Suplement do tekstu Macieja Parowskiego powstał pod wpływem prześladującego mnie uczucia déjà vu. Dopadało mnie ono kilkakrotnie, gdy szukałem ilustracji do artykułu Maćka, i to akurat podczas przeglądania filmów z serii "Gwiezdne wojny".
"Nowa nadzieja", najstarszy epizod gwiezdnej sagi, trafiła do kin pod starym tytułem "Star Wars" w roku 1977, czyli pięć lat po "Kajtku i Koku w kosmosie". Podobieństwa między tymi dwoma utworami zaczynają się w chwili, gdy latający talerz z Kajtkiem, Kokiem i robotem Mepronem zostaje zdalnie ściągnięty do bazy Zarzura (str. 75-94 w edycji Egmontu), a "Sokół Millennium" z Hanem Solo i Lukiem Skywalkerem - na Gwiazdę Śmierci (u Lucasa jest jeszcze mistrz Jedi, "chodzący dywan" i drugi robot).
Po przybyciu do bazy, Kajtek i Koko początkowo udają jeńców Meprona. Podobny fortel mamy w "Gwiezdnych wojnach", ale tam w roli więźnia występuje Chewbacca.
Następnie KiK przebierają się za roboty Zarzura, a Han i Luke - za szturmowców. Zwróćcie uwagę na C-3PO, który wzorowany był ponoć na Marii z "Metropolis" Fritza Langa. Czyżby?
Uciekając przed pościgiem, Kajtek i Koko wskakują do szybu, a Han i Luke do dziury...
... i wszyscy lądują na złomowisku. W "Gwiezdnych wojnach" mamy tu Leię zamiast robota, a głos C-3PO dobiega z komunikatorów, tak jak głos Meprona kilka odcinków wcześniej.
Chwilę później Kajtek i Koko wpadają na wrogi oddział. Podobnie na zdjęciu z prawej strony, ale zamiast robotów są oczywiście szturmowcy.
Han i Luke nie dają się złapać, a Kajtek i Koko owszem. Po chwili jednak znów są wolni, ale tym razem droga ucieczki kończy się nagle przepaścią...
... którą udaje się pokonać w niekonwencjonalny sposób.
Potem już obie historie rozwijają się inaczej. Ale ostatecznie zarówno baza Zarzura, jak i Gwiazda Śmierci zostają zniszczone w efektownej eksplozji.
Trochę sporo tych przypadków... Wikipedia twierdzi, że George Lucas inspirował się sceną z serialu "Flash Gordon Conquers the Universe" z roku 1940 (prezentujemy ją poniżej). Kto wie, być może również Christa - jak twierdzi Parowski - znał "Flasha Gordona"? Mnie jednak milsza jest myśl, że Lucas miał w Trójmieście rodzinę, która zaopatrywała go w komiksy. A propos, przed premierą "Gwiezdnych wojen" powyższy fragment "Kajtka i Koka" ukazał się w Wieczorze Wybrzeża (grudzień 1968), w gdańskim albumie (sierpień 1974) i w łódzkim Expressie Ilustrowanym (maj 1976).
* * *
W tym miejscu spodziewaliście się pewnie końca posta. Ale pojedziemy dalej - do filmu, o którym Maciej Parowski nie mógł napisać w 2001 roku. W środkowej części nowej trylogii "Gwiezdnych wojen", zatytułowanej "Atak klonów" (2002) jest scena nieudanej egzekucji Obi-Wana Kenobiego, Anakina Skywalkera i Padmé Amidali na planecie Geonosis. Ma ona kilka zaskakujących analogii z epizodem, w którym Kajtek, Koko i latający Jol zostają schwytani przez półdzikich Fumfali (str. 173-180 w edycji Egmontu). Zaczyna się od wjazdu rydwanu z ofiarami do starożytnego cyrku.
Teraz otwiera się krata i na arenę wkracza gigantyczny, sześcionogi pająk Karakala. W "Ataku klonów" są aż trzy potwory, m.in. robalowaty Acklay.
Dochodzi do nierównej, ale ostatecznie zwycięskiej walki.
Można oczywiście przyjąć, że Christa i Lucas, niezależnie od siebie, inspirowali się ekranizacją "Quo Vadis" z 1951 roku. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Przyjrzyjmy się pozostałym bohaterom tej scenki, na przykład gospodarzom cyrku. W "Kajtku i Koku" są to rybogłowi, trójpalczaści Fumfale, a w "Ataku klonów" Geonosjanie (dokładnie widać ich tutaj). Wyglądają niemal tak samo, z tym, że Geonosjanie mają owadzie skrzydła... jak Jol u Christy.
