wtorek, 27 lutego 2018

Mój ulubiony kadr: Suplement

Dwa tygodnie temu, kiedy przygotowywaliśmy akcję "Mój ulubiony kadr", umówiliśmy się z Tomaszem Kołodziejczakiem z Egmontu, że jego własny ranking kadrów pokażemy na samym końcu, żeby w żaden sposób nie wpływać na Wasze propozycje. I okazało się, że na 18 kadrów wskazanych przez Tomasza, tylko 5 pokrywa się z Waszymi typami. Albo 5, jako że Christa narysował jakieś 25 tysięcy komiksowych kadrów, nierzadko znakomitych, więc naprawdę było z czego wybierać.

Poniższy tekst powstał na początku 2009 r., niedługo po śmierci Janusza Christy. Tomasz Kołodziejczak napisał go do specjalnego numeru "Zeszytów Komiksowych" (#9), w całości poświęconego zmarłemu rysownikowi.


* * *
Kajko i Kokosz - 10 kadrów z hakiem

O sile serii "Kajko i Kokosz" stanowią wartka fabuła, charakterystyczni bohaterzy, humor językowy i sytuacyjny. I doskonałe kadry - rysunki i dialogi kodujące się w pamięci, same przywołujące się przy kolejnych lekturach. Kiedy redakcja "Zeszytów Komiksowych" poprosiła mnie o tekst o Januszu, zaproponowałem, że po prostu przedstawię moich dziesięć ulubionych kadrów z tej serii. Tych, które pojawiają mi się przed oczami, gdy myślę o K&K. Jednak kiedy zacząłem przeglądać komiksy, wybierać obrazki i spisywać komentarze, uświadomiłem sobie kilka spraw.
Po pierwsze, że 10 kadrów, to tylko ułamek ułamka tego, co chciałbym pokazać i że muszę ich zaproponować więcej.
Po drugie, że na przykładzie wybranych przeze mnie scenek można przyjrzeć się elementom warsztatu Christy i spróbować powiedzieć, DLACZEGO to są takie fajne kadry.
Po trzecie, przypomniałem sobie, jak kapitalnym warsztatem władał Janusz Christa. I nie chodzi tu tylko o niezwykłą rysunkową biegłość – bez wątpienia umiał , ale także o komiksowe myślenie o kadrowaniu, tempie narracji, scenografii, trikach graficznych. Nie wspominając o poczuciu humoru i sprawnym operowaniu językiem polskim.
Zdecydowałem więc, że zaprezentuję kilkanaście moich ulubionych kadrów, a przy okazji spróbuję pokazać niektóre z elementów komiksowej narzędziowni Christy. To jedynie krótki przyczynek, dokładna analiza Jego warsztatu to materiał na poważną i znacznie dłuższą pracę.

Tomasz Kołodziejczak

PS. Uważam Christę za twórcę bardzo nowatorskiego, tak jeśli chodzi o wykorzystanie warsztatu rysownika, jak i twórcę fabuł. Pisałem o tym szerzej we wspomnieniu u Nim zamieszczonym w miesięczniku "Nowa Fantastyka" (styczeń 2009).

"Dzień Śmiechały", str. 11 (zgłoszony)
Dłuższa sytuacja fabularna wydawałoby się, że doprowadzona do finału – a tu na koniec, kadr z dowcipną puentą. Prześmieszne miny. Świeczki krążące nad głową – od razu wiemy o co chodzi (ale Christa nie wykorzystywał tego typu ikonek zbyt często). Hegemon mówi nieco dziwnie, co jednoznacznie sugeruje, że coś się z nim stało.

"Dzień Śmiechały", str. 25
Zbójcerze w akcji. Mój ulubiony żart z warowni z okazji "Dnia Śmiechały". Ciekawy efekt graficzny – drewniany młot jest jednocześnie ukryty (za plecami zbójcerza i na dodatek w rogu kadru), ale i wydobyty na pierwszy plan – przez złamanie perspektywy (dłoń większa niż należy) oraz wystawienie trzonka poza ramkę. Christa rzadko wychodził z rysunkiem poza kadr, więc ten detal jest dodatkowo wzmocniony. Już wiadomo, że ten młot zaraz puknie w czyjś hełm...

