poniedziałek, 10 marca 2014

Komiksy na miarę

W zeszłym tygodniu próbowaliśmy rozgryźć wyniki Konkursu im. Janusza Christy na Komiks dla Dzieci, ale mieliśmy zbyt mało danych. Dziś wracamy do tematu, bo w sieci pojawiło się kilka prac odrzuconych przez jury, a my mieliśmy okazję przeczytać je w całości albo w obszernych fragmentach. Poniżej cztery przykłady. Jak widzicie, są to pogodne, przygodowe historyjki, nawiązujące do tego, co najbardziej kochamy w polskim komiksie dziecięcym: do Christy, Butenki, Papcia, Baranowskiego czy Szarloty Pawel. Dlaczego więc jurorzy nie dostrzegli w takich pracach potencjału?

"Kryptoidowie", scen. Bartek Sztybor,
rys. Piotr Nowacki, kolor Łukasz Mazur
"Rakieta Archimedesa", scen. i szkic
Tomek Kleszcz, tusz i kolor Arek Hinc
"Horacy i Barbacy: Złota Pieczęć",
scen. i rys. Przemek Świszcz
"Lily & deus ex machina",
scen. i rys. Liwia Dzierżawa

Odpowiedź znajdujemy w wywiadzie z przewodniczącym jury, Tomaszem Kołodziejczakiem. Okazuje się, że celem konkursu nie było wyłonienie następców Christy (co sugerował tytuł imprezy i jej oprawa), ale coś zupełnie innego. Kołodziejczak powiedział to dość jasno:
Nie ogłaszaliśmy konkursu na serię "na miarę Kajka i Kokosza". Żyjemy w innych czasach, rynkowych i kulturowych. [...] W Polsce mamy już generację rodziców, która sama w młodości miała duży dostęp do komiksów. Więc to do nich będziemy adresować komunikację dotyczącą efektów naszego konkursu.
Tłumacząc na polski: Egmont nie szuka komiksów, które spodobają się dzieciom, ale takich, które spodobają się rodzicom, bo tylko oni mają pieniądze na coraz droższe albumy. Jest to więc kolejne wydawnictwo, stawiające na "komiksy dla dzieci mądrych rodziców". A że dziś za mądrych i nowoczesnych uchodzą yuppies, to i oferta musi być odpowiednio nowoczesna, np. terapeutyczna w stylu "Moja mama ma raka", "Mała książka o kupie" itp. Szkoda tylko, że w regulaminie nie wspomniano, iż bardziej chodzi o modne dziś "oswajanie dziecięcych lęków", niż o porządną rozrywkę dla młodych odbiorców. Zaoszczędziłoby to wielu uczestnikom niepotrzebnej fatygi, a czytelnikom złudzeń.

Morał z tego taki, że jeśli chcecie rysować komiksy przygodowe w stylu Christy, adresowane bezpośrednio do dzieciaków, to uderzajcie do tanich czasopism, które dzieci same sobie kupią z kieszonkowego. Tak właśnie od lat radzi sobie Hubert Ronek, niemal monopolista w tym segmencie. No i nie liczcie na Egmont, bo choć ma w ofercie sporo kioskowych gazetek w sam raz na uczniowską kieszeń ("Kaczor Donald", "W.I.T.C.H.", "Avengers" - pisał o tym Robert Zaręba), to są to wyłącznie przedruki z zagranicy.

Jeśli zaś marzą Wam się księgarniane albumy, które przy obecnych nakładach są makabrycznie drogie, to musicie trochę podlizać się rodzicom i celować w młodsze dzieci. W wersji hardkorowej widzieliśmy to w konkursie Egmontu, w bardzo wyważonej i lajtowej u Tomka Samojlika. Istnieje oczywiście szczątkowy trzeci segment, czyli wysokonakładowe (czytaj: tanie) albumy dla dzieci, jednak tu na placu boju pozostało zaledwie kilka klasycznych pewniaków: "Kajko i Kokosz", "Tytus", "Asteriks". Zupełnie nowy tytuł nie ma szans na przebicie. Co zatem pozostaje? Chyba tylko crowdfunding, bogaty sponsor, państwowe dotacje, a w ostateczności czekanie na lepsze czasy.

2 komentarze:

  1. wow... mocne słowa, ale jak najbardziej uderzające w sedno problemu polskiego rynku komiksowego.

    A tak przy okazji... Mimo swoich 36 lat naprawdę wolałbym poczytać dobry przygodowy komiks , zamiast książek o kupie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i nie ma się czym chwalić! Nie jesteś nowoczesny :)

      Usuń

Uwaga, Twój komentarz nie ukaże się natychmiast, bo najpierw cenzura musi go zatwierdzić. Przepraszamy za przejściowe trudności. Prosimy nie regulować odbiorników.