czwartek, 27 września 2012

Grabadu

Strasznie cisi się ostatnio zrobiliście. Ani komciów, ani lajków na fejsie, nawet trailer przeszedł bez echa. Oj, chyba trzeba Was trochę rozruszać. A wiadomo, że nic tak nie podnosi ciśnienia w piątkowy poranek jak "Vaillant". No to dziś na tapecie będzie Koko. Większość bohaterów mamy już rozpracowanych: wiemy, że Kajtek-Majtek wziął się z komiksów Eugène'a Gire, ciotka Agata i wuj Ursus z Arnala, profesor Kosmosik z Monzona, a duch Albert z Cézarda. Natomiast ulubieniec publiczności Koko pozostawał prawdziwą zagadką... Aż do teraz.

Zacznijmy od początku. Pierwszy Kokopodobny grubas pojawił się na łamach "Tygodnika Morskiego" w lipcu 1960, w dowcipie "zgapionym" z komiksu Jeana Tabary'ego (tak, to ten od "Iznoguda"). Miał na imię Franek i nosił wąsy, a zobaczyć go można tutaj. W sumie Christa opublikował w "Tygodniku Morskim" ponad 50 kawałów (1960-1961), przy czym sporą ich część narysował w stylu, jakiego nikt by się po nim nie spodziewał.

Tygodnik Morski, grudzień 1960 - styczeń 1961

Weźmy choćby dwa powyższe stripy: dziwaczne ramki, uproszczone postacie, kwadratowe dłonie, patykowate ręce zwisające wzdłuż tułowia. Wszystkie te nietypowe elementy można również znaleźć u... Tabary'ego. O, proszę:

Jean Tabary: "Grabadu et Gabaliouchtou", Vaillant 1959-1960

Pod koniec lat 1950. Tabary publikował w "Vaillancie" dwie serie: przygodową "Richard et Charlie" oraz dziecięcą "Totoche". W 1959 dołączył do swojego portfolio trzecią, nieregularną serię pt. "Grabadu et Gabaliouchtou". Były to krótkie, zazwyczaj dwu- lub trzyplanszowe historyjki o absurdalnych perypetiach dwóch kompletnych idiotów, z których jeden (tęgi Gabaliouchtou) był jeszcze głupszy od drugiego (Grabadu). Rysowane to było zupełnie inaczej niż reszta komiksów w "Vaillancie". Jak na tamte czasy, "Grabadu" miał formę niemal undergroundową.

Chriście tak się spodobał podpatrzony u Tabary'ego styl, że zaprezentował go również w macierzystym "Wieczorze Wybrzeża". Było to w Wigilię Bożego Narodzenia 1960, a komiks nosił tytuł "Wesołych Świąt". Osoby wrażliwe prosimy teraz o zamknięcie oczu, bo od razu przedstawimy dwie wersje: francuską i polską.

"Grabadu et Gabaliouchtou mangent au restaurant", Vaillant #775, marzec 1960
"Wesołych Świąt", Wieczór Wybrzeża, grudzień 1960

Można już otworzyć oczy. Zastanawiacie się co to wszystko ma wspólnego z Kokiem? Cierpliwości. W maju 1961 kolejny podobny do Koka osobnik wystąpił w prakomiksie "Na morze" z Kajtkiem w roli głównej. Ta wersja nie miała ani wąsów, ani imienia, tylko funkcję szypra. Na debiut Koka właściwego trzeba było poczekać jeszcze pół roku. Dopiero w listopadzie 1961 pojawił się on w komiksie znanym dziś pod tytułem "Kajtek i Koko wśród piratów". Na początku wyglądał jak Gabaliouchtou (te rączki, te oczka!) i, podobnie jak on, był zupełnym kretynem.


Miał nawet podobne do swojego starszego francuskiego kolegi upodobania kulinarne.


Wprawdzie pod koniec historyjki o piratach Koko pozornie nabrał nieco rozumu, ale już w następnej serii pt. "Opowiadanie Koka" jego głupota osiągnęła nieznane wcześniej wyżyny. I tu jeszcze raz poprosimy wrażliwców o zamknięcie oczu. Znów mamy dwie wersje.

"Grabadu et son complice Gabaliouchtou à la montagne", Vaillant #813, grudzień 1960
"Opowiadanie Koka", Wieczór Wybrzeża, grudzień 1962

Jest to zresztą kolejny gag Tabary'ego, który Christa skopiował dwukrotnie - podobnie było z kawałami o tratwie i o smoku. Tym razem na recykling dowcipu trzeba było czekać aż 16 lat, a nastąpił on w "Zamachu na Milusia".

"Zamach na Milusia", Relax #16, kwiecień 1978

Wczesny Koko miewał też przebłyski inwencji. Oto jego wielce "oryginalny" sposób na powiększenie połowu. Nie musimy chyba przypominać o zamknięciu oczu.

