wtorek, 13 września 2011

Genealogia, punkowcy i Hellboy

Dzisiejszą wędrówkę po Internecie zaczynamy na stronie rodziny Kawał. Pamiętacie drzewo genealogiczne Kajka i Kokosza? Od naszej ostatniej wizyty bardzo się rozrosło (zresztą nie bez naszego udziału). Obok zdjęć z inscenizacji, pojawili się rodzice Koka z drugich "Opowieści Koka", wujostwo Kajtka z "Profesora Kosmosika i Marsjan" i przodkowie obu bohaterów ze "Złotego pucharu". Jeśli przyjdą Wam do głowy kolejne uzupełnienia, piszcie.

Genealogia Kajka i Kokosza, nowa wersjaKoszulka "Kajko i Kokosz"

Zanim napiszecie, przeczytajcie kolejne niusy:
  1. W internetowym sklepie Rock Metal Shop wciąż można kupić proekologiczne pocztówki sprzed kilkunastu lat z rysunkiem Janusza Christy (pisaliśmy o nich tutaj). Co więcej, są też koszulki z tymi rysunkami. Oba gadżety umieszczone zostały w kategorii... "punkowe".
  2. Egmont przesunął datę premiery "Profesora Kosmosika" z 5 na 12 września (czyli na wczoraj), za to obniżył cenę z 69,99 zł na 49,99 zł. Tak trzymać, przynajmniej z ceną.
  3. Po przerwie wakacyjnej Kajko i Kokosz wracają na deski Teatru Jaracza w Olsztynie. Najbliższy spektakl 22 września.
  4. Niestrudzony Sebastian Chosiński doszedł już do 13. numeru Relaksu. Najnowsze odcinki noszą tytuły: "Polacy na Antarktydzie i myślonauci w kosmosie" oraz "Lenin wiecznie żywy i operacja samum". Znajdziemy w nich m.in. recenzje 5. i 6. odcinka "Kajka i Kokosza".
  5. Podcastowy blog "Kombinat" wystartował z cyklem audycji "Jabłonki Henryka" o komiksach z PRL-u. Będzie o Świecie Młodych, Relaksie, nostalgii i oczywiście o "Kajku i Kokoszu" - tak przynajmniej wynika z pilotażowego pierwszego odcinka. Słuchajcie w środy.
  6. Niejaki MultiGameplayGuy dokończył wideo-przewodnik po grze komputerowej "Szkoła latania" (pisaliśmy o nim w poprzednim wydaniu). Na YouTubie można już obejrzeć filmiki nr 3, 4, 5, 6, 7 i 8.
  7. Również na YouTubie pojawiła się druga część amatorskiego słuchowiska "Skarby Mirmiła". Czyta Edward Snopek (początek tutaj).
  8. Maciej "Empro" Prożalski zamieścił na swoim blogu fanart z Kajkiem i Kokoszem. Jest to trzecia praca z "Antologii memoria Janusza Christy", jaka w sierpniu wyciekła do Internetu.
  9. Niewiele brakowało, by Kokosz znów wystąpił na plakacie MFKiG. Niestety, projekt Krzysztofa Ostrowskiego z Kokoszo-Hellboyem nie został zatwierdzony. W tym roku łódzką imprezę będzie promował taki oto fotokomiks.
  10. Natomiast na plakacie czwartkowych warsztatów w gdańskiej Pracowni Komiksowej wypatrzyliśmy brzuch Kokosza. Też go widzicie, czy mamy omamy?
Maciej "Empro" ProżalskiKrzysztof OstrowskiWarsztaty komiksowe

Dziękujemy za uwagę, zapraszamy na następne wydanie.

poniedziałek, 12 września 2011

Wejście Koka

Na 28 listopada Egmont zapowiedział ostatni tom "Kajtka i Koka" z premierowym materiałem. W albumie pt. "Opowieści Koka" znajdziemy trzy historyjki z Wieczoru Wybrzeża:
  1. "Opowiadanie Koka" (1962-1963),
  2. "Opowieść Koka" (1965-1966),
  3. "Kajtek i Koko na wakacjach" (1965).
W sumie będzie to niemal 400 stripów, a wśród nich jedne z najzabawniejszych, najbardziej absurdalnych i błyskotliwych w dorobku Janusza Christy. Trudno wyobrazić sobie lepsze zwieńczenie serii.

