W tym roku Ashika przygotował jeszcze jedną atrakcję. Przez całe przedłużone święta, czyli od dziś do niedzieli, będziemy codziennie śledzić przygody Kajtka i Koka w najnowszym rozdziale "Wewnętrznej podróży" pt. "Randka z przeznaczeniem". Odcinki możecie przeczytać na stronie Ashiki albo "Na plasterkach". Miłej lektury i Wesołych Świąt.
«« SUPLEMENT 3 »»
W tym miejscu zebrałem starsze uzupełnienia do postów pierwszego sezonu "Dawno i nieprawda". Najnowsze znaleziska znajdziecie tutaj.
Uzupełnienia do odcinka "Niderlandy 1968-1973":
Uzupełnienia do odcinka "Frankofonia 1970-1976":
Uzupełnienia do odcinka "Nieznane Lądy część 1: do 1979":
Uzupełnienia do odcinka "Hiszpania 1971-1977":
Uzupełnienia do odcinka "Włochy do 1962":
Uzupełnienia do odcinka "Hiszpania do 1949":
Uzupełnienia do odcinka "Hiszpania 1955-1961":
Uzupełnienia do odcinka "Frankofonia do 1950":
Uzupełnienia do odcinka "Blok wschodni do 1966":
Uzupełnienia do odcinka (?)
Niedawno w tekście pt. "Tu i ówdzie" pisałem jak to Asteriks i Obeliks objechali pół świata, a Kajko i Kokosz tylko pół Polski. Tak mnie zeźliła ta rażąca dysproporcja, że postanowiłem zrobić mapkę z podróżami panów "-ix" (poniżej), jako ściągę do przyszłych podróży naszych polskich zuchów. No i co na niej zobaczyłem? Ano, zobaczyłem Niemcy, Belgię, Wielką Brytanię, Hiszpanię, Włochy itd., czyli niemal całe NATO z czasów zimnej wojny. Jest nawet odkupiona od Włochów Korsyka i arcynudna Szwajcaria. Natomiast na wschód od Renu, Łaby i cieśniny Skagerrak rozciąga się gigantyczna biała plama, w której i my mieszkamy. Za czasów Goscinnego i Uderzo biała plama była jeszcze większa, ale potem powstał francusko-duński film animowany „Asteriks i wikingowie” (2006) oraz „Asteriks i Gryf” - feralny komiks, gdzie Jean-Yves Ferri wysłał w końcu Galów na wschód (2021).
Back in the USSR
O "Asteriksie i Gryfie" niewiele dobrego da się powiedzieć. Nie dość, że komiks w ogóle nie był śmieszny (za co prawdopodobnie scenarzysta wyleciał z ekipy), to jeszcze ukazał się w najgorszym możliwym momencie - tuż przed inwazją Rosji na Ukrainę. Wyobraźcie sobie, że w czasie gdy ruskie czołgi stały już na granicy, a zielone ludziki przejmowały kolejne kawałki Donbasu, Ferri jakby nigdy nic pisał romantyczną opowieść o pięknej wojowniczce Kałasznikovnej (!), Didier Conrad rysował trojkę sunącą przez ośnieżony step, a na okładce pokazał Konika Garbuska z bajki Piotra Pawłowicza Jerszowa. Ot, taka typowa dla Francuzów, naiwna fascynacja krajem, który rzucił Napoleona na kolana.
Na premierze albumu, w październiku 2021, wydawnictwo już chyba wiedziało, że popełniło faux pas i zaczęło ściemniać o jakichś Amazonkach, o parytetach płci, o tym, że Sarmaci "mówili językiem indoirańskim" i mieszkali "pomiędzy Rosją, Mongolią i Kazachstanem" (patrz: materiały prasowe). Dobra, dobra... bujać to my, ale nie nas. Przecież na pierwszy rzut oka widać, że to nie żadna Mongolia, tylko Matuszka Rassija. Co więcej, w poprzednim albumie pt. "Asteriks w Italii" Sarmaci pokazani zostali jako rosyjsko-ukraińscy komuniści (kadr poniżej), a kiedyś w wywiadzie Ferri mówił o Sarmacji: "Można powiedzieć, że ten kraj dziś już nie istnieje" ("Le Journal du Dimanche", styczeń 2021). Z tego co wiem, jedyny rosyjskojęzyczny, komunistyczny kraj na wschodzie, który już nie istnieje, to... Związek Radziecki. No i jesteśmy w domu.
