czwartek, 27 czerwca 2013

Maestro Gire, część 2

Wracamy do "Vaillanta" i do znakomitego francuskiego rysownika Eugène'a Gire'a. Krótki przegląd jego twórczości zakończyliśmy na serii "Les Avatars d'A.Bâbord" (1949-65), dzięki której narodził się Kajtek-Majtek. Okazuje się jednak, że: po pierwsze nie tylko Kajtek, ale także Koko; a po drugie Christa podpatrywał Gire'a znacznie wcześniej... i znacznie później. Dlatego zaczniemy od samego początku kariery rysownika z Sopotu, od jego pierwszego humorystycznego komiksu i zupełnie innych bohaterów.

KUKU-RYKU

Ta 11-odcinkowa seria ukazywała się w tygodniku "Przygoda" od marca 1957 do czerwca 1958. Już w magazynie "Jazz" widać było, że Christa wychował się na Myszce Miki. W "Kuku-Ryku" stało się to ewidentne. Trudno ocenić ile w tym komiksie było plastycznych inspiracji Gire'm, a ile Arnalem, bo obaj rysowali w mocno disnejowskim stylu. Za to na pewno Christa uczył się od Gire'a języka komiksu, podpatrując "stałe fragmenty gry". Francuz uwielbiał na przykład rozpoczynać każdy odcinek inną winietą, dostosowaną do treści epizodu. Arnal zresztą także, ale poniższy przykład nie pozostawia żadnych wątpliwości co do pierwowzoru.

Przygoda #43, grudzień 1957Vaillant #337, październik 1951

Kolejną sztuczką pożyczoną z "A.Bâborda" są okrągłe postrzępione kadry. Była to wizytówka Gire'a, który do każdego odcinka wrzucał kilka takich charakterystycznych kółek, czasem nawet układał je we wzorki. I wreszcie szarości - możecie wierzyć lub nie, ale Christa używał ich w pierwszych pięciu odcinkach "Kuku-Ryku" (nie ma ich w "Kajtku, Koku i innych"), podobnie jak w "Koraku synu Tarzana".

Przygoda #20, czerwiec 1957Vaillant 1950-51

JACK O'KEY

Kiedy ukazywał się ostatni epizod "Kuku-Ryku" (26 czerwca 1958) Christa rysował już dla "Wieczoru Wybrzeża" następny komiks humorystyczny pt. "Jack O'Key". Tymczasem Gire też dorobił się nowej serii pt. "Kam et Rah les terribles" (czyt. Kam-e-Ra, 1955-1964). Były to kilkuplanszowe historyjki o tematyce westernowej, pojawiające się w "Vaillancie" co kilka miesięcy. Na tydzień przed pierwszym "Jackiem O'Key", u boku kowbojów Kama i Rah gościnnie wystąpił zapomniany komiksowy bohater z 1947 roku, niejaki Jim Yes-Yes (patrz: część 1). Być może podobieństwo Jacka O'Key i Jima Yes-Yes jest całkowicie przypadkowe, ale szczerze mówiąc nie postawiłbym na to ani złotówki.

Wieczór Wybrzeża
13 czerwca 1958
Vaillant #682, 8 czerwca 1958

LATAJĄCY HOLENDER

I tak dotarliśmy do clue programu, jakim jest pierwsza część "Niezwykłych przygód Kajtka-Majtka" (wrzesień-grudzień 1958). Śladów Gire'a nie trzeba się tu nawet doszukiwać; sprawa jest oczywista na pierwszy rzut oka, o czym pisaliśmy z Andrzejem Kudzinem już dwa i pół roku temu. Kajtek i A.Bâbord wyglądają jak bracia bliźniacy, a "Kakaryka" i jej francuski odpowiednik "La Frétillante" - jakby wyszły z tej samej stoczni. Jeśli są między nimi różnice, to chyba z powodu niewyrobionej kreski Christy i widocznego pośpiechu.