W pierwszej historii Koko relacjonuje swoją wyprawę na Arktykę. Rozmiary zniszczeń porównywalne są tylko z filmami Rolanda Emmericha, a humor (i miejscami grafika) przywodzi na myśl wczesne komiksy Tadeusza Baranowskiego. Krótko mówiąc - prawdziwa uczta!

Drugi komiks znany jest tylko częściowo. W zbiorku "Kajtek, Koko i inni" ukazał się jego remake, nad którym Christa pracował w latach 90-tych i niestety nie dokończył. To znaczy w pewnym sensie dokończył - w "Wyznaniach spisanych", dwoma zdaniami: "Żyli długo i szczęśliwie. Mieli wiele dzieci, które były podobne do wielorybów". Teraz będzie można przeczytać pierwotną wersję gazetową (dwukrotnie dłuższą), porównać ją z remake'iem i poznać prawdziwy finał przemytniczych perypetii Koka.

Trzecia część, w której wystąpi również Kajtek, to kilkadziesiąt osobnych pasków o tematyce urlopowej. Egmont opublikował do tej pory tylko jeden z nich, przez pomyłkę, w pierwszym wydaniu "Kajtka i Koka w Londynie".

"Opowieści Koka" będą miały nie tylko znakomitą zawartość, ale i sympatyczną okładkę. Jej wstępną, czarno-białą wersję możemy obejrzeć w drugim wydaniu "Profesora Kosmosika", które właśnie trafia do sprzedaży. A poniżej przedstawiamy kilka kadrów z pierwszej historyjki o Koku, jako przedsmak tego, co czeka nas w listopadzie. Życzymy cierpliwości.

piątek, 9 września 2011

2w1: Festiwal Śmiechały

Zapraszam na czwarty odcinek cyklu "2w1". Dzisiaj omówienie komiksów z lat 1982-1983, którymi Janusz Christa pożegnał się z czytelnikami Świata Młodych.

"Festiwal Czarownic" i "Dzień Śmiechały" miały więcej szczęścia niż dwa poprzednie albumy i trafiły na półki księgarskie zgodnie z planem, czyli jednocześnie. Numery produkcji znów są sąsiednie (IX-12/406/84 oraz IX-12/407/84), znów też są zamienione, zgodnie z jakąś dziwną KAW-owską tradycją odwracania chronologii serii. Okładki przyciągały niezłym, kredowym papierem, aż za dobrym jak na warunki kryzysowej poligrafii. Niestety, wewnątrz było już "normalnie", zwłaszcza w "Festiwalu czarownic", który wydrukowano na skandalicznie kiepskim papierze "toaletowym" klasy piątej (!). W "Dniu Śmiechały" papier też nie zachwycał, mimo iż był aż o dwie klasy lepszy. Możliwe, że cały przydział dobrego papieru wystarczył tylko na jeden album, a "Festiwal czarownic" trzeba było wydać na czymkolwiek, bo inaczej komiks ukazałby się dużo później niż "Dzień Śmiechały" (tak właśnie z kolejki wypadły "Skarby Mirmiła").


I tu także wydawnictwo uparło się, żeby na pierwszej stronie umieścić tytuł komiksu. Podobnie jak w dwóch poprzednich albumach, dokonano "niezbędnych" cięć. "Festiwal czarownic" skrócono aż o dwa rysunki, których miejsce zajął kadr nr 2. Natomiast w "Dniu Śmiechały" właśnie kadr nr 2 został wycięty, co wymusiło zmiany w tekście kadru nr 3.


Drugie wydania obu komiksów wydrukowano na zdecydowanie lepszym papierze. Niestety, tym razem fatalnej jakości były okładki. Nie obyło się również bez poligraficznej wpadki. W "Festiwalu czarownic", podobnie jak w przypadku "Skarbów Mirmiła", znów wadliwie przygotowano klisze i błędnie wydrukowano kolory na planszy 10A. Jeśli ktoś z Was miał nadzieję, że posiada rzadki egzemplarz ze skazą, to musi się pożegnać z myślą o dużych pieniądzach. Takich egzemplarzy było ćwierć miliona.

"Festiwal czarownic" 1984"Festiwal czarownic" 1988

W albumowej wersji "Festiwalu czarownic" Kokoszowi zniknął pas od kołczanu, choć całkiem wyraźnie widać go było w odcinku z gazety. Zapewne Christa najpierw o pasie zapomniał, a potem domalował go tylko na blaudruku i na kliszy dla Świata Młodych. Błąd występuje we wszystkich wydaniach albumowych (również w egmontowskim), więc na oryginalnej planszy z pewnością pasa nie ma. Osobną sprawą jest znikający ekwipunek Kajka.

