piątek, 17 lutego 2012

Papier, ołówek, tusz i farby

Jedną z atrakcji tegorocznej wystawy w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi było autentyczne stanowisko pracy Janusza Christy, wypożyczone z gdańskiej Pracowni Komiksowej. Zwiedzający mogli zobaczyć biurko, przy którym Mistrz narysował większość swoich prac oraz przybory, jakimi się posługiwał.

Centralne Muzeum Włókiennictwa. Zdjęcie: Wojciech Jama

Rekonstrukcja była dość wierna. Dla porównania przedstawiamy zdjęcie tego samego biurka i tej samej szafki, wykonane jeszcze za życia rysownika, w mieszkaniu przy ul. Wybickiego w Sopocie.

Pracownia Janusza Christy przy ul. Wybickiego.
Zdjęcie: archiwum "Na Plasterki"

Spróbujmy przyjrzeć się technicznej stronie powstawania komiksów. Podstawowymi narzędziami Christy były oczywiście: ołówek, czarny tusz i kartka papieru. I tu zaczynały się typowe dla PRL-u problemy z zaopatrzeniem:
Moje pierwsze komiksy rysowałem na kalce technicznej, bo w żaden sposób nie można było zdobyć brystolu. Ale z czasem wpadłem na pomysł z papierem fotograficznym. Po jednej stronie była kładziona emulsja, ale po drugiej stronie był brystol - dobry, zagraniczny papier. Agfa to robiła. Kiedyś w sklepie mi odbiło. Poprosiłem o dwie wielkie paczki. [...] Było drogo, ale trudno. Baba mi podaje. A ja pytam:
- Czy pani sprawdzała, że to jest biały papier a nie różowy czy niebieski?
- Ależ skąd, proszę pana. Oczywiście, że biały! [...]
A ja rozdarłem tę kopertę, wyciągnąłem papier, patrzę - faktycznie, biały. Chociaż tylko z jednej strony bo zaraz się prześwietlił i zrobił się czarny. W tym momencie ona z wrzaskiem:
- Proszę pana, ja teraz od pana tego nie przyjmę! Ten papier jest prześwietlony!
- Wcale nie chcę, żeby pani go przyjmowała. Taki własnie mi pasuje.
Popukała się palcem w czoło.

Ta sama pracownia w latach 80.
Janusz Christa był leworęczny, więc okno miał z prawej strony.
Zdjęcie: Dziennik Telewizyjny

Z piórkami wcale nie było lepiej:
Przez lata kupowałem radzieckie piórka do rysowania. Były strasznie twarde, rysowało się jak drutem. Spytałem nieżyjącego już dziś Jurka Wróblewskiego:
- Słuchaj, jakim piórkiem ty rysujesz? Te ruskie są przecież pancerne, a polskie to w ogóle do niczego się nie nadają.
- Wiesz, kupiłem w Składnicy Harcerskiej silniczek do samolocika napędzany bateryjką odpowiada mi Jurek - japoński, bardzo dobry. On ma taki dziubek, trzeba na niego nadziać dużą gumkę do ścierania, ale taką idealnie okrągłą. Potem oblepić ją najcieńszym papierem ściernym. I gotowe.
Więc też sobie taki silniczek kupiłem. I powoli, dokładnie przypatrując się przez lupę, tarłem. Dopiero jak pół piórka spiłowałem to stawało się elastyczne, dzięki czemu mogłem osiągnąć moją miękką kreskę.

"Opowieści ojca Koka", Świat Komiksu nr 25 (2001)

Pod koniec kariery Christa przerzucił się z brystolu na specjalną plastikową kalkę (matową folię kreślarską), co pozwoliło mu wzbogacić warsztat o technikę scratchboardu, polegającą na zeskrobywaniu tuszu ostrym narzędziem, np. żyletką. Pozwalało to na uzyskanie bardzo płynnych przejść tonalnych, znacznie lepszych niż przy użyciu samych czarnych kresek. W wielu pracach z tego okresu, np. na okładce "Fatalnego Rozkazu" czy w puzzlach "Borostwory" i "Księżniczka", łatwo można znaleźć fragmenty wykończone przy użyciu tej techniki. Dziś za jednego z mistrzów scratchboardu uchodzi Thomas Ott.

