poniedziałek, 15 lipca 2019

Kryptonim "Walizka" 2

Pół roku temu sporego zamieszania narobił nasz artykuł pt. "Kryptonim »Walizka«", w którym rozprawiliśmy się z miejską legendą o niskich zarobkach komiksiarzy w PRL-u. Temat ten postanowił podjąć Arek z Gdyni, jeden z naszych najwierniejszych czytelników i korespondentów, którego możecie pamiętać choćby z postu o znaleziskach lotniczych. Z prawdziwą przyjemnością przedstawiamy znakomity tekst o kulisach powstania pierwszego albumu Christy, opracowany przez Arka na podstawie bezcennych archiwalnych materiałów, zdobytych jemu tylko wiadomym sposobem. Jest to z całą pewnością najlepiej udokumentowany artykuł o procesie wydawniczym w PRL-u, jaki kiedykolwiek ukazał się na naszym blogu, a może i w całym komiksowym internecie.

* * *

30.700 złotych, czyli 9,5 pensji przeciętnego Kowalskiego zarobił Janusz Christa na "Kajtku i Koku w kosmosie". Komiks – przynajmniej w rzeczywistości papierologicznej – powstał w rekordowym tempie. 20 kwietnia 1974 roku Zarząd Okręgu Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Gdańsku zawarł z Januszem Christą umowę na wydanie "broszury – powieści rysunkowej" w postaci "188 ilustracji, licząc za jedną ilustrację jeden odcinek drukowany w Wieczorze Wybrzeża«, składający się z czterech rysunków". Christa zobowiązał się dostarczyć materiały do 1 maja. Albumik trafił do sprzedaży 16 sierpnia.

Koniec lat 50., kolejka czytelników "Wieczoru Wybrzeża" przed kioskiem na Targu Węglowym w Gdańsku.

Niektórzy z Was mogą w to nie uwierzyć, ale w PRL soboty były normalnymi dniami pracy. Dopiero ekipa Gierka zaczęła ten stan liberalizować, wprowadzając od 1975 roku jedną (!) wolną sobotę w miesiącu. Jednak dla gdańskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Dzieci sobota 20 kwietnia 1974 była dniem wyjątkowo pracowitym. Wtedy właśnie, w ciągu zaledwie kilku godzin, TPD zdążyło zawrzeć wszystkie umowy zabezpieczające (oczywiście w teorii) wydanie książeczki "Kajtek i Koko w kosmosie".

Umowa założycielska "Kajtka i Koka w kosmosie", strona 1.

Oficjalna historia "Kajtka i Koka w kosmosie" zaczyna się od umowy TPD z redakcją "Wieczoru Wybrzeża", reprezentowaną przez redaktora naczelnego Waldemara Slawika. "Przedmiotem niniejszej umowy – porozumienia jest wspólne wydanie książki z odcinkami opowieści rysunkowej dla dzieci pt. »Kajtek i Koko w Kosmosie«, autora Janusza Christy, publikowanej w »Wieczorze Wybrzeża«, w nakładzie do 100 tys. egzemplarzy, w cenie detalicznej 15 zł za egz." – postanawia dokument i od razu doprecyzowuje, że osobno wskazani zostaną autorzy oraz specjaliści do obsługi i realizacji procesu wydawniczego.

Waldemar Slawik (1915–1997), współtwórca "Wieczoru Wybrzeża" i jego redaktor naczelny w latach 1959–1976. Fot.: Wojciech Lendzion.

Z umowy dowiadujemy się kto pokrywał początkowe koszty. W sformułowaniu z §2 "TPD zleci [prace] na koszt rachunku ogólnego wydawnictwa", słowo "wydawnictwo" wcale nie oznacza Gdańskiego Wydawnictwa Prasowego (lokalny oddział koncernu-molocha RSW "Prasa – Książka – Ruch"), tylko przygotowywaną do druku książeczkę. Zobowiązania finansowe miało wykonać TPD, co jednoznacznie wynika z treści §7.

