wtorek, 10 kwietnia 2018

Wywiad z tłumaczem "Flying School"

Wydawnictwo Egmont Polska udostępniło wywiad z Michaelem Kandelem, tłumaczem komiksu "Kayko and Kokosh: Flying School". Zapraszamy do lektury, ale najpierw przystawka - pierwszy graficzny komentarz do angielskiego przekładu. Autorem rysunku jest Kleszcz.

Łami Gnat / Break Bone

* * *

Jak to się stało, że został Pan studentem slawistyki i tłumaczem polskiego science-fiction?

Zacząłem od rosyjskiego, a potem musieliśmy wybrać drugi język. Zdecydowałem się na polski.

Skąd zainteresowanie tą relatywnie mało popularną grupą języków?

Interesuje mnie każdy język, bardziej czy mniej popularny. Interesuje mnie nawet język migowy! Rosyjski pojawił się w moim życiu, kiedy ojciec przyniósł do domu olbrzymi zapis nutowy opery "Borys Godunow". Słowa pieśni zapisane były po angielsku, francusku i właśnie po rosyjsku. Ta sympatia do Rosji miała chyba źródło w okresie II wojny światowej.

Jest pan tłumaczem Stanisława Lema. Jak odkrył Pan jego książki?

Trafiłem na Lema przygotowując się do studiów doktorskich w zakresie polskiej literatury. Zdobyłem listę lektur dla doktorantów tego kierunku na Uniwesytecie Warszawskim. To była bardzo długa lista! Pierwszą książką Lema, którą przeczytałem, był "Niezwyciężony". Przypominała mi prozę znakomitego H.G. Wellsa, byłem pełen podziwu dla wyobraźni Lema, napisałem do niego fanowski list. Ten autor przekładany był przez wielu tłumaczy, ale byłem jednym z pierwszych, którzy pomogli jego książkom przebić się do pierwszoligowych amerykańskich wydawnictw: Continuum, Seasbury, Hardcourt.

Czy wcześniej czytał Pan komiksy z serii "Kajko i Kokosz?"

Tak, kilka tomów, parę lat temu.

Dlaczego?

Tomasz Kołodziejczak postanowił zapoznać mnie z dokonaniami polskiego komiksu.

Czytywał Pan inne komiksy?

Tak, zawsze je lubiłem. Moje ulubione to "Krazy Kat", "Popeye", "Spider Man" i "Doktor Strange".

Czytał je Pan jako dziecko czy dorosły?

I jako dziecko, i jako dorosły.

A poważniejsze komiksy, tak zwane powieści graficzne? "Maus", "Persepolis", "Strażnicy"?

"Maus" i "Persepolis" są świetne, ale nie jestem fanem "Strażników". Wydają mi się bez polotu, zarówno pod względem grafiki, jak i treści. Dzisiejszym wielbicielom powieści graficznych poleciłbym Fransa Maserella, flamandzkiego artystę, który tworzył ponad sto lat temu. Na nim się wychowałem.

Jakie szczególne wyzwanie stoją przed tłumaczem komiksów? A może to medium nie nastręcza żadnych wyjątkowych problemów?

Jest jedna zasada: trzeba pilnować długości słów i zdań, żeby zmieściły się w dymkach.

A "Kajko i Kokosz"? Czy tam natrafił Pan na trudności?

Christa umieszcza w tym komiksie wiele żartów słownych, lubi bawić się słowami. Staram się oddać jego poczucie humoru. Nie próbuję natomiast zachowywać wszystkich odniesień do kultury słowiańskiej, bo dla zagranicznych czytelników byłyby niezrozumiałe i, co za tym idzie, bezużyteczne. Na ich miejsce znajduję inne żarty, mam nadzieję, że równie uroczo niemądre.

Jak ocenia Pan "Kajka i Kokosza"? Czy te komiksy nadal mają szansę rozbawić dzieciaki, czy może są zbyt staroświeckie?

Pod niektórymi względami rzeczywiście się zestarzały, ale na tym polega ich urok. Są zabawne, pogodne, nie ma w nich okrucieństwa i mroku, które coraz wyraźniej widać w świecie dookoła nas.

Które fragmenty wydały się Panu staroświeckie? Mnie zdumiał nieco koncept szkoły latania, oparty na jakże zabawnym odwróceniu sytuacji: kobiety uczą mężczyzn, jak prowadzić pojazdy.

