czwartek, 5 kwietnia 2012

W krainie baśni

Po "Pitekantropie", "Białym wilku" i "Kosmosie", czas wziąć pod lupę "Kajtka i Koka w krainie baśni". W lutym 1963, tuż po zakończeniu purenonsensowego "Opowiadania Koka", na łamy Wieczoru Wybrzeża powrócił Kajtek-Majtek, niegdyś jedyny bohater serii. Od tej pory obaj marynarze byli już postaciami równoprawnymi, ich podobizny zagościły na winietce, a seria zmieniła tytuł na "Przygody Kajtka i Koka". Autor zaznaczył tę zmianę również w zwiastunie nowej historyjki.

Komiks zaczyna się w momencie gdy Kajtek i Koko, testując nowy wynalazek profesora Kosmosika, a mianowicie aparacik do przesyłania przedmiotów na odległość, przenoszą się do świata baśni. Opowiastkę można podzielić na dwie części. W pierwszej Christa w typowy dla siebie humorystyczny sposób przekręca popularne bajki, wplatając w nie naszych bohaterów. Jest więc Jaś i Małgosia, trzy świnki, brzydkie kaczątko, złota rybka, śpiąca królewna i (chyba najlepszy) Czerwony Kapturek z babcią a la Pudzian. W drugiej części Christa, któremu skończyły się pomysły na kolejne przeróbki, skonfrontował Kajtka i Koka z terroryzującym okolicę, potężnym czarnoksiężnikiem Abrakadabrą, w skrócie Abrą.

"Kajtek i Koko w krainie baśni" ukazywał się w Wieczorze Wybrzeża od 5 lutego 1963 do 25 marca 1964. Komiks liczył 348 pasków i był kilkakrotnie przedrukowywany. W 1982 roku przypomniał go czytelnikom macierzysty Wieczór, a rok później Kurier Podlaski. W roku 1991 spółka Adarex (czyli Janusz Christa & Adam Kołodziejczyk) wydała w kolorze album "Pojedynek z Abrą" zawierający 120 odcinków z samej końcówki historyjki.

Próbę publikacji pełnego - jak sądzę - komiksu podjął także "Super Boom!" pod redakcją śp. Sławka Wróblewskiego. W numerze 1(5)/1994 ukazała się zapowiedź i pięć pasków w układzie pionowym. Tam też po raz pierwszy pojawił się tytuł "W krainie baśni", na specjalnie narysowanej winietce, przerobionej z napisu "W krainie borostworów". Nie chodziło jednak o publikację w magazynie. W numerze 6(10)/1994 ukazała się intrygująca zapowiedź całej serii albumów z tym właśnie komiksem. Szczegóły tego projektu miały zostać wyjawione w kolejnym numerze "Super Boomu!"... który niestety nigdy nie trafił do sprzedaży. Już się chyba nie dowiemy jak miała wyglądać zaplanowana przez Sławka edycja.

Super Boom! nr 1/1994
Super Boom! nr 6/1994

Komiks ukazał się w całości (prawie) dopiero w roku 2001, na kartach drugiego tomu twardookładkowej serii "Kajtek i Koko" pt. "Na tropach Pitekantropa". W albumie Egmontu znalazło się 338 pasków historyjki, a więc usuniętych zostało 10 odcinków. Podobnie jak w komiksie o Pitekantropie, oryginalne poziome paski zostały pocięte i dostosowane do układu pionowego. Skutkiem tego zabiegu były liczne zmiany w stosunku do oryginału. Zebrałem je w poniższej tabelce.

Numer paska z Wieczoru WybrzeżaNumer strony w albumie Egmontu*różnice
128255 Busunięty tekst
140261 Busunięty tekst
145264 Ausunięty tekst
147265 Ausunięty tekst
223303 Ausunięty tekst
225304 Ausunięty tekst oraz 1 kadr
229306 Azmieniony tekst
239310-311usunięte paski
240
241
242
243
244
245
połowa 246
połowa 247311 Ausunięty pasek
254314 Bzmieniony tekst
272323 Bdorysowany fragment kadru
277326 Azmieniony tekst
283329 Azmieniony tekst, dorysowany fragment kadru
290332 Btekst rozbity na 2 kadry
300337 Bzmieniony tekst
301337-338usunięte paski
302
303338 Azmieniony tekst
306339 Bobcięty kadr
* A - górny pasek, B - dolny pasek

Omówię pokrótce kilka wybranych różnic. I tak, w odcinkach 128, 140, 145, 147 (wg oryginalnej numeracji Wieczoru Wybrzeża) usunięto tekst narratora, znajdujący się na przecięciu dwóch środkowych kadrów. O ile takie zmiany można jeszcze zaakceptować, to dziwi usunięcie części tekstu z odcinka 223, gdzie opis w całości znajdował się w ramce i nie kolidował przy rozmieszczaniu kadrów.