Umowa założycielska "Kajtka i Koka w kosmosie", strona 2.

Co prawda koszty ponosiło TPD, ale konfitury zgarniał zupełnie ktoś inny. 50% czystego dochodu miało pójść na "cele propagandowe Redakcji". Cóż to mogło oznaczać? Otóż zgodnie z filozofią systemu, redakcja "Wieczoru Wybrzeża" nie mogła tak po prostu zarobić tych pieniędzy. Zadaniem redakcji nie było dbanie o kasę, tylko o "propagandę", co na szczęście było pojęciem dość pojemnym i równie dobrze mogło oznaczać postawienie billboardu z jakimś zaangażowanym hasłem (wbrew pozorom, reklama wielkopowierzchniowa to nie jest wynalazek nieznany w PRL), jak i zorganizowanie pracownikom wyjazdu w Bory Tucholskie. Przy okazji pokazuje to też, że o ile formalnie inicjatywę wydawniczą miało TPD, to połowę wartości całego przedsięwzięcia stanowiły paski komiksowe, wniesione przez "Wieczór" niejako aportem do tej osobliwej półki. A jaka była w tym rola samego Janusza Christy?

Umowa z Januszem Christą. "Powieść rysunkowa" = graphic novel?
Potwierdza się tu pierwszy sopocki adres Christy - ul. Helska 1 m. 2, który poznaliśmy przy okazji "Cudu wrześniowego".

O tym dowiadujemy się z kolejnej umowy, podpisanej rzecz jasna tego samego dnia. Christa oświadczył w niej, iż "opracował powieść rysunkową" (tym samym potwierdził swoje autorstwo) i przyjął honorarium liczone według stawek ministerialnych. Przyjął oczywiście po raz drugi, bo już raz za te same paski zapłacił mu "Wieczór Wybrzeża", ale skoro procent od sprzedaży w PRL-u nie funkcjonował, trzeba było rozliczyć się z autorem na jakichś innych zasadach. I tu przykra niespodzianka, bo przywołane zarządzenie Ministra, na którym oparto współpracę z twórcą poczytnych komiksów, pochodziło sprzed 23 lat. Przez te ćwierć wieku przeciętne wynagrodzenie podskoczyło aż pięciokrotnie, a stawki dla plastyków ani drgnęły. Teraz w pełni można zrozumieć irytację Papcia Chmiela, o czym mowa była w pierwszym poście.

Umowa z Januszem Christą, strona 2.

Natomiast grafika na okładkę, będąca jednym z niewielu elementów, jakie Christa naprawdę musiał wykonać na potrzeby tego zeszytu (resztę miał w zasadzie gotową), wyceniona została na 2.500 zł. W porównaniu ze stawką za rysunek, wynoszącą 37,50 zł (1/4 komiksowego paska), była to kwota co najmniej przyzwoita, stanowiąca rodzaj rekompensaty dla rysownika. Prawdopodobnie wydawca miał w tej kwestii więcej swobody i nie musiał trzymać się zarządzenia z 1951 roku.

Bazyli mógłby kupić ze trzy odkurzacze, a Koko tapczan dla Kajtka (gdyby dołożył kilka stów...) za honorarium za okładkę "Kosmosu" – wg oficjalnych cen GUS. Kadry pochodzą z wydania WAG.

Lektura dokumentów TPD przynosi także pewną ciekawostkę obsadową. Umowę na "dokonanie wyboru ilustracyjnego", czyli de facto przygotowanie scenariusza, podpisał Grzegorz A. Rybiński (1940–2009), ówczesny dziennikarz "Wieczoru Wybrzeża".

Wynagrodzenie dla autora tekstu liczone było według stawek współczesnych, natomiast ilustratorzy zatrzymali się w roku 1951.

