czwartek, 23 lutego 2012

Gdzie jest Wit? Część 2

Kontynuując temat rozpoczęty dwa tygodnie temu, przybliżę dziś kolejne sylwetki drugoplanowych mieszkańców Mirmiłowa, którzy wtopieni w tłum mogli umknąć Waszej uwadze. A po lekturze posta proponuję zabawę. Waszym zadaniem będzie odszukanie w komiksach Christy woja Wita i podanie prawidłowej odpowiedzi na następujące pytanie:

Ile razy Wit pojawił się w komiksach, które Janusz Christa narysował
pomiędzy albumami "Na wczasach" i "Mirmił w opałach"?

Uwaga, każdy kadr liczymy osobno! Jeśli macie wątpliwości co do chronologii, zajrzyjcie do naszej Bibliografii. "Na wczasach" i "Mirmiła w opałach" pomijamy, gdyż tam Wit jest jednym z głównych bohaterów, a nam chodzi o odnalezienie jego sylwetki w tle albo w zbiegowisku. Pamiętajcie też, że Christa robił niejednokrotnie nieznaczne odstępstwa od swoich szkiców i upraszczał postacie. Wit czasami nie miał piórka w hełmie, zdarzało się, że miał inne obuwie itd. Jednak nie może być wątpliwości, że Wit to Wit - podstawowym kryterium naszej zabawy jest to, żeby można go było rozpoznać po charakterystycznej buźce. Na Wasze odpowiedzi w komentarzach pod postem (na razie będą ukryte) czekamy do niedzieli, w poniedziałek ogłaszamy wyniki.


Książeczek "Gdzie jest Wit?" pewnie nigdy nie doczekamy i można się jedynie zastanawiać co by było, gdyby Janusz Christa urodził się po przeciwnej stronie żelaznej kurtyny? Moją wyobraźnię podsyca fakt, że Egmont ma na swoim koncie pięknie wydane (na kredzie i w twardej oprawie) albumiki tego typu ze Smerfami. Ale od czego jest nasz blog? Tutaj marzenia nabierają realnych kształtów. A więc do dzieła! Gdzie jest Wit? I gdzie są inni poddani Mirmiła?

BEDNARZ

Pierwszym mieszkańcem grodu, którego dzisiaj zaprezentuję, jest postać z sumiastym wąsem. W jego przypadku możemy jedynie próbować odgadnąć profesję, choć bardzo podobny do niego bohater pojawia się w "Dniu Śmiechały" i zostaje tam przedstawiony jako bednarz (8). I tej wersji będę się trzymał. Po raz pierwszy widzimy Bednarza w "Łaźni", gdzie wychodzi na spotkanie Ofermie (1), popiera kandydaturę Mirmiła na stanowisko piecowego (2) oraz obserwuje Zbójcerzy stojąc na zewnątrz sauny (3). W "Skarbach Mirmiła" przygląda się nauce latania (4) oraz bierze bardzo aktywny udział w poszukiwaniach Mirmiła (5). W "Cudownym leku" jest członkiem delegacji mieszkańców pod przewodnictwem Pielgrzyma (6). W "Festiwalu czarownic" komentuje męczące zachowanie Mirmiła giganta (7). Po raz ostatni pojawia się w "Mirmile w opałach", gdzie przestrzega Ofermę przed stosowaniem niecnych sztuczek (9).