Natomiast sam Jol, skrzydlaty towarzysz Kajtka i Koka, jest łudząco podobny do... Watto z "Mrocznego widma" (1999). Ten sam rozmiar, kształt, owadzie skrzydła, kacze płetwy, a nawet zagięty nochal - poniżej w rozmowie z Qui-Gon Jinnem (detale zobaczycie tutaj).
I cóż, macie jakieś hipotezy? Potraficie wyjaśnić nie jeden, ale całą serię dziwnych zbiegów okoliczności? A może to tylko ja za dużo naoglądałem się komiksów i filmów o fifoludkach...
Prezentujemy tekst Macieja Parowskiego - pisarza SF i scenarzysty kultowego "Funky Kovala", wieloletniego redaktora naczelnego Nowej Fantastyki, a obecnie Czasu Fantastyki. Prosiliśmy autora o wewnętrzne recenzje komiksów Christy, jakie pisał niegdyś dla KAW-u, ale te gdzieś się zapodziały. W zamian dostaliśmy inną recenzję, w której Parowski, jako zawodowiec od dziesięcioleci zajmujący się komiksem i fantastyką, analizuje twórczość Christy z zupełnie odmiennej perspektywy niż nasza, fanowska. Oto fragment artykułu pt. "Heroiny, klowni, mroczni rycerze" z kwartalnika Świat Filmu nr 1/2001, dotyczący "Kajtka i Koka w kosmosie". Zachęcamy też do przeczytania całego tekstu, który zamieściliśmy tutaj.
* * *
"2001: Odyseja kosmiczna", 1968
Do rozważań dotyczących pojemności i swoistości filmowej i komiksowej konwencji skłania [...] opasły komiksowy tom (560 stron) Janusza Christy "Kajtek i Koko w kosmosie". Drukowana w Wieczorze Wybrzeża w latach 1968-1972 w postaci paroklatkowych pasków (stripów) okazuje się dziś ta wielowątkowa i szalona opowieść nostalgicznym powrotem do kulturowych i socjalnych klimatów Kina Nowej Przygody i schyłku kontrkultury, do fascynacji erą kosmiczną.
"Imperium kontratakuje", 1980
Niefrasobliwe przygody dwu średnio rozgarniętych marynarzy - refleksyjnego malca i pyknicznego żarłoka-blagiera - zdają się prekursorskie wobec znaczących dokonań kina fantastycznego z "2001: Odyseją kosmiczną", "Gwiezdnymi wojnami" czy "Seksmisją" na czele. Znajdziemy tu wszystkie fantastyczne wizualne i fabularne liczmany - zbuntowane roboty i mózgi elektronowe, groźne potwory, zdumiewające rośliny, mechaniczne sobowtóry, dziwne społeczeństwa i rasy a także zawirowania czasu, telepatię, szaloną zmienność scenerii, wreszcie lemowską fantomatykę (snoteka) czyli... virtual reality. Przy czym komiks Christy zdaje się lepiej niż kino konserwować owe dawne wzruszenia. Pewnie dlatego, że robota Christy była, jak chce Szyłak, świadomą swej umowności zabawą – grą z tworzywem, konwencją. Ale też, co ważne, stała się fantastycznym językiem umożliwiającym autorowi wielopoziomową komunikację z odbiorcą. Jak później w Mirmiłowie, w którym pomieścił Christa praszczurów Kajtka i Koka - Kajka i Kokosza - znajdziemy w jego kosmosie wiecznie aktualne uniwersalne uwagi na temat władzy, psychologii jednostek, błazeństw społeczeństw i bardzo konkretne aluzje do startującej wówczas dekady Gierka.
"Powrót Jedi", 1983
Sztuczka się udała i działa do dziś, bo jest w komiksie Christy współmyślenie z kinem i komiksem światowym, z szeroko rozumianą sztuką wyobraźni. Christa musiał znać wczesne komiksy fantastyczne (Buck Rogers, Flash Gordon), o których pisze Szyłak, na pewno czytał też Lema. Christę czytało i oglądało z kolei to samo pokolenie, które z wypiekami pochłaniało prozę Zajdla, a w "Seksmisji" i kinie Szulkina dostrzegało coś więcej niż tylko igranie fantastycznym stereotypem. Zapewne "Kajtek i Koko w kosmosie" to nie jest opowieść filmowa, za dużo tu chaosu (wydarzenia w Mirmiłowie relacjonował Christa z większą jednak filmową dyscypliną) i być może jej oddziaływanie ogranicza się tylko lokalnie do kręgu polskiego. Nie mniej do dziś, co sprawdziłem, jest rzecz odbierana bardzo intensywnie.
