środa, 20 sierpnia 2014

Projekt X

Niedługo po pogrzebie Janusza Christy, w styczniu 2009 r., przy wsparciu stowarzyszenia Contur pojechaliśmy do Sopotu, by skatalogować rysunki Mistrza (my, tzn. Hegemon i Kapral). Mając za sobą autorytet Conturu i status oficjalnych wysłanników, spotkaliśmy się z ogromną życzliwością ze strony Pauliny Christy i jej mamy. Praca szła niezwykle sprawnie i w ciągu zaledwie jednego dnia udało nam się spisać i skserować lwią część szpargałów po Januszu. Szczerze mówiąc nawet nie zajrzeliśmy do pudeł z oryginalnymi planszami i paskami. Naszym głównym celem była opasła teczka z napisem "śmietnik", w której Christa trzymał swoje stare szkice - taki święty graal dla fanów.

Jako badacze-amatorzy zawsze uważaliśmy, że pierwsze przymiarki, studia postaci, niedokończone projekty, czy odręczne notatki autora są znacznie ciekawsze od produktu finalnego. Owszem, oryginał też może być interesujący, jeśli np. różni się od wersji opublikowanej, albo gdy autor opatrzył go adnotacjami. Tymczasem ze szkicu prawie zawsze można wyczytać coś nowego: prześledzić proces twórczy, odgadnąć inspiracje, powiązać nie do końca jasne fakty, a czasem nawet rozwiązać jakąś pasjonującą zagadkę. Dlatego uznaliśmy, że trzeba zrobić wszystko, żeby ten materiał zachować do ewentualnych przyszłych analiz.

Drugim etapem zadania, tj. skanowaniem szkiców, zajął się już Bogdan Ruksztełło-Kowalewski razem z Arkiem Salamońskim. W parę miesięcy wykonali gigantyczną robotę, której efektem stało się kilka płyt DVD, wypełnionych nieznanymi rysunkami. Od tamtej pory część materiału zdążyła wypłynąć na powierzchnię: a to w naszym "Powrocie do gwiazdozbioru Oriona", a to w komiksach Egmontu ("Kajtek i Koko w kosmosie", "Gucek i Roch"), a to na wystawach Wojtka Łowickiego. Niedawno ogromną partię pokazaliśmy publiczności Dwutaktu, jako tło do naszej rozmowy z Pauliną Christą. I właśnie podczas przygotowywania prezentacji na toruńską imprezę wypatrzyłem coś, co wcześniej mi umknęło. Voilà:


Na pierwszy rzut oka jest to zwyczajny szkic do "Kajtka i Koka w kosmosie", a konkretnie do odcinków 532-541, drukowanych na początku 1970 roku. Ale kiedy przyjrzymy się obrazkowi dokładnie (klikajcie, żeby go powiększyć), znajdziemy na nim coś jeszcze, chociaż nie do końca wiadomo co. Na przykład cyferki, z pozoru zupełnie nieistotne.


Domyślacie się o co tu chodzi? Jeśli nie, przyjrzyjcie się tym dwóm rysunkom. Teraz wszystko powinno być jasne.


Tak jest! Mamy tu pierwsze udokumentowane przymiarki Janusza Christy do filmu animowanego. Najpierw autor wyliczył, że krok składa się z czterech klatek, a potem próbował narysować kolejne fazy ruchu. W roli głównej obsadził rzecz jasna Kajtka-Majtka, tylko jakby młodszego i bardziej przytulaśnego, w sam raz do telewizyjnej dobranocki. Tak więc kiedy w 1971 r. czytelnik "Dookoła świata" postulował nakręcenie kreskówki o Kajtku i Koku (pisaliśmy o tym tutaj), Christa był od dawna gotowy na taką propozycję.


Obliczenia Christy były zresztą zupełnie poprawne. Przy 12 klatkach na sekundę ustawienie postaci zmienia się co klatkę, a przy 24 - co drugą. I rzeczywiście daje cztery kadry na krok. Widać to na powyższym diagramie.


Na innym kartoniku Christa narysował kilkanaście par ust w poszczególnych fazach mowy. Obok znajdujemy studium czteropalczastych dłoni, typowych dla kreskówek. Słupek z mnożeniem to zdaje się ilość kadrów na minutę filmu. Kosmicznego samochodu nie udało mi się rozpoznać, za to po drugiej stronie karteczki znalazłem szkice Felpa w rolkobutach (odc. 542), a zatem ten i poprzedni szkic powstały dokładnie w tym samym czasie.