Od paska nr 225 rozpoczyna się przygoda z czarnoksiężnikiem Abrą, znana z albumu wydanego w 1991 przez Adarex. Od tego momentu, poza dwoma wyjątkami, Egmont wykorzystał wersję pionową, przygotowaną w latach 90-tych przez Janusza Christę. Analogicznie jak w opowieści o białym wilku, autor musiał dopasować paski do konkretnej ilości stron. Skutkowało to niestety usunięciem części pasków. Christa zmienił także niektóre teksty.


Pierwsze i największe cięcie dotyczyło pierwszej potyczki z Abrą. W tym fragmencie usunięto aż 7 całych pasków oraz po połowie odc. 246 i 247. Kajtek i Koko szczują Abrę bokserem, a ten zamienia obu bohaterów w koty, co diametralnie zmienia sytuację na "polu bitwy". Zaczarowani bohaterowie czmychają przed psem na drzewo, zaś Abra, będąc pewnym zwycięstwa, odlatuje do swojego zamku na latającym dywanie. Jak się jednak okazuje, Kajtek i Koko są odporni na czary. Po krótkiej chwili wracają więc do swoich ludzkich postaci i ruszają w pościg samolotem przesłanym oczywiście przez prof. Kosmosika. Abra ląduje dywanem na dziedzińcu, a Kajtek i Koko próbują z powietrza złapać go na lasso. Sprytny Abra w czarodziejski sposób sprawia jednak, że lina zaczepia o wieżyczkę zamku i samolot przełamuje się na pół. Obaj przyjaciele zmuszeni są katapultować się i na spadochronach lądują pod zamkiem.


Kolejne dwa usunięte paski (301, 302) to podwodna scena, w której Koko zauroczony piękną syreną, zostawia swojego przyjaciela. Zmartwiony Kajtek szuka rady u prof. Kosmosika, który niestety nie znajduje lekarstwa na miłość. Nie chcąc stracić przyjaciela, Kajtek postanawia wybić mu amory z głowy przy pomocy znalezionego nieopodal rekwizytu.


Na koniec jeszcze o dwóch zmianach, które Egmont wprowadził w stosunku do albumu "Pojedynek z Abrą". Zmiany zostały wymuszone zbyt długim tekstem narratora, dochodzącym do samego brzegu strony. O ile w odcinku 290 tekst został podzielony na dwie części (przy czym jeden fragment został wpasowany w dorysowaną wąziutką ramkę), to w pasku nr 306 pozostawiono tekst na miejscu, za to obcięto fragment kadru z lodołamaczem.


Nie pozostaje mi nic innego, jak zakończyć naszym standardowym w takich wypadkach apelem: drogi Egmoncie, czekamy na pełną wersję!

27 komentarzy:

  1. Ciekawe, dlaczego Egmont nie próbował wydawać Kajtka i Koka z paskami ułożonymi poziomo, tak jak w wydaniu z 1974 r. Czytałoby się to o wiele wygodniej. Czyżby po prostu drukarnie nie obsługiwały takiego formatu?

    Robert z Gdyni

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie.
    Czy będą kontynuowane opisy poszczególnych albumów, tak jak było to z "Kajko i Kokoszem" (cykl opisujący po 2 albumy) z serii "Kajtek i Koko". Chodzi mi o pierwsze wydania KAW-u, Zespołu, Adarexu itd...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie kiedyś doczekamy się takich wydań (poziomych z paskami). Zawsze to jakiś sposób na... drenaż naszych kieszeni ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepsze byłyby reprinty "Wieczoru Wybrzeża", co dzień w kioskach. To by dopiero Egmont frajdę zrobił. A tak poważnie, to uwaga "6pancernego" jest bardzo, bardzo rozsądna - tylko, że taką politykę stosuje np. Tadeusz Baranowski, przy współpracy z Gildią, Ongrysem, czy samodzielnie. Spuścizna Christy w dużym wydawnictwie jakim jest Egmont nie ma co liczyć na nowe wydania w innej formie.

    Czy poza "Mikropolis" kojarzycie jakiś inny współczesny komiks wydany "poziomo"?

    pozdrawiam
    Pytko z Bogdańca

    OdpowiedzUsuń
  5. "Kajtek i Koko" nie jest komiksem współczesnym :)

    Poziomo do tej pory wydaje się Walentynowicza, Butenkę, a ostatnio np. "Tajemnice Poznania".

