wtorek, 7 marca 2017

Co by tu jeszcze?

W konkurencji "co by tu jeszcze wycisnąć ze starych komiksów" moim faworytem zawsze było belgijskie wydawnictwo Standaard Uitgeverij ze swym kultowym "Suske en Wiske". 27 lat po śmierci twórcy serii, Willy Vandersteena, komiks ten nie tylko nadal żyje, ale przechodzi właśnie okres burzy i naporu. Oprócz podstawowej wersji humorystyczno-przygodowej, tworzonej przez trzecią generację następców Mistrza (Luc Morjaeu, Peter Van Gucht), ma jeszcze trzy mutacje:
  1. dziecięcą pt. "Junior Suske en Wiske" (Dirk Nielandt, Jeff Broeckx),
  2. półrealistyczną pt. "Amoras" (Marc Legendre, Charel Cambré),
  3. superbohaterską pt. "J.ROM: Force of Gold" (Bruno De Roover, Romano Molenaar).

Okładka najnowszego albumu głównej serii i obecnie obowiązujący wygląd postaci.

Do wszystkich tych podserii i spin-offów doszły teraz gościnne one-shoty. Zaczęło się od tego, że w październiku 2014 r. belgijski magazyn dla młodzieży "Yeti" wydał crossover S&W z serią "Kinky & Cosy", zatytułowany "De gegaste gasten". Nie był to typowy crossover w stylu amerykańskim, tylko historyjka stworzona wspólnie przez autorów obu serii: za część kadrów odpowiadał Nix, czyli Marnix Verduyn ("Kinky..."), a za resztę Luc Morjeau i Peter Van Gucht ze Studia Vandersteen.


Komiks "Suske en Kinky en Cosy en Wiske" ukazał się w formie broszurki z okazji targów książki Boekenbeurs. Można go obejrzeć w serwisie issuu, w całości i za darmo. Zwróćcie uwagę na stronę 26, gdzie ni stąd ni zowąd pojawia się Czerwony Rycerz - tytułowy bohater innej serii Vandersteena "De Rode Ridder" (do dziś ponad 250 albumów). Tłumacząc na polski, wygląda to mniej więcej tak, jakby Maciek Kur, Sławek Kiełbus, Rafał Skarżycki i Tomek Leśniak stworzyli historyjkę "Kajko i Kokosz i Jeż Jerzy", w której gościnnie wystąpili Gucek i Roch. A wszystko to oficjalnie, pod egidą Egmontu. Trudno sobie wyobrazić coś takiego, prawda?


Idźmy dalej. Jesienią 2015 r. wydawnictwo Standaard wypuściło sześć niekanonicznych, 24-stronicowych albumików "Suske en Wiske". Ich autorami byli znani flamandzcy, czyli belgijscy scenarzyści i rysownicy, z których tylko jeden, Charel Cambré, pracował wcześniej dla Studia Vandersteen ("Amoras"). Stylistyka jest tu oczywiście bardzo rozmaita, od undergroundu po style atome, czyli kompletnie różna od tego, co można zobaczyć w regularnych albumach głównej serii. Przykładowe plansze znajdziecie na stronie Suske en Wiske op het WWW, po kliknięciu w tytuł każdego tomiku. Dochód ze sprzedaży komiksów przeznaczony został na charytatywną organizację SOS Wioski Dziecięce.


Czy myślicie, że komuś przeszkadzał inny wygląd kultowych postaci? Absolutnie nie! Wydawnictwo poszło więc za ciosem i rok później (jesień 2016) zorganizowało drugą edycję akcji dla SOS Kinderdorpen, tyle że z udziałem autorów holenderskich. Znów ukazało się sześć książeczek i znów tylko jeden autor związany był ze Studiem Vandersteen (Romano Molenaar, "J.ROM"). Tym razem stylistyka skręciła w stronę cartoonu, ligne claire, a nawet kreski realistycznej. Warto zwrócić uwagę, że okładki wszystkich tych nietypowych tomików wyglądają tak samo, jak okładki serii głównej. Jedyną różnicą są nazwiska autorów nad winietką (regularne albumy nadal firmuje nieżyjący Willy Vandersteen) i brak numeracji.


Oba autorskie sześciopaki miały również wersje limitowane, w twardych okładkach i ekskluzywnych boxach. Była to oczywiście metoda na zebranie kolejnych środków dla fundacji, ale też dowód, że wydawnictwo Standaard traktuje te nietypowe książeczki jak poważny, alternatywny projekt, a nie wstydliwy wygłup. Chodzą słuchy, że do następnej edycji mają zostać zaproszeni autorzy z Walonii lub Francji (od ponad 60 lat seria ukazuje się po francusku jako "Bob et Bobette"). Natomiast już w kwietniu ma się ukazać klubowe wznowienie mini-albumu "De charmante chirurg", z nowymi rysunkami.


Czas teraz zadać sobie pytanie, czy tak niekonwencjonalne rzeczy możliwe są w uniwersum stworzonym przez Christę? Teoretycznie tak, ale ponieważ nakłady "Kajka i Kokosza" są kilkadziesiąt razy niższe, to i sens kontynuacji kilkadziesiąt razy mniejszy. Dlatego nowych albumów S&W wydaje się 14 rocznie (wliczając spin-offy), a na nowego KiK trzeba było czekać 25 lat. Nie bez znaczenia jest też fakt, że ludzie ze Studia Vandersteen mają po swojej stronie prężny fandom, który wspiera ich coraz śmielsze poczynania. W Holandii od 1987 r. działa De Fameuze Fanclub, zrzeszający 1800 osób! Klub ten wydaje własny magazyn "Versus" (właśnie ukazał się numer 116), organizuje doroczne konwenty itp. A u nas?


...A u nas jest blog, na którym udziela się kilku zapaleńców. Są to zresztą te same osoby, które robią za "tłum" na eventach Fundacji "Kreska". Szersze grono fanów zebrało się na blogu tylko dwa razy: w roku 2010, kiedy szukali następców Christy oraz w 2016, kiedy stwierdzili, że jednak najlepszym kontynuatorem Christy byłby Christa. Szczerze mówiąc, bardzo bym się zdziwił, gdyby w takich warunkach rynkowych "Kajko i Kokosz" nagle zaczął ewoluować, pączkować i gonić światowe trendy. Ale chciałbym się mylić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.