Tu drobna uwaga na marginesie - jeśli wpadnie Wam w ręce oryginał Christy, nie zapomnijcie obejrzeć go od spodu. Mistrz szkicował nie tylko po obu stronach papieru, ale także po drugiej stronie komiksowych pasków. I to bynajmniej nie z powodu skąpstwa. W gospodarce permanentnego niedoboru tak trudno było zdobyć brystol, że rysownik musiał wykorzystywać każdy jego skrawek.


Zajrzyjmy teraz pod spód pierwszego kartonika, tego z chodzącym Kajtkiem (powyżej). Jak widać, na odwrocie też jest cały zarysowany. Mamy tu szkice do tych samych odcinków o Orionidach oraz trzy dodatkowe postacie: dwóch panów w marynarkach i chudego chłopca w sweterku. Z całą pewnością nie są to bohaterowie "Kajtka i Koka w kosmosie", choć - o ile nam wiadomo - w tym czasie Christa nie pracował nad żadnym innym projektem. A może pracował, tylko z tego projektu nic nie wyszło? Hipotezę tę zdają się potwierdzać tajemnicze kolorowe rysunki, opublikowane w magazynie "Czas" z roku 1978. Widzimy na nich tego samego chudego chłopca, tyle że w harcerskim mundurku zamiast sweterka.

Tę scenkę Christa skopiował na okładce kalendarza 1987

W "śmietniku" znaleźliśmy jeszcze jeden rysunek z tej serii, z całą pewnością najlepszy. Co za kompozycja, co za kolor! Prawdziwa rewelacja.


Christa utrzymywał, że rysunki z "Czasu" powstały jako portfolio dla "Świata Młodych". Jest to mało prawdopodobne, mówiąc oględnie. W roku 1970 "Świat Młodych" nie miał jeszcze działu komiksowego, a Christa nie miał zamiaru opuszczać "Wieczoru Wybrzeża". Wiadomo, że sopocki twórca nie zwykł pracować nad niczym, czego nie dałoby się potem sprzedać. Dlaczego więc zadał sobie aż tyle trudu? I skoro nie do reklamowego portfolio, to do czego było mu to potrzebne?

Możliwości są dwie - albo chodziło o ilustracje książkowe, albo o szkice koncepcyjne do filmu animowanego. Nie bardzo wierzę w pierwszą opcję, bo trudno mi sobie wyobrazić książeczkę dla dzieci z obrazkami o bandziorach (tzn. teraz tak, bo teraz to się nazywa "picturebook", ale nie w roku 1970). A zatem film? Być może, ale zanim wydamy werdykt, rzućmy okiem na kolejne postacie, wciśnięte pomiędzy szkice z "Kajtka i Koka w kosmosie".

Odc. 210-282
Odc. 333-447Odc. 658-666
Odc. 925-961Odc. 1060-1096

Śmiało można przyjąć, że wszystkie prezentowane dziś rysunki powstały w latach 1969-1971. Najciekawszy z nich, będący niejako podsumowaniem całego "Projektu X", zostawiłem na deser. Są na nim wszystkie kluczowe elementy: marynarze, czteropalczaste dłonie, paskudne gęby i zwierzęcy bohaterowie. Brakuje tylko chudego chłopca i jego kolegi, ale być może w międzyczasie koncepcja się zmieniła. Niestety, obrazka nie udało mi się umiejscowić w czasie, za to jestem na 100% pewny do czego miał służyć.


Jest to tzw. "comperative size model sheet", standardowy dokument w animacji, mający na celu uchwycenie proporcji między postaciami. I znów Christa wykonał robotę bardzo poprawnie, wystarczy porównać z analogicznym szkicem do "Goryla Magilli" z roku 1964 (Hanna-Barbera).


