Heroiny, klowni, mroczni rycerze

Maciej Parowski
Świat Filmu nr 1/2001

Kulturowa wrzawa towarzysząca polskiej premierze komiksu "Maus" Arta Spiegelmana, a także ożywienie, z jakim wielopokoleniowa publiczność witała rozpoczęcie produkcji filmu o przygodach "Tytusa, Romka i A'Tomka" - kierują uwagę na komiks jako medium atrakcyjne dla milionów i artystycznie istotne. Dysponujące własnym stylem (stylami), fantastyczne i zabawowe, a jednak zdolne czasem unieść poważne treści i pozostające w ciekawych związkach z - hm... czy wypada dziś jeszcze cytować Lenina? - najważniejszą ze sztuk.

Tym sprawom poświęcona jest praca "Komiks i okolice kina" pióra Jerzego Szyłaka, teoretyka literatury i filmu, autora m.in. "Komiksu i okolic pornografii", "Fantastyki i kina nowej przygody" , "Komiksu: świata przerysowanego", "Komiksu w kulturze ikonicznej". Tym razem zbiór przejrzyście ułożonych szkiców traktuje o filmowaniu komiksów i o adaptacji odwrotnej – o filmach opowiedzianych na komiksowej planszy. Jedno i drugie nie jest według autora rzeczą łatwą ani małą.

Szyłak pokazuje rzecz historycznie. Pierwszym sfilmowanym komiksem był jeden z pierwszych filmów w ogóle ("Polewacz polany" braci Lumiere , 1896) a komiksy i filmy McCaya o "Małym Nemo" pokazały się już w pierwszych dwu dekadach XX wieku – ale szybko doprowadza wywód do czasów najnowszych. To znaczy do wielkiego boomu komiksu artystycznego połowy lat osiemdziesiątych, któremu towarzyszyły wybitne ekranizacje komiksów jak "Heavy Metal", "Akira", "Kto wrobił królika Rogera", a potem "Cool World" i oczywiście "Batmany". Przedtem zaś filmy o "Supermanie" i "Flash Gordonie", powstałe z udziałem gwiazd, czy komiksowe z ducha filmowe "Gwiezdne wojny" .Wiele uwagi poświęca Szyłak ekspresjonistycznej scenerii Gotham City z pierwszych "Batmanów" Burtona, by odkryć jej pokrewieństwo z "Metropolis" Langa i "Blade Runnerem" Scotta. Schumacher zamieni potem Gotham City w dyskotekę. Z uznaniem i wnikliwością analizuje groźne i zestetyzowane filmowe i komiksowe światy powstałe w kręgu Clive'a Barkera, twórcy "Hellraisera" i "Ksiąg krwi". Dowodzi, że interesująca skądinąd "Barbarella" Vadima pozostaje na niższym intelektualnie i estetycznie poziomie od komiksowego pierwowzoru Claude'a Foresta.

Zapewne to właśnie, obrona komiksu jako medium stylistycznie suwerennego, umożliwiającego autoironię, poetycką grę tworzywem i, jednak, estetyczną doskonałość - nadaje tomikowi Szyłaka ukrytą dynamikę. Kino obrony nie potrzebuje; jego prestiż budują uznani giganci w rodzaju Antonioniego, Bergmana, Felliniego natomiast udział komiksów w tworzeniu estetycznej i symbolicznej świadomości milionów bywa bagatelizowany. Dlatego Szyłak przekonywająco dowodzi, że mrocznego rycerza Batmana, Jockera, Pingwina, Kota Fritza, Myszkę Miki, Asterixa możemy swobodnie postrzegać w tych samych psychoanalitycznych i mitologicznych kategoriach, co Kubę Rozpruwacza, Draculę, doktora Jeckylla i pana Hyde'a. Są podobnie nieśmiertelni, fascynujący i wieloznaczni.