Wydaje się, że Rybiński wystąpił tu w takiej samej roli, jaką później odgrywał Adam Kołodziejczyk z Krajowej Agencji Wydawniczej, tj. osoby, poprzez którą Christa realizował prace literackie i redakcyjne, bo formalnie jako grafik-samouk nie mógłby ich wykonywać. Trudno przecież uwierzyć, że to Rybiński przetrząsnął wszystkie paski "Kosmosu" i ułożył je w nową historyjkę, podpowiadając jeszcze Chriście, co musi przerysować, czy wyretuszować. Natomiast będąc sprawnym dziennikarzem (z prasą związany był od 1968 roku, najpierw w "Wieczorze", a do 1981 roku w "Głosie Wybrzeża" jako sekretarz redakcji) mógł – korzystając zapewne z sugestii Christy – przygotować tekst wstępu i posłowia.

Grzegorz Rybiński (na mostku kapitańskim, trzyma noworodka w beciku) wśród innych dziennikarzy "Wieczoru" na tableau wydrukowanym w 1977 r. z okazji 20-lecia gazety.

Co jeszcze można powiedzieć o tych umowach? Dyplomatycznie: że są "lekko" naciągane. Naciągane w tym sensie, że na złożenie w wydawnictwie kompletnego komiksu, tj. okładki, 188 pasków, tekstów do wstępu i posłowia, wyznaczono 10 dni – nawet niespecjalnie przejmując się tym, że 1 maja był dniem wolnym od pracy i Christa z Rybińskim musieliby materiały dostarczyć do 30 kwietnia, w ciągu 8 dni roboczych. W tym sensie uczciwiej potraktowano osobę zatrudnioną do całego szeregu czynności technicznych: makietowania, opracowania rysunków do chemigrafii i łamania, kontroli odbitek oraz korekty redakcyjnej. Tutaj już nikt cudów nie oczekiwał i termin wyznaczono na 1 czerwca.


Nie udało się dotrzeć do dokumentacji kolejnego etapu, jakim był druk komiksu, dość dosadnie podsumowanego w "Kosmozagadce". Są natomiast umowy z introligatorami. Wynika z nich (przynajmniej teoretycznie), że "Kajtek i Koko w kosmosie" miał być gotowy na 20 sierpnia 1974 r. Kilku introligatowór w ciągu zaledwie 10 dni miało wykonać oprawę (zbieranie, szycie, obcinanie i pakowanie), w partiach po 10 tys. egzemplarzy... "komiksu". Hurra! Zakazane słowo w końcu zostało użyte!


Między kwietniem a sierpniem zaszła też istotna zmiana formalna. Jak wynika z powyższej umowy, gdańska popołudniówka wciąż chowała się za Towarzystwem Przyjaciół Dzieci, ale przynajmniej odpowiedzialność przeniesiono z niezależnego Zarządu Okręgu, na koło TPD nr 57 przy redakcji "Wieczoru". Żeby było zabawniaj, koło reprezentował nie kto inny, jak dobrze nam znany... Waldemar Slawik, redaktor naczelny gazety. Tak więc w imieniu obu stron tego przedsięwzięcia, czyli TPD i "Wieczoru Wybrzeża", występował jeden człowiek, dogadujący się sam z sobą. Mistrzostwo świata. Teraz dopiero widać, że TPD było w tym układzie figurantem, koniecznym być może ze względów finansowych albo proceduralnych, a może dlatego, że miało odpowiednie dojścia, np. do papieru.

Kiedy już wszystko dopięte zostało na ostatni guzik, redakcji "Wieczoru" pozostało już tylko umiejętnie podsycać napięcie.

"Wieczór" z 17 sierpnia 1974 r. "Nasza redakcja" dołączyła do TPD.