![]() |
| Wyznawcy Karola Marksa + trojka + madame Kałasznikovna = Związek Radziecki, c.b.d.o. |
Za żelazną kurtyną
W sumie trudno winić Ferriego, że nie odróżniał Rosjan od Ukraińców i pewnych "subtelności" nie wyczuł. Już przed II wojną światową stara Europa miała mętne pojęcie o naszej części kontynentu (wyjątkiem byli Niemcy, ale to osobny temat), a po wojnie żelazna kurtyna przez 45 lat blokowała przepływ informacji między Wschodem i Zachodem. Dla przeciętnego Belga czy Francuza dzisiejsza postkomuna to odległe peryferia, tak samo niezrozumiałe i mało interesujące, jak dla nas Uzbekistan. A propos, znacie jakieś stereotypy czy ciekawostki o Uzbekistanie, które dałoby się ograć w "Kajku i Kokoszu"? Nie? No to już wiecie dlaczego Kajko i Kokosz raczej tam nie pojadą. Analogicznie Asteriks, który jest produktem zachodnim, skrojonym pod zachodniego czytelnika, nie będzie jechał do "przezroczystej" Polski, tylko do pięknej Portugalii, intrygującej Turcji albo do niezbyt intrygującej, za to swojskiej Holandii.
Jeśli teraz naniesiemy asteriksowe podróże na mapę z czasów zimnej wojny, znacznie łatwiej będzie zrozumieć linię między aktywnymi i nieaktywnymi destynacjami. W tym miejscu muszę wyjaśnić pewne zawiłości w "Asteriksie i Gotach" (1961-62). Zdaniem ChatGPT akcja tego albumu rozgrywa się m.in. w Turyngii, która po wojnie znalazła się po stronie NRD-owskiej. Jednak w komiksie nie znajdziemy żadnej zmianki o tym, że Galowie przekraczali granicę między dwoma państwami germańskimi, ani że w jednym z nich panuje dyktatura (ten wątek pojawił się dopiero w kontrowersyjnej przeróbce Rolfa Kauki z 1965 r.). Można więc uznać, że Asteriks i Obeliks nie dotarli do NRD, a z tą Turyngią to albo nadinterpretacja AI, albo uproszczenie Goscinnego.
Między nami demoludami
Żeby Galowie znów mogli pojechać na wschód, autorzy musieliby znaleźć jakieś punkty zaczepienia: ciekawostki, stereotypy, ogólnie znane fakty. Zapytałem DeepSeeka i ChatGPT z czym Europejczykom kojarzą się byłe demoludy. Odpowiedzi są niezbyt miłe, więc jeśli ktoś nie chce się denerwować, lepiej niech nie czyta.
A jeśli ktoś koniecznie musi, niech tu kliknie:
Z całego tego galimatiasu uprzedzeń, polityki, turystyki i przeszłości, większość tematów kompletnie nie nadaje się na scenariusze do "Asteriksa". Stosunkowo najmniej jest tu historii, a historii komunizmu prawie wcale. Szkoda, bo komuna to niewyczerpane źródło absurdów i czarnego humoru. Z samych tylko kawałów o kolejkach, partii i milicji możnaby ukręcić z dziesięć albumów. Do tego czyny społeczne, spekulanci, papier toaletowy, cenzura, bratnia przyjaźń itd. itp. Szkoda, że poza demoludami nikt by tego nie zrozumiał.
Na moje oko nie ma co czekać na wizytę Asteriksa. Temat musimy załatwić we własnym zakresie (patrz: końcówka poprzedniego posta). Wyobraźmy sobie np. wielki objazd Kajka i Kokosza po obozie socjalistycznym. Tytuł roboczy: "Dookoła bratoludów". Jeden album, w którym cała Słowiańszczyzna i kawałek Germanii pokazane byłyby przez pryzmat ustroju, w którym wszyscy musieliśmy funkcjonować. Byłoby kompleksowo, trochę strasznie, a trochę śmiesznie. No i moglibyśmy ostatecznie rozstrzygnąć odwieczny spór o to, który barak w obozie był najweselszy: Polska czy Węgry?