"Festiwal czarownic" 1982"Festiwal czarownic" 1984, 1988

W obu albumach mamy sporo golizny (niestety, wyłącznie męskiej), ale nie było to coś wyjątkowego. Niemal wszyscy bohaterowie dali się narysować w samych gatkach już w "Szkole latania" - mogliśmy tam podziwiać m.in. łysiny Hegemona, Kaprala i Mirmiła, zazwyczaj wstydliwie skrywane pod hełmami. Tylko Kajko nigdy nie pokazał co miał pod czapką. Na podstawie drugiego odcinka "Złotego pucharu" (usuniętego z albumów) można było jedynie przypuszczać, że jest łysy jak kolano, jak wszyscy jego potomkowie, aż do Kajtka-Majtka włącznie. Tymczasem w "Dniu Śmiechały" okazało się, że główny bohater posiada bujną, kruczoczarną czuprynę, podobną do fryzury Rocha z "Kursu na Półwysep Jork".

"Dzień Śmiechały""Złote prosię" odc. 2, Wieczór Wybrzeża 1972

Ciekawostką jest, że już we wzorniku z 1979 roku możemy znaleźć wizerunek Kajka z odkrytą głową, wykorzystany przez Christę dopiero w roku 1982. Oczywiście istnieje też możliwość, że główki zostały dorysowane ołówkiem nieco później, na potrzeby "Dnia Śmiechały", albo nawet filmu animowanego. Tak czy owak, odsłonięte ucho Mirmiła nigdy nie stało się standardem.

Szkic, fragment wzornika serii "Kajko i Kokosz"

"Dzień Śmiechały" był ostatnim premierowym, pełnometrażowym komiksem Christy, jaki ukazał się w Świecie Młodych. Niektórzy fani uważają ten komiks za najlepszy w serii. Jednym z nich okazał się Olaf Lubaszenko, który na jego podstawie planował nakręcić film fabularny. (C.D.N.)

czwartek, 8 września 2011

Kuzyn z Ameryki


W poniedziałek wspomnieliśmy o wielkiej, międzynarodowej rodzinie Kajka i Kokosza, a już udało się odnaleźć kuzyna zza wielkiej wody. Przed Wami Ivan the Unbearable, tytułowy bohater kreskówki Andrew Dickmana i studia Starfield Creations. W roku 2008 filmik był emitowany w telewizji Nickelodeon jako odcinek serii "Random! Cartoons". Jeśli macie wątpliwości, czy Ivan naprawdę jest "lokalnym Asteriksem" (w tym wypadku amerykańskim), przeczytajcie blogowy wpis Dickmana. A teraz zapraszamy na projekcję.

środa, 7 września 2011

(FANART) Kajko i Kokosz A.D. 2011

Czy nigdy nie zdarzyło Wam się marzyć, że w archiwum KAW-u lub innego wydawnictwa odnaleziono niepublikowane odcinki "Kajka i Kokosza"? Bo np. wpadły za szafę albo cenzor nie przybił stempla? Okładkę takiego zaginionego albumu przysłał nam Piotr Kaczmarek.


Właściwie powinniśmy napisać "ksiądz Piotr Kaczmarek", ale nie chcieliśmy psuć efektu zaskoczenia. Ksiądz Piotr to bodajże jedyny polski komiksiarz w sutannie, ma już na koncie trzy autorskie albumy. A może i Wy chcielibyście puścić wodze fantazji? Czekamy na rysunki, wycinanki, kolaże, fotoszopy itp.

poniedziałek, 5 września 2011

Łupy z kraju Gotów

Ekipa "Na plasterki!!!" nie bierze urlopu od "Kajka i Kokosza" nawet gdy wywiesza święty napis. Ja na przykład udałem się wtedy do kraju Gotów, skąd przywiozłem Wam cudeńka, o jakich w księstwie bolkowym możemy tylko pomarzyć. Kupiłem je za parę sestercji w małym sklepiku z używanymi komiksami w warowni Castra Regina. Sklepikarz - co rzadkie u Gotów - władał bełkotliwą mową Brytów, a do tego ochoczo pomagał w przeszukiwaniu magazynu. Już pierwsze trofeum zaparło mi dech w piersiach, wyglądało bowiem jak nieznane tomy "Asteriksa".


