czwartek, 9 grudnia 2010

(FANART) Zbigniew Derkacz: Christa wydawał się wieczny

Najciekawszym i najbardziej zaskakującym odkryciem naszego bloga nie jest jakiś nieznany komiks Janusza Christy, ale... Zbigniew Derkacz, zwycięzca plebiscytu "Kajko i Kokosz: ciąg dalszy". Kiedy prezentowaliśmy jego kandydaturę, mieliśmy tylko przeczucie i jeden komiks ("Sakwą i mieczem") na poparcie tego przeczucia. Nie spodziewaliśmy się, że mało znany rysownik z Wybrzeża to w zasadzie gotowy materiał na następcę Christy, przynajmniej graficznie. Stało się to jasne parę dni później, kiedy Derkacz pochwalił się kilkoma rysunkami postaci, czym natychmiast podbił serca fanów. Nawet rywale deklarowali, że oddadzą na niego swoje głosy. Kim jest laureat naszego konkursu? Cudownym dzieckiem, zuchwałym outsiderem, czy zaginionym bliźniakiem Janusza Christy? Spróbujmy się tego dowiedzieć.


Na plasterki!!!: Gratulacje. Plebiscyt wygrałeś z marszu, nie dając szans starym komiksiarzom, w tym dwóm "następcom" namaszczonym przez Christę. Jakie to uczucie być namaszczonym przez czytelników?

Zbigniew Derkacz: Do dziś dostałem ponad 200 maili od fanów, wszystkie pozytywne. I ponad 3000 tzw. oryginalnych wejść na bloga. Oddźwięk jest bardzo duży, a to naprawdę zachęca do pracy.

NP!: Pokusisz się o skomentowanie swojego zwycięstwa?

ZD: Po pierwsze uważam, że plebiscyt sprawdził się jako zabawny dodatek do tego, co "Na plasterkach" najważniejsze, czyli do szerszego spojrzenia na twórczość Christy. Wygraliśmy wszyscy, to znaczy wszyscy fani "Kajka i Kokosza". A do wyników konkursów zawsze podchodzę z dystansem. Jak wiecie, w plebiscycie wziąłem udział mimo woli. Dowiedziałem się od znajomego, że ktoś wystawił moje prace sprzed 22 lat. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale kiedy zajrzałem na bloga, raczej się uśmiechnąłem, niż zdenerwowałem. Dzisiaj rysuję już nieco inaczej, dlatego postanowiłem coś na szybko "wypucować" i Kajkoszami pokazać się z innej strony.


NP!: Nie chce mi się wierzyć, że zacząłeś rysować Kajkosze dzięki naszemu blogowi. Takiej umiejętności nie nabywa się z dnia na dzień. Spytam wprost: od jak dawna ćwiczysz kreskę Christy?

ZD: Mniej więcej od czwartego roku życia uczyłem się rysowania w tej stylistyce. Dlaczego akurat tak? Może dlatego, że "Kajko i Kokosz" był bardziej dostępny niż "Asterix i Obelix". Nigdy jednak nie ćwiczyłem konkretnych postaci z komiksów Christy, bo nigdy nie pomyślałem, żeby zająć miejsce mistrza. Dzieciakowi takiemu jak ja Christa wydawał się wieczny.

NP!: Ale u większości dzieciaków taka fascynacja z wiekiem przechodzi.

ZD: I u mnie przez wiele lat rysowanie było tylko zabawą. Dzisiaj trudno mi znaleźć wyraźną granicę czasową, kiedy zabawa przekształciła się w pasję a potem w zawód. Zresztą czasami wydaje mi się, że to ciągle jeszcze jest zabawa.

NP!: Jako komiksiarz jesteś mało znany. Trochę to niesprawiedliwe, skoro spod Twojej ręki wyszedł największy (!) polski komiks wszech czasów. Myślę tu o monstrualnych "Czarach Marach" w formacie A3.


ZD: Właściwie "Czary Mary" nie były pomyślane jako komiks, tylko jako komiksowa kolorowanka, stąd ten przerośnięty format. Tytuł wymyślił wydawca (Albatros), ja robiłem środek, a okładkę ktoś z wydawnictwa. Postacie pojawiły się jeszcze na dwóch kalendarzach. Idea publikacji komiksu jako kolorowanki dzisiaj wydaje mi się poroniona, ale w tamtych czasach wydawcy miewali różne pomysły. Ja sobie za to kupiłem pierwszy aerograf i sprężarkę, które mam do dzisiaj, chociaż ich nie używam, bo pracuję na tablecie.

NP!: Słyszałem od ludzi z Wybrzeża, że oprócz serii "Sakwą i mieczem" do scenariusza Kleczyńskiego, masz na koncie inne stripy gazetowe. Z tym, że też niedokończone. Czy to prawda?