Pomysły! Pomysły!
Wariant pierwszy - sportowy. Organizujemy "Wyścig Pokoju", czyli socjalistyczną podróbę "Tour de France/Gaule". Sam Christa narysował kiedyś rowery w kajkoszowym kalendarzu, więc są kanoniczne. A jeśli nie rowery, to hulajnogi. Moglibyśmy zaprosić zawodników spoza bloku wschodniego (np. z Galii) i dać akredytację jakiemuś anonimowemu galijskiemu sprawozdawcy.
Wariant drugi - handlowy. Zamiast wyścigu jedziemy na tournée po bazarach. W gospodarce niedoboru wystarczyło wiedzieć czego gdzie brakuje i przy odrobinie sprytu można było nieźle zarobić. Największe lody kręciło się na handlu zagranicznym w skali mikro, tzn. z towarem w walizce. Na przykład: w Polsce zdobywamy zapasik szynki konserwowej, żelazek, kremu nivea, wódki, rajstop i biseptolu; jedziemy do NRD, tam sprzedajemy konserwy i za to kupujemy kalkulatory; następnie w Czechosłowacji zamieniamy żelazka na jablonex; na Węgrzech krem nivea na tokaj, a w Jugosławii wódkę na jeansy. Potem jedziemy z rajstopami do Bułgarii, z biseptolem do Rumunii (taka miejscowa antykoncepcja) i za utarg kupujemy złoto. Pozostały towar, zwłaszcza NRD-owskie kalkulatory oraz jeansy z Jugosławii, na pniu i z dużą przebitką opychamy w ZSRR, bierzemy jeszcze więcej złota i wracamy do kraju. Jablonex i tokaj wstawiamy do komisu. Aha, w wersji średniowiecznej towary zmieniamy na: kiełbasę, miód, węgrzyna, maglownice, zausznice, kadzidła, liczydła, gacie i zamorskie sukno.
Turystyczne ABC
Dla tych, którzy nie załapali wszystkich kontekstów i zawiłości, przygotowałem praktyczny poradnik jak poruszać się po demoludach, żeby podczas urlopu wyjść na swoje:
Na plasterki z Asteriksem!
Na koniec miałem napisać jakąś patetyczną odezwę o "duchu Janusza Christy", swojskości i prawdzie historycznej, ale uratowali mnie przed tym... Galowie. Otóż na Zachodzie od paru dni dostępny jest "Asteriks w Luzytanii" (w naszym baraku będzie w poniedziałek) i w sieci właśnie pojawiły się pierwsze reakcje. Niestety nie wygląda to dobrze. Komiks został podobno wyczyszczony z wszelkich "drażliwych" treści. Autorom nie wolno było np. pokazać Portugalczyków w sposób stereotypowy, tzn. z obfitym owłosieniem, bo zostałoby to odebrane jako bodyshaming. Znany z większości poprzednich albumów czarny pirat Baba nagle stracił swoje wydatne wargi i "murzyński" akcent, żeby nie narazić wydawnictwa na zarzuty o rasizm. Nowy scenarzysta, Fabcaro mówi wprost: "Oczekiwano od nas, że tak zrobimy". Słychać też głosy czytelników, że fabuła składa się z klisz, banałów i jest nudnawa. Nie mogę powiedzieć, żeby mnie to zaskoczyło. Ostatnio w dodatkach do "Asteriksa i Gotów" wyczytałem, że już w połowie lat 60. Goscinny miał kierować się zasadą "karykatury odpowiedzialnej", tzn. z Francuzów mógł się nabijać bezlitośnie, a z obcokrajowców ostrożnie. Teraz po prostu bardzo zawęził się "bezpieczny" obszar, ale zasada pozostaje dokładnie taka sama.
![]() |
| Metamorfoza Baby: przed i po. |
Mam wielką nadzieję, że "Kajka i Kokosza" nie spotka taki koniec. Po prostu róbmy swoje, nie kalkulujmy i nie oglądajmy się na Francuzów. A Wam, drodzy czytelnicy życzę, żeby Wam kapcie pospadały przy następnym tomie "Nowych przygód".