Tylko że w środku, zamiast komiksu, było mnóstwo tekstu i trochę obrazków. Okazało się, że trafiłem na serię gier paragrafowych "Alea jacta est!", wydaną pod koniec lat 80-tych w kilku językach, m.in. po niemiecku (wszystkie okładki prezentuję tu w wersjach oryginalnych). Gra paragrafowa to coś pomiędzy powieścią a RPG-iem dla jednej osoby, taki papierowy odpowiednik komputerowej przygodówki. W "Alea jacta est!" gracz wciela się w postać młodego Draczniksa, znanego z albumu "Asteriks i Normanowie", by wyruszyć z ważną misją.


Więcej o gamebookach dowiecie się na portalu Gry Paragrafowe oraz w e-zinie Masz Wybór. W Polsce ukazują się obecnie dwie serie takich gier : "Samotny Wilk" i "Star Wars: Wybierz swoje przeznaczenie". W przeszłości także wydawano u nas sporo paragrafówek, miały nawet swoją polską nazwę "fantasolo". Autorem jednej z nich pt. "Rzeźbiarze pierścieni" był... Tomasz Kołodziejczak, szef działu komiksowego Egmontu. Panie Tomku, nie napisałby Pan jeszcze jednego gamebooka, tym razem o "Kajku i Kokoszu"? Lepszego autora trudno byłoby znaleźć.

* * *

Wróćmy do łupów. Tak naprawdę szukałem w teutońskim sklepiku zagranicznych odpowiedników "Kajka i Kokosza". Gdy u nas komuś się wymsknie, że "Kajko i Kokosz to polski Asteriks", natychmiast podnosi się krzyk, że to nieprawda, bo przecież Christa był pierwszy itp, itd (oburzonych odsyłam do "Świata dzielnych wojów"). Tymczasem w innych krajach również powstały "lokalne Asteriksy", ale nie wzbudzają takich kontrowersji, pewnie dlatego, że czytelnicy od początku byli świadomi pierwowzoru, a twórcy się z tym nie kryli.


Najciekawszym moim odkryciem jest seria "Gilles de Geus", którą rysownik Hanco Kolk stworzył w roku 1983 (10 tomów, w 1985 dołączył scenarzysta Peter de Wit). Komiks określa się mianem "holenderskiego Asteriksa", ale raczej nie w formie zarzutu. Akcja rozgrywa się pod koniec XVI wieku, kiedy Niderlandy znajdowały się pod panowaniem hiszpańskim. Epoka jest nieco inna, ale motyw walki z okupantem taki jak w "Asteriksie". Początek albumu z galerią postaci i mapą to oczywisty pastisz komiksów Goscinnego i Uderzo - z tym, że na pytanie "czy całe Niderlandy są podbite?" pada przewrotna odpowiedź: "tak, całe".


Kolejnym komiksem wygrzebanym w stercie staroci jest niemiecki "Gallenstein" duetu Philipp Zippermayr i Günther Mayrhofer (7 tomów 1980-1983). Akcja znów przenosi nas do XVI wieku, tematem są poszukiwania formuły do produkcji złota, m.in. w Ameryce Południowej i Japonii. Nie tylko dalekie wyprawy, ale i tytuł nawiązuje do Gala Asteriksa (dosłownie oznacza "kamień żółciowy"). Jest też obowiązkowa galeria postaci. A jeśli przyjrzymy się okładce, to widać, że bohater z lewej strony wygląda jak wspomniany wcześniej Draczniks, a ten z prawej jak siwy Asteriks w spodniach po Obeliksie. Podobno Albert Uderzo uznał inspiracje za zbyt daleko idące, bawarski sąd przyznał mu rację i nakazał Niemcom zmianę okładki jednego z albumów.


Następny, tym razem ukraiński komiks pt. "Marko Pirig, zaporożec" (1992) udało mi się zdobyć kilka lat temu, ale dorzucam go tutaj, jako że należy do tej samej kategorii. Autorzy Wadim Karpienko i Oleksandr Gajduczenko posunęli się jeszcze dalej niż Niemcy. Okładka jest zwyczajną przeróbką "Złotego sierpu" (mamy nawet drogowskaz i wyspę na rzece), a wśród postaci bez trudu rozpoznamy odpowiedniki Asteriksa, Obeliksa, Asparanoiksa, Panoramiksa, a nawet Kakofoniksa. Akcja rozgrywa się w XV lub XVI wieku, zamiast Galów są kozacy, a zamiast Rzymian szlachta - zapewne polska, choć nie napisano tego wprost.