123
45
6789

PRZEWODNICZĄCY

Następny mieszkaniec Mirmiłowa to osobnik w pelerynie z kapturem. Niestety nic o nim nie wiadomo, pomimo, iż Christa lubił go rysować i przydzielał mu często role mówione. W "Łaźni" jest inicjatorem zwołania narady samorządu wojów (1), dlatego nazwałem go roboczo Przewodniczącym. W "Skarbach Mirmiła" widać go na czele pochodu mieszkańców (2). W "Cudownym leku" występuje w gronie parlamentariuszy negocjujących z rycerzem Rubrykiem (3), widać go także wśród mieszkańców, którzy z obrzydzeniem odkryli, że podrzutkiem okazał się Kapral (4). W "Festiwalu czarownic" daje sygnał do rozpoczęcia zawodów (5) oraz komentuje uciążliwe zachowanie powiększonego Mirmiła (6). W "Dniu Śmiechały" z radością przyjmuje inicjatywę wydania uczty na część obrońców grodu (7), kilka stron dalej przygląda się żartom Kajka i Kokosza (8), a w końcowej części z "troską" pochyla się nad poturbowanymi Zbójcerzami (9). W kolejności chronologicznej po raz pierwszy postać ta pojawia się w "Zamachu na Milusia", ale są to kadry dorysowane w 1988 roku (10). Przewodniczącego po raz ostatni widzimy w "Mirmile w opałach", gdzie wygraża Zbójcerzom okupującym gród (11).

1234
567
891011

Janusz Christa często mylił Przewodniczącego z Bednarzem. Na wielu kadrach pojawia się miks tych dwóch postaci, tzn. sylwetka z peleryną w kapturze zwieńczona głową Bednarza.


WĄSACZ

Faceta z charakterystycznym zarostem i hełmem Christa narysował po raz pierwszy w "Łaźni" (1). W "Skarbach Mirmiła" widzimy go najpierw w grupie obserwatorów nauki latania (2), a następnie nad skrzynią z okupem, gdzie opłakuje przyszły los mieszkańców grodu - i swój własny, rzecz jasna (3). Tu jednak dość trudno go rozpoznać, ma bowiem nie tylko wąsy, ale i brodę, zresztą nie po raz ostatni.

Jeśli trzymać się wewnętrznej chronologii serii, to Wąsacz pojawia się najpierw w "Zamachu na Milusia", tyle że na planszy powstałej dopiero w 1988 roku (7). W "Cudownym leku" widać go jedynie na ostatniej stronie, gdzie przygląda się desperującemu Mirmiłowi (4). W "Festiwalu czarownic" objawia się na początku komiksu jako bezlitosny recenzent przemówienia kasztelana (5). Natomiast po raz ostatni spotykamy go w "Borostworach", w dość kiepskiej kondycji wywołanej pragnieniem (6).

1234
567

KMIEĆ

Mieszkaniec w wełnianym obuwiu wydaje się najmniej efektowny ze wszystkich. Jego powierzchowność przypomina raczej rolnika niż rycerza i stąd przydomek jaki mu nadałem. Jednak mimo to okazał się jednym z trzech najbardziej przez Christę ulubionych. To właśnie on występuje w największej ilości scen w moim zestawieniu.

Po raz pierwszy narysowany został w grupie mieszkańców czekających na Zbójcerzy przed "Łaźnią" (1), ale chronologicznie pojawił się najpierw w rozszerzonej części "Zamachu na Milusia" (12). Następnie widzimy go w "Profesorze Stokrotku", gdzie wskazuje sprawców zniknięcia Kajka i Kokosza (2). W "Skarbach Mirmiła" pojawia się podczas nauki latania (3) oraz na czele pochodu (4). W "Cudownym leku" jest członkiem grupy parlamentariuszy (5), oburza go widok Kaprala-podrzutka (6), po czym na wałach z radością dostrzega powracających Kajka, Kokosza i Milusia (7). W "Festiwalu czarownic" dwukrotnie komentuje poczynania Mirmiła-giganta (8 i 9). W "Dniu śmiechały" znów cieszy się na widok powracających z lasu Kajka i Kokosza (10), w "Borostworach" wypatruje deszczu (11), a w "Mirmile w opałach" odnajdujemy go w tłumie zebranym wokół Ofermy (13).

1234
56789
10111213

SZEWC

Kolejną postacią jest zabawny jegomość w skórzanej czapce z piórkiem. Na szkicu Christy ma dość dziwaczne obuwie, do tego ubrany jest w coś na kształt skórzanego fartucha, i pewnie z tego powodu skojarzył mi się z szewcem.

