piątek, 9 stycznia 2015

(FANART) Bez obsuwy. Rozmowa z Jonatanem Rerychem

Wczoraj na naszym blogu miało miejsce wydarzenie niemalże historyczne. Jonatan Rerych doprowadził do finału pierwszą od 40 lat pełnometrażową serię pasków o Kajtku i Koku - serię fanowską, rzecz jasna. Kilka lat temu, również na naszych łamach, podobną próbę podjął Marek Regner, ale skończyło się na trzech odcinkach (wielka szkoda, bo były świetne). Tym razem urocze wady Koka i irytujące zalety Kajtka bawiły nas aż przez półtora miesiąca, i to codziennie, z wyjątkiem sobót, niedziel i świąt! "Tajemnica bezludnej wyspy" to nie tylko zabawa archaiczną formą gazetowego paska, ale także powrót do ducha oryginalnych komiksów Christy. Zapraszamy na rozmowę z autorem całego zamieszania.


* * *
NA PLASTERKI: Twój eksperyment polegał na rysowaniu nie tylko w stylu Christy, ale i w tym samym tempie. Paski powstawały na bieżąco, jak dla prawdziwej gazety. Jakimś cudem udało Ci się uniknąć obsuwy, choć czasami o włos. Czy to doświadczenie wpłynęło na Twoją opinię o Januszu Chriście?

JONATAN RERYCH: Na pewno nabrałem większej pokory do jego pracy. Rysowanie z takimi szczegółami, do tego w czerni i bieli, to faktycznie ciężka praca... i talent, bo ani razu nie udało mi się jeszcze narysować Kajtka czy Koka tak, żeby byli podobni do pierwowzorów.

NP: A jak wyglądała sama praca nad serią? Co przychodziło Ci najłatwiej, a co najtrudniej?

JR: Największe problemy miałem właśnie z rysowaniem Kajtka i Koka, a konkretnie ich nosów i nóg. Christa był lewo-, ja jestem praworęczny. Praworęcznemu wygodniej rysować postać zwróconą w lewą stronę, ale popatrzcie na rysunki Christy: na 3/4 kadrów twarze skierowane są w prawo. Jeśli więc na rysunku bohaterowie muszą patrzeć w lewo, to Christą się bracie nie podeprzesz ;) Druga trudna sprawa to nogi. Są zupełnie nieproporcjonalne i nie mogę wyjść z podziwu, że na rysunkach Mistrza wygląda to dobrze, a na moich nie. Problemem są też narzędzia. Kreska Christy jest dość gruba i miękka, prowadzona stalówką. Ja rysuję markerami kreślarskimi z okrągłą końcówką o stałej szerokości. Szkic ołówkiem, dzięki płynnej grubości, wychodzi mi naprawdę podobny do pierwowzoru, ale po pokryciu tuszem i gumkowaniu kreska robi się cienka i płaska, oddalając się od oryginału. A co było łatwe? Chyba same historyjki w kolejnych paskach: pomysł, akcja, puenta.

NP: Kajtek i Koko to duet niemal zapomniany, w każdym razie znacznie mniej popularny niż Kajko i Kokosz. Skąd pomysł na komiks właśnie o nich?

JR: To bardzo ciekawe pytanie. Moim pierwszym kontaktem z Christą był "Kajko i Kokosz", a pierwszym podejściem do samodzielnego rysowania były jakieś ich nieukończone przygody, po jednej, po pół planszy. Szybko zauważyłem, że paski "Szranków", "Pucharu", "Wojów Mirmiła", a także kreska w "Na wczasach" są dużo fajniejsze od późniejszych albumów. Potem odkryłem "Kajtka i Koka" i od tej pory jestem nimi absolutnie zafascynowany. Nie tylko kreską, ale przede wszystkim "dorosłością" tych komiksów. Kajtek i Koko są w nich czasem rubaszni, czasem poważni, czasem głupkowaci, ale przede wszystkim zabawni dla dorosłego czytelnika.

NP: Czy zatem uważasz, że Kajtek i Koko mogą jeszcze mieć swoje 5 minut?