W sieci znalazłem jeszcze dwie serie porównywane z Asteriksem. Są to: belgijski "Hultrasson le Viking" (Marcel Denis i Marcel Remacle, 4 albumy 1965-1973) oraz holenderski "Grote Pyr" (Dick Matena, 3 albumy 1973-1979). W tym drugim przypadku podobieństwo wikingów do asteriksowych Normanów (1966) jest wręcz uderzające. A wracając na nasze, krajowe podwórko - czy w "Kuśmidrze i Filo" Jerzego Dąbrowskiego i Tadeusza Raczkiewicza (Świat Młodych 1976) nie daje się wyczuć galijskiego ducha?


Moja skromna kolekcja z pewnością nie wyczerpuje tematu. "Asteriks" już kilkadziesiąt lat temu stał się marką o zasięgu globalnym, nic więc dziwnego, że twórcy próbowali go naśladować. Kto wie, być może Kajko i Kokosz odnajdą kiedyś swoich zaginionych krewniaków nie tylko w Europie. Wypatrujcie ich śmiało, z nadzieją, że NASZ Asterix - jako jeden z najstarszych - okaże się również jednym z najznakomitszych. A jeśli już coś znajdziecie, koniecznie do nas napiszcie!

* * *

I jeszcze dwa znaleziska z kraju Gotów, oba pod hasłem "Uderzo nieznany". Wprawdzie niewiele mają wspólnego z "Kajkiem i Kokoszem", ale wydały mi się ciekawe. Okładka z lewej strony to (uwaga!) realistyczny komiks Alberta Uderzo z serii "Tanguy et Laverdure" , pochodzącej jeszcze z magazynu Pilote (scen. Jean-Michel Charlier, twórca "Asteriksa" narysował pierwszych osiem albumów w latach 1959-1966). Nie był to zresztą jedyny jego komiks w tej stylistyce, o czym obszernie informuje Lambiek. Zwróćcie jednak uwagę, że kreska Uderzo nie jest w 100% realistyczna, podobnie jak kreska Christy na początku kariery, albo w "Gucku i Rochu".


Natomiast po prawej mamy okładkę komiksu "Les Mémoires de Mathias", także z rysunkami Uderzo (3 tomy 1981-1986). Nie chodzi jednak o Alberta, a o jego młodszego brata, Marcela. Przyznam szczerze, że nigdy o nim nie słyszałem, mimo że dorobek ma niemały. Jak podaje Lambiek, Marcel Uderzo zaczynał karierę jako inker swojego brata w "Tanguy et Laverdure". Odwrotnie niż Albert, Marcel wyraźnie męczył się w stylistyce groteskowej, bardziej odpowiadała mu kreska realistyczna, której w końcu całkowicie się poświęcił.

czwartek, 1 września 2011

2w1: Cudowny skarb

W roku 1984 miały ukazać się aż cztery albumy z serii Kajko i Kokosz. W trzeciej części cyklu "2w1" spróbuję omówić, w kolejności chronologicznej, dwa pierwsze z nich.

Gazetowa premiera "Skarbów Mirmiła" miała miejsce w roku 1980, a "Cudownego leku" w 1981. W Świecie Młodych obie historyjki miały wspólny tytuł "Kajko, Kokosz i Miluś" i takie same winietki. Również wersje albumowe zostały oddane do druku razem i chyba miały trafić do księgarń w tym samym czasie. Ich numery produkcji to IX-12/43/84 oraz IX-12/44/84. Jednakże osoba, która przyjmowała komiksy do druku i nadawała te numery, zamieniła kolejność. Dlatego też "Skarby Mirmiła", mimo iż pierwsze chronologicznie, prawdopodobnie padły ofiarą kłopotów z przydziałem papieru i ukazały się dopiero w roku 1985. Swoją drogą, ponowna młodość Milusia musiała być sporym zaskoczeniem dla czytelników.

Decyzja wydania kilku komiksów w krótkim odstępie czasu spowodowała, że Christa zrezygnował z częściowo malowanych okładek, co niewątpliwie odebrało komiksom trochę uroku. Pojawiło się również nowe logo serii. We wszystkich komiksach z reedycji Egmontu wykorzystane zostało logo pierwotne.


