czwartek, 2 marca 2017

Dobranocki dla dorosłych

W sierpniu opublikowaliśmy tekst "Druga młodość weteranów" o nowej modzie na dorosłe wersje komiksów dziecięcych. Ten niezwykle interesujący trend narodził się kilka lat temu w Europie Zachodniej i - jak donoszą nasi dwaj stali czytelnicy, Kleszcz i Mr Alkochochlik - dotarł już także do Stanów Zjednoczonych! W połowie ubiegłego roku wydawnictwo DC rozpoczęło druk kilku realistycznych, a właściwie wręcz mrocznych serii SF, opartych na starych dobranockach Hanna-Barbery z lat 60.


Jako pierwsza, w maju 2016, wystartowała seria "Scooby Apocalypse", czyli futurystyczny horror na motywach "Scooby Doo". Scenariusz pisze Keith Giffen ("Lobo") i J.M. DeMatteis ("Seekers Into The Mystery"), rysuje Howard Porter ("Underworld Unleashed").


Równocześnie ukazał się pierwszy zeszyt serii "Future Quest", będącej superbohatersko-kosmicznym crossoverem "Jonny Questa" z całą masą mniej znanych kreskówek: "Space Ghost", "The Herculoids", "Frankenstein Jr.", "The Impossibles", "Birdman", "The Galaxy Trio", "Mightor" i czort wie czego jeszcze. Pisze Jeff Parker, rysuje Evan "Doc" Shaner (obaj "Flash Gordon").


W tym samym miesiącu, ale już z nowym logo DC, ruszył komiks "Wacky Raceland" - postapokaliptyczna wersja serialu "Wacky Races", znanego w Polsce jako "Odlotowe wyścigi". Serię tworzą: scenarzysta Ken Pontac ("Happy Tree Friends") i argentyński rysownik Leonardo Manco ("Hellblazer: All His Engines").


Miesiąc później do tej doborowej ekipy dołączyli Jaskiniowcy. Za serię komiksową "The Flintstones" odpowiadają scenarzysta Mark Russell ("God Is Disappointed in You") i brytyjski rysownik Steve Pugh ("Hotwire"). Podobno jest to napisane bardzo serio.


W tym roku Mark Russell i Howard Porter ruszają z następnym projektem pt. "The Snagglepuss Chronicles", której bohaterem jest... różowy lew (nie mylić z panterą). Na razie nie ma jeszcze okładki, ale z przykładowej planszy można wywnioskować, że twórcy mocno pójdą w stronę "Blacksada".


No to teraz czekamy na psa Huckleberry, misia Yogi, myszki Pixie i Dixie oraz Jetsonów. Polskim komiksiarzom polecamy natomiast eksplorację dobranockowego uniwersum Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, ze szczególnym naciskiem na "dorosłe" wersje Bolka i Lolka, Reksia oraz Baltazara Gąbki. I byłoby miło, gdybyście pamiętali o Kajtku i Koku!

14 komentarzy:

  1. Czuję się połechtany w ego z powodu wymienienia mojego nicka. Żarty żartami, ale "dorosłą" wersję wyprawy Smoka Wawelskiego chciałbym na serio zobaczyć. Co do Jonny Questa i jemu podobnych produkcji ze swej strony polecam serial animowany The Venture Bros., który ma być satyrą na naiwne kreskówki lat 60. Serial zaczął się jako parodia z miejscami niewyszukanymi żartami, ale z biegiem czasu i rozwojem wątków ewoluował w niezły komediodramat. Sam Jonny również się pojawia w podstarzałej wersji (w późniejszych sezonach ze względów prawnych zmienili mu imię na Action Johnny).

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak technicznie Snaglepuss w intencji autorów był pumom płową... er... różkową (ang. Cougar) ale na te się mówi lwy górskie i ogólnie w późniejszych animacjach olewali to i go jako lwa adresowali więc w sumie na jedno wychodzi ;)

    ~Pan Milus (który akurat z czyjego komputera pisze ;) )

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dorosłego" "Kajtka i Koka" mógłby Świszcz rysować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe, czy MARVEL zrobi "dorosłego" "Kaczora Donalda" albo "Myszkę Miki"? ;-)

    -Kleszcz-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że takim kaczorem dla dorosłych w sumie był szwedzki Arne Anka ;). Disney go oczywiście nie lubił i straszył nawet pozwami.