Niewydane puzzle "Borostwory""Fatalny rozkaz"

Przez pierwszych 17 lat swojej pracy zawodowej Christa posługiwał się wyłącznie czernią i bielą, bo taki był format prasy codziennej. Wyjątki stanowiły pierwsze odcinki "Kuku-Ryku" i "Koraka syna Tarzana" (1958) oraz dwa żarty w "Tygodniku Morskim" (poniżej, 1961). Nie wiemy, czy rysownik wykonał je w kolorze, w sepii, czy też w szarościach. W druku wszystkie zostały "zrobione na szaro".

Tygodnik Morski 14.05.1961Tygodnik Morski 21.05.1961

Debiut Christy w pełnym kolorze miał miejsce dopiero w roku 1974, na okładce książeczki "Sopot, lato. Vademecum ...i nie tylko" (dwa kolorowe paski "Kajtka i Koka w kosmosie" powstały być może wcześniej, ale nigdy nie zostały opublikowane). Rysownik nakładał wtedy kolor bezpośrednio na rysunek, podobnie jak w pierwowzorze "Szant", w ilustracjach w magazynie "Czas" czy w "Pasowaniu". Było to jednak nieprofesjonalne i niezgodne z wymogami ówczesnej poligrafii. Po przejściu do "Świata Młodych", który ukazywał się w kolorze od roku 1974, Christa musiał się dostosować i opanować trudną technikę blaudruku.

1. Plansza z kreską2. Czysty blaudruk (rekonstrukcja)
3. Pokolorowany blaudruk4. Blaudruk z nałożonym diapozytywem
Źródło: Tytus de ZOO. Christa zazwyczaj rysował na formacie o pierwiastek z 2 większym
od tego, jaki miał ukazać się w druku.

Od tej pory autor najpierw wysyłał planszę z kreską do drukarni, gdzie robiono dwie jej kopie w skali 1:1, a mianowicie: blaudruk (jasnoniebieski, jasnozielony lub szary wydruk na grubym papierze) oraz diapozytyw (wydruk na przezroczystej folii). Następnie kolorował blaudruk, używając najczęściej farb wodnych Pelikan oraz gwaszu holenderskiej firmy Talens, po czym odsyłał go z powrotem do drukarni. Tam rozbijano blaudruk na składowe i dodawano czerń z diapozytywu (czyli CMY+K).

Zaletą tej techniki była bardzo wyraźna kreska, składająca się wyłącznie z czerni, a wadą - kolorowanie "po omacku" i trudności ze spasowaniem blaudruków z diapozytywami. Jeśli papier do blaudruku był złej jakości, mógł rozciągnąć się lub skurczyć pod wpływem wilgoci z farb i przestawał pokrywać się z kreską. Z czasem technikę zmodyfikowano i blaudruki zaczęto drukować na papierze naklejonym na metalową płytkę. Tak np. było w przypadku "Urodzin Milusia". Widoczne na poniższym zdjęciu zmniejszenie blaudruku z A3 do A4 mogło wynikać z niemożności podziału planszy na dwie części A4, jak to miało miejsce w innych komiksach Christy.

"Urodziny Milusia" - kreska i "metalowy" blaudruk
Brzeg i tył "metalowego" blaudruku

Podobno narysowanie jednego komiksu z Kajkiem i Kokoszem zajmowało Chriście kilka miesięcy wytężonej pracy. Tyle trwało szkicowanie, nakładanie tuszu, wpisywanie liter w dymki i wreszcie kolorowanie (a co ze scenariuszem?). Od ostatniego albumu upłynęło już ponad 20 lat i w tym czasie technika bardzo poszła do przodu. Dziś komiksiarze mogą korzystać z wielu udogodnień, jak skanery, tablety, specjalistyczne oprogramowanie, czy gotowe czcionki. Jednak niezależnie od tego jaką technikę wybierzemy i tak wszystko zaczyna się od  czystej kartki i ołówka.

