaterami popkultury, ale z postaciami historycznymi, które w niezbyt odległych czasach rządziły sąsiednim krajem - i nie było to dla Polski sąsiedztwo udane. Podobieństwa nie ograniczają się tylko do wyglądu zewnętrznego, ale dotyczą również charakteru i typowych zachowań.


Krwawy Hegemon, trzymający twardą ręką całą kompanię Zbójcerzy, przypomina mi Józefa Stalina. Obaj byli barczystymi osobnikami z charakterystycznym wąsem. Stalin, po pozbyciu się wszystkich politycznych przeciwników, sprawował przez wiele lat władzę absolutną w ZSRR. Kreował się na dobrotliwego ojca narodu, zupełnie jak Hegemon.


Kiedy Związek Radziecki po raz pierwszy najechał na Polskę w roku 1920, Stalin był komisarzem politycznym Frontu Południowo-Zachodniego. Wojskom bolszewickim nie udało się zdobyć Warszawy, zostały rozbite i musiały wycofywać się w popłochu. Podobnie Zbójcerze, często dostawali "tęgiego łupnia" od pozornie słabszych mieszkańców Mirmiłowa.


W 1939 r. Stalin był już lepiej przygotowany do ataku na Polskę, przede wszystkim dlatego, że znalazł sojusznika – Hitlera (a przynajmniej tak mu się wydawało). Podobnie Hegemon w "Festiwalu czarownic" sprzymierza się z Walwuchem z plemienia Rarogów, by napaść na Mirmiłowo... i zostaje przez niego wykiwany, tak samo jak Stalin przez Hitlera w 1941. Jednak w finale to Walwuch musi uciekać, a Hegemon z kompanią zostaje w pobliżu Mirmiłowa, chyba już na zawsze.


Przyjrzyjmy się teraz pozostałym zbójcerzom. Kapral - prawa ręka Hegemona, bez zastanowienia wykonuje jego rozkazy, a równocześnie czyha na stanowisko swojego wodza. Moim zdaniem jest to odpowiednik Ławrientija Berii, jednego z najbardziej zaufanych ludzi Stalina. Kapral przypomina też Berię kształtem nosa, podbródka i mizerną posturą.


Beria zajmował stanowisko Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRR, wicepremiera, a od 1945 r. marszałka ZSRR. Gdy Stalin dostał wylewu, to właśnie Beria bezskutecznie próbował przejąć po nim władzę (według innej wersji to wcale nie był wylew, tylko zamach zorganizowany przez Berię). Świadkowie obecni przy śmierci Stalina zeznali, że gdy wódz był nieprzytomny, Beria obrzucał go obelgami, a gdy odzyskiwał przytomność, klękał przy nim, a nawet całował go po rękach. Krótko mówiąc - ten sam typ podstępnego wazeliniarza co i Kapral.


Natomiast pierwowzorem Ofermy mógł być inny współpracownik Stalina – Gieorgij Malenkow, niepozorny, pulchny jegomość o owalnej twarzy. Malenkow był m.in. sekretarzem KC i wicepremierem. Po śmierci Stalina w 1953 r. zastąpił go na stanowisku premiera ZSRR, przez kilka dni pełnił nawet stanowisko sekretarza generalnego partii. Dwa lata później został zmuszony do złożenia samokrytyki. Oferma też musiał publicznie przyznać, że pluł wszystkim do kaszy, a przez chwilę był nawet kapralem. Tak więc obaj mieli co wspominać do końca życia.


Zdaję sobie sprawę, że dla wielbicieli twórczości Janusza Christy takie skojarzenia mogą być kontrowersyjne. Ale chyba każdy, kto choć trochę interesuje się historią, przyzna, że coś w tym może być. Nie tylko żart nawiedzonego fana.

