czwartek, 6 czerwca 2013

Maestro Gire, część 1

Nasz cykl o "Vaillancie" powoli dobiega końca. Rozpoczęliśmy go ponad dwa lata temu krótkim artykułem o Eugènie Gire (czytaj: Żir, prawdziwe nazwisko Giroud), od którego Christa pożyczył pomysł na Kajtka-Majtka. Wtedy zaledwie musnęliśmy temat, a teraz musimy do niego wrócić. Po pierwsze dlatego, że Gire był znakomitym artystą. Po drugie, ponieważ Christa świetnie o tym wiedział i nie raz inspirował się jego pracami.

Gire rozpoczął karierę komiksiarza w roku 1937. Wykonywał ten zawód przez całą okupację. Zdarzało mu się rysować komiksy realistyczne, ale najlepiej czuł się w kresce groteskowej. Niezłą próbką jego wszechstronności i mistrzostwa jest albumik "Télé et Fone petits messagers" z kwietnia 1945 roku. Trzeba przyznać, że rozmach i dynamika tego komiksu nawet dziś budzą podziw.


Gire rozpoczął współpracę z "Vaillantem" w maju 1945 roku, serią "Les aventures de R.Hudi Junior et de Nitrate". Była to najzwyklejsza podróbka "Tintina", opowiadająca o chłopcu w spodenkach do golfa, z fantazyjną grzywką (R.Hudi Junior, czyli Młody R.Udyta) i nieodłącznym białym foksterierkiem (Nitrate, czyli Azotek). Cała finezja Gire'a gdzieś nagle zniknęła, rysownik zaczął nawet naśladować ligne claire Hergégo.


W początkowych odcinkach widać też wyraźne nawiązania co najmniej do dwóch albumów Tintina: "Cygara faraona" i "Tintin w Ameryce".


Kopiowanie Hergégo prawdopodobnie nie było inicjatywą Gire'a, tylko redakcji (jak w przypadku "Asterixa" i "Arthura" Cézarda). Wersję tę zdaje się potwierdzać fakt, iż dokładnie w tym samym czasie "Vaillant" zaczął publikować jeszcze jedną imitację "Tintina" pt. "Les extraordinaires aventures de Biquet et son chien Plouf", rysowaną przez Marcela Turlin (pseudonim Mat). Tym razem część przygód została ściągnięta z "Tintina w Kongo".


I tu ciekawostka: zarówno "R.Hudi Junior" jak i "Biquet" znani byli polskim czytelnikom, odpowiednio jako "Profesor Bąblin i S-ka" oraz "Przygody Hipcia". Pod takimi właśnie tytułami komiksy te ukazywały się na łamach tygodników "Nowy Świat Przygód" (Hipcio, 1946) oraz "Świat Przygód" (Bąblin, 1948), starannie przerysowane przez anonimowych polskich grafików (jednym z nich mógł być Papcio Chmiel, który kopiował również "Placida i Muzo"). O francuskim rodowodzie tych komiksów redaktorzy nawet się nie zająknęli, co było wówczas typową praktyką. Zresztą znaczną część materiału starego i nowego "Świata Przygód" stanowiły przedruki, czy raczej przerysowanki z "Vaillanta", które tylko udawały polskie komiksy. Fakt ten był wstydliwie ukrywany, dzięki czemu toporność nielicznych dzieł krajowych nie kłuła zbytnio w oczy na tle produkcji zachodnich.*

Vaillant #75, 1946Świat Przygód, 1948
Wannolot z Vaillanta #31, 1945Nowy Świat Przygód, 1946

Można więc powiedzieć, że Tintin po raz pierwszy trafił do Polski tuż po wojnie, okrężną drogą i do tego w stanie mocno przetworzonym. I tu muszę wtrącić kolejną dygresję, zupełnie nie związaną z Girem. Otóż w roku 1961 Christa narysował jeden ze swoich najlepszych komiksów, znany jako "Poszukiwany Zyg-Zak". W 44. odcinku tej historyjki Kajtek i Profesor Kosmosik kupują sobie pieska o wdzięcznym imieniu Ozorek. Psiak dopada Zyg-Zaka, uwalnia Kajtka z więzów, po czym znika w odcinku 90. Skąd się wziął w tym komiksie? Prawdopodobnie też z "Tintina". Wprawdzie Ozorek - w przeciwieństwie do psa Milusia - nie mówił, to jednak w historyjce pełnił podobną rolę jak jego belgijski kolega, a w dodatku wyglądał tak samo. Czyżby Christa już w roku 1961 znał twórczość Hergégo? Postaramy się kiedyś wyjaśnić tę sprawę.

Poszukiwany Zyg-Zak
Tintin w Ameryce

Wróćmy do Gire'a. W połowie 1947 r. rysownik pożegnał się z ligne claire, ale nie z bohaterami swojej tintinopodobnej historyjki. W miejsce pierwotnej serii zaczął publikować kolejne jej spin-offy: western "Les Roule-ta-Bosse et Jim Yes-Yes" (w kolorze), komedię familijną "La Pension Radicelle" (także w kolorze), a wreszcie "R. Hudi Junior et ses Aventures" (humoreski, maleńkie czarno-białe kadry). Później okazało się, że takie rozwidlanie cykli oraz częste zmiany tytułów stanowią ulubiony przez Gire'a element zabawy z czytelnikami.


Pod koniec 1949 roku francuski twórca wystartował z zupełnie nową serią pt. "Les Avatars d'A.Bâbord" - tym razem o morzu, dalekich wyprawach, kraju gadających papug i niestworzonych marynarskich opowieściach. Z głównego cyklu dość szybko wypączkował spin-off o samych papugach pt. "Les Frères JackAS, enfants de Père O.K." oraz kolejne mutacje: "A.Bâbord", "Les Frères JackAS", "Père O.K." i ich dowolne połączenia (np. "A.Bâbord et Père O.K." itp.). Długość odcinków była rozmaita, od pojedynczych pasków, przez pół- i jednoplanszówki, aż po zamknięte kilkustronicowe historie. Graficznie Gire mógł tu sobie poszaleć - bez sztywnego podziału na jednakowe kadry i w swojej ulubionej czerni i bieli (choć niektóre podserie były kolorowe). Ale po co o tym opowiadać? Zobaczcie sami.

Vaillant, 1950-1951

Przyznam, że odkrycie faceta, który rysował jak Andreas z Baranowskim razem wzięci, tyle że 30 lat przed nimi, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Podejrzewam, że młodemu Chriście też opadła szczęka na widok "A.Bâborda". W następnym odcinku przekonamy się co takiego sopocki komiksiarz próbował podpatrzeć u Gire'a (oprócz Kajtka) i jakie były efekty tego podpatrywania.

________
* Więcej: Adam Rusek "Od Nowego Świata Przygód do Świata Młodych: ewolucja pisemka obrazkowego dla dzieci i młodzieży w latach 1946–1949"

1 komentarz:

  1. Wiem, że to nie na temat (a może jednak na temat), ale dziś 90-ka stuknęła Papciowi Chmielowi. Z mojej strony życzę dużo zdrowia i kolejnych 90 lat, a redakcji podpowiadam temat na kolejnego newsa. W końcu obaj - Papcio Chmiel i Janusz Christa to 2 najwybitniejsi twórcy polskich komiksów.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.