![]() | ![]() |
Jedną z najfajniejszych fanowskich wrzutek okazał się spis albumów w podziale na "wioskę" i "wyprawę". Wszyscy wiemy, że Goscinny i Uderzo niemal od początku trzymali się zasady, że co druga historia ma się rozgrywać w osadzie Galów albo w jej okolicy, a co druga w odległej krainie. Ale co innego wiedzieć, a co innego zobaczyć. Proszę bardzo, oto rozpiska:
Mam zresztą własną teorię na temat tych asteriksowych wypraw po Europie. Otóż wydaje mi się, że były one nie tyle pretekstem do żartów z rozmaitych narodowych stereotypów, co raczej sprytnym chwytem marketingowym, mającym na celu zdobywanie nowych rynków. Gdy Asteriks i Obeliks wpadali gdzieś z wizytą, seria od razu stawała się bardziej popularna wśród ludności tubylczej. Tak było w Niemczech po "Asteriksie i Gotach", w UK po "Asteriksie u Brytów", we Włoszech po "Asteriksie gladiatorze", w Szwajcarii po "Asteriksie u Helwetów" i oczywiście w Hiszpanii po... "Asteriksie w Hiszpanii".
Tymczasem u nas ani Krajowa Agencja Wydawnicza, ani Janusz Christa nie mieli mocarstwowych ambicji. "Kajko i Kokosz" był serią lokalną, o Polakach i dla Polaków. Bohaterowie nie musieli jeździć na zagraniczne tournée, żeby zdobywać nowych czytelników. Wystarczyło podnieść nakład ze stu do trzystu tysięcy i po sprawie. A jeśli autorowi znudziło się Mirmiłowo, wysyłał Kajka i Kokosza do uzdrowiska, na prowincję albo na delegację do stolicy - jak to w PRL-u. Raz tylko trafił się lot do Szkocji i dwa razy rejs po Bałtyku, ale i tego nie wykorzystano eksportowo. Zamiast jakichś cudownych leków, szranków, konkurów czy innych wczasów, trzeba było pójść po bandzie i na okładkach napisać "Kajko i Kokosz w Szkocji" albo "Kajko i Kokosz w Danii", jak u Asteriksa. Może wtedy by się sprzedało? No i jeszcze trzeba było chcieć sprzedawać, bo nawet jak Duńczycy łopatologicznie napisali "Kajko og Kokosz: Vikingerne", to zapomnieli o promocji.
Wracając do ad remu - ponieważ nasi wojowie jakieś tam podróże jednak odbyli, pomyślałem żeby im też zrobić podział historyjek na "trochę bliżej Mirmiłowa" i "trochę dalej". W mojej tabelce nie znajdziecie światowego zadęcia i przesadnej egzotyki, ale efekt końcowy jest wcale nie gorszy od "Asteriksa", choć odrobinę krótszy.
Wygląda na to, że w odróżnieniu od Goscinnego i Uderzo, Christa nie miał żadnego planu. Może tylko na początku, w "Wieczorze Wybrzeża", starał się przeplatać setting opowiastek, ale np. w pierwszym etapie "Świata Młodych" serwował młodym czytelnikom jedną bajkową podróż za drugą, a po powrocie z "Relaxu" kręcił się już głównie wokół Mirmiłowa i stałego zestawu postaci.
Maciej Kur, jako następca Christy, obrał nieco bardziej konsekwentną strategię. Każdy z jego długich scenariuszy (podseria "Nowe przygody") prędzej czy później - raczej prędzej - przenosi akcję daleko poza Mirmiłowo. Z kolei komiksowe shorty (podseria "Opowieści z Mirmiłowa") najpierw rozgrywały się w samym tylko grodzie, a od trzeciego tomu stanowią miks: gród/nie gród, z przewagą grodu. Być może autor uważa, że garstka "grodzian" i zbójcerzy już się trochę wyeksploatowała, że ma potencjał na krótkie historyjki, a w dłuższych fabułach trzeba im dodać nowych bohaterów, nowe lokacje i nowe problemy. Nie twierdzę, że tak jest na pewno, nie pytałem o to Maćka, po prostu tak mi podpowiada mój kolekcjonerski nos.