Blaudruk z literami, które musiały
zniknąć z klisz CMY
Zdjęcie: archiwum "Na Plasterki"

4 komentarze:

  1. Swietny i ciekawy post!

    Niemal codziennie czytam cos Mistrza Christy. Patrzac z perspektywy to jednak Kajko i Kokosz z "Wieczoru Wybrzeza" byli najlepsi ("Szranki i Konkury" to absolutny numer jeden). Przenosiny do "Swiata Mlodych" okazaly sie chyba nieco zgubne. Koniecznosc pisania scenariuszy "z gory" i robienie koloru... W normalnych (nie komunistycznych) okolicznosciach Mistrz Christa powinien miec chociaz jednego asystenta, zbudowac wokol siebie studio, na wzor Herge'a, Peyo...

    Panowie - bardzo Was prosze! Kontynuujcie temat warsztatu Mistrza! Szkice!!! Jak najwiecej szkicow w olowku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też proszę o jak najwięcej szkiców w ołówku!!! To przecież najciekawsze!

    Ja tam próbuję robić komiksy od razu na tablecie, ale męczę się z tym strasznie (http://fc05.deviantart.net/fs70/f/2011/313/6/0/wafelki_by_szelenbaum-d4fipcu.png ) - toteż nadzwyczaj podziwiam benedyktyńską pracę Christy!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam teraz 40 lat. Doskonale pamiętam pierwszy komiks Christy, to była Szkoła Latania i Wielki Turniej, złożone do kupy tak, że z jednej strony był jeden komiks, a z drugiej, do góry nogami, drugi. Całość została kupiona w "Klubie Prasy i Książki" na wsi, gdzie do dziś mieszkają moi Rodzice i gdzie się wychowałem. Miałem wtedy ze 12 lat. Tego dnia na "Kajka i Kokosza" zachorowała cała moja rodzina, a więc Rodzice, ja i moich dwóch młodszych braci. Dziś potrafię powiedzieć każdy odcinek z pamięci, a cytaty z "Kajka i Kokosza" dają się zastosować do niemal każdej sytuacji. Zdarza się, że rozmawiając z braćmi (mieszkam od lat za granicą), omawiamy niektóre sprawy wyłącznie cytatami! To niesamowite, ale działa. Trzeba tylko dobrze się wczuć i czytać komiksy Jana Christy regularnie.

    Problem w tym, że nie ma kontynuatorów, a ja chciałbym się nauczyć rysowania komiksów, właśnie takich, tylko że niestety trudno dowiedzieć się czegokolwiek na ten temat. Photoshop rządzi, a mnie to nie rajcuje. Zacząłem studiować Grafikę na uniwersytecie w Glasgow i gdy powiedziałem o tym Rodzicom, mój Staruszek stwierdził - Eeech, żebyś zrobił coś takiego, jak Christa, to było by coś...

    Cóż, może kiedyś uda mi się spełnić marzenie mojego Ojca (i moje też) i zostanę "drugim Christą", ale chciałbym to osiągnąć przy wyłączonym komputerze. O tym, że mógłbym być kontynuatorem, nawet nie śmiem myśleć.

    Pozdrawiam wszystkich fanów Mistrza Jana. Blurp...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajne przykłady blaudruków i diapozytywów. Dziś mało kto pamięta jak się robiło komiksy w tamtych czasach. Szkoda też, że tak wiele prac zostało zdekompletowanych tak, że komuś zwyczajnie zaginęły diapozytywy bądź próbuje sprzedać prace z kompletu dwa razy - a to raz jako tusz, a to innym razem jako sam blaudruk. Trochę próbujemy to zmienić nową usługą, więc może link się przyda - zresztą pokazujemy na tej stronie także inne przykłady blaudruków i diapozytywów - do komiksów Christy ale też baranowskiego czy Raczkiewicza: http://artkomiks.pl/pages/32/konserwacja-sztuki-diapozytywy

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.