JR: Nie tylko 5, ale i 15, bo są oryginalni, a ich przygody są bliższe współczesnemu człowiekowi niż Kajko i Kokosz, którzy (mówię o późniejszych albumach) niestety odstają od statystycznego Asteriksa. A Kajtek i Koko absolutnie nie. Jeśli postawić ich obok Tintina, to są o wiele lepsi.

NP: A które z ich przygód lubisz najbardziej?

JR: Wszystkie :) Ale jeśli faktycznie miałbym jakąś część wyróżnić, to na pewno "Na tropach Pitekantropa". Zarówno za kreskę, która jak dla mnie trafiła na najlepszy okres w karierze Christy, jak i za wielowątkową (i spójną przez cały czas) fabułę. Bez dłużyzn, wartką i zabawną; więcej - bez szarzyzny PRL-u. Nie wiem jak Christa to zrobił, ale ten komiks jest na wskroś zachodni. Wiecie, są Bondy z Connerym, Brosnanem i Craigiem, ale ja najbardziej lubię te z Moorem, bo jest cocky & funny. Sensacja najwyższych lotów, ale z przymrużeniem oka. Taki właśnie jest "Pitekantrop".

NP: Wiemy już, że na tym nie kończy się Twoja przygoda z Kajtkiem i Kokiem. Co dalej?

JR: Muszę przyznać, że wkręciłem się w to rysowanie. Mam pomysł na kapitalną historyjkę w realiach, które niejednego pewnie zaskoczą, ale przy tym mam zamiar być wierny pierwowzorowi. Będzie mniej serio, a bardziej slapstickowo. Chciałbym też, aby kreska tego komiksu stała na równym, dobrym poziomie. Co z tego wyjdzie - zobaczymy :) Wkrótce pokażę zajawkę.

NP: W czasie gdy Ty będziesz pracował nad nowymi odcinkami, u nas pojawi się nowa historyjka innego autora. Nie obawiasz się konfrontacji?

JR: To nie jest konfrontacja, bo ja nie jestem żadnym rysownikiem, tylko fanem "Kajtka i Koka". Każdy nowy fanart jest jak prezent na gwiazdkę. Zwłaszcza komiksów było dotąd niewiele, więc sam z chęcią przeczytam. No i dodatkowo da mi to kopa żeby rysować dalej, a nie poprzestać na jednej historyjce. Może kamyk poruszy wreszcie lawinę ;)

NP: My też mamy taką nadzieję. A gdybyś mógł coś podpowiedzieć wydawnictwu Egmont, to jakie byłyby Twoje sugestie?

JR: U nas komiks jest bardzo niszowy i Egmontowi chyba na razie nie opłaca się reanimacja serii. Ale gdyby faktycznie ktoś mnie wysłuchał, to radziłbym przetłumaczyć "Kajtka i Koka" na język francuski i zainteresować tymi komiksami wydawców zachodnich. Myślę, że byłyby tam sporym zaskoczeniem. No i znalazłbym rysownika albo rysowników, niekoniecznie w Polsce, którzy potrafiliby pociągnąć serię dalej. I na pewno kogoś z Polski do pisania dobrych, klimatycznych scenariuszy. Jeśli reaktywować "Kajtka i Koka", to tylko w klimatach lat 60. Wszelkie uwspółcześnianie byłoby grzechem.

NP: No właśnie, Christa zdaje się onieśmiela polskich rysowników. Ale czy podrobienie jego stylu, choćby w 80%, w ogóle jest realne? Ile czasu by to zajęło? U Ciebie - samouka - duże postępy widać było już na przestrzeni 30 pasków.

JR: Jestem kompletnym amatorem, ale rysuję teraz więcej niż doraźnie i wiem, że gdybym poświęcił trochę czasu i pracy, to wprawdzie z trudem, ale te 80% podobieństwa byłbym w stanie wycisnąć. Oczywiście tylko w jednym wybranym rysunku, w jednym kadrze, bo praca, jaką musiałbym włożyć w cały komiks na takim poziomie, jeszcze mnie przerasta. Cztery kadry mojego komiksu rysuję ok. godziny, uwagę przywiązuję tylko do twarzy, choć też bez przesady. Poświęcając tę samą godzinę każdemu kadrowi z osobna zapewne osiągnąłbym lepszy efekt. Natomiast bez trudu jestem w stanie wyobrazić sobie zawodowego rysownika, wyposażonego w odrobinę talentu i odpowiedni warsztat, który te 80%, a wierzę że i 99%, byłby w stanie osiągnąć w akceptowalnym czasie. Nie święci plotą koszyki ;)

NP: Czyli ewentualna kontynuacja "Kajtka i Koka" albo "Kajka i Kokosza" nie byłaby skazana na porażkę...

