poniedziałek, 14 marca 2016

Ale sprytni ci Germanie

Podążając tropem zagranicznych kuzynów Kajka, Kokosza i Asteriksa, tym razem odwiedzimy byłą RFN, czyli Niemcy zachodnie. Od wczesnych lat 50. na tamtejszym rynku komiksów dla dzieci niepodzielnie królował Rolf Kauka, zwany "niemieckim Waltem Disneyem". Kauka wydawał magazyny komiksowe (łączny nakład ok. 750 mln zeszytów), kręcił kreskówki i produkował gadżety, a swój towar eksportował na całą Europę i pół Ameryki Południowej. Jego sztandarowa seria "Fix und Foxi" znana była nawet w PRL-u i ZSRR dzięki historyjkom z gum do żucia, wyglądającym jak kultowe "donaldówki". Sukces swojego cartoonowego imperium Rolf Kauka w dużej mierze zawdzięczał rysownikom ściągniętym z Jugosławii, Włoch i Hiszpanii. Kauka zmarł w 2000 r., ale jego biznes kręci się dalej - w 2014 r. powstał nawet kanał telewizyjny "Fix & Foxi TV", na którym obejrzeć można zupełnie nowe przygody dwóch wesołych lisków.

SIGGI UND BABARRAS
Początkowo komiksowe gazetki Kauki miały być konkurencją dla "Kaczorów Donaldów" - stąd zwierzęcy bohaterowie i amerykański format zeszytów. Od magazynów disnejowskich różniły się tym, że drukowały nie tylko własny materiał, ale także hity z importu, np. "Sprycjana", "Tintina" i "Smerfy". W ten sam sposób na rynek niemiecki trafił także "Asteriks", publikowany od 1965 r. na łamach dwutygodnika "Lupo modern". Z tym, że właściwie był to zgermanizowany produkt asteriksopodobny, bo z prawdziwego "Asteriksa" zostały same rysunki. Kauka zmienił tytuł na "Siggi und Babarras", akcję przeniósł do Bonn, a subtelne francuskie żarciki zastąpił niewybrednym politycznym "humorem". Uderzo z Goscinnym tak się wściekli, że w 1966 r. wytoczyli Kauce proces, wstrzymali mu licencję i zażądali autoryzacji przekładów.


FRITZE BLITZ UND DUNNERKIEL
Kauka chwilowo wylądował na lodzie, ale szybko znalazł rozwiązanie. W zasadzie potrzebował tylko rysunków, więc zlecił je Branimirowi Karabajićowi, i tak oto w 1967 r. powstał niemiecki ersatz "Asteriksa" pt. "Fritze Blitz und Dunnerkiel". Podobni byli bohaterowie, przeciwnicy, a ponoć nawet fabuła. Uderzo z Goscinnym wściekli się jeszcze bardziej i wytoczyli Kauce drugi proces, tym razem o plagiat, ale przegrali. Przedsiębiorczy Niemiec poczuł się tak pewnie, że w czwartym odcinku przywrócił bohaterom stare imiona Siggi i Babarras, śmiejąc się Francuzom w twarz. Ten niechlubny rozdział w historii niemieckiego komiksu do dziś jest przedmiotem dziennikarskich analiz i fanowskich drwin.


HERMANN TEUTONUS
Teraz robi się jeszcze ciekawiej. W 1969 r. Kauka przekazał serię nowemu rysownikowi Riccardo Rinaldiemu, który znacznie lepiej od Karabajića naśladował styl Uderza. Włoski grafik pracował jednak zbyt wolno i magazynowi zaczęło brakować materiału. Wtedy Kauka wpadł na genialny pomysł, żeby braki we własnej podróbie "Asteriksa" uzupełnić... planszami z "Tribunzia", czyli włoskiej podróby "Asteriksa". Na poniższych okładkach z pewnością rozpoznajecie sympatycznego Rzymianina z poprzedniego posta. Tribunzio również został zgermanizowany i przybrał imię Hermann Teutonus. W ten sposób powstał jedyny w swoim rodzaju komiksowy mash-up. Wyglądało to tak, że do obszernych epizodów "Tribunzia" scenarzysta Peter Wiechmann dopisywał po kilka stron z udziałem Fritze Blitza (oczywiście jako "Siggi und Babarras"), a ilustrował je Rinaldi w stylu Cimpellina. Cudowne, prawda?


FUROR TEUTONICUS
Po kilku latach Kauka znów wrócił do tematu. W 1974 r. na łamach kolejnego (a wciąż jakby tego samego) dwutygodnika "Primo" pojawiła się nowa seria "Die Teutonen" alias "Furor Teutonicus", uważana przez fanów za kontynuację "Fritze Blitza".


