wtorek, 21 grudnia 2010

Kto żyw, do Olsztyna

Premiera "Kajka i Kokosza" w olsztyńskim Teatrze Jaracza już za nami. To znaczy niezupełnie za nami, bo na niej nie byliśmy. Czego ogromnie żałujemy - tym bardziej, że fotografie, którymi zasypał nas dziś Teatr i Egmont są niesamowite. Kostiumy na scenie prezentują się jeszcze lepiej niż w w projektach. Aktorzy dobrani po mistrzowsku. Na stronie Życia Olsztyna jest już pierwsza recenzja i wygląda na to, że spektakl broni się nie tylko scenografią.
Spektakl jest miły i sympatyczny dla każdego, bez względu na wiek. [...] Najmłodszym widzom podoba się najbardziej to, że bohaterowie są idealnie tacy sami jak ci na rysunku, a nawet lepsi, bo żywi. [...] Na sztukę polecam wybrać się całą rodziną. Warto, bo zabawa przednia.
A więc kto żyw, do Olsztyna! I nie tylko dziatwa, bo jak zapewniała na konferencji prasowej reżyserka widowiska, Marta Ogrodzińska:
Zależało nam na tym, żeby znaleźć właśnie coś takiego, na czym młodzi widzowie będą się dobrze bawić, ale i ich rodzice nie będą się nudzić. A "Kajko i Kokosz" są po prostu kultową lekturą, dlatego na nią padł wybór.

Autorem zdjęć jest Tomasz Żurek. Prezentujemy również skan plakatu i przykładowe rozkładówki programu, który, jak mówi autorka poniższych prac, Larysa Materne, "jest komiksem zdjęciowym, dokumentującym - z przymrużeniem oka - proces prac nad spektaklem." Dziękujemy za materiały.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Kakaryka: historia prawdziwa?

Janusz Christa znany był z tego, że powtarzał dziennikarzom mniej więcej stały zestaw anegdotek o swoim życiu. Z wywiadu na wywiad te zabawne i nieprawdopodobne historyjki obrastały w nowe detale i warianty - niby zawsze te same, ale za każdym razem nieco inne. Odtworzenie na ich podstawie życia twórcy jest zadaniem beznadziejnym. Niezwykle cenne są zatem wszelkie relacje innych osób, pozwalające zweryfikować lub uzupełnić te opowieści. Niedawno w Dzienniku Bałtyckim (numer z 1 października 2010) ukazał się wywiad z Tadeuszem Jóźwiakiem, przyjacielem Christy ze szkolnej ławki. Wspomnienia zatytułowane "Kakaryka zatonęła, ale Kajtek przeżył" obfitują w mało znane szczegóły i zdecydowanie warto się z nimi zapoznać. Dzięki uprzejmości autora wywiadu, pana Jacka Sieńskiego, prezentujemy tekst w całości.


Interesujące są już choćby informacje o tym, że w sierpniu 1945 roku Christa rozpoczął naukę w IV klasie S.P. im. Konopnickiej w Sopocie (zawsze utrzymywał, że było to gimnazjum), że mieszkał wtedy przy ul. Helskiej 2, a jednym z jego przyjaciół był Ryszard Zieniawa, późniejszy 11-krotny mistrz Polski w judo.

Do znanego faktu zaopatrywania się w komiksy w KMPiK-u (ul. Rokossowskiego to dzisiejszy Monciak), Jóźwiak dodaje jakoby Christa przerysowywał je potem przez kalkę. Zapewne chodzi o Vaillant, tygodnik Komunistycznej Młodzieży Francji, o którym rysownik mawiał: "to była cała moja szkoła komiksu" (patrz: "Janusz Christa - wyznania spisane", str. 15). Sprawa Vaillanta jest zresztą rozwojowa i na pewno do niej wrócimy.

Natomiast zaskakująca wzmianka o próbie nakręcenia filmu animowanego oraz opis rysunkowej zabawy, jaką młody Januszek urozmaicał sobie nudne lekcje, zdają się wskazywać, że pan Tadeusz Jóźwiak to znany z opowieści Christy niejaki Tadzio - ten, który za dorysowanie Bierutowi wąsów miał trafić na rok do poprawczaka ("Wyznania spisane", str. 18). Sam Jóźwiak wcale o poprawczaku nie wspomina, możliwe więc, że to nie on, albo... że akurat tę puentę Christa po prostu wymyślił.