Postscriptum: Kajtek, Koko i kontrola

64-stronicowy zeszyt "Kajtek i Koko w kosmosie" wywołał poruszenie nie tylko wśród najmłodszych czytelników. Pewnego pięknego dnia Nadzwyczajny Inspektor Kaszteli tfu!... Wydział Finansowy Gdańskiego Urzędu Wojewódzkiego przysłał kontrolę do Gdańskiego Wydawnictwa Prasowego. Kontrolerzy pracowali w dwóch turach: 28–29 października i 4–7 listopada (7 listopada, w rocznicę Rewolucji Październikowej zapewne szczególnie gorliwie), sprawdzając druk tytułów zleconych przez podmioty zewnętrzne. Wydaje się, że powodem urzędniczej dociekliwości było inne wydawnictwo związane z Christą, a mianowicie książeczka Kąpieliska Morskiego Sopot pt. "Sopot, lato. Vademecum ...i nie tylko". "Kosmos" zaś oberwał niejako rykoszetem.

Walka Andrzeja Bajkowskiego, autora "Vademecum", o dodatkowe honorarium i wynikłe z niej kłopoty z urzędem cenzorskim przyciągnęły uwagę kontrolerów.

Kontrolerzy "przyklepali" fikcję jakoby Towarzystwo Przyjaciół Dzieci rzeczywiście było wydawcą "Kosmosu" i przymknęli oko na fakt, że TPD wykonało całą robotę rękoma naczelnego "Wieczoru Wybrzeża" i jego zespołu. Wytknięto natomiast, iż niektórym pracownikom "Wieczoru" zlecano prace, w których wykorzystywali oni swój służbowy dorobek i służbowe zasoby techniczne gazety. Wśród zaleceń pokontrolnych znalazła się wyraźna dyspozycja, by w przyszłości nie zatrudniać pracowników etatowych do prac dodatkowych, ponieważ... wywołuje to niezadowolenie pozostałej części załogi (w domyśle – niezadowolenie finansowe u pominiętych). "A skoro już zatrudniono ludzi, by nie ruszając się z miejsca wykonali swoją pracę na służbowych maszynach, to przynajmniej trzeba było od nich wziąć pokwitowania na te nieszczęsne broszury" – zdają się mówić kontrolerzy.

Czy to już koniec perypetii? Absolutnie nie! Również czynniki centralne pochyliły się z troską nad Kajtkiem i Kokiem. 16 grudnia 1974 roku, kiedy drugie wydanie (czy raczej dodruk) "Kosmosu" trafiało do księgarń, Marian Gregorek, dyrektor Gdańskiego Wydawnictwa Prasowego, przesłał wszystkie dokumenty "do wiadomości i ewentualnego wykorzystania" Zespołowi Kontroli w koncernie RSW "Prasa – Książka – Ruch".


Dyrektor Gregorek przesłał dokumenty, jak zaznacza, "zgodnie z życzeniem". Może być to po prostu wynik rutynowej prośby o przekazywanie informacji o wynikach wszystkich kontroli w jednostkach RSW, bo trudno przypuszczać, aby ktoś z centrali specjalnie śledził sprawę "Kajtka i Koka w kosmosie". Ale kto wie?

Marian Gregorek (1917–2000), dyrektor Gdańskiego Wydawnictwa Prasowego w latach 1950–1982.

31 stycznia 1975 r. dokumenty przekierowano do "towarzysza Jakubczaka" bez imienia. Być może to on pozaznaczał w tekście co ciekawsze fragmenty, bezbłędnie zwracając uwagę na kwestię podziału zysków, czy rozbijania prac introligatorskich na osobno płatne partie.

"Uwaga! dwie umowy [nieczytelne] [wydrukowano?] 20 tys. egzemplarzy".

W międzyczasie, 16 stycznia 1975 roku Gdańskie Wydawnictwo Prasowe, podpisem Zastępcy Dyrektora ds. Poligrafii, zadeklarowało Urzędowi Wojewódzkiemu wcielenie w życie wszystkich zaleceń pokontrolnych.

"Niezbędne kroki w celu wyeliminowania".