Spośród wszystkich mieszkańców grodu z mojego zestawienia tylko on pojawia się w "Urodzinach Milusia", gdzie pierwszy dostrzega wracających Kajka, Kokosza i Milusia, co oznajmia radosnym okrzykiem (1). W "Łaźni" widzimy go w grupie mieszkańców rozmawiających z Ofermą (2) oraz na zewnątrz sauny (3). W "Cudownym leku" oburza się na widok Kaprala podrzutka (4) oraz cieszy się na widok Kajka i Kokosza lecących na Milusiu (5). W "Festiwalu czarownic" widzimy go w grupie obrońców Mirmiłowa osłupiałych na widok Rarogów przyklejonych do tarana (6). Po raz ostatni pojawia się w "Borostworach", gdzie spragniony snuje się na nogach (7).

123
4567

ROGACZ I KRÓTKOWIDZ

Na koniec zostawiłem najmniej wykorzystanych przez Janusza Christę poddanych Mirmiła. Osobnik z rogiem w hełmie pojawia się tylko na dwóch kadrach w "Łaźni" i na dodatek z nieco zmodyfikowanym nakryciem głowy, ale za to w roli mówionej. W dwóch swoich wejściach robi wszystko, żeby nie zostać wybranym na stanowisko głównego piecowego (1 i 2).

Ostatnią postacią w moim zestawieniu jest mieszkaniec grodu, którego Christa naszkicował jedynie od szyi w górę. Jego cechami rozpoznawalnymi jest charakterystyczna czapka i wyłupiaste oczy. Pojawia się na pewno w "Festiwalu czarownic", gdzie oniemiały ze zdumienia przypatruje się zmniejszonemu Mirmiłowi (3). W dwóch pozostałych przypadkach, tj. w "Zamachu na Milusia" (4) i w "Mirmile w opałach" (5), jedynie czapka wskazuje, że może chodzić o tę samą postać. Ale mnie to w zupełności wystarczy i Wam chyba również.

12345

Mam nadzieję, że Elegant, Kapelusznik, Lizus, Przewodniczący, Wąsacz i inni - anonimowi dotąd - mieszkańcy grodu dołączą do grona Waszych ulubieńców, zajmując miejsce obok Mirmiła, Lubawy, ich dzielnych wojów oraz smoka Milusia. Życzę wielu nowych odkryć przy ponownej lekturze komiksów, a teraz już czekam na odpowiedzi w naszym naplasterkowym konkursie bez nagród.

wtorek, 21 lutego 2012

Adam Niezgódka pod Grunwaldem

Z Biura Wystaw Artystycznych w Krośnie dostaliśmy foldery wspólnej wystawy Janusza Christy i Jerzego Wróblewskiego. To absolutny kolekcjonerski "musiszmieć" - po raz pierwszy ukazały się tu drukiem dwa rysunki Christy: Adam Niezgódka z "Triumfu Pana Kleksa" (wbrew pozorom to inny szkic niż ten z "Dziennika Bałtyckiego") i "Bitwa pod Grunwaldem" w wersji mikro. Po rozłożeniu publikacja ma format A3, wydrukowana jest na kartonie. Stokrotne dzięki dla BWA i Wojciecha Łowickiego.