Książeczka harcerska Janusza Christy, rok 1948.
Źródło: Grażyna Antoniewicz "W poszukiwaniu ołowianych żołnierzyków...", Polska - Dziennik Bałtycki 04.04.2008

Ciekawym wątkiem jest też historia "Kakaryki" - starej krypy, przerobionej przez chłopców na podobieństwo pełnomorskich okrętów (jej imię nosił później statek Kajtka i Koka). Janusz Christa wspominał o tym Bartoszowi Kurcowi w książce "Trzask prask", chociaż o marszałku Roli-Żymierskim nawet się nie zająknął. Jeszcze jedną wersję tej opowiastki znaleźliśmy w pasku z serii "Kajtek i Koko na wakacjach" (odc. 23, 1965 - komiks nie wznowiony przez Egmont). To spora niespodzianka, bo wątki autobiograficzne trafiają się w komiksach Christy niezwykle rzadko, a jedynymi znanymi nam przykładami są "Łabędź" i "Bajka dla dorosłych" - ta o kierowcy Fiata 126p.


Serdecznie dziękujemy panu Jackowi Sieńskiemu za zgodę na wykorzystanie artykułu na blogu, a Bogdanowi Ruksztełło-Kowalewskiemu z Pracowni Komiksowej w Gdańsku za znalezisko i egzemplarz gazety.

sobota, 18 grudnia 2010

Nowy film o Januszu Chriście

Część z Was pewnie jeszcze nie ochłonęła po zapowiedzi olsztyńskiego spektaklu, a tu kolejna wspaniała wiadomość. W lutym 2011 na kanale Planete czeka nas premiera filmu dokumentalnego pt. "Christa". Jego twórcą jest Sławomir W. Malinowski - dziennikarz, reporter, autor licznych artykułów oraz audycji radiowych i telewizyjnych o Januszu Chriście (m.in. w Świecie Młodych, Na przełaj, Miliarderze, Radiu Olsztyn, Magazynie Drops, Teleexpressie i Panoramie), a przede wszystkim wieloletni przyjaciel sopockiego rysownika.

Niemal godzinny materiał, zrealizowany przez Leader Film, będzie zawierał unikalne, nigdy dotąd nie publikowane wywiady i rysunki, a także (UWAGA!) trzyminutową próbkę niedokończonej kreskówki "Kajko i Kokosz", którą na początku lat 90-tych opracowywano w Bielsku-Białej. Nie będziemy dłużej wystawiać Waszej ciekawości na próbę - zobaczcie zwiastun:


Trzymaliśmy tę informację w tajemnicy, odkąd tydzień temu pan Sławomir przywiózł nam do warowni trailer. Było ciężko, to był jeden z najdłuższych tygodni w historii naszego bloga. Dziś możemy już ujawnić, że film ukaże się także na DVD. Zaglądajcie na stronę producenta, gdzie wkrótce pojawią się pierwsze szczegóły. W oczekiwaniu na premierę, proponujemy sięgnąć po Zeszyty Komiksowe #9 i przypomnieć sobie obszerny wywiad ze Sławomirem Malinowskim ("Mikrofon, latawiec i walizka pełna fantów") oraz szkice Christy do bielskich animacji.

piątek, 17 grudnia 2010

(FANART) Derkacz świątecznie

Dziś rano listonosz przyniósł nam kajkoszową kartkę świąteczną od Zbyszka Derkacza. Dziękujemy w imieniu czytelników, a naszemu laureatowi (i sobie) życzymy wielu równie udanych kajkoszy.

czwartek, 16 grudnia 2010

(FANART) Fijał świątecznie

Nie wiem jak Wam, ale nam "Na plasterkach" udzielił się już świąteczny nastrój. Nawet winietę poddaliśmy lekkiemu tuningowi. A od Mietka Fijała dostaliśmy pierwszą w tym roku świąteczną kartkę dla naszych czytelników. Przyłączamy się do życzeń i ho-ho-ho i dzyń-dzyń-dzyń!

środa, 15 grudnia 2010

Olsztyn, kostiumy, komiksy

Wczoraj krótko i na gorąco poinformowaliśmy o olsztyńskim spektaklu "Kajko i Kokosz", a już dziś mamy kolejną porcję wiadomości o tym przedsięwzięciu. Na stronie Gazety Olsztyńskiej znaleźliśmy imponującą galerię kostiumów, zaprojektowanych przez scenografa Ewę Kochańską. Trzeba przyznać, że prezentują się znakomicie, znacznie lepiej niż te z filmiku o Jarmarku Warmińskim.

