«« ODCINEK 25 »»
W U.K. komiksy asterikso- i kajkopodobne zwykle pojawiały się falami: pierwsza miała miejsce w latach 30., druga na przełomie lat 40. i 50., trzecia w połowie lat 60., a czwarta i największa w roku 1973. Od 1969 nic, a potem siedem nowych serii w ciągu jednego roku. Co takiego stało się, że branża nagle rzuciła się na tematykę komediowo-rycerską? Moim pierwszym skojarzeniem był "Monty Python i Święty Graal", ale film miał premierę dwa lata później, a "Latający Cyrk" i Rycerz z kurczakiem trzy lata wcześniej.
EDIT (maj 2026). Przyczyną całego zamieszania mógł być serial animowany "The Adventures of Sir Prancelot" Johna Ryana, emitowany przez BBC w roku 1972. Wyjściowy pomysł z grubym rycerzem-wynalazcą i dwójką psotnych dzieci był bardzo podobny do jednego z pierwszych komiksów Ryana pt. "Sir Boldasbrass" (1954, znajdziecie go na końcu tego posta). Serial tak się spodobał Brytyjczykom, że w ślad za nim ukazało się kilkanaście książeczek z dalszymi przygodami bohaterów, album filmowy, płyta ze słuchowiskiem, puzzle, wycinanki, a także cztery annuale z zagadkami i prakomiksami. Niestety, prakomiks z racji swojej archaicznej formy nie łapie się do kategorii D&N, ale i tak pokażę Wam próbkę.
Przejdźmy teraz do efektów owczego pędu AD 1973. Poniżej znajdziecie cały blok komiksów mniej lub bardziej podobnych do "Sir Prancelota". Wszystkie one wiernie trzymają się wyspiarskiego schematu gag-a-day, czyli krótkich niepowiązanych epizodów, zamiast jednej długiej opowieści.
Ostatnie dwa tytuły pochodzą z recyklingu: "Nero and Zero" to remake komiksu z roku 1930, a "The Sword in the Stone" jest adaptacją filmu Disneya z roku... 1963 (trzecią, po stripach i zeszytach). Redakcjom tygodników musiało już naprawdę brakować pomysłów.
W tym samym 1973 roku w U.K. po raz pierwszy ukazał się "Asteriks u Brytów". Rynek nie zareagował jednak natychmiastową falą naśladownictw, jak to miało miejsce w innych krajach. Prawdziwy "brytyjski Asteriks" pojawił się dopiero cztery lata później. Komiks nosił tytuł "Eebagoom" i pełnymi garściami czerpał z klasycznych angielskich wzorców: byli tu antyczni Brytowie-jaskiniowcy (jak w historyjkach z lat 30.), był Julius Sneezer (tak, ten z roku 1946), a nawet pterodaktyle. Były też motywy typowo asteriksowe, np. mecz rugby, tonący piracki statek, gladiatorzy i wikingowie. A do tego w miarę spójna fabuła i pełny kolor, co nadało planszom trochę frankofońskiego sznytu. Uwaga, fani "Kajka i Kokosza": pod kciukiem znajdziecie fajnego easter-egga.
Oczywiście nie każdemu komiksowi kolor służy. Na przykład rewelacyjne czarno-białe plansze Roberta Nixona wcale tego nie wymagały, ale i tak w przedruku z 1982 roku ktoś je "upiększył", żeby wyglądały bardziej europejsko.
Na brytyjskie komiksy typu "dawno i nieprawda", zgodne z kontynentalnym formatem albumowym, trzeba było czekać jeszcze kilkanaście lat. Do tego czasu wyspiarze, z właściwą sobie angielską flegmą, podążali utrwalonym od dziesięcioleci trybem, nie przejmując się zbytnio nowinkami zza Kanału La Manche.
C.D.N.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli chcesz wstawić w komentarzu działający link, zrób to tak:
<a href="ADRES_LINKU">TWÓJ TEKST</a>