środa, 12 września 2012

Tajemnica złotego runa

Kiedy patrzę na moje tegoroczne wakacyjne łupy, to aż mi się chce znów jechać na wakacje. Zresztą zobaczcie sami. Na dole sterty spoczywają dwa tuziny zabawnych komiksów ze "starej" Europy: Martina Lodewijka, Dicka Mateny, Marcela Remacle, a przede wszystkim Willy Vandersteena. Tego ostatniego śmiało można nazwać flamandzkim Christą. Wyżej leżą dwa pierwsze tomy monumentalnej "Encyklopedii komiksu w Czechosłowacji 1945-1989". Jej autorzy piszą nie tylko o Kai Saudku, ale i o... "Vaillancie", Asteriksie, profesorze Filutku, Tytusie, a nawet o Kajku i Kokoszu. Jeszcze dalej mam stosik starych gazetek dla czechosłowackich pionierów z okropnymi tubylczymi komiksami. Potem kilka amerykanów, a na samej górze, jak wisienka na torcie, pudełko z filmami o Tintinie na DVD, niestety w wersji holenderskiej.

I właśnie od tej wisienki chciałbym zacząć przeglądanie sterty. Tajemniczy napis "Kuifje" na pudełku to flamandzkie imię Tintina, oznaczające czubo-grzywkę (wym. "kaufje"). W środku znajdują się dwa stare francuskie filmy - pełnometrażowe, kolorowe i z żywymi aktorami. Pierwszy z nich pt. "Tintin i tajemnica złotego runa" powstał w roku 1961, drugi pt. "Tintin i błękitne pomarańcze" w 1964. W roli głównej wystąpił Jean-Pierre Talbot, sportowiec i naturszczyk, niemal identyczny z komiksowym pierwowzorem. O scenariuszach trudno mi coś powiedzieć, bo zrozumiałem może co piąte słowo. Wiem tylko, że są to historie oryginalne, nie oparte na żadnym albumie.

Mimo bariery językowej, oba filmy oglądało mi się znakomicie. Skromny (w porównaniu z superprodukcją Spielberga) budżet i brak fajerwerków jakoś mnie nie raził, a niespieszna praca kamery doskonale wpasowała się w klimat komiksów Hergégo. Do tego postacie - zwłaszcza Baryłka, Tajniak i Jawniak - wyglądają i zachowują się jak żywcem przeniesione z albumów. A wszystko to bez technologii motion capture, bez 3D i bez komputerowych dopalaczy.

Zaledwie trzy lata po premierze, w 1964 roku "Tajemnica złotego runa" weszła do polskich kin. W sieci udało mi się znaleźć ówczesną recenzję (ciekawe co pan Michalski napisałby o najnowszej ekranizacji) oraz plakat autorstwa Rosława Szaybo.
Cykl komiksów, ukazujący przygody przedsiębiorczego i bardzo wysportowanego chłopca Tintina - od lat cieszy się we Francji niezwykłym powodzeniem. Dość powiedzieć, że albumy rysunkowe tej serii wydawane są w kilkunastomilionowym nakładzie. Nic dziwnego, że Tintin trafił wreszcie na ekrany i że jego film został zrealizowany w typowej komiksowej konwencji. Aż kipi akcją, ma nieustannie zmieniającą się scenerię i oczywiście sporo prymitywu opowieści rysunkowej, złagodzonego jednakże pewnym dystansem od ukazywanych tu wydarzeń. Młodociana widownia świetnie się bawi na "Tajemnicy", bardzo starannie zdubbingowanej przez reż. Henrykę Biedrzycką.
Czesław Michalski, "Dookoła świata" nr 41, 11 października 1964

Plakat polski, 1964Plakat oryginalny, 1961

Jak widać, zza Żelaznej Kurtyny to i owo do nas przenikało. Oczywiście wszystko skrupulatnie sprawdzane i reglamentowane, ale jednak było. I zazwyczaj znajdowało naśladowców w PRL-u, ale nie w tym przypadku. Szkoda, bo w Gdańsku ukazywał się akurat komiks, nadający się do ekranizacji wcale nie gorzej od "Tintina". Tylko żaden filmowiec o nim nie słyszał.

Oglądając "Tajemnicę złotego runa" można sobie z łatwością wyobrazić jak wyglądałaby kinowa adaptacja komiksu Janusza Christy (nie powiem którego, spróbujcie sami się domyśleć na podstawie tych kilku klatek z końcówki filmu).*


Cały film udaje się czasem znaleźć na YouTubie pod tytułem francuskim ("Tintin et le Mystère de la Toison d'or"), holenderskim ("Kuifje en het geheim van het Gulden Vlies") albo angielskim ("Tintin and the Golden Fleece"). Drugi, który nie był w Polsce wyświetlany, to odpowiednio: "Tintin et les Oranges bleues", "Kuifje en de blauwe sinaasappels" lub "Tintin and the Blue Oranges". Ostrzegam jednak, że darmowe oglądanie jest całkowicie nielegalne, niemoralne i może być przyczyną wielu groźnych chorób. C.D.N.


Jedyny prawdziwy trailer, jaki udało mi się znaleźć. Solidny, niemiecki :)

______________
* "Kurs na półwysep Jork". Szczegóły w komentarzach.

4 komentarze:

  1. Trofea piękne, ale najbardziej zazdroszczę encyklopedii. Dlaczego w Polsce czegoś takiego się nie wydaje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje się. Adam Rusek napisał już trzy tomy.

      Usuń
  2. Zdjęcia z filmu ,,Tajemnica złotego runa" przypominają klimatem komiks Janusza Christy pt:,,Kurs na Półwysep Jork". Są na nich przestępcy przejmujący statek, jeden z nich chodzi ubrany w biały garnitur i kapelusz, jest również płetwonurek nurkujący po skarb i skrzynia z dynamitem.
    Polecam również do porównania film produkcji ZSRR z 1979 r. pt: ,,Piraci XX wieku". Można w nim znaleźć jeszcze więcej podobieństw do komiksu Christy.
    Pozdrawiam,
    A.F.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tego nie powiedziałem :)

      Ale tak, chodziło mi o "Kurs na półwysep Jork". Czyli nie mam halucynacji.

      Usuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.