W tym miejscu było 9 projektów kostiumów, ale 09.11.2014 dostaliśmy takiego maila:

Witam,
Uprzejmie proszę o usunięcie rysunków kostiumów ze starej strony internetowej z 2010 roku (link powyżej). Zależy mi aby wszystkie moje prace były chronione na mojej prywatnej stronie internetowej.
Z wyrazami szacunku,
Ewa Kochańska


Rysunki oczywiście usunęliśmy.

W ramach promocji spektaklu Teatr ogłosił konkurs na komiks "Kajko i Kokosz – Tajemnica Pojezierza", skierowany do dzieci i młodzieży. Wczoraj jury w składzie Marcin Wakar i Jarosław Gach wyłoniło zwycięzców. Zdobywczynią pierwszej nagrody została 9-letnia Ola Rydel. Laureatom serdecznie gratulujemy i obiecujemy dołączyć ich komiksy do naszej bibliografii.


Na koniec jeszcze jedna niespodzianka. Przeglądając sylwetki aktorów, natknęliśmy się na zdjęcie Jarosława Borodziuka, który wcieli się w postać... no właśnie, sami zgadnijcie kogo? My nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

wtorek, 14 grudnia 2010

Kajko i Kokosz znów w teatrze

Christomania rozkręca się! Tomasz Kołodziejczak z wydawnictwa Egmont poinformował nas, że Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie przygotowuje spektakl "Kajko i Kokosz" w reżyserii Marty Ogrodzińskiej, na motywach komiksu "Festiwal czarownic". Premiera odbędzie się 18 grudnia br.


Przypomnijmy, iż jest to już druga inscenizacja "Kajka i Kokosza"; poprzednią zrealizował Słupski Teatr Dramatyczny w roku 1986. A oto jak teatr z Olsztyna reklamuje swoje przedstawienie:
W starosłowiańskim grodzie rozpoczyna się walka o władzę, w której jedna strona stosuje podstęp, a druga czary. Żeby nie było zbyt poważnie - głównymi bohaterami całego zamieszania są Flip i Flap polskiego komiksu czyli Kajko i Kokosz, którzy po raz pierwszy trafiają do naszego Teatru. Kiedy Janusz Christa tworzył pierwsze tomy ich przygód, w bibliotekach trzeba było zapisywać się do lektury w kolejkach. Dziś wznowiony komiks święci triumfy w księgarniach i, jak twierdzi wydawca, "kolejne pokolenia czytelników zachwycają się przygodami dwóch dzielnych słowiańskich wojów". To jedna z najbardziej rozrywkowych młodzieżowych lektur - idealna do teatralnej adaptacji. Kajko i Kokosz bronią swojego rodzinnego grodu, wyciągają kasztelana Mirmiła z tarapatów, tylko po to, żeby razem wpaść w jeszcze większe i toczą kolejne potyczki ze Zbójcerzami i krwawym Hegemonem. Po raz pierwszy w teatrze, a nie na komiksowych kartach. Mamy nadzieję, że ten teatr będzie radosną, bezpretensjonalną zabawą zarówno dla młodych widzów, jak i ich rodziców, których przyciągną wspomnienia o młodzieńczych lekturach i przygodach.

Wprawdzie premiera jeszcze przed nami, ale szczęśliwcy mieli już okazję spotkać się z bohaterami spektaklu w sobotę 11 grudnia, podczas Jarmarku Warmińskiego.