Wiadomości ciąg dalszy:
  • Dobra nowina dla posiadaczy iPadów, iPodów, androidów itp. W ofercie Woblinka dostępnych jest już wszystkich 20 tomów "Kajka i Kokosza", oczywiście w formie e-booków.
  • Łukasz Kowalczuk zrecenzował, a właściwie rozjechał przygodówkę "Kajko i Kokosz: Twierdza Czarnoksiężnika". Między recenzentem, "psychofanami Christy" (to my) i twórcą gry wywiązała się rzeczowa dyskusja, zakończona tradycyjną ucztą i spętaniem barda.
  • Po niedawnych plebiscytowych sukcesach "Kajtka i Koka", czas na zimny prysznic. Gildia opublikowała Komiksowe Top 50 za cały 2011 rok, oparte na wynikach sprzedaży. Jedynym komiksem Christy, jaki tam się znalazł, są "Opowieści Koka"... na 39 miejscu. Nigdy byśmy nie pomyśleli, że nasze hobby jest aż tak niszowe.
  • "Nie tylko Christa" to tytuł recenzji komiksu... "Kuśmider i Filo" Raczkiewicza i Dąbrowskiego. Po takim tytule nie musimy Was chyba zachęcać do lektury.
  • W magazynie "Komputer Świat GRY Dla dzieci" nr 2/2012 znajdziecie kolejny plakat "Twierdzy Czarnoksiężnika" (poprzednie dwa tutaj). Tym razem ilustracja jest identyczna jak na pudełku z grą, ale format kilkakrotnie większy (A3). Jest też recenzja, zaczynająca się od słów: "Sympatyczna gra, ale technicznie starożytna - na szczęście absurdalny klimat ratuje wszystko".

piątek, 17 lutego 2012

Papier, ołówek, tusz i farby

Jedną z atrakcji tegorocznej wystawy w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi było autentyczne stanowisko pracy Janusza Christy, wypożyczone z gdańskiej Pracowni Komiksowej. Zwiedzający mogli zobaczyć biurko, przy którym Mistrz narysował większość swoich prac oraz przybory, jakimi się posługiwał.

Centralne Muzeum Włókiennictwa. Zdjęcie: Wojciech Jama

Rekonstrukcja była dość wierna. Dla porównania przedstawiamy zdjęcie tego samego biurka i tej samej szafki, wykonane jeszcze za życia rysownika, w mieszkaniu przy ul. Wybickiego w Sopocie.

Pracownia Janusza Christy przy ul. Wybickiego.
Zdjęcie: archiwum "Na Plasterki"

Spróbujmy przyjrzeć się technicznej stronie powstawania komiksów. Podstawowymi narzędziami Christy były oczywiście: ołówek, czarny tusz i kartka papieru. I tu zaczynały się typowe dla PRL-u problemy z zaopatrzeniem:
Moje pierwsze komiksy rysowałem na kalce technicznej, bo w żaden sposób nie można było zdobyć brystolu. Ale z czasem wpadłem na pomysł z papierem fotograficznym. Po jednej stronie była kładziona emulsja, ale po drugiej stronie był brystol - dobry, zagraniczny papier. Agfa to robiła. Kiedyś w sklepie mi odbiło. Poprosiłem o dwie wielkie paczki. [...] Było drogo, ale trudno. Baba mi podaje. A ja pytam:
- Czy pani sprawdzała, że to jest biały papier a nie różowy czy niebieski?
- Ależ skąd, proszę pana. Oczywiście, że biały! [...]
A ja rozdarłem tę kopertę, wyciągnąłem papier, patrzę - faktycznie, biały. Chociaż tylko z jednej strony bo zaraz się prześwietlił i zrobił się czarny. W tym momencie ona z wrzaskiem:
- Proszę pana, ja teraz od pana tego nie przyjmę! Ten papier jest prześwietlony!
- Wcale nie chcę, żeby pani go przyjmowała. Taki własnie mi pasuje.
Popukała się palcem w czoło.

Ta sama pracownia w latach 80.
Janusz Christa był leworęczny, więc okno miał z prawej strony.
Zdjęcie: Dziennik Telewizyjny

Z piórkami wcale nie było lepiej:
Przez lata kupowałem radzieckie piórka do rysowania. Były strasznie twarde, rysowało się jak drutem. Spytałem nieżyjącego już dziś Jurka Wróblewskiego:
- Słuchaj, jakim piórkiem ty rysujesz? Te ruskie są przecież pancerne, a polskie to w ogóle do niczego się nie nadają.
- Wiesz, kupiłem w Składnicy Harcerskiej silniczek do samolocika napędzany bateryjką odpowiada mi Jurek - japoński, bardzo dobry. On ma taki dziubek, trzeba na niego nadziać dużą gumkę do ścierania, ale taką idealnie okrągłą. Potem oblepić ją najcieńszym papierem ściernym. I gotowe.
Więc też sobie taki silniczek kupiłem. I powoli, dokładnie przypatrując się przez lupę, tarłem. Dopiero jak pół piórka spiłowałem to stawało się elastyczne, dzięki czemu mogłem osiągnąć moją miękką kreskę.