Kilkakrotnie, jak bywa w zbiorach szkiców a nie jednej zamkniętej publikacji, wraca Szyłak do problemów adaptacji, estetycznych pokrewieństw i wzajemnych zapożyczeń obu sztuk opowiadania obrazem. Zauważa, że, paradoksalnie, chwyty uchodzące za komiksową tandetę rodziły się na terenie kina. Badając problem komiksowości i filmowości niektórych opowieści (bądź ich braku) dowodzi, że świadome swej umowności statyczne komiksowe plansze nie przekładają się automatycznie na ruchomy obraz filmowy. Chyba, że kino będzie świadomie celebrować reguły i estetykę komiksu, co dało wspaniały efekt w „Dicku Tracy” a już nie wypaliło w przypadku "Tank Girl". Pokazuje wreszcie, że komiksowa konwencje otwiera nowe możliwości nawet przed mistrzem kina jak Fellini , który współtworzył rysunkową "Podróż do Tulum" ze znanym komiksiarzem, Manarą.

* * *

Do rozważań dotyczących pojemności i swoistości filmowej i komiksowej konwencji skłania też opasły komiksowy tom (560 stron) Janusza Christy "Kajtek i Koko w kosmosie". Drukowana w Wieczorze Wybrzeża w latach 1968-1972 w postaci paroklatkowych pasków (stripów) okazuje się dziś ta wielowątkowa i szalona opowieść nostalgicznym powrotem do kulturowych i socjalnych klimatów Kina Nowej Przygody i schyłku kontrkultury, do fascynacji erą kosmiczną.

Niefrasobliwe przygody dwu średnio rozgarniętych marynarzy - refleksyjnego malca i pyknicznego żarłoka-blagiera - zdają się prekursorskie wobec znaczących dokonań kina fantastycznego z "2001: Odyseją kosmiczną", "Gwiezdnymi wojnami" czy "Seksmisją" na czele. Znajdziemy tu wszystkie fantastyczne wizualne i fabularne liczmany - zbuntowane roboty i mózgi elektronowe, groźne potwory, zdumiewające rośliny, mechaniczne sobowtóry, dziwne społeczeństwa i rasy a także zawirowania czasu, telepatię, szaloną zmienność scenerii, wreszcie lemowską fantomatykę (snoteka) czyli... virtual reality. Przy czym komiks Christy zdaje się lepiej niż kino konserwować owe dawne wzruszenia. Pewnie dlatego, że robota Christy była, jak chce Szyłak, świadomą swej umowności zabawą – grą z tworzywem, konwencją. Ale też, co ważne, stała się fantastycznym językiem umożliwiającym autorowi wielopoziomową komunikację z odbiorcą. Jak później w Mirmiłowie, w którym pomieścił Christa praszczurów Kajtka i Koka - Kajka i Kokosza - znajdziemy w jego kosmosie wiecznie aktualne uniwersalne uwagi na temat władzy, psychologii jednostek, błazeństw społeczeństw i bardzo konkretne aluzje do startującej wówczas dekady Gierka.

Sztuczka się udała i działa do dziś, bo jest w komiksie Christy współmyślenie z kinem i komiksem światowym, z szeroko rozumianą sztuką wyobraźni. Christa musiał znać wczesne komiksy fantastyczne ("Buck Rogers", "Flash Gordon"), o których pisze Szyłak, na pewno czytał też Lema. Christę czytało i oglądało z kolei to samo pokolenie, które z wypiekami pochłaniało prozę Zajdla, a w "Seksmisji" i kinie Szulkina dostrzegało coś więcej niż tylko igranie fantastycznym stereotypem. Zapewne "Kajtek i Koko w kosmosie" to nie jest opowieść filmowa, za dużo tu chaosu (wydarzenia w Mirmiłowie relacjonował Christa z większą jednak filmową dyscypliną) i być może jej oddziaływanie ogranicza się tylko lokalnie do kręgu polskiego. Nie mniej do dziś, co sprawdziłem, jest rzecz odbierana bardzo intensywnie.


Jerzy Szyłak: "Komiks i okolice kina". Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego 2000.
Janusz Christa: "Kajtek i Koko w kosmosie". Egmont 2001. Cena 49,90 zł.

Powrót do posta "Komiks Nowej Przygody"