JR: Uważam, że nie. Za przykład niech posłużą rysownicy belgijscy, którzy często "zaczynali" kolejne serie komiksowe, przekazując je potem innym rysownikom. Najbardziej znanym i chyba najbliższym Chriście przykładem jest "Lucky Luke". Morris do samej śmierci rysował komiks samodzielnie, nie tworzył wokół siebie "szkoły". Gdy go zabrakło, na kontynuatora wybrano Achdé i muszę przed tym panem zdjąć czapkę z głowy. Jego Lucky Luke jest nadal sobą, jest "morrisowy". Widać oczywiście pewne różnice, ale nie ma takiego dysonansu jak np. w przypadku kontynuacji "Asteriksa".

NP: Dziękujemy za rozmowę, za komiks i za sam pomysł na zabawę, który miejmy nadzieję podchwycą inni fani (tzn. jeden już podchwycił).

JR: A ja za wszelką pomoc, dobre słowo i konstruktywną krytykę. Sporo mi to dało.

* * *
A co Wy, nasi drodzy czytelnicy, sądzicie o tej inicjatywie? Czy podobał Wam się komiks Jonatana? Macie ochotę na więcej takich fanowskich historyjek? (bo my tak!) Chcielibyście udzielić autorowi jakichś dobrych rad? (bo my tak!) Z niecierpliwością czekamy na Wasze opinie i komentarze. Korzystajcie z okazji, póki można komentować bez logowania.

19 komentarzy:

  1. No to teraz należy przerobić paski na plansze i wydać album :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się tyle napracowałem przerabiając plansze na paski, żeby je teraz z powrotem "odpaskowić"? No way!

      Usuń
  2. Tradycja musi być zachowana do końca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała inicjatywa. Było już kilka prób reanimacji serii z różnymi skutkami - niektóre naprawdę powalające! Za każdym razem kończyło się na kilku propozycjach i koniec. Mam nadzieję że tym razem będzie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cenię twórców, którzy najwięcej wymagają od siebie, a takie wrażenie odniosłem o autorze, czytając ten wywiad.
    Oczywiście, żadnego uwspółcześniania! (Skoro mowa o 007 - Bond biegający z laptopem jest wg mnie grubym nieporozumieniem.)
    Co do samej historyjki, to mimo wspomnianych tu i ówdzie usterek zabawa była przednia.
    Janusz

    OdpowiedzUsuń
  5. Zalogowałem się z konta google,żeby było widać że to ja, a nie jakiś troll, nie wiem czy to widać ;-)
    Na wstępie- dziękuję wszystkim za komentarze, za to że mimo wad mojego komiksu wszystkie były miłe, i dawały solidnego kopa aby rysować dalej. Niedługo pojawi się tu historyjka innego autora, dlatego chcę zaapelować aby jak najwięcej z nas nie poprzestało tylko na śledzeniu, ale również udzielało się w komentarzach- bo publiczność to zawsze największa satysfakcja dla autora :-)
    Korzystając z okazji - chcę podziękować całej ekipie "Na plasterki" bo wiem że czujnym okiem śledzili moją pracę, ale przede wszystkim Kapralowi, bo Bóg jeden wie ile facet musiał się ze mną namęczyć, święty człowiek ;-)
    Ps. Przyszła mi taka myśl odnośnie opłacalności kontynuacji Kajkoszy przez Egmont w Polsce- żyjemy w czasach internetu, e-publikacji. Skoro Egmont policzył sobie że "papierowo" nie bedzie się opłacało, to może warto pomyśleć nad "elektronicznie". Nawet jakby taki komiks sprzedawano po powiedzmy 5 zł od sztuki (statystyczna cena ebooka) to koszta dla wydawnictwa są żadne, zamiast marnować kasę na drukarnię, można włożyć ją w reklamę np w google market. A jak ktoś by chciał mieć analogowo- to sobie wydrukuje i oprawi, jak kolega z komentarzy pod jednym z moich pasków i tez bedzie git ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kapral - święty człowiek?! A to dobre!!!