Scenarzystą znów był Wiechmann, a autorem rysunków Hiszpan Josep Marti, któremu udało się wywindować ten komiks na niebywale wysoki poziom. Kunszt rysownika najlepiej widać na oryginalnych planszach, wywieszonych w serwisie Comic Art Fans. W sieci udało mi się znaleźć tylko jeden kadr w kolorze i wypada on znacznie słabiej niż sama kreska. Aż żal, że ponad sto stron tego komiksu, jakie Marti wykonał w ciągu dwóch lat, nigdy nie doczekało się przedruku w formie albumu.


KNAX
Ostatni komiks, o jakim chciałem dziś opowiedzieć, ukazuje się od 1974 r. na terenie kilku europejskich krajów: od Norwegii po Francję. Producentem "Knaxa" jest studio Kipkakomiks, należące do Freda Kipki, który kiedyś był redaktorem u Rolfa Kauki i wspólnikiem Petera Wiechmanna, a potem wybił się na niepodległość. Seria wydawana jest jako dwumiesięcznik przez Spaarkassen, czyli niemiecki odpowiednik SKOK-ów.


"Knaxowi" znacznie bliżej do kameralnego "Kajka i Kokosza" niż do epickiego "Asteriksa". Miejscem akcji jest wysepka, na której toczy się ciągła awantura między mieszkańcami spokojnego miasteczka i zbójami z warownego zamku. Średniowieczny setting okraszono sporą dawką zabawnych anachronizmów. Disnejowską kreskę i superdynamiczne kadrowanie komiks zawdzięcza hiszpańskim rysownikom, na których Kipka (podobnie jak Kauka) oparł działalność swojego studia.


Na deser zostawiłem ciekawostkę, znalezioną w jednym z numerów "Knaxa", jakie mam w swojej kolekcji. Widoczne poniżej komiksy ukazały się niemal jednocześnie w 1988 r. (pierwsze KAW-owskie wydanie "Wojów Mirmiła), kiedy w RFN odbywały się mistrzostwa UEFA. Wiemy jednak z całą pewnością, że Christa narysował swoją okładkę co najmniej rok wcześniej, o czym Łamignat pisał w artykule z serii "2w1". I co my mamy o tym sądzić?


W następnym odcinku pojedziemy do NRD!

18 komentarzy:

  1. Świetny tekst!
    A tymczasem czyżby następna część miała opowiadać o serii: "Mosaik"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne! Przecież niczego innego tam nie było :)

      Usuń
    2. No to nie mogę doczekać się artykułu o Mosaice. To się chyba wcześniej nazywało "Abrafaxe" - ale nie orientuję się dokładniej. Dlatego z WIELKIM zaciekawieniem czekam na tekst. Do dziś mam całe roczniki: 1987, 88 i 89 bez dwóch zeszytów :-)

      Usuń
    3. "Abrafaxe" i "Digedags" to serie komiksowe z pisemka "Mosaik".

      Usuń
    4. A ja wciąż mam nadzieję, że po wizycie w NRD postanowicie pozostać w kręgu demoludów i skręcić na Węgry...

      https://www.lambiek.net/artists/image/f/fazekas_attila/fazekas_atilla_botond.jpg ;)

      Usuń
    5. Wszak kiedyś obiecaliście ;-)

      Usuń
    6. Skoro obiecaliśmy, to nie ma przebacz :)

      Usuń
  2. 8-10 kwietnia Egmont ma ogłosić jaki będzie komiks nr 1000 klubu świata komiksu. NA forum gildii pojawiają się spekulacje, że może być to coś Christy. P. Kołodziejczyk zapytany wprost ani nie potwierdził tego ani ne zaprzeczył. Czy myślicie, że jest na to szansa, czy też są to tylko nierealne marzenia fanów?
    Robert z Gdyni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba mało realne.

      Usuń
    2. Ja bym osobiście obstawiał 3 tom z Tytusami ze świata młodych. W końcu mamy taką piękną rocznicę - 60 lat od wydania I księgi...No i dotychczasowe księgi Zero i 80-lecia były albumami odpowiednio 100 i 300.

      Usuń
    3. A dużo materiału zostało? Uzbierał by się z tego cały album?

      Usuń
    4. Taki album powstał już wiele lat temu. Nazywa się "Tytus, Romek i A'tomek, Księga Remanent. Jest to dzieło fanowskie. Graficznie idealnie naśladuje księgi egmontowskie. Zawiera wszystkie ( chyba) nieopublikowane tam materiały. Niektóre ( na szczęście krótkie i bardzo nieliczne)historie powtarzają się nawet kilka razy, gdyż były opublikowane w różniących się wersjach.

      Robert z Gdyni

      Usuń
    5. Mija 50 lat :-)

      Usuń
    6. Oczywiście, ze mija 50 lat od wydania I księgi. Nie wiem skąd te 60 się wzięło :p

      Usuń
    7. Wiwat srebrny jubileusz!

      Usuń
  3. Oj sporo, byłby to najbardziej obszerny album w porównaniu z poprzednimi dwoma :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy artykuł nie mam na co dzień styczności z takim komiksem, jednak tekst mnie zainteresował.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.