Zainteresowanie organów kontrolnych komiksami Janusza Christy skończyło się zatem dość bezboleśnie. Przynajmniej na to wskazuje dostępna dziś wiedza. Ale być może kiedyś natkniemy się inne tego typu kwiatki.

Arek z Gdyni

Ulica Mariacka 34 w Gdańsku – miejsce poczęcia "Kajtka i Koka w kosmosie". Jeszcze w 2014 roku na froncie kamienicy wisiało charakterystyczne logo TPD: splecione dłonie dziecka i dorosłego. Obecnie w książce adresowej Towarzystwa brak informacji o jakiejkolwiek reprezentacji w województwie pomorskim.

* * *

Chciałbym podzielić się z Wami kilkoma refleksjami, jakie naszły mnie po lekturze materiału Arka. Przede wszystkim zaimponowało mi tempo, w jakim "Wieczór Wybrzeża" wydał zeszytowego "Kajtka i Koka w kosmosie". Cały proces trwał zaledwie 4 miesiące (przy założeniu, że pierwsze umowy nie były podpisywane post factum), co w porównaniu z kilkuletnim cyklem wydawniczym KAW-u było wynikiem iście wyczynowym. Jednocześnie nie mogę się pozbyć wrażenia, że udało się to wyłącznie dzięki rozmaitym kombinacjom, bez których w socjalizmie nie można było niczego załatwić. W przypadku "Kosmosu" kombinowano z terminami, ze zleceniami i stawkami honorariów, a nawet z określeniem faktycznego wydawcy - byle na papierze z grubsza się zgadzało. Kontrola doskonale o tym wiedziała, a jednak przymykała oko na tę lipę. I całe szczęście.

Szczególnie zaciekawiła mnie wzmianka w protokole pokontrolnym na temat Delegatury Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Zdaje się ona wskazywać, że o wielkości nakładu decydowała... cenzura. Całkiem więc możliwe, że to, co podawano w stopkach redakcyjnych tuż obok sygnatury cenzora, stanowiło narzuconą odgórnie maksymalną ilość egzemplarzy - nakład "docelowy", który wcale nie musiał być osiągnięty. Za taką interpretacją przemawiać mogą: [1] zapis w pierwszej umowie brzmiący
"do 100 tys. egzemplarzy", [2] rozbite na części zlecenie dla introligatorów, dające możliwość elastycznego manipulowania ilością i harmonogramem, a także [3] tajemniczy dodruk komiksu w grudniu 1974, niepotwierdzony żadną adnotacją w stopce. Czy zatem legendarne, astronomiczne nakłady komiksów KAW-u, sięgające 300.000 egzemplarzy, nie były tylko cenzorskim zapisem? Kiedyś postaram się rozwikłać tę zagadkę, a tymczasem jeszcze raz gratuluję Arkowi znakomitej śledczo-dziennikarskiej roboty.

Kapral


Stemple cenzury na książeczkach "Tytus, Romek i A'Tomek" z zadekretowanymi nakładami. Źródło: "Komiks i satyra" (strona Wojtka Łowickiego).

9 komentarzy:

  1. Szacun absolutny dla Arka !! Czytałem jak powieść sensacyjną. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałem z zapartym tchem :) Gratuluję - świetna analiza. A z tym nakładem to od dawna wiedziałem, że było coś nie tak. Nie wierzę w 2 wydania po 100.000 każde!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczne opracowanie - moje gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Kajtka i Koka mam orginalne paski z gazety cały komplet trzymam je jak cenny skarb .Komu je zostawię wnuki wolą bajki z komputera..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że warto zainteresować wnuki twórczością Janusza Christy, aby doceniły jaki skarb ich dziadek posiada, a przynajmniej coś o nim wiedziały. Mój tata też posiadał prawdopodobnie prawie komplet pasków Kajtka i Koka w piwnicy i nic mi o tym nie powiedział. Pech chciał, że przeprowadziliśmy się do nowego domu gdy był za granicą i akurat to co było w piwnicy w starej skrzyni przepadło.