Maciej Parowski
"Seksmisja", 1984
To wcale nie koniec tematu... Dziękując Maciejowi za tekst, już teraz zapowiadamy nasz sensacyjny (jak to u nas) suplement. Zajrzyjcie za parę dni.
Radgier na dobre rozgościł się na pokładzie naszego bloga. Jego dzisiejsze odkrycie to nie tylko kolekcjonerska ciekawostka, ale przede wszystkim unikalna okazja do prześledzenia ewolucji stylu rysownika na przykładzie tych samych czterech kadrów.
* * *
Janusz Christa narysował dla Wieczoru Wybrzeża tysiące pasków. Ilość była tak ogromna, że upilnowanie, by oryginały wróciły do właściciela było prawie niemożliwe. Typowe dla PRL-u luźne podejście do własności i praw autorskich również w tym nie pomagało. W "Wyznaniach spisanych" Christa opowiadał jak wyglądała jego codzienna walka o odzyskiwanie swoich prac. Nie mogąc doprosić się zwrotu, dogadał się w końcu prywatnie z jednym z drukarzy, żeby ten odkładał mu klisze drukarskie. Niestety, część pasków przepadła bezpowrotnie. Dzieła zniszczenia dopełnił fakt "zgubienia" przez pocztę paczki z setką odcinków "Kajtka i Koka w kosmosie", które autor wysłał 11 marca 1974 do łódzkiego Expressu Ilustrowanego. Wiele z tych zaginionych pasków Christa narysował później od nowa, przygotowując przedruki lub wydania albumowe.
Pierwsze zbiorcze wydanie "Wojów Mirmiła" ukazało się w latach 1987-88 w dwóch albumach: "Woje Mirmiła" i "Rozprawa z Dajmiechem", co prawda w odwrotnej kolejności, ale za to w komplecie. Specjalnie dla tej edycji odcinki 163-175 narysowane zostały po raz drugi, natomiast pasek nr 168 po raz trzeci, zresztą za każdym razem kompletnie inaczej! Druga wersja tego feralnego stripa ukazała się zaledwie dwa lata wcześniej we wznowieniu gazetowym, ale widocznie jej również nie udało się upilnować. Możliwe też, że autor nie był zadowolony z efektu i postanowił poprawić się w trzecim podejściu. Sami oceńcie, która wersja jest najlepsza:
Oto kolejny materiał, w którym nasz kompan Radgier idzie tropem ikon popkultury lat 60 i 70-tych, poszukując klucza do twórczości Christy. Z niecierpliwością czekamy na następne teksty z tej serii.
* * *
Niedawno pisałem jak to w rolach zbójcerzy Christa obsadził żandarmów z Saint Tropez, a w roli Kaprala - Louisa de Funèsa. Okazuje się, że również gwiazdy naszego rodzimego show-biznesu wystąpiły w "Kajku i Kokoszu". Na przykład sprawozdawca z "Wielkiego turnieju", który relacjonuje pojedynek baranów Tarana i Beka - możemy w nim rozpoznać bardzo popularnego wówczas komentatora sportowego, Bohdana Tomaszewskiego.
Wielki turniej, 1975
Bohdan Tomaszewski
Natomiast w epizodzie "Profesor Stokrotek" nasi bohaterowie nieoczekiwanie lądują w studiu TV i spotykają tam wielką gwiazdę telewizyjnego wywiadu - Irenę Dziedzic, występującą w nieco nietypowej dla siebie roli tzw. klapserki.
Koko dołączył do "Przygód Kajtka-Majtka" pod koniec roku 1961. Ale już rok wcześniej Christa robił nieśmiałe przymiarki, żeby stworzyć drugiego, równoprawnego bohatera komiksu. Żarłoczny grubas, który potem stał się Kokiem, pojawił się po raz pierwszy w Tygodniku Morskim z 10 lipca 1960, gdzie wystąpił w trzech żartach rysunkowych - raz solo i dwa razy u boku Kajtka. Miał wtedy jeszcze na imię Franek.
Numer z obracającymi się na tratwie rozbitkami tak się Chriście spodobał, że kilka lat później wykorzystał go ponownie w "Kajtku i Koku w kosmosie"...
...i jeszcze raz w "Szkole latania", ale już w wersji trzyosobowej, z kufrem zamiast tratwy i rzeką zamiast morza.