Nos podpowiada mi też, że w nowych "Kajkach i Kokoszach" Egmont unika odniesień do prawdziwej historii, pawdziwych władców i naszych prawdziwych sąsiadów. Rozumiem, że jest to w duchu Janusza Christy itd., ale dzisiaj nie ma już cenzury, która kazała twórcom chować się za bajkową rzeczywistością. Nie wiem jak wy, ale ja chętnie bym się pośmiał z Lecha, Czecha, Rusa i Prusa, ze starej Europy, a już najbardziej z Galla Anonima i ciągłego gadania o "polskiej podróbie Asteriksa". Myślę, że taka odmiana dobrze by serii zrobiła, zwłaszcza że jej adresatami od dawna nie są dzieci, tylko zdziecinniali boomerzy (w tym ja).
__________
EDIT: Pozwoliłem sobie pociągnąć ten temat w poście pt. "Chłopaki z baraków". Zapraszam do lektury.
A teraz skrót najważniejszych punktów wystąpienia red. Kołodziejczaka. Zapowiedzi na rok 2026 zaczynamy od "Kajka i Kokosza".

Jeszcze bardziej sensacyjnie wygląda przyszłość w uniwersum "Kajtka i Koka".

I wreszcie kilka informacji o już wydanych pozycjach, w tym o dwóch festiwalowych premierach.

W Łodzi można się było też obłowić w kajkoszowe gadżety Fundacji "Kreska" i sklepu AleKreska.pl.


To tyle niusów na dziś, czas na obiecane zdjęcia: najpierw slajd z prezentacji, poniżej twórcy nowych przygód Kajtka i Koka w kosmosie (Kur, Fijał, Piorunowski), a na końcu Tomasz Kołodziejczak przebrany za Kaprala.
![]() | |
![]() | ![]() |
Do zobaczenia za rok!
PS. Bardzo mi się podoba ten format prezentowania komiksów, dlatego zacząłem przerabiać w ten sposób całą sekcję "Okładki". Jest lepiej.
Na Trygława! Tej jesieni w ręce fanów Janusza Christy trafi niezwykły album "Kajko i Kokosz. Szkice i rysunki" zawierający niepublikowane szkice i projekty twórcy „Kajka i Kokosza”. Wydanie wzbogacone jest o zestaw dodatków: blaudruk jednej z plansz komiksu "Kajko i Kokosz" oraz pasujący do niego diapozytyw, a także jedną kartę na grubym papierze z czarno-białym rysunkiem. Album trafi do szerokiej dystrybucji 15 października br., a przedpremierowo będzie dostępny podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier na stoisku wydawnictwa Egmont.
To jednak nie koniec dobrych wiadomości dla fanów kultowej serii – we wrześniu na rynek trafi gra planszowa "Kajko i Kokosz. Porwanie Milusia". Autorem mechaniki jest Reiner Knizia, ilustracje stworzyła Magdalena "Meago" Kania, a nad wstępem do gry i opieką merytoryczną czuwał Maciej Kur.
Album "Kajko i Kokosz. Szkice i rysunki" Janusza Christy zawiera szkice i projekty powstałe podczas tworzenia serii o Kajku i Kokoszu. Znalazły się tu wstępne koncepcje postaci, ich różne warianty, a także materiały związane z puzzlami, grą komputerową, filmem animowanym i ilustracjami prasowymi. Wszystkie prace zostały starannie odrestaurowane przez Arkadiusza Salamońskiego – grafika komputerowego, pasjonata i znawcę twórczości Janusza Christy.
![]() | ![]() |
Prawdziwą gratką dla kolekcjonerów są wyjątkowe dodatki do albumu. Do wydania dołączono blaudruk jednej z plansz komiksu "Kajko i Kokosz" wraz z pasującym do niego diapozytywem oraz jeden z trzech wzorów karty na grubym papierze z czarno-białym rysunkiem Janusza Christy. Ponadto wydawnictwo Egmont przygotowało czwartą, ekskluzywną kartę, która będzie dostępna tylko podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi oraz w limitowanej sprzedaży albumu w księgarni Egmont.pl.