Z niecierpliwością czekamy na pierwsze recenzje i... do zobaczenia w Olsztynie!

wtorek, 14 grudnia 2010

Przygody kowboja Tomasza

Paskom "Kajtka-Majtka", a potem "Kajtka i Koka" towarzyszyły charakterystyczne winietki. Na fotografii z lewej strony widzicie pierwszą z nich, używaną przez Christę od roku 1960 do 1962. W Wieczorze Wybrzeża z 18 stycznia 1961 pojawił się jednak inny wzór winietki, nowy tytuł i nietypowy rysunek. Czyżby nieznany komiks Christy? Jakaś wczesna wersja "Kajtka-Majtka"? Żeby rozwikłać zagadkę, klikajcie w zdjęcie po prawej:

sobota, 11 grudnia 2010

E-prezenty od Egmontu

Wydawnictwo Egmont przygotowało dla swoich czytelników miłą niespodziankę w postaci kolekcji komiksowych multimediów. Z witryny Klubu Świata Komiksu możecie ściągnąć tapety i wygaszacze, a także wysłać e-kartki do przyjaciół. Po gadżety z Kajkiem i Kokoszem od razu klikajcie w obrazki.

e-kartka

tapeta

wygaszacz

czwartek, 9 grudnia 2010

(FANART) Zbigniew Derkacz: Christa wydawał się wieczny

Najciekawszym i najbardziej zaskakującym odkryciem naszego bloga nie jest jakiś nieznany komiks Janusza Christy, ale... Zbigniew Derkacz, zwycięzca plebiscytu "Kajko i Kokosz: ciąg dalszy". Kiedy prezentowaliśmy jego kandydaturę, mieliśmy tylko przeczucie i jeden komiks ("Sakwą i mieczem") na poparcie tego przeczucia. Nie spodziewaliśmy się, że mało znany rysownik z Wybrzeża to w zasadzie gotowy materiał na następcę Christy, przynajmniej graficznie. Stało się to jasne parę dni później, kiedy Derkacz pochwalił się kilkoma rysunkami postaci, czym natychmiast podbił serca fanów. Nawet rywale deklarowali, że oddadzą na niego swoje głosy. Kim jest laureat naszego konkursu? Cudownym dzieckiem, zuchwałym outsiderem, czy zaginionym bliźniakiem Janusza Christy? Spróbujmy się tego dowiedzieć.


Na plasterki!!!: Gratulacje. Plebiscyt wygrałeś z marszu, nie dając szans starym komiksiarzom, w tym dwóm "następcom" namaszczonym przez Christę. Jakie to uczucie być namaszczonym przez czytelników?

Zbigniew Derkacz: Do dziś dostałem ponad 200 maili od fanów, wszystkie pozytywne. I ponad 3000 tzw. oryginalnych wejść na bloga. Oddźwięk jest bardzo duży, a to naprawdę zachęca do pracy.

NP!: Pokusisz się o skomentowanie swojego zwycięstwa?

ZD: Po pierwsze uważam, że plebiscyt sprawdził się jako zabawny dodatek do tego, co "Na plasterkach" najważniejsze, czyli do szerszego spojrzenia na twórczość Christy. Wygraliśmy wszyscy, to znaczy wszyscy fani "Kajka i Kokosza". A do wyników konkursów zawsze podchodzę z dystansem. Jak wiecie, w plebiscycie wziąłem udział mimo woli. Dowiedziałem się od znajomego, że ktoś wystawił moje prace sprzed 22 lat. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale kiedy zajrzałem na bloga, raczej się uśmiechnąłem, niż zdenerwowałem. Dzisiaj rysuję już nieco inaczej, dlatego postanowiłem coś na szybko "wypucować" i Kajkoszami pokazać się z innej strony.


NP!: Nie chce mi się wierzyć, że zacząłeś rysować Kajkosze dzięki naszemu blogowi. Takiej umiejętności nie nabywa się z dnia na dzień. Spytam wprost: od jak dawna ćwiczysz kreskę Christy?

ZD: Mniej więcej od czwartego roku życia uczyłem się rysowania w tej stylistyce. Dlaczego akurat tak? Może dlatego, że "Kajko i Kokosz" był bardziej dostępny niż "Asterix i Obelix". Nigdy jednak nie ćwiczyłem konkretnych postaci z komiksów Christy, bo nigdy nie pomyślałem, żeby zająć miejsce mistrza. Dzieciakowi takiemu jak ja Christa wydawał się wieczny.

NP!: Ale u większości dzieciaków taka fascynacja z wiekiem przechodzi.

ZD: I u mnie przez wiele lat rysowanie było tylko zabawą. Dzisiaj trudno mi znaleźć wyraźną granicę czasową, kiedy zabawa przekształciła się w pasję a potem w zawód. Zresztą czasami wydaje mi się, że to ciągle jeszcze jest zabawa.