      Robert z Gdyni

      Usuń
  5. Christa z Rybińskim wcale nie byli zobowiązani złożyć komiksu w wydawnictwie do 30 kwietnia tylko do 2 maja. Wówczas obowiązywał już Kodeks Cywilny, w tym jego 115 artykuł, mówiący, że jeśli koniec terminu na wykonanie czynności przypada na dzień uznany ustawowo za wolny od pracy, termin upływa dnia następnego.
    Robert z Gdyni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czy owak, 11 dni to też jest lipa na resorach :)

      Usuń
  6. Wczytałem się w „Sprawozdanie opisowe z działalności Okręgu Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci za rok 1974” (brak daty dziennej, do archiwum Wydziału Spraw Wewnętrznych gdańskiego Urzędu Wojewódzkiego złożono je 20 lutego 1975 roku). Nie ma tam ani słowa o „Kosmosie”, a na zdrowy rozsądek powinno – czy choćby mogłoby – być. Ani w sekcji „Inne akcje”, gdzie w kilku akapitach opisano współpracę z podmiotami zewnętrznymi typu „zakłady pracy”, przy organizacji np. Międzynarodowego Dnia Dziecka. W sekcji III sprawozdania pt. „Współpraca z organizacjami i instytucjami”, gdzie z detalami wymieniano partnerów typu spółdzielnie mieszkaniowe, Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej – nie ma Gdańskiego Wydawnictwa Prasowego / „Wieczoru Wybrzeża”. W sekcji V „Działalność finansowo-gospodarcza”, dochody z „Kosmosu” nie stanowią wyodrębnionej pozycji, ale być może są zsumowane w „dochodach z akcji zleconych”, które w 1974 roku wyniosły w gdańskim TPD 1 593 000 zł (nie czepiam się, że „Kosmosu” nie wyróżniono, tylko – dla porównania – jest tam pozycja „dochody statutowe ze sprzedaży nalepek”, stąd moja nadzieja, że gdyby „Kosmos” był powodem do dumy, miałby osobny wiersz w maszynopisie).

    25 sierpnia 1975 roku odbyła się Wojewódzka Konferencja Sprawozdawczo-Wyborcza TPD za okres 1972–1975, zwołana przez gdański Zarząd Okręgu. W obszernym dokumencie sprawozdania za trzyletni okres wyborczy (22 strony maszynopisu), znajduje się więcej przykładów inicjatyw współorganizowanych przez TPD, m.in. akcje „Stop! Dziecko na drodze”, „Jesteśmy gospodarzami podwórek”, ale ani słowa nawet nie o „Kosmosie”, a choćby o jakiejś działalności propagandowo-wydawniczej. Wśród partnerów finansowych pojawiają się np. Fundusz Ochrony Zabytków czy PZU. W tabeli dochodów „Kosmos” – jeśli jest – to w którymś z punktów „Wpłaty za korz.[ystanie] z placówek i akcji”, „Inne dochody”, lub „Akcje zlecone” (bo już od umów „sierpniowych”, z pracownikami technicznymi, widać czarno na białym, że „Wieczór” zlecał druk – inna sprawa, że samemu sobie, przez swoje koło TPD właśnie).

    W protokole kontroli działalności gospodarczej w zarządzie wojewódzkim TPD z lat późniejszych – września 1977 roku – pada wręcz sformułowanie „TPD działalności gospodarczej nie prowadzi”. Czyli „Kosmos”, skoro nie mógł być „działalnością gospodarczą” TPD, a nie był też „współpracą z organizacjami i instytucjami”, czy „inną akcją” – po prostu… nigdy nie ukazał się!

    Arek z Gdyni

    OdpowiedzUsuń

Uwaga! Nie mamy możliwości przenoszenia komentarzy pomiędzy postami. Jeśli więc Twój komentarz dotyczy innego wpisu, po prostu nie zostanie opublikowany.