      Usuń
  6. Nie wątpię, że akurat Jonatan o tym pamięta, ale zawsze warto zaznaczyć: we wszelkich kontynuacjach serii K & K ani przez moment nie wolno odstępować od zasady, że Christa w swoich komiksach nikogo nie uśmiercał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiercał. Pamiętasz Abrę albo inne zwierzęce postacie (barany z "Wielkiego turnieju", zwierzęta zjedzone w "Arktycznej wyprawie)?

      Kleszcz

      Usuń
    2. Ciekawe, czy według zamysłu J. Christy czarny rycerz/książę przeżył swoją niesamowitą podróż wieżą.

      Robert z Gdyni

      Usuń
    3. W "Profesorze Kosmosiku i Marsjanach" Kajtek i profesor mogli spokojnie oddychać na meteorze, to czarny rycerz mógł oddychać w swojej wieżo-rakiecie.
      Pozostaje tylko problem wyżywienia...

      Kleszcz

      Usuń
    4. Jeśli chodzi o uśmiercanie bohaterów, mnie intryguje np. to, czy w "Na tropach pitekantropa" katastrofę samolotu lecącego z Neapolu do Hongkongu przeżyła dwójka pilotów omyłkowo uśpionych przez Wąsika, bo jakoś trudno ich dostrzec na którymkolwiek z pontonów ratowniczych.

      Czytelnik z Gdańska, rocznik 1974

      Usuń
    5. Ja też miałem zamiar napisać podobny komentarz :-)

      Kleszcz

      Usuń
    6. Widziałbym to tak: piloci wypili kawę ze środkiem NASENNYM (a nie TRUJĄCYM). Jednak pomyśleli, że piloci nie żyją i z taką świadomością zostawiono "zwłoki" w kabinach.

      Jednak Wąsik powiedział, że w tej kawie był środek NASENNY, wobec tego powinni zabrać ich śpiących do pontonów.

      Kleszcz

      Usuń
    7. Przed zatonięciem samolotu pracownicy lotniska w Bombaju otrzymali wiadomość o śmierci pilotów, jednak osoba przekazująca wiadomość, czyli zapewne Kajtek, najprawdopodobniej jeszcze nie wiedziała, że wypili oni feralną kawę, bo Wąsik przyznał się do tego dopiero chwilę później (akurat na tej stronie pomylono kolejność odcinków, ale zakładam, że jednak nastąpiło to w oryginale, a Egmont poprawił ten błąd).
      Całkiem możliwe, że Christa nie zamierzał uśmiercać obu pilotów, ale najzwyczajniej w świecie o nich zapomniał w trakcie rozwoju akcji - zresztą drobnych nieścisłości w całym komiksie występuje nieco więcej.

      Czytelnik z Gdańska, 1974

      Usuń
    8. W "Kajtku i Koku w Kosmosie" treść rozmowy na statku Orionidów ( str.121, III wyd.) wskazuje, że Zarzur nie przeżył katastrofy swojej bazy. Oczywiście Kajtek mógł się mylić, albo Zarzur być jedynie kopialem.

      Robert z Gdyni

      Usuń
  7. Mi się podobało, a pomysł z wydaniem przedni. jeśli Egmont nie chce wydać - może by się zgodził, aby ktoś inny to wydał - na razie w małym nakładzie, dla fanów (bo sądzę, że właścicielem praw do :Kajka i Koka" jest teraz Egmont?), z ajakiś uczciwy procent od sprzedaży? Jak cena by była przystępna - myślę, że to ma sens.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wielki szacunek przede wszystkim za wytrwałość! Narysować kilka kadrów potrafiłoby pewnie wielu, ale kontynuować serię, trzymając się przy tym dość wyśrubowanych terminów i nie oczekując w zamian żadnych profitów, z pewnością jedynie garstka. Pozdrowienia dla Autora!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam pytanie. Co według was jest lepsze? "Kajtek i Koko" czy "Kajko o Kokosz"?
    Ja osobiście wolę przygody potomków dzielnych wojów. Za taką "dorosłość", o której mówił Rerych.

    Kleszcz

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.