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyłączam się do prośby, żeby Egmont wznowił komiksy w wersji poziomej, pełnej, bez zmian, cięć itd i dziękuję autorom bloga za ciekawe informacje! Jak zawsze jestem pod wrażeniem. Faktycznie szkoda, że Egmont nie wydaje komiksów poziomo (tak jak choćby MAW wydawał serię z Wilkiem).

    P.S. Wciąż jeszcze nie nabyłem 'Opowieści Koka'.

    OdpowiedzUsuń
  7. póki co Egmont usunął ze swej strony z zapowiedzi usunał informację o wydaniu w maju pełnego KIK w Kosmosie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest już informacja, że wyda go w czerwcu.

    Robert z Gdyni

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi też się nie podobają pionowe wydania "Kajtka i Koka", ale nie dlatego, że wizualnie kiepskie, tylko dlatego, że w starych wydaniach były 3 paski na jednej stronie, a w egmontowskich wydaniach tylko 2!!! To o ok.33% mniej!!!!!! "Śladem białego wilka" miałoby ok. 100 stron, a ma 152!!!!!!!!!
    W dodatku to się na CENIE odbija
    I jeszcze nawet nie trzeba powiększać formatu, bo dużo miejsca zajmują MARGINESY!

    OdpowiedzUsuń
  10. No i pionowe wydanie miałoby oczywiście ten plus, że wszystkie teksty umieszczone na przecięciu środkowych kadrów pozostałyby bez zmian (inna sprawa, że w komiksach Christy z tego okresu komentarze narratora pojawiają się stanowczo zbyt często, a spora ich część jedynie powtarza to, co czytelnik i tak doskonale widzi na obrazkach, więc zwłaszcza komiksy z tego albumu niekoniecznie tracą na ich braku).
    Ja zauważyłem jeszcze jedną drobną zmianę pomiędzy albumem „Pojedynek z Abrą” a wydaniem Egmontu, i jest to chyba jedyny powrót do pierwotnej wersji gazetowej. Otóż w górnym pasku na str. 341 (Egmont) Koko, widząc, że Abra, aby móc dokonać kolejnego czaru, pozbywa się szortów (czyli ostatniej właściwej części swej garderoby), stwierdza, że gdyby zamiast czarodzieja stała tam czarownica, przynajmniej byłoby na co popatrzeć, tymczasem w albumie „PzA” jego komentarz jest bardziej lakoniczny („nie ma na co patrzeć”).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ładne znalezisko. Trzeba teraz sprawdzić, czy tej autocenzury Christa dokonał do "Pojedynku z Abrą", czy np. już do gazetowych przedruków z lat 80.

      Usuń
    2. Jeszcze jedna autokorekta - fragment, o którym pisze, to już właściwie początek dolnego paska na str. 341.

      Usuń
    3. Ciekawe, że wspomniana wyżej zmiana dokonana w "Pojedynku z Abrą" została odrzucona w wydaniu Egmontu a inna nie. Np. na stronie 329 Wydania Egmontu, na 3 obrazku Koko mówi do Abry "Sam zjesz to siano!" podczas gdy oryginalna kwestia brzmiała ciekawiej: "Nie daruję! Mógł zaczekać, aż się najem!

      Robert z Gdyni

      Usuń
    4. Dokładnie! Choć Christa jest jednym z ulubionych komiksiarzy, to jego teksty narratora są zbyt oczywiste i to właśnie poważna wada jego twórczości!

      Usuń
    5. Jesteś niesprawiedliwy, albo próbujesz prowokować. Już w "Białym wilku" narratora było tyle co kot napłakał, a w "Kosmosie" zniknął zupełnie. Irytującego, oldskulowego narratora mamy w zasadzie tylko w "Piratach", "Baśniach" i "Pitekantropie". Czyli mówimy o latach 1961-1965 (bez genialnej "Arktycznej wyprawy") i nawet trudno robić Chriście zarzuty o archaiczność.

      Inna sprawa to jego wyraźny konserwatyzm. Rzeczywiście, w głównych seriach Christy trudno znaleźć jakieś nowoczesne kadrowanie, ciekawe kompozycje plansz czy eksperymenty narracyjne. Taką konwencję przyjął i tego się trzymał. Ale gdzie indziej pozwalał sobie na jechanie po bandzie, np. we wspomnianych już "Opowieściach Koka", w "Detektywie Tropie" czy w perełkach z "Relaxu".