Oba albumy łączy postać Milusia, który w następnych komiksach już się nie pojawił. Łączy je również identyczny szablon edytorski. Powrócono do żółtych pasków z numeracją stron, tym razem już bez główek Kajka i Kokosza. Wycięto też z obu historii po 1/4 strony, umieszczając w tym miejscu nagłówek z tytułem. W "Skarbach Mirmiła" usunięto jeden, szeroki na całą stronę kadr, pochodzący pierwotnie z drugiego odcinka ze Świata Młodych, a w "Cudownym leku" wycięto trzy kadry u dołu pierwszej planszy. Przez niemalże 20 lat kompletny komiks był znany jedynie posiadaczom gazetowych odcinków. Kadry wróciły na swoje miejsce dopiero w wydaniu Egmontu z 2003 roku.


"Skarby Mirmiła" w obydwu swoich wydaniach miały jeszcze jedną poważną wadę. Podczas naświetlania lub wywoływania klisz drukarskich wystąpił błąd i na pięciu stronach, a dokładniej na ich połówkach, pozamieniane zostały kolory. W efekcie Miluś jest niebieski, a zbroje i hełmy zbójcerzy zielone. Komiks jest jednym ze słabszych z serii i jak słusznie zauważył Krzysiek Janicz w swojej ilustrowanej bibliografii (Giełda Komiksów 8/2002): "Niespójna historyjka sprawia wrażenie, jakby autor wrzucił do niej rozmaite luźne pomysły, jakie zostały mu po Relaksie". Komiks posiada jednak kilka zapadających w pamięć gagów. Szczególnie wyróżnia się odśpiewana przez zbójcerzy kołysanka dla Hegemona i przyśpiewka Łamignata.

Komiks ten jest ciekawy również dlatego, że Christa postanowił nadać zbójcerzom indywidualne cechy. Autor ograniczył ich liczbę do 10, chociaż momentami ciężko się wszystkich doliczyć. Dopiero po latach okazało się, że premiera zbójcerzy w tym kształcie miała nastąpić w epizodzie "Urodziny Milusia" z roku 1979, który nie doczekał się publikacji w 32 (!) numerze Relaxu.

Rys. 1: Szkic, fragment wzornika serii "Kajko i Kokosz"

Oddział w komplecie widzimy również w epizodzie "Łaźnia" (rys. 2) - pisał o tym Arek Florek w "Świecie dzielnych wojów". Podkomendni Hegemona stoją tam dokładnie w tej samej kolejności, co w słynnym wzorniku-szkicowniku z roku 1979, który miał pomóc Chriście w ujednoliceniu serii (rys. 1). Nie oznacza to, że z chwilą stworzenia wzornika rysownik przestał popełniać błędy (to dobrze, bo o czym byśmy wtedy pisali?). Już w "Skarbach Mirmiła" (rys. 3) pogubił się w rachunkach i zbójcerz nr 7 wystąpił jako nr 4, a zbójcerz nr 2 jako nr 6.

Rys. 2: "Łaźnia"Rys. 3: "Skarby Mirmiła"

W "Cudownym leku", w scenie oblężenia Mirmiłowa, szeregi zbójcerzy w niewyjaśniony sposób powiększyły się o dwóch nowych rekrutów (rys. 4). Jednak znacznie częściej oddział bywał niekompletny. Na przykład w "Skarbach Mirmiła", na łodzi ścigającej Kajka i Kokosza, oprócz dowódców jest tylko sześciu zbójcerzy. Wiemy, że Oferma został na brzegu - gdzie w takim razie podział się jeszcze jeden?

Rys. 4: "Cudowny lek"Rys. 5: "Skarby Mirmiła", str. 40

Spróbujmy znaleźć brakującego wioślarza. Na str. 40 [Egmont] Christa narysował całą szóstkę (rys. 6). Od lewej widzimy zbójcerzy nr 6, 5, 2, 7, 4 oraz 3. Brakuje więc zbójcerza nr 1. Okazuje się jednak, że był on wcześniej na pokładzie razem ze swoimi kamratami. Widać go wyraźnie na poprzedniej stronie (rys. 7) - stoi pierwszy z lewej. Może schował się potem pod pokład?

Rys. 6: "Skarby Mirmiła", str. 40Rys. 7: "Skarby Mirmiła", str. 39

"Skarby Mirmiła" i "Cudowny lek" zostały wznowione przez KAW w roku 1988, podobnie zresztą jak niemal wszystkie dotychczas wydane komiksy Christy. Drugie wydania obu historyjek praktycznie niczym się nie różnią od pierwszych. Wyjątkiem jest pełen literówek opis komiksu i serii, jaki pojawił się na tylnej okładce "Cudownego leku".

C.D.N. (na 100%)