"Dzień Śmiechały", str. 42
Uczta wieńczy dzieło. Trzy dowcipy na jednym kadrze, panorama grodu w tle. W odróżnieniu od finałowych scen z "Asteriksa", w "Kajku i Kokoszu" w ucztach biorą udział kobiety. No i czasem niedźwiedzie.

"Szranki i konkury" t. 1, str. 5
Cały Christa w jednym kadrze. Stołek – leci i to szybko (chmurka, kreski). Śmieszny ludzik zwiewa, ale upomina księcia, cały czas dbając o jego zdrowie (śmieszy kontrast między spokojną uwagą, a sytuacją, w jakiej się znajduje). Oryginalna, a przy tym rubaszna onomatopeja. NIE widzimy, ale wyobrażamy sobie wściekłego Wojmiła (grube liternictwo i oprawa słowa CO) – śmieszy nas więc nie to, co pokazano na kadrze, tylko to, co poza nim. Urokliwe szczegóły rysunku (łata na ubraniu, gest lewej dłoni). Dbałość o scenografię - dość dokładnie narysowany ostrokół w tle. A wszystko to na małym obrazku z jedną sylwetką. Mistrzostwo świata.

"Szranki i konkury" t. 1, str. 22
Może to i nienajciekawszy plastycznie kadr, ale Wit wygłasza tu mój ulubiony wierszyk. Christa miał doskonałe wyczucie rytmu i frazy. W dialogach operował bogatym słownictwem, łączącym mowę współczesną z lekką stylizacją. Kiedy trzeba, pozwalał sobie nawet na lekkie przekleństwa. Rodzicom i dzieciom wtedy to nie przeszkadzało.

"Szranki i konkury" t. 1, str. 24 (zgłoszony)
Świetnie skomponowany kadr. W wersji oryginalnej ten komiks był czarno-biały, więc Christa oddał ciemność przez zakreskowanie nieba i całkowite zaczernienie tła.
Kilka źródeł humoru na jednym obrazku – same wizerunki postaci, imię karczmarza, abstrakcyjny dowcip w wypowiedzi jego żony. I znowu – językowa kreatywność Christy (imię Schabomił, onomatopeja KLOF).

"Skarby Mirmiła", str. 3
Mistrzowskie otwarcie. Szeroka panorama wprowadzająca do nowego albumu, ale i do całego świata K&K. W didaskaliach: opis zajścia (ale nie wprost), więc wiemy, co się wydarzyło. Z dialogu dowiadujemy się, co się wydarzy na kolejnych stronach.

"Skarby Mirmiła", str. 18
Kapral w kapuście. Kiszone cudo! Na kubki, na koszulki, na komputerowe tapety.

"Zamach na Milusia", str. 4
W jednym kadrze Christa perfekcyjnie sygnalizuje charaktery swoich bohaterów. Kajtek uśmiechnięty, wyluzowany, z ręką w kieszeni, mądrze kontroluje sytuację. Kokosz się przechwala i nadyma, ale też odczuwa potrzebę wytłumaczenia grodzianom z grabieży jajka (bo tak naprawdę to porządny chłop).
Wierszyk wdrukowany w mój mózg na zawsze. Jak widzę jakieś jajko na miękko, muszę go powtórzyć.

"Zamach na Milusia", str. 6 (zgłoszony)
Christa niezbyt często bawił się ustawieniem komiksowej "kamery", większość jego kadrów jest bardzo klasyczna. Tu skutecznie zaeksperymentował. Ostry kąt zbieżnych linii perspektywy, "potwór" na pierwszym planie wychodzący z ciemności (tak naprawdę będącej kałużą) – więc nie do końca potrafimy ocenić, jak duży (i jak groźny) jest Miluś naprawdę. No a w tle detale Mirmiłowa, dynamiczny ruch postaci.
Ten tom drukowany był w odcinkach w "Relaxie", każdy z nich rozpoczynany był większym kadrem, w didaskaliach objaśniającym, co się działo/dzieje.