Arkadiusz Florek

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Bracia Janusza Christy w komiksie

Olgierd Christa
Być może pamiętacie jak w "Wyznaniach spisanych" Janusz Christa opowiadał o partyzanckiej przeszłości swoich starszych braci. Po wojnie, zarówno Zdzisław Christa ps. "Mamut" (1925-2008), jak i najstarszy Olgierd ps. "Leszek" (1923-2004), "dyskutowali szybkostrzelną bronią palną" z władzą ludową - obaj jako żołnierze "Łupaszki", czyli majora Zygmunta Szendzielarza. Olgierd Christa (życiorys) został nawet dowódcą szwadronu po śmierci ppor. Zdzisława Badochy ps. "Żelazny".

I właśnie o "Żelaznym" opowiada najnowszy komiks Sławomira Zajączkowskiego (scen.) i Krzysztofa Wyrzykowskiego (rys.). Seria zaczęła się niedawno ukazywać w cotygodniowym dodatku do Rzeczpospolitej "Żołnierze Wyklęci 1943-1963". Postanowiliśmy spytać scenarzystę, czy znajdziemy tam któregoś z braci Christów. Oto co nam odpowiedział:

* * *

Sławomir Zajączkowski: Niestety, w komiksie "Żelazny" nie pojawi się nazwisko żadnego z nich – ani Zdzisława, ani Olgierda. Jak na standardy 32-stronicowego komiksu jest tu i tak zbyt wielu bohaterów wymienionych z pseudonimów: "Żelazny", "Łupaszka", "Orszak", "Zagończyk", "Jastrząb", "Regina". To w zasadzie najważniejsze postacie z otoczenia "Łupaszki" w tamtym czasie, dowódcy grup uderzeniowych, lub osoby ważne dla fabuły komiksu.

Mimo, że pseudonimy braci Christów nie padną, można ich będzie rozpoznać w niektórych scenach. Czegóż się nie robi dla miłośników "Kajka i kokosza" i pamięci Mistrza Janusza!

Obaj znani byli majorowi Szendzielarzowi jeszcze z okresu wileńskiego. Po wznowieniu działalności 5. Wileńskiej Brygady AK z początkiem roku 1946, znów pojawili się u boku dowódcy. I tak Zdzisław Christa ps. "Mamut" ok. 10 kwietnia dołączył do nowej grupy uderzeniowej "Łupaszki" dowodzonej przez "Jastrzębia" (ten ostatni żyje do dziś). Grupa zasłynęła m.in. ponad 700-kilometrowym (!) rajdem przez całą Polskę, z Pomorza do Wrocławia i Kłodzka, gdzie napadano na kasy Państwowego Monopolu Spirytusowego. To był malowniczy, brawurowy wypad. Brało w nim udział tylko czterech chłopaków, "Mamut" był kierowcą i to dzięki jego przytomności umysłu udało się ominąć punkt zaporowy KBW. Niestety, w drodze powrotnej grupa wpadła w kocioł w Bydgoszczy. "Jastrząb" ze swoją drużyną pojawi się w piątym odcinku "Żelaznego". Wsypa też...

Z kolei Olgierd Christa ps. "Leszek" był na pewno na zgrupowaniu "Łupaszki" wśród 12 żołnierzy, tuż przed podjęciem przez majora decyzji o wyjeździe w Bory Tucholskie. Musi więc być tutaj, w tej ciężarówce (odcinek szósty).


To właśnie Olgierdowi Chriście zawdzięczamy opis brawurowego przejazdu żołnierzy "Łupaszki" przez most na Wiśle (o tym będzie cały odcinek szósty).


Po dotarciu do Borów Tucholskich "Leszek" staje się bardziej widoczny - był wtedy zastępcą Zdzisława Badochy "Żelaznego". Niestety, na walki w Borach Tucholskich przeznaczyliśmy tylko jeden odcinek - ósmy, finałowy.

O Olgierdzie Chriście warto też wspomnieć w kontekście innego naszego komiksu pt. "Wilcze tropy: Zygmunt". Jego akcja także rozgrywa się wśród żołnierzy "Łupaszki", ale prawie rok wcześniej. We wspomnieniach Zygmunta Błażejewicza "Zygmunta", spisanych w książce "W walce z wrogami Rzeczpospolitej" są dwa zdjęcia Błażejewicza i Olgierda Christy z końca lat 90-tych. Na zdjęciach tych dwaj starsi panowie wspominają dawne przygody, gdy byli żołnierzami majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki".