"Opowieści ojca Koka", Świat Komiksu nr 25 (2001)

Pod koniec kariery Christa przerzucił się z brystolu na specjalną plastikową kalkę (matową folię kreślarską), co pozwoliło mu wzbogacić warsztat o technikę scratchboardu, polegającą na zeskrobywaniu tuszu ostrym narzędziem, np. żyletką. Pozwalało to na uzyskanie bardzo płynnych przejść tonalnych, znacznie lepszych niż przy użyciu samych czarnych kresek. W wielu pracach z tego okresu, np. na okładce "Fatalnego Rozkazu" czy w puzzlach "Borostwory" i "Księżniczka", łatwo można znaleźć fragmenty wykończone przy użyciu tej techniki. Dziś za jednego z mistrzów scratchboardu uchodzi Thomas Ott.

Niewydane puzzle "Borostwory""Fatalny rozkaz"

Przez pierwszych 17 lat swojej pracy zawodowej Christa posługiwał się wyłącznie czernią i bielą, bo taki był format prasy codziennej. Wyjątki stanowiły pierwsze odcinki "Kuku-Ryku" i "Koraka syna Tarzana" (1958) oraz dwa żarty w "Tygodniku Morskim" (poniżej, 1961). Nie wiemy, czy rysownik wykonał je w kolorze, w sepii, czy też w szarościach. W druku wszystkie zostały "zrobione na szaro".

Tygodnik Morski 14.05.1961Tygodnik Morski 21.05.1961

Debiut Christy w pełnym kolorze miał miejsce dopiero w roku 1974, na okładce książeczki "Sopot, lato. Vademecum ...i nie tylko" (dwa kolorowe paski "Kajtka i Koka w kosmosie" powstały być może wcześniej, ale nigdy nie zostały opublikowane). Rysownik nakładał wtedy kolor bezpośrednio na rysunek, podobnie jak w pierwowzorze "Szant", w ilustracjach w magazynie "Czas" czy w "Pasowaniu". Było to jednak nieprofesjonalne i niezgodne z wymogami ówczesnej poligrafii. Po przejściu do "Świata Młodych", który ukazywał się w kolorze od roku 1974, Christa musiał się dostosować i opanować trudną technikę blaudruku.

1. Plansza z kreską2. Czysty blaudruk (rekonstrukcja)
3. Pokolorowany blaudruk4. Blaudruk z nałożonym diapozytywem
Źródło: Tytus de ZOO. Christa zazwyczaj rysował na formacie o pierwiastek z 2 większym
od tego, jaki miał ukazać się w druku.

Od tej pory autor najpierw wysyłał planszę z kreską do drukarni, gdzie robiono dwie jej kopie w skali 1:1, a mianowicie: blaudruk (jasnoniebieski, jasnozielony lub szary wydruk na grubym papierze) oraz diapozytyw (wydruk na przezroczystej folii). Następnie kolorował blaudruk, używając najczęściej farb wodnych Pelikan oraz gwaszu holenderskiej firmy Talens, po czym odsyłał go z powrotem do drukarni. Tam rozbijano blaudruk na składowe i dodawano czerń z diapozytywu (czyli CMY+K).