Jak się okazuje, to właśnie wersja trzyosobowo-rzeczna była najbliższa oryginałowi. Pisząc "oryginał" nie mamy na myśli żartu z Tygodnika Morskiego, tylko odcinek serii "Richard et Charlie", który ukazał się cztery miesiące wcześniej we francuskim tygodniku Vaillant (numer 774 z 13 marca 1960). Autorem komiksu był Jean Tabary, późniejszy współtwórca "Iznoguda".
Powyższą planszę "Ryszarda i Karola" znaleźliśmy w oprawionym roczniku Vaillanta, należącym niegdyś do Janusza Christy.
Szukaliśmy nowych wieści z Olsztyna i znaleźliśmy:
Jako fan komiksów Janusza Christy wybierałem się na "Kajka i Kokosza" do Teatru Jaracza z pewnym niepokojem, że adaptacja nie spełni moich wygórowanych oczekiwań, ale na szczęście okazało się, że nikt nie miał zamiaru dokonywać zamachu na lekturę mojego dzieciństwa. Co więcej, mam wrażenie, że reżyserka też zaczytywała się w przygodach wojów z Mirmiłowa...
Taką laurkę wystawił spektaklowi Marcin Bobiński, redaktor Gazety Olsztyńskiej. Całą recenzję przeczytacie na portalu Kultura Warmii i Mazur. A jeśli to Was nie przekonało do odwiedzenia Teatru, mamy też znaleziony na YouTubie filmik z przedpremierowego pokazu. Nowe Życie Olsztyna twierdzi wprawdzie, że przedstawienie nie schodzi z afisza, ale w nieskończoność czekać na nas nie będą.
Cisza na blogu twórców gry komputerowej "Kajko i Kokosz: Mirmiłowo Wielkie" (o której staramy się informować na bieżąco) wcale nie oznacza, że prace utknęły w martwym punkcie. Kilka dni temu pojawiły się nowe informacje oraz obszerna, 16-stronicowa prezentacja postaci i lokacji w formacie PDF. W materiale, obok mieszkańców grodu i Zbójcerzy, wypatrzyliśmy również Dziada Borowego i Jarla Björna, a więc zapowiada się przygoda ze sporym rozmachem. Wiadomo już, że gra zostanie ukończona najpóźniej w czerwcu br.
Znamy już datę premiery filmu Sławomira Malinowskiego o Januszu Chriście. Dokument zobaczymy na kanale Planete w najbliższą sobotę, 12 lutego o godzinie 21:45. Powtórka w niedzielę 20 lutego o godzinie 13:20. Na portalu nadawcy ukazała się bardzo intrygująca zapowiedź:
W filmie o swych artystycznych początkach, które miały miejsce jeszcze w szkole, opowie sam Janusz Christa. Zdradzi również małym reporterom, którzy odwiedzili go przed laty, skąd czerpie pomysły do swych opowieści. O samym Chriście będą opowiadali jego przyjaciele, wydawcy i wnuczka. W filmie znalazło się kilka niezwykłych, nigdy dotąd nie opowiadanych historii i anegdot.
Zwiastun filmu obejrzycie w jednym z naszych poprzednich postów. Pozostało nam już tylko czekać na informację firmy Leader Film o zapowiadanej edycji dvd.
Przypomnijmy, że jest to drugi film dokumentalny o Januszu Chriście. Pierwszy, pt. "Janusz Christa - wywiad rzeka", zrealizowany przez Mateusza Szlachtycza i Szymona Holcmana, miał premierę podczas MFK 2008. Został też wyemitowany przez TVP Kultura w 36. wydaniu magazynu "Komix!", 2 grudnia 2008.
Pamiętacie cudowną metamorfozę Jagi na początku "Wojów Mirmiła"? Okazuje się, że podobną przemianę przeszedł też jej ukochany Łamignat. Pierwotna wersja sympatycznego zbója zachowała się pod nowszą wersją, przyklejoną taśmą do jednego ze szkiców Janusza Christy. To chyba najzabawniejsze znalezisko spośród wszystkich niepublikowanych prac rysownika, do jakich udało nam się dotrzeć. Szkic pochodzi prawdopodobnie z roku 1974. Dziękujemy Paulinie Chriście za zgodę na publikację, a teraz już klikajcie w obrazek (albo w ten link).
Ledwo zdążyliśmy porównać "Kichasia" Christy z "Pifem" Arnala, a już od jednego z czytelników dostaliśmy komiks, który potwierdza przypuszczenia i niestety rozwiewa wszelkie wątpliwości. Jednoplanszówka ukazała się na ostatniej stronie Vaillanta #441 z 25 października 1953. Rzeczonego "Kichasia" możecie zobaczyć w przedwczorajszym poście "Disney z drugiej ręki". Mamy nadzieję, że zniesiecie to mężnie.