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
O tym, dlaczego "Kajko i Kokosz. Szkice i rysunki" to lektura obowiązkowa, mówi Tomasz Kołodziejczak – wydawca i twórca kanału "Otwarte Komiksy": To książka, która pozwala przyjrzeć się warsztatowi artysty. Projektom postaci, obiektów i teł, wczesnym wersjom niektórych bohaterów, niezrealizowanym wizjom. Pozycja dla fanów twórczości autora "Kajka i Kokosza", zainteresowanych kulisami powstawania tej popularnej serii. No i nie zapominajmy, że będzie ładnie wyglądać na półce obok eleganckiej "Złotej Kolekcji. Kajko i Kokosz".
Serdecznie zapraszamy na prelekcję Tomasza Kołodziejczaka "Kajko i Kokosz w szkicach i rysunkach", która odbędzie się w sobotę, 27 września w godzinach 14:15-15:15 w sali C podczas 36. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi.
W grze "Kajko i Kokosz. Porwanie Milusia" gracze wcielają się w znanych bohaterów – Kajka, Kokosza i innych mieszkańców Mirmiłowa – by wspólnie wyruszyć na wyprawę ratunkową. Celem jest uwolnienie ukochanego smoka Milusia, porwanego przez podstępnych Zbójcerzy. Nie będzie to jednak łatwa misja. Po drodze czeka wiele przeszkód, nieoczekiwanych spotkań i decyzji, które mogą odmienić losy całej wyprawy. A nad wszystkim czuwa cień zbliżającego się Hegemona, który w grze symbolizuje upływający czas – trzeba się spieszyć, zanim będzie za późno!
Plansza gry prowadzi przez znane z komiksów miejsca – od Mirmiłowa, przez chatkę Jagi, aż po Krainę Borostworów. Każda rozgrywka skrywa unikalne zadania i nagrody, a gracze muszą wykazać się zarówno sprytem, jak i współpracą. W trakcie potyczki rozwijają swoje postaci, zdobywają nowe umiejętności i stają oko w oko z przeciwnikami – wśród nich nie zabraknie takich postaci jak Oferma czy Kapral.
Kluczowym elementem gry jest zebranie jak największej ilości warzyw. To właśnie one są punktami zwycięstwa – Miluś, jako wielki miłośnik marchwi, musi zostać przekonany, by opuścić warownię Zbójcerzy. Komu uda się zebrać ich najwięcej, ten ma największe szanse na wygraną.
Za mechanikę gry odpowiada Reiner Knizia – jeden z najbardziej cenionych twórców gier planszowych na świecie. Ilustracje przygotowała Magdalena "Meago" Kania, znana z dynamicznego i barwnego stylu, który świetnie oddaje ducha oryginalnej serii. Nad wprowadzeniem do świata gry oraz spójnością fabularną czuwał Maciej Kur – scenarzysta oficjalnych kontynuacji komiksu: "Kajko i Kokosz. Nowe Przygody" oraz "Kajko i Kokosz. Opowieści z Mirmiłowa".
Gra "Kajko i Kokosz. Porwanie Milusia" to idealna propozycja zarówno dla wielbicieli serii Janusza Christy, jak i dla wszystkich fanów planszówek, którzy szukają tytułu pełnego przygód, humoru i słowiańskiego klimatu. Wrześniowa premiera to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto kocha dobrą zabawę i nie boi się stanąć do walki ze Zbójcerzami!
"Kajko i Kokosz. Porwanie Milusia" to gra dla 2 do 5 graczy powyżej 8. roku życia, z średnim czasem rozgrywki wynoszącym 30 minut. Elementy gry to plansza, figurka Kajka i Kokosza, figurka Hegemona, 38 kart wydarzeń, 31 kart przygód, tor rozwoju postaci, 15 wskaźników rozwoju postaci, 60 kart mieszkańców Mirmiłowa, 24 płytki Hegemona, 50 żetonów strawy, żeton rękawicy siły, 75 kafelków warzyw i 5 kostek. Gra kosztuje 199,99 zł i jest dostępna na www.egmont.pl, w sklepach z planszówkami, księgarniach, salonach Empik oraz w marketach prowadzących sprzedaż gier planszowych.
Jesień w Mirmiłowie zapowiada się wyjątkowo. Fani Kajka i Kokosza otrzymują niepowtarzalną szansę na poznanie procesu twórczego Janusza Christy i przeżycie emocji godne prawdziwych wojów!