NP!: Jako komiksiarz jesteś mało znany. Trochę to niesprawiedliwe, skoro spod Twojej ręki wyszedł największy (!) polski komiks wszech czasów. Myślę tu o monstrualnych "Czarach Marach" w formacie A3.


ZD: Właściwie "Czary Mary" nie były pomyślane jako komiks, tylko jako komiksowa kolorowanka, stąd ten przerośnięty format. Tytuł wymyślił wydawca (Albatros), ja robiłem środek, a okładkę ktoś z wydawnictwa. Postacie pojawiły się jeszcze na dwóch kalendarzach. Idea publikacji komiksu jako kolorowanki dzisiaj wydaje mi się poroniona, ale w tamtych czasach wydawcy miewali różne pomysły. Ja sobie za to kupiłem pierwszy aerograf i sprężarkę, które mam do dzisiaj, chociaż ich nie używam, bo pracuję na tablecie.

NP!: Słyszałem od ludzi z Wybrzeża, że oprócz serii "Sakwą i mieczem" do scenariusza Kleczyńskiego, masz na koncie inne stripy gazetowe. Z tym, że też niedokończone. Czy to prawda?

ZD: He, he, ciekawe od kogo? A tak na poważnie... Właściwie przeszedłem przez prawie wszystkie gdańskie gazety z wyjątkiem Wyborczej: Wieczór Wybrzeża, Dziennik Bałtycki, Głos Wybrzeża i Tygodnik Bałtycki. Każda z tych redakcji miała swoją specyfikę. I nie zawsze pracowałem jako rysownik komiksów, czasami jako rysownik wspomagający (magazyn dla dzieci MOPS), albo redaktor naczelny ("Mały Elf", "Boom!"). Dzisiaj już nie pamiętam jakie były losy tych niedokończonych serii. W tamtym czasie, a było to na przełomie lat 80/90, rynek wolnej prasy dopiero się kształtował. Potrzeby gazet zmieniały się właściwie co kwartał. Tu na przykład widzicie kilka kadrów z komiksu, którego początkowo nie chciano mi wydrukować ze względu na zbyt duże podobieństwo do stylu Janusza Christy:


NP!: Uciekłeś mi od pytania o "Sakwą i mieczem".

ZD: I nadal będę uciekał. Wina prawdopodobnie leżała po mojej stronie. Pamiętam tylko, że za tę przerwaną serię zapłaciłem dość surową karę, która stała się dla mnie niezłą nauczką na przyszłość. Przypominam, że to było 22 lata temu. Dzisiaj kończę wszystko to, co zaczynam. Ale uważam, że scenariusz Radka Kleczyńskiego warto by zrealizować ponownie.


NP!: Wcześniej wspomniałeś o redagowaniu "Booma". Przypomnijmy czytelnikom, że był to komiksowy dodatek Tygodnika Bałtyckiego. Wydawało mi się jednak, że to śp. Sławek Wróblewski był naczelnym, ale może to było później?

ZD: "Boom!" zakładałem ja, a Sławek przejął inicjatywę i odcisnął na nim swoje piętno. On w ogóle uwielbiał redakcyjną robotę.

NP!: W "Boomie", "Mini Super Boomie" i "Super Boomie" ukazało się sporo archiwalnych prac Christy, m.in. "Pasowanie". A czy Ty kiedykolwiek spotkałeś się z Christą zawodowo?

ZD: Niestety nie. Kiedy w 1993 roku Sławek tworzył własny kolorowy magazyn "Super Boom!", zaproponował mi udział w redakcji. Przedstawił mi też koncepcję współpracy z Januszem Christą. No ale ja już byłem w innym świecie. Wydawnictwa, agencje reklamowe itp. (patrz: portfolio). Zaczęła się praca na najwyższych obrotach. Wtedy kształtowała się też moja tożsamość zawodowa, której wynikiem jest dzisiejsza specjalizacja. Pracowałem dla kilkudziesięciu firm w Polsce i za granicą. Wtedy miarą sukcesu nie była nagroda w konkursie, tylko wygrana w przetargu na obsługę jakiejś firmy. Praca w tak wielu miejscach, po jakimś czasie daje ogromną wiedzę, i ja z tej wiedzy dzisiaj korzystam.

NP!: I przez te wszystkie lata nie ciągnęło Cię do komiksu?

ZD: Ciągnęło. Planowałem powrót własną wersją Janosika, w stylistyce gdzieś pomiędzy Christą i Uderzo. Projekt ambitny, rozłożony na dziesiątki lat.