Zaletą tej techniki była bardzo wyraźna kreska, składająca się wyłącznie z czerni, a wadą - kolorowanie "po omacku" i trudności ze spasowaniem blaudruków z diapozytywami. Jeśli papier do blaudruku był złej jakości, mógł rozciągnąć się lub skurczyć pod wpływem wilgoci z farb i przestawał pokrywać się z kreską. Z czasem technikę zmodyfikowano i blaudruki zaczęto drukować na papierze naklejonym na metalową płytkę. Tak np. było w przypadku "Urodzin Milusia". Widoczne na poniższym zdjęciu zmniejszenie blaudruku z A3 do A4 mogło wynikać z niemożności podziału planszy na dwie części A4, jak to miało miejsce w innych komiksach Christy.

"Urodziny Milusia" - kreska i "metalowy" blaudruk
Brzeg i tył "metalowego" blaudruku

Podobno narysowanie jednego komiksu z Kajkiem i Kokoszem zajmowało Chriście kilka miesięcy wytężonej pracy. Tyle trwało szkicowanie, nakładanie tuszu, wpisywanie liter w dymki i wreszcie kolorowanie (a co ze scenariuszem?). Od ostatniego albumu upłynęło już ponad 20 lat i w tym czasie technika bardzo poszła do przodu. Dziś komiksiarze mogą korzystać z wielu udogodnień, jak skanery, tablety, specjalistyczne oprogramowanie, czy gotowe czcionki. Jednak niezależnie od tego jaką technikę wybierzemy i tak wszystko zaczyna się od  czystej kartki i ołówka.

Blaudruk z literami, które musiały
zniknąć z klisz CMY
Zdjęcie: archiwum "Na Plasterki"

wtorek, 14 lutego 2012

Niewdzięczna rola średniowiecznego restauratora

Nasz Stały Czytelnik Piotr przedstawia! To tyle tytułem wstępu.

* * *

Zapraszam Was dziś na wędrówkę szlakiem karczm i zajazdów Mirmiłowa i okolic. Przy okazji będę się starał ocenić je pod kątem jakości świadczonych usług. Jak wiemy, w samym grodzie dużą popularnością cieszyła się Klubogospoda. Lokal ten pełnił funkcje nie tylko gastronomiczną, ale i rozrywkową, podobnie jak Karczma Frykas z okolic Wojmiłowa oraz stołeczna Grand Karczma kategorii "S".

Klubogospoda w Mirmiłowie
Grand Karczma w stolicyKarczma Frykas

W czasach, gdy do wyjątków należało zatrudnianie "publikatorów", którzy prezentowaliby aktualne informacje z grodu i ze świata (na co mógł pozwolić sobie tylko Rangar i Jaga korzystająca z usług gadającego kruka Gdasia), to właśnie Klubogospoda była miejscem wymiany informacji i towarzyskich spotkań. Wśród klientów lokalu znalazła się także dwójka dobrze znanych świniarzy-dywersantów, wykorzystujących częste wypady kierownika w teren, a także Zbójcerze w cywilu oraz Niesław z kolegami. W tych dwóch ostatnich przypadkach pobyt w gospodzie miał charakter wyłącznie służbowy, w związku z tym trwał bardzo krótko.


Niewątpliwym atutem lokalu była punktualność serwowania potraw oraz gorąca atmosfera, ale nie aż tak gorąca, żeby coś przypalić. Dbał o to sam Kokosz, który bardzo pilnował, by karczmarz przestrzegał pór wydawania posiłków, będąc przy tym bardzo stanowczym.


Niestety, skupiał się wyłącznie na jedzeniu, zaniedbując badania składu chemicznego oraz mocy trunków. Tymczasem, jak wiemy, dłuższe spożywanie w tym lokalu napojów wyskokowych powodowało skutki uboczne w postaci halucynacji, np. wizji króla na białym koniu.


Najsympatyczniejszym lokalem poza murami grodu Mirmiła była bez wątpienia karczma prowadzona przez rodzinę Kokosza - jego wuja i ciotkę Pelagię.


