poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Urawniłowka

Znajomy z warszawskiej agencji graficznej doniósł nam, że jego firma pracuje nad poprawioną wersją "Kajka i Kokosza". Podobno były sygnały, że najmłodsi czytelnicy nie mogą się połapać w różnych imionach tych samych postaci. Żeby ułatwić im lekturę i nie zniechęcać do sięgania po kolejne tomy serii, Egmont zdecydował się ujednolicić nomenklaturę we wszystkich albumach. Teksty w odcinkach z "Wieczoru Wybrzeża" mają zostać dopasowane do późniejszych historyjek i w ten sposób niekonsekwencje znikną raz na zawsze.

Najwięcej kłopotów sprawia dzieciom ciotka Zielacha ze "Złotego pucharu". Żeby jej przemiana w "Wojach Mirmiła" stała się bardziej czytelna, będzie ona od początku nosiła imię Jaga. Z lewej strony widzicie wersję dotychczasową, z prawej poprawioną.


Kolejną postacią do korekty jest Mirmił. W "Złotym pucharze", "Szrankach i konkurach" oraz "Wojach Mirmiła" jest on księciem, a począwszy od "Szkoły latania" - kasztelanem. Ta druga wersja jest znacznie bardziej popularna, stąd decyzja o "degradacji" Mirmiła w początkowych częściach sagi. Poniżej ten sam kadr przed i po.


Skoro Mirmił jest tylko kasztelanem (funkcja administracyjna), to jego biedniejszy brat nie może być księciem. Kłopoty z tą postacią miał nawet Maciek Kur, który w komiksie "Mirmił i Wojmił: Pojedynek" ani razu nie użył jego rodowego tytułu. Wojmił będzie teraz nazywany wielmożą.


Kolejna zmiana dotyczy władcy, który raz jest królem ("Złoty puchar", "Woje Mirmiła"), a raz księciem ("Wielki turniej"). Tutaj również obowiązująca ma być wersja późniejsza. I słusznie - jak degradować, to wszystkich.


Robota idzie ponoć strasznie opornie. Co chwilę okazuje się, że zmian musi być więcej niż początkowo zakładano. Na przykład do żony Mirmiła poddani często zwracali się per "księżno", a teraz mają mówić po prostu "Lubawo". Część dymków trzeba powiększać, zwłaszcza tych z kasztelanem, co zabiera mnóstwo czasu. Ktoś miał nawet pomysł, żeby ujednolicić wygląd grodu Mirmiła, ale graficy powiedzieli "dość"!

Tajemnicą pozostaje czy Egmont chce uporządkować uniwersum Kajka i Kokosza już w następnym dodruku, w jakiejś specjalnej edycji dla szkół, czy może w wyczekiwanym przez fanów integralu? Niestety, na tym etapie możemy tylko gdybać, bo studio graficzne dostało zlecenie na sam komiks, bez okładek.

Na razie sami nie wiemy co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony nie podoba nam się ingerencja w oryginalne teksty Janusza Christy, ale z drugiej autor sam niejednokrotnie przerabiał dymki w swoich komiksach, np. w albumach KAW-u (złote prosię pozamieniał wszędzie na złoty puchar), albo w "Opowiadaniu Koka". Skoro dzieciom miałoby to ułatwić zrozumienie serii, to może jest w tym jakiś sens. A jaka jest Wasza opinia?

Z ostatniej chwili (godz. 10:10): Maciek Kur właśnie poinformował na facebooku, że Tomek Kołodziejczak kazał mu przerobić całą "Królewską Konną" na "Książęcą Konną".
___________________
EDIT: Sądząc po komentarzach, przynajmniej niektórzy z Was nabrali się na naszego primaaprilisowego fejk-niusa. I o to chodziło. Przepraszamy wydawnictwo Egmont, że w tym roku znów zabawiliśmy się jego kosztem.