      Usuń
    6. Od autora wpisu z 23.11, 17:53: Pisząc o nadużywaniu komentarzy narratorskich, miałem na myśli głównie komiksy z okresu wspomnianego przez Kaprala, czyli zebrane przez Egmont w albumie "Na tropach Pitekantropa". Właściwie już w tytułowym komiksie im bliżej końca, tym częściej Christa stosuje technikę, którą później doprowadził do perfekcji w "KiK w kosmosie", czyli opiera fabułę głównie na dialogach przy zredukowaniu komentarzy narratora do niezbędnego minimum (np. w epizodzie z handlarzami narkotyków w Hongkongu, czy sporym fragmencie nowojorskiej przygody).

      Usuń
    7. O nie. Kadrowania będę bronił. Kadry rysowane przez Christę były świetnie rozplanowane (pierwszy plan, drugi plan) niemal jak gotowe ujęcia do filmów, mają swój dramatyzm. W "Pitekantropie" czy "Białym wilku" albo "Londyńskim kryminale" to uczta dla oka. Ale w późniejszych komiksach z Kajkiem i Kokoszem też było znakomicie. Akurat Christa był wybitny jeśli chodzi o kadr w mojej ocenie, np. w odróżnieniu od Chmielewskiego, który rysował raczej "płaskie" kadry.

      Usuń
    8. No ale przyznasz Rock, że np. Baranowski był pod tym względem dużo odważniejszy. Weźmy scenę pojedynku z "Wody sodowej" (jak w spaghetti westernie), inserty, powtarzalne ujęcia, podział jednego tła na kadry itd. Tego u Christy nie uświadczysz. Podobnie jak skrótów perspektywicznych, przekrzywiania kamery, ujęć z góry (!) czy powiększania detali. Kadrowanie Christy już w latach 70. było nieco archaiczne, ale dzięki temu znacznie łatwiejsze w odbiorze od Baranowskiego.

      Usuń
    9. Tak, Baranowski był pod tym względem nie do przebicia. Postać (już nie pamiętam, w którym to było komiksie), która przechodzi (czy przeciska się?) przez kolejne kadry na sam dół strony, czy jakoś tak. Po prostu rewelacja. Takich pomysłów było mnóstwo.

      Musiałbym sięgnąć po komiksy Christy i przypomnieć sobie te rysunki. Być może masz rację, że Christa był archaiczny, ale jednak posiadał ten cudowny zmysł aranżacji kadru.

      Usuń
    10. Właśnie. Christa bardzo, bardzo rzadko w swoich komiksach używa innej liczby kadrów niż dla niego standardowa, tj 4 na pasek gazetowy, 10 na planszę. Być może miał w umowie z "Wieczorem Wybrzeża" określone, że będzie rysował 4 rysunki dziennie i tego się trzymał.

      Robert z Gdyni

      Usuń
    11. Zdarzały się wyjątki. Bywały czasem 3 kadry(Kajko i Kokosz), albo 5(Piraci) Spotkałem się z dwoma przypadkami, jak miał 6 kadrów.

      Usuń
    12. Bardzo lubię, jak do komiksu dają 4 równe linijki na planszę, bo w ten sposób łatwiej więcej zmieścić.

      Usuń
    13. Christa czasem za dużo wyjaśniał, co się dzieje nawet nie za pomocą narratora, tylko wypowiedziami bohaterów.
      Na przykład na ostatnim kadrze "Urodzin Milusia" Kokosz nie musiał mówić "Popatrz! z radości pomachał ogonem" albo "To prawda. Zostało tylko błoto."
      Na 27 stronie "Wielkiego turnieju" Kokosz niepotrzebnie powiedział "ujrzał w wodzie własne odbicie i zemdlał ze strachu."

      A to było w "Kajku i Kokoszu", czyli długo po "Pitekantropie".
      Podsumowując: Christa zawsze miał problem nagminnym wyjaśnianiem, co się dzieje na kadrach.

      Usuń
  11. Mój wcześniejszy komentarz poszedł z błędem - oczywiście chodziło mi o POZIOME wydanie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wdziałem jak amerykańskie wydawnictwo Fantagrapfics wydawało "Popeye'a". Wydanie jest pionowe i dali aż 6 pasków na stronę i było w było w dużym formacie.
    Jeżeli Egmont może tylko pionowo wydawać - to niech wydaje, jak powyżej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dużo 5-cio kadrowych pasków jest w "Opowiadaniu Koka" ( "Arktczna wyprawa") z kolei 2 kadrowych w "Dniach Gdańska". A więc autor jednak czasem eksperymentował.

    Robert z Gdyni

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.