NP!: Z własnym scenariuszem?

ZD: Jak najbardziej. Christa mawiał, że nie jest rysownikiem, tylko twórcą komiksów. Zajmował się wszystkim: szkicem, tuszem, liternictwem, kolorem, a zwłaszcza scenariuszem. Siebie również widziałbym jako kompletnego komiksowego twórcę. Zawsze lubiłem opowiadać niestworzone historie. Z tego powodu byłem ulubieńcem rodzinnych imprez, z biegiem czasu zacząłem do tych opowiadań dołączać rysunki.

NP!: A jak widzisz przyszłość "Kajka i Kokosza"? Będzie ciąg dalszy?

ZD: Hm... dzisiaj mogę powiedzieć tylko tyle, że "Kajko i Kokosz" kryje w sobie olbrzymi potencjał i choćby z tych względów zasługuje na kontynuację.

NP!: No dobrze, ale czy Ty, Zbigniew Derkacz, podjąłbyś się tego zadania? Myślę, że po tym co pokazałeś w czasie plebiscytu, czytelnicy bardzo chcieliby zobaczyć "Kajka i Kokosza" w Twoim wykonaniu.

ZD: Plan minimum na następny rok to: przedstawienie wszystkich, głównych postaci serii w moim wykonaniu, postacie w kolorach tzw. okładkowych, próbne kadry, może parę stron (dwie?) i... dokończenie pierwszego scenariusza. Jak widać plan minimum jest planem dość rozbudowanym. Mam nadzieję, że się uda. Wszystko będzie można zapewne obserwować na blogu "Na plasterki", jak i na Kajkoszach. Ale jak mawia klasyk: jak to się "ostatecznie skończy" tego nie wie nikt.

NP!: Nieźle! Zwłaszcza "dokończenie scenariusza" zabrzmiało intrygująco. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy?

ZD: Na razie jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Sądzę, że koncepcja całości pojawi się do końca przyszłego roku. Janusz Christa stworzył dwie główne serie: "Kajtek i Koko w Kosmosie" i "Kajko i Kokosz". Myślę, że przyszedł czas na trzecią, równie wyrazistą. W każdym razie na pewno chciałbym zburzyć Mirmiłowo i warownię zbójcerzy do fundamentów, a potem razem poprowadzić wojów Mirmiła i zbójcerzy (w tym Hegemona i Kaprala) na Manowce.

NP!: Jak to na manowce?

ZD: Przez duże "M" - Manowce to wymyślona przez mnie miejscowość.

NP!: Poplotkujmy jeszcze o branży. Wiem, że pracowałeś dla "Świata Przygód z Hugo". Przewinął się przez tę gazetkę kwiat polskiego komiksu, choćby Tobiasz Piątkowski, Maciek Mazur i Irek Konior.

ZD: Nie nazwałbym tego "gazetką". Licencja Hugo to całkiem nieźle prosperujący przemysł, w który zaangażowanych jest sporo firm w całej Europie. Produkcja gier, programów telewizyjnych, sformatowanych magazynów dla dzieci i wielu innych rzeczy. Ściągnął mnie tam Joseph Vogt z agencji ELM, ale faktycznym wydawcą "Świata Przygód z Hugo" było wydawnictwo MSZ. Praca była zdalna, redakcja w Warszawie, ja w Gdańsku. Jedyną osobą, którą znałem osobiście był Marek Frankowski, świetny grafik-ilustrator z Gdańska. Z tamtego czasu wspominam też wspaniałe redaktorki: panią Edytę i panią Hanię. Pozdrawiam!

NP!: Praca dla "Hugo" była frajdą, czy raczej pańszczyzną? Czasopismo latało trochę poniżej radarów środowiska komiksowego. Nie żałujesz, że nikt nie zwrócił na nie uwagi?

ZD: Żadnej pracy nie traktuję jak pańszczyzny, raczej jak przygodę. A co do "środowiskowych radarów", to trudno mi się odnieść, ponieważ w środowisku nie funkcjonuję z powodu braku czasu. Wydawcy zapełniają mój plan wydawniczy z dużą przesadą, a to eliminuje życie towarzyskie praktycznie do zera. Poza tym, ja w "Hugo" rysowałem to, co nie było komiksem. Komiksem zajmował się ktoś inny. W tamtym czasie zacząłem na poważnie pracować nad autorskimi grami planszowymi (scenariusze i grafika). Niestety tych dwóch rzeczy nie dało się czasowo pogodzić i dlatego z żalem musiałem z zrezygnować z "Hugo". Planszówkami zajmuję się do dzisiaj.

