piątek, 5 sierpnia 2011

2w1: Turniej latania

W latach 70-tych najciekawsze polskie komiksy ukazywały się w "Świecie Młodych" i w magazynie "Relax". W osobnych książeczkach publikowano niemal wyłącznie "Tytusy" i zeszytowe serie o zabarwieniu propagandowym - mniejszym lub większym. Sytuacja zmieniła się w roku 1980, kiedy to MAW, czyli Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, podjęła się drukowania pełnowymiarowych, kolorowych albumów, zaczynając od komiksów Tadeusza Baranowskiego "Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa" i Szarloty Pawel "Przygody Jonki, Jonka i Kleksa".

Zwiastun "Szkoły latania", Świat Młodych 96/1975
Pomysł ten podchwyciła Krajowa Agencja Wydawnicza (KAW), otwierając serię albumowych przedruków historii z Kajkiem i Kokoszem, które wcześniej publikował "Świat Młodych" i KAW-owski "Relax".

Jako pierwsze, w roku 1981, ukazały się "Szkoła Latania" i "Wielki turniej", w niezwykle efektownej i nietypowej - jak na tamte czasy - szacie graficznej. Komiksy zostały wydane w jednym tomie jako tzw. flip book, czyli książeczka do czytania z obu stron. Dwie historyjki wydrukowano do góry nogami względem siebie, a każda z nich posiadała własną okładkę z charakterystyczną czarną obwódką. Wewnątrz dodano całostronicowe rysunki postaci i przedmowy Janusza Christy do każdego komiksu. Autor w niezwykle dowcipny sposób, wcielając się raz w Kajka, a raz w Kokosza, wprowadza czytelnika w klimat komiksu. Dowiadujemy się, że bohaterowie narodzili się w Wieczorze Wybrzeża jako Kajtek i Koka [sic!] a sam autor pochodzi z Sopotu. Christa skorzystał również z okazji, żeby poruszyć temat podobieństwa swoich bohaterów do Asterixa. Niestety, w późniejszych wydaniach ze wstępów zrezygnowano.


Komiksy są wiernymi przedrukami ze Świata Młodych. Jednakże mimo iż Christa, nauczony doświadczeniem współpracy z Wieczorem Wybrzeża, starał się pilnować, żeby oryginały plansz wracały do Niego w komplecie, do "Wielkiego turnieju" musiał na nowo narysować aż półtorej strony.

"Wielki turniej", Świat Młodych"Wielki turniej", KAW

Do wydania albumowego Christa namalował przepiękne okładki, chyba najlepsze w serii. Ciekawe, że charakterystyczne liternictwo tytułów pojawiło się dopiero w następnych albumach i wznowieniach.


Zanim Egmont zdecydował się opublikować pełną edycję Kajka i Kokosza, w 2000 roku próbę wznowienia serii w nowej szacie graficznej podjęła firma Jupi Direct. Mimo hucznych zapowiedzi i zakrojonej na szeroką skalę kampanii reklamowej, ukazały się jedynie dwa pierwsze albumy. I może dobrze, gdyż warstwa edytorska wydania pozostawiała wiele do życzenia. Strona tytułowa wiała amatorszczyzną a nazwanie albumów zeszytami było po prostu nieporozumieniem.

Ulotka - Jupi DirectZnaczek - Jupi Direct

Na oryginalnych planszach, które udostępnił na swojej stronie kolekcjoner Tomasz Gorycki (tutaj i tutaj) można dostrzec, że "Wielki turniej" miał pierwotnie nosić tytuł "Wielki wyścig". Czyżby autor dopiero w trakcie rysowania zmienił zdanie na temat dyscypliny, w jakiej Bek miał zmierzyć się z Taranem?


Chyba jednak nie... Przecież komiks powstał w roku 1976 jako "Kajko i Kokosz", a tytuł "Wielki turniej" pojawił się po raz pierwszy pięć lat później w KAW-owskim flip booku.


KAW 1986 i 1988Zespół 1990Jupi Direct 2000
KAW 1986 i 1988Jupi Direct 2000

Powyższym tekstem Łamignat rozpoczyna serię artykułów o starych, przed-Egmontowskich wydaniach "Kajka i Kokosza". Cykl nosi nazwę "2w1", bo w każdym odcinku omówione zostaną dwa komiksy. (Kapral)

3 komentarze:

  1. O kurna! Ależ świetny post! Uwielbiam takie analityczne i rzeczowe podejście do tematu. Brawo! W życiu nie wiedziałem, że te 1,5 strony było inne w różnych wydaniach. Świetne odkrycie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy tylko w Świecie Młodych jest to inne półtorej strony? Nie ukazało się potem w żadnej z wersji albumowych?
    Pamiętam doskonale moment kiedy promowano wydania Jupi Direct. Były chyba nawet bilbordy. Niestety niepotrzebnie przekombinowali okładkę, co odbierało urok pierwowzoru. Te wszystkie ozdobniki, pasek na górze - były niepotrzebne. Zupełnie tak jak z odcinkami kapitana Żbika rysowanymi przez Polcha, a wznowionymi przez Muzę. Najgorzej jak wydawnictwa starają się ingerować w kształt oryginalnej formy 'uatrakcyjniając' wznowienia.

    Swoją drogą, posiadam to podwójne wydanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. No, na 100-ówkę :) Przecież bym nie pisał, gdybym nie sprawdził ;) Lelum Polelum!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.