      Usuń
    2. Tak ale to była parodia ;) Tu bardziej chodzi sytuacje, gdy posiadacze praw do serii świadomie dają licencję na zobienie "umrocznionej" wersji, jak to było z "Człowiekiem który zastrzelił Lucky Luke". Najbliższe co ku temu Disney zrobił to włoska seria PK-New Adventure, gdzie mieliśmy alter-ego Kaczora Donalda - Superkwęk w konwencji nieco bliższym komiksów super-bohaterskich DC/Marvel choć i tak to było tylko jakieś 10-20% różnicy z tym jak normalnie komiksy z Donaldem wyglądają (po prostu sceny walk były bardziej intenstywne i w jednej historii postać umiera ale to bardziej poetycko-piękny moment niż coś tragicznego)

      Usuń
    3. Hehe, ja pamiętam że w wieku 15 lat rysowałem postacie Disneya w kostiumach sado-masochistów, palące cygara, pijące alkohol etc. nie miałem i nie mam fantazji w tym temacie, to była dla mnie forma odreagowania, strasznie irytowali mnie ludzie zachwycający się komiksami z serii "Kaczor Donald", za tydzień będzie historia jak Diodak ocalił świat, łał i tak dalej, szkoda że sobie nie zostawiłem tych gryzmołów ;)

      Usuń
    4. Niejacy "Air Pirates" pewnie byliby dumni, że ktoś kontynuował tradycje zapoczątkowane przez nich już w latach 70. ;)

      Usuń
  5. Hmmm... "dorosła" wersja "Kajtka i Koka" byłaby bardzo fajna, ale myślę, że skoro polscy wydawcy na razie nie kwapią się do wydania powyższych pozycji, to na polskie dzieła też na razie nie liczmy :-(

    -Kleszcz-

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak zerkam na wersje dla dorosłych i od razu nasunęła mi się myśl - dla dorosłych czyli rysowane realistycznie, zapewne scenariusz tez jest bardziej poważny, ale wracając do rysunku, mam troszkę wrażenie ze powstał taki stereotyp - proste, humorystyczne rysunki są dla dzieci - realistyczne, szczegółowe dla dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proste rysunki ma "Maus".
      Ale ogólnie to się zgadzam z tym komentarzem :-)

      -Kleszcz-

      Usuń
    2. "Persepolis" też nie grzeszy hiperrealistyczną kreską, a też nie jest "Bolkiem i Lolkiem"... Zresztą prosta kreska starych kreskówek wynikała też z oszczędności budżetu, zauważcie też np., że mnóstwo postaci w starych kreskówkach ma wyraźnie odciętą linię głowy, przez jakieś kołnierzyki, krawaty etc. - Miś Yogi, Pies Huckelberry, Fred. Wszystko po to, żeby można było dokładnie przyłożyć folię do linii i gdy postać mówi nie rysować w następnych klatach całej postaci tylko samą gadającą głowę, trochę chaotycznie to napisałem, ale chyba wiadomo o co chodzi. W każdym razie animatorzy ułatwiali sobie pracę i oszczędzali jak mogli. Komiksy zaś naśladowały kreskę z ekranu. Chyba odbiegłem od tematu... idę spać.

      Usuń
    3. Jeż Jerzy czy WilQ nie są dla dzieci a kreska jest tam daleka od realizmu (może czasem poza ujęciami otoczenia w tym pierwszym) Zresztą jako przykład nie komiksowy, "South Park" cieszy się ciągle opinią jednego z najpopularniejszych seriali dla dorosłych a plastyka jest tam daleka od tej oddającej realizm.

      Usuń
    4. *miało być oczywiście "klatkach".

      Usuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.