Proporcje są jednym z ostatnich etapów projektowania postaci do kreskówki. Wydaje się, że Christa gdzieś zapodział podstawową dokumentację, jaką powinny być arkusze ze szkicami poszczególnych bohaterów, w różnych rzutach i w rozmaitych pozach. Może należałoby ich poszukać w jakiejś wytwórni filmowej? Ale raczej nie w Polsce. Oto fragment wywiadu z rysownikiem, z tego samego numeru magazynu "Czas", o którym już dziś pisałem (1978):
- Czy nie myślał Pan o przeniesieniu tych historyjek do filmu? Bohaterowie komiksów Rene Gościnnego, przede wszystkim sprytny Asterix, na dobre zadomowili się w filmie.
- Owszem, przykład kusi. Bardzo chciałbym, ale do tej pory nikt w Polsce mi takiej współpracy z kinematografią nie zaproponował.
- Czy były zagraniczne propozycje?
- Były ze strony Szwedów, Jugosłowian i RFN. Proponowano nawet wyjazd, ale zrezygnowałem, bo chcę tworzyć w Polsce i dla Polaków. Ale być może ukażą się tam moje komiksy.
No proszę, a ja zawsze myślałem, że Christa mówił wtedy o propozycjach komiksowych, a nie filmowych. Ileż to się można ze szkiców dowiedzieć...

11 komentarzy:

  1. fantastyczne wykopaliska!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "(...) zawsze uważaliśmy, że pierwsze przymiarki, studia postaci, niedokończone projekty, czy odręczne notatki autora są znacznie ciekawsze od produktu finalnego. Owszem, oryginał też może być interesujący, jeśli np. różni się od wersji opublikowanej, albo gdy autor opatrzył go adnotacjami. Tymczasem ze szkicu prawie zawsze można wyczytać coś nowego: prześledzić proces twórczy, odgadnąć inspiracje, powiązać nie do końca jasne fakty, a czasem nawet rozwiązać jakąś pasjonującą zagadkę. Dlatego uznaliśmy, że trzeba zrobić wszystko, żeby ten materiał zachować do ewentualnych przyszłych analiz."

    To bardzo ciekawe. Mam dokładnie to samo - niedoceniane zwykle szkice, dla mnie osobiście to największe bogactwo myśli. Charakteryzują się właśnie treścią głównie, poszukiwaniami twórczymi. Widać na nich poszukiwania, kręte i ślepe uliczki myśli. Rodzące się pomysły oraz ich odrzucenie, gdy da się porównać szkice z ostatecznymi rezultatami pracy.

    Uwielbiam szkice!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt, że nie powstał nigdy animowany "Kajtek i Koko" czy "Kajko i Kokosz" (w sensie, ładnie klasycznie rysowany, nie jakieś CGI paskudzwo. Brrr.... ) uważam za gigantyczną pomyłkę :/ Urywki pokazane w dokumencie o Chriście tylko pogłębiają moje zdołowanie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowite odkrycie !!
    Aż dech mi zaparło.
    To nie-sa-mo-wi-te!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten rysunek jak grają w karty to istny kryminał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo w stylu "Wakacji z duchami" i "Samochodzika i templariuszy" (oba seriale nakręcono w 1971). Dzieciakom by się podobało.

      Usuń
    2. Faktycznie :-) Racja, Kapralu.
      Bo raczej na przymiarkę do "Młodości Kajtka i Koka" nie wygląda to.
      Aczkolwiek byłoby to ciekawe, co robili Kajtek i Koko, jako brzdące, zanim jeszcze zostali marynarzami. :-)

      Usuń
  6. "- Czy były zagraniczne propozycje?
    - Były ze strony Szwedów, Jugosłowian i RFN. Proponowano nawet wyjazd, ale zrezygnowałem, bo chcę tworzyć w Polsce i dla Polaków. Ale być może ukażą się tam moje komiksy.
    Pachnie mi to narzuconym zdaniem PRLu... masakra :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie to pachnie zawoalowanym wyznaniem, że na Zachodzie mu po prostu nie wyszło.

      Usuń
  7. Wydaje się, że rysunek z grającymi w karty zawierać może jakiś żart w miejscu głowy Autora. Bo zerkają tam jeden z graczy i jego piesek. Może ów człowiek ma w rękawie asa?
    :-)
    Ten klimat tajemniczości i grozy przypomina mi klimat "Ducha Bunkra", gdzie Kajtek i Koko starali się rozpracować zamiary oprychów i starali zorientować o ich zamiarach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedna z postaci to prawdziwy wilk morski :-)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.