8 komentarzy:

  1. Jeśli Egmont przygotowuje to do wersji w integralach, niech zmieniają, zniosę wszystko aby mieć KiKa w twardej okładce, w grubych tomiszczach z dodatkami :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem za.
    Podobny zabieg zastosowano w "Kajtku i Koku" ze Szprechami vel Burblami.
    Mam nadzieję, że nie dojdzie do niekonsekwencji i jednak gdzieś pozostaną jakieś "kwiatki".
    Jeśli zabieg ten ma na celu ułatwienie młodym czytelnikom zrozumienia lektury, to można pójść o krok dalej i pomyśleć co zrobić z aluzjami do komunistycznej rzeczywistości, które NA PEWNO nie są w ogóle czytelne dla młodych. Ja sam choć jestem rocznikiem `84 rozumiem o co chodzi ze "świętym napisem" (raczej w filmów Barei), ale już nieczytelne jest dla mnie np. "myśliwy dewizowy". Jeśli nie da się ich "uwspółcześnić", to może chociaż jakiś słownik z tyłu do czego dana aluzja się odwołuje. Podobny zabieg zastosowano w nowszych Tytusach, np. Tytus w Teatrze, Tytus Gangsterem - z tyłu jest słowniczek pojęć, wyrazów z innych języków i tłumaczenia gier słownych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wyobraziłem sobie edycję Katka i Koka, gdzie wszystkie nawiązania do czasów PRL-u w dialogach zastąpiono współczesnymi... :o

      Usuń
    2. A ileż to roboty? Amerynianie ciągle "rimejkują" stare albo zagraniczne filmy, bo gimbaza nie ogarnia.

      Usuń
  3. Nice try, Lao Che... :) Piękny prima aprilis. Bo jeśli to prawda... to Na plasterki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Śmiechowe żarty, śmiechowymi żartami ale np. w Lucky Luke Morris notorycznie zamieniał braci Daltonów Jacka i Williama imionami, a przez "notorycznie" mam na myśli średnio zmieniali się co album (co było dla mnie zawsze dziwne czemu po prostu po narysowaniu każdego albumu go sobie z Gościnnym nie przelatywał dla weryfikacji, zwłaszcza pod tym kontem... nie chce mi się wierzyć, że przez 20 lat nikt im tego nie wytknął) i osobiście bym nie miał problemu z edycją, gdzie Daltonowie zostali "poprawieni" by była jednolitość imion, bo chwilami to było wręcz wytrącające z lektury, zwłaszcza, gdy miało to miejsce w jednej historii, a dany Dalton pełnił jakąś rolę... Tymczasem słyszałem, że choć były wręcz inicjatywy od tłumaczy by tak zrobić dla lokalnego wydania, niestety ci dostali ostre wytyczne od Frankobelgów, że nic poprawiać w fabule LL nie wolno, w tym oczywistych błędów logicznych tego typu.

    Czasem się zastanawiam czy owa wpadka nie była "celowa" dla przysłowiowych "jaj", choć prędzej bym posądził Morrisa o lenistwo, że mu się nie chciało potem liternictwa przerabiać w już zamkniętej historii... chyba zdarzało mu się "bucostwo" skoro lubił żarty słowne Gościnnego wyrzucać bez konsultacji z kolegą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem powinny pozostać w oryginalnych formach, z ewentualną erratą. Kto będzie chciał ten zrozumie kto jest kim, reszta nie będzie wnikać. Szkoda przerabiać i zmieniać to, co Christa narysował i napisał, tylko dlatego, że paru nadgorliwych pedantów kłuje w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrym pomysłem wydaje się dołączenie do wszystkich Kajków czegoś w stylu leksykonów z granatowej serii Asteriksa, wydawanej bodaj w latach 1997-2007 i przetłumaczonych z niemieckojęzycznych wydań - tam alfabetycznie było odniesienie się do każdej postaci z danej historii, miejsc, plemion, tekstów itd. i można było się dowiedzieć, że ten centurion ma twarz francuskiego dziennikarza, ten jest karykaturą ówczesnego polityka (np. Chiraca), imię druida jest nawiązaniem do francuskiego przysłowia, a piosenka tego barda to przeróbka przeboju z lat 50. Bardzo ułatwia to rozpoznawanie wszystkich zakamuflowanych smaczków, których nie-Francuzi nie mieliby nigdy szans wyłapać.

    https://i0.wp.com/comic.highlightzone.de/wp-content/uploads/2016/10/0000-318.jpg

    Dominik z Bochotnicy

    OdpowiedzUsuń

Uwaga! Nie mamy możliwości przenoszenia komentarzy pomiędzy postami. Jeśli więc Twój komentarz dotyczy innego wpisu, po prostu nie zostanie opublikowany.