S.Z.

* * *

Kolejne odcinki komiksu "Żelazny" będzie można także śledzić online, na specjalnie uruchomionej podstronie Rzeczpospolitej. Ale teraz chcielibyśmy Wam pokazać fragment jeszcze jednej planszy - fragment dość szczególny, o czym przekonacie się za chwilę. Według zapewnień Sławomira Zajączkowskiego, jednym z widocznych tu żołnierzy jest Zdzisław Christa ps. "Mamut". Wy jednak zwróćcie uwagę na numer rejestracyjny mercedesa.


Zapamiętaliście numer? OK, przeczytajcie więc o niezwykłej partyzanckiej "przygodzie", w której uczestniczyli wszyscy trzej bracia Christa - również Janusz. Poniższą relację znaleźliśmy w artykule Piotra Niwińskiego "Łupaszka w Sopocie".

Podczas ataku przeprowadzonego przez patrol pod komendą Józefa Bandzo – "Jastrzębia" na urząd pocztowy w Gdańsku-Oliwie przy ul. Armii Radzieckiej (dziś ul. Opata Rybińskiego), zakończonego rekwizycją 50 tys. zł, funkcjonariusze WUBP zapisali numer rejestracyjny samochodu użytego do akcji (mercedes z rejestracją A-50346). Na skutek tego 8 kwietnia [1946], w punkcie kontrolnym w Sopocie (na skrzyżowaniu obecnej ul. Bohaterów Monte Cassino i Alei Niepodległości), zatrzymano wspomniany samochód wraz z pasażerami. Aresztowani zostali wtedy trzej bracia: Olgierd, Zdzisław i Janusz Christa. [...] Zatrzymani znaleźli się w budynku PUBP Sopot. Jednak zimna krew obu braci i fakt, że jechało z nimi dziecko [czyli 12-letni Janusz - przyp. NP!], pozwoliły się wiarygodnie wytłumaczyć i po czterech dniach zostali zwolnieni.

No i teraz mamy problem. Nawet jeśli "Żelazny" nie jest komiksem o Januszu Chriście, to choćby ze względu na powyższy epizod, wypadałoby go umieścić w bibliografii. Tylko w którym dziale?

piątek, 1 kwietnia 2011

Lost, czyli Zwariowana wyspa

Niby wiedzieliśmy, że "Zwariowana wyspa" ukazała się w Czechach, a gry z Kajkiem i Kokoszem w kilku krajach europejskich, ale znalezisko przysłane przez Tomka, naszego czytelnika zza oceanu, zaskoczyło nas zupełnie. Jest to zdjęcie nowojorskiego Sunday News z roku 1976, a właściwie komiksowego dodatku do gazety. Górna historyjka to nic innego jak fragment "Zwariowanej wyspy", która była, jak się zdaje, ulubionym towarem eksportowym Christy.

Rysownik nigdy o tej publikacji nie wspominał - albo nic o niej nie wiedział, albo nie chciał się wychylać. Dziwne to trochę, bo za Gierka Stany Zjednoczone nie były już synonimem zła; w Warszawie od 1972 roku produkowano Coca-Colę, a w 1975 hucznie obchodzono 200-lecie USA. Zastanawiające jest natomiast co innego: zbieżność tytułu i tematyki z amerykańskim serialem telewizyjnym "Lost: Zagubieni" (bezludna wyspa, grupa rozbitków, elementy science-fiction). Gdyby tydzień temu ktoś nam powiedział, że producenci "Lost" mogli wzorować się na polskim komiksie, pewnie byśmy nie uwierzyli, ale w tej sytuacji...

Aby powiększyć, klikajcie w zdjęcie.

EDIT: Szczegóły w komentarzach.