"Na wczasach", str. 10 (prawie zgłoszony)
Jeden z najczęściej powtarzanych dowcipów z K&K.

"Na wczasach", str. 19
Lubię ten tekst o kołaczu.
Christa rysował pełne detali tła. Jednak, kiedy była tak potrzeba – redukował. Na tym kadrze było tak ciasno, że szczegóły uczyniłyby go nieczytelnym. Dodatkowo, zaczernienie tła (i pokolorowanie oddziału na niebiesko) podkreśla nocny czas wydarzeń. Poszarpany brzeg tej czerni dynamizuje tę scenę – wściekłość i zdziwienie strażników wydają się eksplodować.

"Na wczasach", str. 36
Sceny zbiorowych bójek są jednym ze znaków firmowych K&K. Każdą z nich po wielokroć studiowałem uważnie, śledząc kto kogo w co wali i przez kogo sam jest tłuczony. W wybranej tutaj, moim faworytem jest koleżka w lewym dolnym rogu, wgryzający się w łydkę zbójcerza.
Tło zredukowane – ale nad walczącymi unosi się jaśniejsza aura. To dodatkowo dynamizuje scenkę i pozwala pełniej wybrzmieć kolorom strojów postaci (bez tego zbroje zlewałby się z niebieskim – nocnym – niebem).

"Festiwal czarownic", str. 11 (zgłoszony)
Jedno z najfajniejszych zbliżeń twarzy w serii. Christa stosował ten zabieg regularnie, ale niespecjalnie często. Zazwyczaj na takich kadrach redukował tło, czasami nawet w ogóle nie rysując ramki kadru (Walwuch na str. 32 tego tomu) albo wprowadzając w tło formy geometryczne (np. "Na wczasach", str. 4).

"Cudowny lek", str. 13
Mirmił w pełnej krasie. Graficzna ikona. Jego wypowiedź rozbita na dwa dymki. Bez problemu zmieściłaby się w jednym. Po co więc dwa? Gawędziarz Christa wiedział. Dobry wic trzeba przygotować. Zbudować. Zawiesić na chwilę głos przed puentą. Więc czytamy pierwszy dymek, potem przez ułamek sekundy przenosimy wzrok na drugi. To wystarczy, by puenta dowcipu wybrzmiała, jak trzeba.

"Wielki turniej", str. 28
Jeden kadr – 3 różne dowcipy słowne (no i sam Mirmił z wypiętym zadkiem też zabawny). Dymek Kokosza – gra z językiem polskim i sytuacją. Dymek Lubawy – aluzja i nawiązanie do rzeczywistości (w PRLu rzeczy z importu były pożądane, raczej drogie i raczej lepszej jakości). Dymek Mirmiła – autodowcip, nawiązujący do powiedzonka z samego komiksu. Baran, jak na większości kadrów, beznamiętnie lecz z uśmiechem kontempluje życie (za dużo trawy?).

"Szkoła latania", str. 4
To chyba jeden z najczęściej powtarzanych gagów z K&K. Przy okazji tej scenki, warto zwrócić uwagę na swobodę, z jaką Christa różnicował facjaty zbójcerzy – ubranych w jednakowe uniformy, z hełmami na głowach, a jednak zindywidualizowanych.

"Szkoła latania", str. 21
Świetny, dynamiczny rysunek. Skomplikowany ruch Kokosza (i wstawanie z ławy, i kiwanie palcem) zasymulowany ledwie kilkoma kreskami na jednym kadrze. Christa manipuluje wielkością czcionki, żeby oddać krzyk. Ogólnie – wypracował świetne liternictwo, piękną, czytelną, ale i charakterystyczną czcionkę (wpisywaną ręcznie w przedkomputerowych czasach).
W tej scence widać też jeden z najważniejszych silników Christowej vis comica – zestawienie współczesnych pojęć z pseudośredniowiecznymi realiami i naszym wyobrażeniem o nich (kowal-dentysta; znieczulenie za pomocą drewnianego młotka).

1 komentarz:

Uwaga! Nie mamy możliwości przenoszenia komentarzy pomiędzy postami. Jeśli więc Twój komentarz dotyczy innego wpisu, po prostu nie zostanie opublikowany.