Nieco inne były natomiast założenia obu historyjek. Potyczki A.Bâborda z bosmanem przypominały raczej wojnę totalną, niż kajtkowe śledztwo. Francuski marynarz już w pierwszej scenie został wyrzucony z "La Frétillante", by za chwilę znów pojawić się na pokładzie, ku przerażeniu załogi. Oczywiście w "Wieczorze Wybrzeża" coś takiego by nie przeszło, w każdym razie nie od razu. Kajtek-Majtek miał być przykładnym członkiem kolektywu, a nie jakimś stukniętym indywidualistą. Odziedziczył więc po A.Bâbordzie tylko wygląd (ale nie charakter) oraz przygody "bezpieczne", tzn. te, które rozgrywały się poza macierzystym statkiem.


Prawdopodobnie dlatego Kajtek dość szybko wylądował w szalupie. Dotarł nią do wyspy bezludnej (dla niepoznaki oznaczonej jako "Wyspa bezludna" czyli île déserte), gdzie czekały go kolejne, ideologicznie neutralne perypetie rodem z "Vaillanta".


Następnie Kajtek przypadkowo natrafił na skarb (A.Bâbord uganiał się za nim przez pół komiksu), schwytał bandę piratów, odnalazł swój statek, a wreszcie w glorii i chwale wrócił do portu.


Tak skończyła się pierwsza historyjka o A.Bâbordzie (listopad 1949 - luty 1952) oraz pierwsza historyjka o Kajtku. Ale nie temat naszego dzisiejszego posta.

PROFESOR KOSMOSIK I MARSJANIE

Niektóre fragmenty "A.Bâborda" nie zmieściły się w "Latającym Holendrze", co nie znaczy, że się zmarnowały. Na przykład druga część "Niezwykłych przygód Kajtka-Majtka" (grudzień 1958-lipiec 1959) zaczęła się od skopiowanej z "Vaillanta" scenki z portową koparką.


ARKTYCZNA WYPRAWA

Potem Christa przez jakiś czas omijał tematykę morską. Narysował wprawdzie historyjkę o piratach z Mureny (listopad 1961 - sierpień 1962), ale była ona zbyt sensacyjna, żeby sięgać po pomysły Gire'a. Za to następna w kolejności "Arktyczna wyprawa" (w oryginale "Opowiadanie Koka", wrzesień 1962 - styczeń 1963) zaczęła się mocnym Gire'owym akcentem w postaci... remake'u portowej koparki. Tym razem wyszło to Chriście znacznie ładniej. I to jest dobra wiadomość.


Zła wiadomość jest taka, że nie tylko koparka, ale cała genialna idea tego komiksu została podpatrzona u Gire'a. W marcu 1960 w "Vaillancie" zaczęła się ukazywać seria kilkuplanszowych historyjek, w której A.Bâbord zabawiał marynarzy barwnymi, choć niezbyt wiarygodnymi morskimi opowieściami (przykładowy epizod). U Christy wyglądało to prawie identycznie: była portowa tawerna i tłum słuchaczy, tylko w roli gawędziarza-mitomana zamiast Kajtka wystąpił jego nowy towarzysz Koko.


Zaraz po knajpianym zagajeniu Christa przeskoczył do pierwszego "A.Bâborda" i sięgnął po gagi ze statku - te, które opuścił w "Latającym Holendrze". To czego Kajtkowi absolutnie nie wypadało robić, u Koka zdawało się być zupełnie naturalne, a nawet sympatyczne. W ten oto sposób dopełnił się polski odpowiednik A.Bâborda, tyle że w dwóch osobach: Kajtek otrzymał jego powierzchowność, a Koko charakter.


Na statku Koko zajmował się nie tylko obżarstwem i leżeniem w hamaku, ale także psuciem wszystkiego, co mu w ręce wpadło. Nic dziwnego, że załoga "Tegocosięfalinieboi", na czele z bosmanem i kapitanem (to ten z brodą i w wysokiej czapce), marzyła tylko o tym, by pozbyć się go raz na zawsze. Co rzecz jasna nigdy im się nie udało.