Niech nikogo nie zmyli nazwa "Miody - Piwa - Kwas Chlebowy". Można tam też było całkiem porządnie podjeść. Kokosz (jak to w życiu bywa) przypominał sobie, że ma rodzinę wyłącznie wtedy, gdy doskwierał mu głód, a karczma akurat była po drodze. Wuj patrzył pobłażliwie na jego wady charakteru oraz niepohamowany apetyt, ale po cichu – jak każdy człowiek interesu - liczył też straty. Tym bardziej, że bardzo często po wizycie swojego krewniaka musiał pokrywać koszty naprawy dachu.


Poza jednym wyjątkiem karczmarza, który uczciwie nie zażądał zapłaty od Ofermy posilającego się na rzekomo czarodziejskim obrusie...


... pozostali przedsiębiorcy, u jakich stołowali się nasi bohaterowie, to niestety dusigrosze i oszuści, o czym świadczyła obsługa w Zajeździe Książęcym oraz w karczmie na rozstaju dróg.


Jednak moim osobistym faworytem do tytułu najgorszego karczmarza pozostaje Schabomił, który za namową żony, pomimo uregulowanego rachunku za posiłek, wezwał na pomoc wójta ze strażnikami. Na szczęście prawda szybko wyszła na jaw.


Mając tak wspaniałe wzorce do naśladowania, także Hegemon dwukrotnie zapragnął zostać restauratorem, licząc przy tym na bardzo dobre wyniki finansowe. Stawiając pierwsze kroki w tym biznesie stworzył samoobsługową Gospodę Pod Gruszą. Prosty biznesplan początkowo zakładał brak wkładu własnego, co bezpośrednio korespondowało z ówczesną polityką permanentnego niedoboru.


Musiał on jednak zostać skorygowany już podczas wizyty pierwszych gości, którymi okazali się Kajko i Kokosz. Głodnym i spragnionym konsumentom, nie rozumiejącym idei lokali samoobsługowych, z pomocą przyszedł Miluś. Silnie zmotywowany Hegemon pod przymusem uznał, że klient ma zawsze rację i ostatecznie zdecydował się na przyjmowanie nawet najbardziej wyszukanych zamówień.


Pomimo błyskawicznej obsługi i obowiązkowych gruszek na przystawkę, których rozmiar zaskoczył nawet Kokosza, Zbójcerze musieli zawiesić działalność gospodarczą aż do obchodów setnej rocznicy powstania Mirmiłowa. Wtedy to, tworząc alternatywną bazę noclegową dla gości kasztelana,...


... nie zapomnieli też o atrakcjach kulinarnych.


Niestety, hitem nie okazała się ani ekologiczna żywność bogata głównie w chlorofil, ani krystalicznie czysta woda przeciwpożarowa serwowana w dużych ilościach. Zbójcerze nie przekonali gości Pensjonatu Niespodzianka do nowej diety, porównywalnej jedynie do tej z Sanatorium Rapacholin...


... a wysokie odszkodowania za straty moralne wyegzekwowane przez Kajka i Kokosza skutecznie zniechęciły Hegemona do dalszego inwestowania w branżę gastronomiczną.

Piotr

czwartek, 9 lutego 2012

Okładki #9. Ale głupi ci Polanie

Dziewiątą odsłonę cyklu "Zróbmy sobie okładki" rozpoczynamy od kapitalnej pracy Tomka Kleszcza pt. "Kajko i Koks" z kolorami Mariusza Topolskiego. Jest to już druga okładka Tomka, poprzednią prezentowaliśmy w listopadzie.

Pozostałe trzy wykonali panowie Florkowie. To zaledwie zapowiedź całych serii i kolejnych filmików, które Arek z Piotrem zamierzają wrzucić na YouTube'a: "Asterix u Kajka i Kokosza", "Kapitan Kajkosz", "Legendarna historia Polski", "Podziemny front" oraz "Piloci miotłowca".

Tomasz Kleszcz
(kolor Mariusz Topolski)
Arkadiusz i Piotr Florek
Arkadiusz i Piotr Florek

Odwiedzajcie galerię. Przysyłajcie własne rysunki, mash-upy i kolaże. Fani czekają.