ZD: He, he, ciekawe od kogo? A tak na poważnie... Właściwie przeszedłem przez prawie wszystkie gdańskie gazety z wyjątkiem Wyborczej: Wieczór Wybrzeża, Dziennik Bałtycki, Głos Wybrzeża i Tygodnik Bałtycki. Każda z tych redakcji miała swoją specyfikę. I nie zawsze pracowałem jako rysownik komiksów, czasami jako rysownik wspomagający (magazyn dla dzieci MOPS), albo redaktor naczelny ("Mały Elf", "Boom!"). Dzisiaj już nie pamiętam jakie były losy tych niedokończonych serii. W tamtym czasie, a było to na przełomie lat 80/90, rynek wolnej prasy dopiero się kształtował. Potrzeby gazet zmieniały się właściwie co kwartał. Tu na przykład widzicie kilka kadrów z komiksu, którego początkowo nie chciano mi wydrukować ze względu na zbyt duże podobieństwo do stylu Janusza Christy:


NP!: Uciekłeś mi od pytania o "Sakwą i mieczem".

ZD: I nadal będę uciekał. Wina prawdopodobnie leżała po mojej stronie. Pamiętam tylko, że za tę przerwaną serię zapłaciłem dość surową karę, która stała się dla mnie niezłą nauczką na przyszłość. Przypominam, że to było 22 lata temu. Dzisiaj kończę wszystko to, co zaczynam. Ale uważam, że scenariusz Radka Kleczyńskiego warto by zrealizować ponownie.


NP!: Wcześniej wspomniałeś o redagowaniu "Booma". Przypomnijmy czytelnikom, że był to komiksowy dodatek Tygodnika Bałtyckiego. Wydawało mi się jednak, że to śp. Sławek Wróblewski był naczelnym, ale może to było później?

ZD: "Boom!" zakładałem ja, a Sławek przejął inicjatywę i odcisnął na nim swoje piętno. On w ogóle uwielbiał redakcyjną robotę.

NP!: W "Boomie", "Mini Super Boomie" i "Super Boomie" ukazało się sporo archiwalnych prac Christy, m.in. "Pasowanie". A czy Ty kiedykolwiek spotkałeś się z Christą zawodowo?

ZD: Niestety nie. Kiedy w 1993 roku Sławek tworzył własny kolorowy magazyn "Super Boom!", zaproponował mi udział w redakcji. Przedstawił mi też koncepcję współpracy z Januszem Christą. No ale ja już byłem w innym świecie. Wydawnictwa, agencje reklamowe itp. (patrz: portfolio). Zaczęła się praca na najwyższych obrotach. Wtedy kształtowała się też moja tożsamość zawodowa, której wynikiem jest dzisiejsza specjalizacja. Pracowałem dla kilkudziesięciu firm w Polsce i za granicą. Wtedy miarą sukcesu nie była nagroda w konkursie, tylko wygrana w przetargu na obsługę jakiejś firmy. Praca w tak wielu miejscach, po jakimś czasie daje ogromną wiedzę, i ja z tej wiedzy dzisiaj korzystam.

NP!: I przez te wszystkie lata nie ciągnęło Cię do komiksu?

ZD: Ciągnęło. Planowałem powrót własną wersją Janosika, w stylistyce gdzieś pomiędzy Christą i Uderzo. Projekt ambitny, rozłożony na dziesiątki lat.

NP!: Z własnym scenariuszem?

ZD: Jak najbardziej. Christa mawiał, że nie jest rysownikiem, tylko twórcą komiksów. Zajmował się wszystkim: szkicem, tuszem, liternictwem, kolorem, a zwłaszcza scenariuszem. Siebie również widziałbym jako kompletnego komiksowego twórcę. Zawsze lubiłem opowiadać niestworzone historie. Z tego powodu byłem ulubieńcem rodzinnych imprez, z biegiem czasu zacząłem do tych opowiadań dołączać rysunki.

NP!: A jak widzisz przyszłość "Kajka i Kokosza"? Będzie ciąg dalszy?

ZD: Hm... dzisiaj mogę powiedzieć tylko tyle, że "Kajko i Kokosz" kryje w sobie olbrzymi potencjał i choćby z tych względów zasługuje na kontynuację.

NP!: No dobrze, ale czy Ty, Zbigniew Derkacz, podjąłbyś się tego zadania? Myślę, że po tym co pokazałeś w czasie plebiscytu, czytelnicy bardzo chcieliby zobaczyć "Kajka i Kokosza" w Twoim wykonaniu.

ZD: Plan minimum na następny rok to: przedstawienie wszystkich, głównych postaci serii w moim wykonaniu, postacie w kolorach tzw. okładkowych, próbne kadry, może parę stron (dwie?) i... dokończenie pierwszego scenariusza. Jak widać plan minimum jest planem dość rozbudowanym. Mam nadzieję, że się uda. Wszystko będzie można zapewne obserwować na blogu "Na plasterki", jak i na Kajkoszach. Ale jak mawia klasyk: jak to się "ostatecznie skończy" tego nie wie nikt.

NP!: Nieźle! Zwłaszcza "dokończenie scenariusza" zabrzmiało intrygująco. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy?