Następnie Christa wrócił do morskich kłamstewek A.Bâborda i wysłał Koka jego śladem - na urojoną wyprawę do Arktyki. Użył nawet podobnego zestawu rekwizytów: wieloryba, niedźwiedzia i Eskimosa. Co ciekawe, wycisnął z tego tematu znacznie więcej niż Gire.


PRZEMYTNICZY SZLAK

Drugi komiks z Kokiem w roli głównej (tytuł oryginalny "Opowieść Koka", wrzesień 1965 - maj 1966) był kolejnym remake'iem "A.Bâborda". Trochę zastanawiający jest fakt, że w roku 1965 Christa wciąż korzystał z tych samych kilkudziesięciu plansz "Vaillanta". Od ośmiu lat.


W nowej historyjce Koko jeszcze raz opowiadał jak to zasnął w porcie, a obudził się w ładowni (to już trzecia wersja dźwigu), potem jadł, leniuchował i psuł - czyli tak samo jak w "Arktycznej wyprawie". Jednak tym razem rzecz rozgrywała się na statku o nazwie "Przemytnik", którego kapitan dużo łatwiej tracił zimną krew niż jego kolega z "Tegocosięfalinieboi".


Spośród dziesiątków rewelacyjnych, w większości oryginalnych gagów "Przemytniczego szlaku", wpadł mi w oko jeden nieco mniej oryginalny, bo podpatrzony w "Vaillancie". Tym, którzy komiksu nie czytali wyjaśniam (UWAGA SPOILER), że Koko/A.Bâbord śni o walce z korsarzami, tymczasem na pokład wkraczają celnicy/gangsterzy. Marynarz sądzi, że to ciąg dalszy snu i spuszcza im lanie. Kiedy dowiaduje się z kim miał do czynienia, mdleje z wrażenia.


Na szczęście Christa rzadko bywał aż tak dosłowny. Jeżeli już pożyczał od kogoś pomysły na gagi, to zazwyczaj mocno je przerabiał i rozbudowywał. Tak było na przykład ze scenką w pałacu Neptuna, która z oryginalnych pięciu kadrów rozrosła się w "Wieczorze Wybrzeża" do kilkunastu odcinków.


Na koniec zostawiłem pewną ciekawostkę - na dowód, że "A.Bâbord" prześladował Christę przez ponad 30 lat. Chodzi o charakterystyczny rysunek parowca "La Frétillante", wielokrotnie zrecyklingowany przez Christę. Ostatnia wersja tego obrazka (znana z okładki "Kajtka, Koka i innych") powstała jako zwiastun przedruku "Pitekantropa" w roku 1988.

Kolejno: La Frétillante, Kakaryka (Wśród piratów), Tencosięfalinieboi, PrzemytnikKakaryka,
Wieczór Wybrzeża 22 kwietnia 1988

Chociaż wpływ Gire'a na twórczość Christy był ogromny, zarówno w sferze scenariuszy jak i rysunków, to przecież nie było to jedyne źródło inspiracji. W naszych artykułach staraliśmy się pokazać, że bezbłędnie rozpoznawalny i niemal niemożliwy do podrobienia styl Christy nie powstał "z niczego", ale kształtował się poprzez mozolne naśladowanie wielu różnych mistrzów: Arnala, Gire'a, Monzona, Cézarda, Tabary'ego. Trudno nawet wskazać który z nich był tym najważniejszym. Natomiast pewne jest, że gdyby "Vaillant" nie docierał do Sopotu, nie byłoby "Kajka i Kokosza".

* * *
Jeśli ktoś miałby ochotę na jeszcze więcej Gire'a, zachęcam do odwiedzenia strony BDzoom, gdzie kilka dni po naszej publikacji ukazał się olbrzymi i bardzo bogato ilustrowany artykuł o tym rysowniku (link znalazł ks. Piotr Kaczmarek). Za brakujące "Vaillanty" z lat 1948-1950 serdecznie dziękuję Tomkowi "Ratmanowi" Niewiadomskiemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.