To zaskoczenie pozwala przypuszczać, że negatywnie odbiera Pani seksizm w tych komiksach. Ale to jest właśnie część ich staroświeckiego uroku. Moim zdaniem ratuje je intencja autora: nie ma tu wrogości, jest dużo dobrej zabawy. Ale tak, bez tych seksistowskich żartów byłoby pewnie lepiej. Jest tam także sporo bójek, to też wydaje mi się przestarzałe.

Czy tłumaczenie na angielski może pomóc temu komiksowi w podbiciu zagranicznych rynków?

Przetłumaczenie książki na angielski czasami rzeczywiście ma taki efekt, w przypadku tego komiksu skuteczniejsza byłaby pewnie adaptacja na grę komputerową.

Wywiad przeprowadziła Olga Wróbel.

* * *

Michael Kandel (ur. 24 grudnia 1941 w Baltimore) – amerykański slawista, tłumacz literatury polskiej na język angielski oraz pisarz SF. Kandel otrzymał doktorat ze slawistyki na Indiana University. Zajmował się przekładaniem utworów Stanisława Lema na język angielski, tłumaczył także Jacka Dukaja oraz Marka Huberatha. Zangielszczył również opowiadanie Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego. Jakość jego przekładów książek Lema oceniana była bardzo wysoko przez samego Lema i przez krytyków, szczególnie w świetle faktu, że proza (i poezja) Lema są trudne, pełne gier słownych i trudno przetłumaczalnych konstrukcji.

5 komentarzy:

  1. Jestem ciekawy pod którymi względami komiksy z serii KiK się zestarzały? Testowane niedawno na moim 6 letnim synu, chłonął każdy tom tak samo jak ja, 30 lat temu...Regularnie do nich wracamy, i to nie z mojej inicjatywy. Ciekawe jak oddać wczesneśredniowiecze bez bójek, zresztą do dziś chłopcy lubują się w takich tematach. Seksistowski humor? Tu pan tłumacz odpłynął...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauwaz tylko, ze dzieci maja zupelnie inny uklad trawienia tresci popkulturalnych niz my "starcy" ;)
      Z perspektywy czasu stwierdzam, ze niestety Kajkosze rzeczywiscie sporo sie zestarzaly i nie ma sensu ich na sile promowac jako nasz odpowiednik Asterixa.
      Sentyment to jedno, ale obiektywizm to drugie.
      Czasami sa wyjatki i mozna sie bardzo pozytywnie zaskoczyc, ale w wielu przypadkach jest bardzo bardzo zle, jak z "Robinem z Sherwood" gdzie piosenka jest nadal genialna i czlowiek sie napala na seans i powrot do dziecinstwa... a potem sie okazuje, ze tego g... nie da sie ogladac :(
      Z KK podobnie - sa fajne postacie, przede wszystkim drugoplanowe, ktore moznaby nadal wykorzystac, ale same komiksy to juz bardziej zabytek naszej historii, niz cos do czego warto wracac.
      Kilka razy probowalem lektury poszczegolnych albumow i wiekszosc zartow zupelnie mnie nie smieszyla, a styl opowiadania takze traci myszka :(
      Natomiast nie zmienia to faktu, ze Christe cenic trzeba, wlasnie za sam fakt, ze jest jedynym polskim autorem, ktory mial w sobie upor i sile by produkowac jedna serie tak dlugo, i to w tych dziwnych czasach zwanych PRLem.
      W porownaniu z dzisiejszym "ludem rysujacym", ktory skupia sie bardziej na szukaniu powodow by niczego nie narysowac, niz by sprobowac stworzyc cos fajnego, to to naprawde jest niedoscigniony wzor :(

      Usuń
    2. "jest jedynym polskim autorem, ktory mial w sobie upor i sile by produkowac jedna serie tak dlugo"

      A Papcio Chmiel to co? ;)

      Usuń
    3. De gustibus i tak dalej, ale jak to Robin z Sherwood g...o? Najlepszy Robin jaki kiedykolwiek powstał i kropka.

      Usuń
    4. To samo chciałem napisać. Oni w tych Stanach podurnieli już ze szczętem. W stosunkach męsko-damskich robią chyba to samo, co liberalne białe elity w stosunkach z Czarnymi.

      Usuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.