piątek, 17 lipca 2020

Poznański Kajko i Kokosz

Z okazji premiery komiksu "Kaju i Kokot: Lania lotania", czyli pyrlandzkiej wersji "Szkoły latania", chciałbym przypomnieć, że związki "Kajka i Kokosza" z Poznaniem sięgają wczesnej epoki gierkowskiej, kiedy to przeciętny polski dzieciak nie miał o tym komiksie zielonego pojęcia (oczywiście za wyjątkiem dzieciaków z Pomorza, które codziennie śledziły ich przygody na ostatniej stronie "Wieczoru Wybrzeża"). W tych właśnie smętnych czasach dwie popołudniówki na dwóch różnych krańcach PRL-u nagle zaczęły przedrukowywać historyjki o dzielnych wojach i świat od razu stał się tam piękniejszy. Pod koniec maja 1973 łódzki "Express Ilustrowany" wystartował ze "Złotem Mirmiła", a dwa miesiące później w "Expressie Poznańskim" ukazał się pierwszy odcinek "Szranków i konkurów". Poniżej przedstawiam ówczesne logo ekspresiaka i zwiastun z 25 lipca 1973 (środa).


O ile w Łodzi "Złoto Mirmiła" pojawiło się dopiero po zakończeniu druku w "Wieczorze Wybrzeża" (dokładnie tydzień później, zapewne tyle czasu komplet oryginałów szedł pocztą), to w Poznaniu odcinki "Szranków i konkurów" ukazywały się niemal równocześnie z publikacją gdańską, z zaledwie dwumiesięcznym poślizgiem. W "Wieczorze" serial zadebiutował 29 maja, a w "Expressie" 28 lipca. Ostatni poznański pasek ukazał się w środę 18 grudnia 1974, ale czytelnicy nie musieli długo czekać na ciąg dalszy, bo już w sobotę 21 grudnia pojawiła się zapowiedź następnej opowiastki.


I rzeczywiście, w Wigilię 1974 roku pyrlandzkie dzieciaki dostały od redakcji niesamowity prezent w postaci pierwszego odcinka "Wojów Mirmiła". Jak łatwo policzyć, ten komiks także ukazywał się niemal równocześnie w Gdańsku i Poznaniu, z pięciomiesięcznym poślizgiem. Paskudne słowo "koniec" padło 9 stycznia 1976, ale tym razem poznaniacy wcale nie musieli czekać na kolejną część. Kilka miesięcy wcześniej na łamach ogólnopolskiego "Świata Młodych" zadebiutował bowiem nowy "Kajko i Kokosz", i to w kolorze! Była to zresztą ta sama historia, którą teraz Juliusz Kubel przetłumaczył na gwarę poznańską (podobno znakomicie, jak twierdzą tubylcy).

Chcielibyście zapewne zobaczyć jak wyglądały odcinki z "Expressu Poznańskiego". Mam tylko trzy takie eksponaty (na zdjęciu poniżej). Jak widać, od oryginalnych pasków z "Wieczoru Wybrzeża" (ostatni) różniły się kolorem winietki i... jakością druku, niestety.


Tym właśnie trzem poznańskim paskom zawdzięczam prawdziwy przełom w mojej kolekcjonerskiej "karierze". Zanim się na nie natknąłem, a było to chyba wiosną 1974, przez niemal rok żyłem w błogim przeświadczeniu, że Janusz Christa jest łodzianinem i narysował tylko jeden komiks pt. "Złoto Mirmiła". Jakież było moje zdziwienie, kiedy w sklepie zoologicznym mojego dziadka znalazłem pomięte "Expressy Poznańskie" z nieznanymi przygodami Kajka i Kokosza! Okazało się, że jakiś akwarysta z Wielkopolski owinął w te gazety słoiki z rybkami i wysłał je do Łodzi. Dzięki temu rybki nie zmarzły, a ja przeżyłem największe olśnienie w moim krótkim wówczas życiu. Od tego czasu nie przestaję tropić wszelkich przejawów twórczości Christy, i to dość skutecznie, czego ten blog jest najlepszym potwierdzeniem.

Pamiętam, że długo studiowałem te dziwne poznańskie odcinki, aż w końcu uznałem, że muszą one pochodzić z tej samej historyjki, co ilustracje do zwiastuna "Robota BX-27" (poniżej, "Express Ilustrowany" 25 i 27 kwietnia 1974). Do tej pory nie wiem dlaczego redakcja łódzkiej popołudniówki wykorzystała wikingów Złotowłosego Rangara, żeby zareklamować komiks o kosmosie. Kiedyś będę musiał rozwikłać i tę zagadkę.



UWAGA. Pełny spis przedruków Christy na łamach rozmaitych lokalnych gazet znajdziecie w poście "Kajtek-Majtek śląsko-lubelski".

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga! Nie mamy możliwości przenoszenia komentarzy pomiędzy postami. Jeśli więc Twój komentarz dotyczy innego wpisu, po prostu nie zostanie opublikowany.