"Pêcheurs!! Suivez les conseils de Grabadu", Vaillant #789, czerwiec 1960
"Opowiadanie Koka", Wieczór Wybrzeża, wrzesień 1962

Co ciekawe, Christa umieścił w swoim komiksie obu bohaterów Tabary'ego. W "Opowiadaniu Koka" pojawia się postać Odkrywcy, jako żywo przypominająca wąsatego i nieco bardziej rozgarniętego Grabadu.

"Opowiadanie Koka", Wieczór Wybrzeża, październik 1962

Tak więc na pytanie "skąd się wziął Koko?" śmiało możemy odpowiedzieć: z Tabary'ego. Warto też wiedzieć, że nowy mistrz Christy nie był żadnym komiksowym wyjadaczem (jeszcze). Był tyko o 4 lata starszy od naszego rysownika, a debiutował w tym samym co Christa, 1956 roku.

Lektura dodatkowa:
1) Jean Tabary 2) Editions Tabary 3) Hommage à Jean Tabary
4) Y ahora, ¿quién querrá ser Califa en lugar del Califa?

10 komentarzy:

  1. Panowie, wasz research jest godny podziwu. Spokojnie mozna doktorat z tego zrobic.

    Przypomina mi sie fragment z Tytusa, kiedy tenze egzaminowany byl przez R i A, i dostal pytanie 'Ile liter o z kreska zawiera trylogia Sienkiewicza'. Mysle, ze dla was pytanie o ilosc ó u Christy to betka.

    Dla podkreslenia wagi moich slow, silacz palnie piescia w stol.

    jarl Björn
    Sztokholm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy zostanie nam już tylko policzenie literek "Ó", koniecznie przypomnij nam, żebyśmy przerzucili się na zbieranie znaczków.

      Usuń
    2. star - to ile w końcu jest tych o z kreską? :P

      Usuń
  2. Prawdziwy szacun, dopóki nie znalazłem tej stronki myślałem, że tylko mnie i trzech kumpli ze studiów(dawne czasy) bawi cytowanie Kajka i Kokosza. Ale Wy wbiliście mnie w ziemię jak Łamignat bacikiem chciał wbić Wojmiła :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli chodzi o historyjkę "Wesołych Świąt" to przypomina to nieco sytuację z filmu "Alternatywy IV" z kawałem o Polaku, Amerykaninie i Niemcu z RFN-u.
    Widać, że Christa nie mógł umieścić knajpy w jej fabule, prawdopodobnie z powodu (auto?)cenzury, tak że straciła ona nieco na jakości humoru.
    Skoro już rozpoznaliście sprawę Kajtka i Koka, to chciałbym wspomnieć, że Kajko mógł być także inspirowany rycerzykiem z bajki "Waśnie i Baśnie" z 1964 r. Podobnie Hegemon, który przypomina mi króla pik z tejże bajki oraz Kapral podobny nieco sprytem i szczupłą sylwetką do jego zastępcy.

    Robert z Gdyni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Analogii z dowcipem Balcerka nie łapię. "Wesołych Świąt" nie był komiksem dla dzieci, więc nie było powodu, żeby wycinać knajpę. Chodziło raczej o to, że w Polsce drzwi obrotowe montowane były w sklepach, a nigdy w restauracjach. Więc czytelnik nie zrozumiałby gagu.

      Usuń
    2. Z dowcipem Balcerka chodziło mi o to, że po dostosowaniu przez S.Anioła żartu do potrzeb kabaretu stracił on wiele z pierwotnego sensu. Jeśli chodzi o drzwi obrotowe, to nawet dzisiaj, przynajmniej na wybrzeżu jest to w sklepach spożywczych ogromna rzadkość, a w czasach rysowania "Wesołych świąt" były prawdopodobnie spotykane jedynie w hotelach.

      Robert z Gdyni

      Usuń
    3. O właśnie, w hotelach! Czyli w miejscach niedostępnych dla przeciętnego Polaka w PRL-u :)

      Usuń
  4. Gratuluję świetnego tekstu.Bardzo ciekawa analiza.
    Widzę,że nowy sezon na blogu rozpoczął się od kilku mocnych pozycji.
    Mam nadzieję, że w jesiennej ,,ramówce" zaplanowano jeszcze podobne perełki.
    Pozdrawiam
    A.F.

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, niesamowite. Wiedziałem że się inspirował jeśli chodzi o Francję ale nie sądziłem że aż tak dalece, żeby obrazek w obrazek... Można zarzucić że z początku małpował Francuzów, ale lepsze takie wzory niż amerykańskie supermydło i megapowidło w sosie disneyowsko-bohaterskim, co dzisiaj małpują rozmaici debiutanci. Do tego po jakimś czasie jego dwie największe serie zaczęły żyć własnym życiem, świat Mirmiłowa stał się niepodległy itd. Przy okazji, dołączam się do pochwał dla świetnej christologicznej roboty jaką na tym blogu wykonujecie. Wpisy są pierwsza klasa, skarbów mnóstwo, fanowskie mashupy smakowite i w ogóle... Myślę że JCH byłby dumny. Tak trzymać.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.