ZD: Na razie jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Sądzę, że koncepcja całości pojawi się do końca przyszłego roku. Janusz Christa stworzył dwie główne serie: "Kajtek i Koko w Kosmosie" i "Kajko i Kokosz". Myślę, że przyszedł czas na trzecią, równie wyrazistą. W każdym razie na pewno chciałbym zburzyć Mirmiłowo i warownię zbójcerzy do fundamentów, a potem razem poprowadzić wojów Mirmiła i zbójcerzy (w tym Hegemona i Kaprala) na Manowce.

NP!: Jak to na manowce?

ZD: Przez duże "M" - Manowce to wymyślona przez mnie miejscowość.

NP!: Poplotkujmy jeszcze o branży. Wiem, że pracowałeś dla "Świata Przygód z Hugo". Przewinął się przez tę gazetkę kwiat polskiego komiksu, choćby Tobiasz Piątkowski, Maciek Mazur i Irek Konior.

ZD: Nie nazwałbym tego "gazetką". Licencja Hugo to całkiem nieźle prosperujący przemysł, w który zaangażowanych jest sporo firm w całej Europie. Produkcja gier, programów telewizyjnych, sformatowanych magazynów dla dzieci i wielu innych rzeczy. Ściągnął mnie tam Joseph Vogt z agencji ELM, ale faktycznym wydawcą "Świata Przygód z Hugo" było wydawnictwo MSZ. Praca była zdalna, redakcja w Warszawie, ja w Gdańsku. Jedyną osobą, którą znałem osobiście był Marek Frankowski, świetny grafik-ilustrator z Gdańska. Z tamtego czasu wspominam też wspaniałe redaktorki: panią Edytę i panią Hanię. Pozdrawiam!

NP!: Praca dla "Hugo" była frajdą, czy raczej pańszczyzną? Czasopismo latało trochę poniżej radarów środowiska komiksowego. Nie żałujesz, że nikt nie zwrócił na nie uwagi?

ZD: Żadnej pracy nie traktuję jak pańszczyzny, raczej jak przygodę. A co do "środowiskowych radarów", to trudno mi się odnieść, ponieważ w środowisku nie funkcjonuję z powodu braku czasu. Wydawcy zapełniają mój plan wydawniczy z dużą przesadą, a to eliminuje życie towarzyskie praktycznie do zera. Poza tym, ja w "Hugo" rysowałem to, co nie było komiksem. Komiksem zajmował się ktoś inny. W tamtym czasie zacząłem na poważnie pracować nad autorskimi grami planszowymi (scenariusze i grafika). Niestety tych dwóch rzeczy nie dało się czasowo pogodzić i dlatego z żalem musiałem z zrezygnować z "Hugo". Planszówkami zajmuję się do dzisiaj.

NP!: Mówi Ci coś tytuł "Rycerstwo"?

ZD: Owszem, ale to nie ja rysowałem tę planszówkę. Natomiast dostałem od Trefla propozycję zrobienia do niej nowej grafiki, właśnie w stylistyce Janusza Christy. Nigdy jednak nie doszło do realizacji tego projektu.

NP!: Widać co dla jednych jest wadą, inni postrzegają jako Twój atut. Na koniec zadam tradycyjne pytanie o plany, te przewidywalne.

ZD: Zawodowo nadal zamierzam pracować dla moich wydawców. Mamy ustalony plan wydawniczy i tego się trzymam. Moja specjalizacja to mainstreamowa grafika dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.

NP!: Dziękujemy za wywiad i nowego Kajkosza. Czekamy na następne!

ZD: Dzięki za pytania i pozdrawiam wszystkich fanów "Kajka i Kokosza".

3 komentarze:

  1. Wielki talent! Te nowe rysunki są wprost miażdzące!
    Wiele bym dał, żeby przeczytać nowego Kajka i Kokosza czy Kajtka i Koka w wykonaniu Pana Derkacza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbyszek, Zbyszek, Zbyszek!!! Po prostu SUPER! Kokosz w stylu Christy, ale tchnąłeś w niego swojego ducha. Bardzo dynamiczna mimika twarzy. Tak właśnie powinien być rysowany KiK w XXI wieku. Martwi mnie tylko, że chcesz sam wszystko robić. Niby powinna to być zaleta, ale w naszych zabieganych czasach projekt może nigdy nie doczekać finału. W uzupełnieniu wywiadu dodam jeszcze, że w 1988 roku w Wieczorze ukazały się stripy pt. "Dzbanek". Panie Tomaszu Kołodziejczaku, jak Pana znam zagląda Pan czasami na tego bloga. Co Pan na to ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. OT: Mam kalendarz z 1992 roku, w którym są niesamowite, fantastyczne rysunki. Chyba właśnie odnalazłem ich autora :-)
    https://www.dropbox.com/s/ib1qnf6fismicmv/kalendarz_Zbigniew_Derkacz.JPG?dl=0

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.