NP!: Mówi Ci coś tytuł "Rycerstwo"?

ZD: Owszem, ale to nie ja rysowałem tę planszówkę. Natomiast dostałem od Trefla propozycję zrobienia do niej nowej grafiki, właśnie w stylistyce Janusza Christy. Nigdy jednak nie doszło do realizacji tego projektu.

NP!: Widać co dla jednych jest wadą, inni postrzegają jako Twój atut. Na koniec zadam tradycyjne pytanie o plany, te przewidywalne.

ZD: Zawodowo nadal zamierzam pracować dla moich wydawców. Mamy ustalony plan wydawniczy i tego się trzymam. Moja specjalizacja to mainstreamowa grafika dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.

NP!: Dziękujemy za wywiad i nowego Kajkosza. Czekamy na następne!

ZD: Dzięki za pytania i pozdrawiam wszystkich fanów "Kajka i Kokosza".

środa, 8 grudnia 2010

Christa w IPN-ie

Na stronach Gildii Komiksu pojawiła się fotorelacja z wystawy "Komiks w PRL, PRL w komiksie", zorganizowanej przez rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Wśród kilkudziesięciu zdjęć wykonanych przez Mirosława Sobieckiego, wypatrzyliśmy komiksowe plansze i blaudruki Janusza Christy oraz unikalną drukarską blachę z paskiem "Kajka i Kokosza". Eksponaty pochodzą z kolekcji Wojciecha Jamy (Muzeum Dobranocek PRL-u), który niedawno przygotował również zestaw komiksowych pocztówek. Wystawa, mieszcząca się w siedzibie rzeszowskiego IPN-u przy ul. Słowackiego 18, czynna będzie do 22 grudnia 2010.

Zdjęcia 1-4: Mirosław Sobiecki, Gildia.pl

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Srebrny denar

W Świecie Młodych można było znaleźć artykuły o technice, nauce, motoryzacji, przyrodzie, a nawet o muzyce. Ale dzieciarnia kupowała go głównie dla komiksów, które wycinało się z ostatniej strony i wklejało do brulionów. W ten sposób powstawały "albumy", obiekt zazdrości kolegów z klasy. Redakcja musiała zdawać sobie z tego sprawę, bo jubileuszowy numer na 35-lecie czasopisma (#16, 7.II.1984) zdominował komiks, a nie nudnawe wspominki. Każdy z czołowych rysowników współpracujących z gazetą przygotował krótką historyjkę ze swoimi bohaterami. Był więc "Binio Bill" Jerzego Wróblewskiego, "Kleks" Szarloty Pawel, "Tytus" Papcia Chmiela, kryminalny "Inspektor Monk" Tadeusza Raczkiewicza i oczywiście jednoplanszowy "Kajko i Kokosz".


"Srebrny denar" był ostatnim komiksem Christy dla Świata Młodych, rysownik współpracował już wtedy z Krajową Agencją Wydawniczą. Nietypowy układ planszy, złożonej z pięciu pasków, nie pasuje ani do wcześniejszych 4-paskowych "Kajków i Kokoszy", ani do późniejszych 3-paskowych. Komiks ukazał się w czerni i bieli, podobnie jak "Inspektor Monk" Raczkiewicza, choć dziś wiadomo, że ten ostatni został wysłany do Świata Młodych razem z blaudrukiem. Czy również w przypadku "Kajka i Kokosza" redakcja zrezygnowała z koloru? Wydaje się, że nie. Christa tak szczelnie wypełnił kreską każde wolne miejsce planszy, jakby celowo przygotowywał komiks czarno-biały, w stylu Wieczoru Wybrzeża.

Kolor w "Srebrnym denarze" pojawił się dopiero w roku 1997, w siódmej antologii "Czas Komiksu". Na ostatniej stronie ukazała się, oczywiście za zgodą Christy, wersja zeskanowana ze Świata Młodych i pokolorowana przez Tomasza Piorunowskiego. I tę właśnie wersję przedrukował Egmont w albumie "Urodziny Milusia".